Kto powiedział, że najpopularniejszy damski kosmetyk służy jedynie do podkreślania namiętności ust? Okazuje się, że poprzez użycie szminki panie nie tylko zabiegają o względy panów, ale wręcz pozbywają się kobiecej konkurencji
Niejeden mężczyzna przyzna zapewne, że damska wyobraźnia nie zna granic i że płeć piękna zdolna jest do wszystkiego. Zwłaszcza, gdy chodzi o wyłączność na urok, wdzięk i oryginalny wygląd. Dla takich spraw panie zdolne są zrobić... może nie wszystko, ale na pewno wiele. [[reklama]] Cena oryginalności
Tak też kilkanaście dni temu niecodzienne zakupy zafundowała sobie (i nie tylko) mieszkanka Lipki, która odwiedziła sklep odzieżowy w Zakrzewie. Do pewnego momentu wszystko wyglądało normalnie. Pani zakupiła wybrany ciuch (chodzi o jakiś płaszcz czy kożuch), zapłaciła za niego i pojechała do domu.
Po jakimś czasie panie pracujące w sklepie zorientowały się, że pozostałe egzemplarze tego samego kubraczka pomalowane są szminką. Monitoring wszystko zarejestrował – jak nietrudno się domyśleć, okazało się, że dzieła dokonała pani, która upatrzyła sobie wspomniany towar. Gdy doszło do konfrontacji, oryginalna klientka wiele ponoć się nie wzbraniała, wszak nagranie video to dowód, któremu nawet niewidomy nie byłby w stanie zaprzeczyć. Podobno tłumaczyła się, że kolorowanki dokonała tylko dlatego, że nie chciała, aby któraś z innych pań w okolicy nosiła podobny ciuch, stąd pomysł, aby za przedmiot „zbrodni” robiła szminka, którą z ubrań ponoć niezwykle trudno usunąć.
Jak w bajce
Oficjalnego potwierdzenia tych wydarzeń nie otrzymaliśmy. Sprawa nie wpłynęła na policję, a i właścicielka sklepu przyznała w rozmowie z nami, że żadnych informacji nie udzieli, bo zawarła z wyjątkową klientką iście dżentelmeńską umowę, że nigdzie, a już na pewno do prasy wypowiadać się nie będzie, tym bardziej, że pani od szminki pokryła koszty dokonanych zniszczeń, więc mówiąc wprost, sprawa rozeszła się po kościach. Zdaje się, że rozmyła się na dobre, bo, jak przyznała właścicielka odzieżowego, pani od szminki nadal robi w jej sklepie zakupy. Finał zapowiada się zatem jak w prawdziwej bajce – nie dość, że było kolorowo, to jeszcze wszyscy mogą żyć długo i szczęśliwie. Oby dłużej niż tylko do kolejnych zakupów.
Zastanawiam się, czy którykolwiek z panów jest w stanie zrozumieć motywację działania pani z Lipki? Chyba naprawdę „Baby są jakieś inne” – tytuł wyświetlanej w kinach polskiej komedii zdaje się idealnie trafiać w sedno tej zakrzewsko-lipkowskiej socjologicznej zagadki.
Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze