Hektary, nowoczesne maszyny, planowanie na lata, kredyty i stała kontrola światowych rynków - oto współczesny rolnik, który musi być przede wszystkim strategiem
Bartłomiej Grzybek – radny Rady Gminy Tarnówka i jeden z młodszych rolników na terenie tej gminy. Zaledwie 29 lat, na rodzinnej gospodarce pracujący od małego, a formalnie związany z nią od jedenastu lat. Wspólnie z ojcem pracują na 170 hektarach, zajmują się wyłącznie produkcją roślinną. – Rzepak, pszenica ozima czy jęczmień browarny, to rośliny pochodzące od nas – mówi młody rolnik, wyjaśniając, że gdy pijemy Lecha czy Żubra, spore prawdopodobieństwo, że kosztujemy browaru powstałego na bazie ich produkcji, która trafia do słodowni w Poznaniu.
[[reklama]]
Miejsce dla wszystkich – Dokupuję, zadłużam się, na ile mogę. Muszę inwestować, żeby się rozwijać. Docelowo do 200 hektarów, tak żeby spokojnie żyć, ale też samemu dać radę to wszystko obrabiać – mówi radny-rolnik, przyznając, że 200 hektarów to dla niego granica tego, ile dziś byłby w stanie sam ogarnąć. Ziemię Bartłomiej Grzybek dokupuje od lat, średnio 10 hektarów rocznie. – Bo co tu się oszukiwać, minęły czasy, kiedy wystarczało kilkanaście hektarów i jakaś świnka czy krówka – trzeźwo ocenia, choć przyznaje, że mniejsze gospodarstwa wcale nie muszą być skazane na porażkę. – Wręcz przeciwnie. Mniejsze mogą znaleźć sobie miejsce, ale powinny się wtedy specjalizować. Dział produkcji specjalnej: porzeczka, malina czy truskawka, to jest dla nich szansa. W gminie Tarnówka jest zresztą kilku gospodarzy, którzy tak funkcjonują – potwierdza przykładami. – Tacy ludzie mogą z tego żyć nawet na dobrym poziomie. Ale wiadomo, że trzeba wokół tego chodzić, trzeba pilnować interesu. Zresztą, jak wszędzie.
To tylko fragment artykułu z AL 36/2013, s.16
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze