Jak został radnym powiatowym, nie prowadząc kampanii oraz jak zamierza przez rok zaistnieć w samorządzie opowiada Maciej Bujacz
Jako mieszkaniec Skórki do rady powiatu kandydował Pan w 2010 roku. Jakie były powody tego startu? Wszystko to działo się wtedy trochę przypadkowo, bo nigdy nie miałem aspiracji do tego, żeby bawić się w politykę. Zostałem zaproszony przez jednego z kolegów do uczestniczenia w wyborach w ramach związanego z nim komitetu wyborczego. Moje wcześniejsze kontakty z jakąkolwiek polityką ograniczały się jedynie do pracy w radzie sołeckiej, można więc powiedzieć, że byłem i jestem nowicjuszem w polityce, to nie była dla mnie łatwa decyzja. Wahałem się. Ostatecznie podjąłem to ryzyko.
[[reklama]]
Wtedy do rady wejść się nie udało. Podchodziłem do tego z dużym dystansem i świadomością, że nie osiągnę spektakularnego wyniku wyborczego. Była to dla mnie raczej forma sprawdzenia się przed kolejnymi wyborami, pokazania się ludziom, zaistnienia. Zdawałem sobie sprawę, że obwód wyborczy, z którego startuję, jest mały, a dodatkowo w jego skład wchodzi jeszcze Krajenka, skąd startowali ludzie znani. Byli wśród nich chociażby obecny burmistrz Stefan Kitela, Anna Baranowska czy Marek Kitowski, ja byłem gdzieś na szarym końcu. Pamiętam, że uzyskałem wtedy parę głosów i nawet cieszyłem się z tego.
Jednak trzy lata później został Pan radnym Rady Powiatu Złotowskiego. Stało się tak, jak się stało. Byłem nieco zaskoczony i nieco przestraszony, że po Marku Kitowskim obejmę mandat radnego. Jestem już po zaprzysiężeniu i będę bacznie obserwował, przyglądał się i uczył się tego wszystkiego, bo jednak nadal jest to dla mnie coś nowego.
To tylko fragment artykułu z AL 41/2013, s. 29
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze