Justyna Świerczyńska, podopieczna fundacji Złotowianka, pozdrawia czytelników ?Aktualności? z Burdur w Turcji
Chodziarka Justyna Świerczyńska przebywa na międzyuczelnianej wymianie Erasmus w Burdur, miejscowości położonej ok. 1200 m. n.p.m.
Oprócz nauki i zajęć w szpitalu lekkoatletka z Podróżnej (studiująca pielęgniarstwo) ostro trenuje. - Mam nadzieję że wytrwam w Turcji do końca semestru. Jak na razie jest śmiesznie i ciężko jednocześnie – pisze Justyna. - Były kryzysy i miałam momenty, że chciałam wracać. Było kosmicznie ciężko nie tylko jeśli chodzi o naukę (mało kto tu mówi po angielsku), ale też siadałam treningowo. Wszędzie góry, wysokość 10, czasem nawet 15 razy większa niż w Polsce - dusiło w płucach, w nogach skurcze, czasem krew z nosa. Wszystko sama musiałam tu załatwić: ustalić plan studiów tak, żeby zgadzał się z tym, co mam w Polsce, obejść odziały w szpitalu, na których mam praktyki (w szpitalu obsługa nie mówi po angielsku, więc bez sensu kogokolwiek prosić o pomoc, a i wykładowcy nie wszyscy znają język angielski), musiałam też znaleźć siłownię, salę gimnastyczną, miejsce do biegania. Plany treningowe wysyła mi trener Ignacy Krzewiński z Piły, mam tu też nauczyciela - trenera tureckiego z tutejszej uczelni, z którym trenuje męska grupa lekkoatletów – opowiada Justyna.
- Jak zaczynałam tu biegać to policja jeździła za mną i pytała, czemu biegam? I czy w czymś mi pomóc? Czy ktoś mnie goni? Bo tu kobiety nie biegają, o chodzie sportowym nawet nie wspomnę. Teraz już wiedzą, że trenuję, chociaż dziwią się i czasem pytają: czy w Polsce nie ma facetów do uprawiania sportu? - dodaje chodziarka.
Można powiedzieć, że zaczęłam swój maraton i muszę dobiec do końca, chociaż na razie biegnę pod górkę – kończy chodziarka.
Pani Justyno, trzymamy kciuki i życzymy powodzenia.
Red.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze