Powołanie to pewna tajemnica. Może być ono z chwilą, gdy człowiek się rodzi, wpisane w istnienie tej osoby. Jeden to odkryje, inny nie. Jak czytamy Pismo Święte to byli ludzie, którzy pytali Jezusa o znaki. One były, ale oni ich nie widzieli. Ja w szkole średniej doszedłem do takiej decyzji, stawiając sobie pytanie, co dalej chcę w życiu robić. Młody człowiek już wtedy się znał, konfrontował siebie z innymi i tak sobie wtedy myślałem, że najprawdopodobniej nie założę rodziny. Byłem zdecydowany na życie samotne, ale dla innych. Wprawdzie złożyłem wtedy jeszcze papiery na wydział filozofii UAM w Poznaniu, ale wycofałem się z tego, bo wewnętrznie czułem, że chcę spróbować seminarium.
Nie byłem pewny, ale po to jest seminarium. Młody człowiek może żyć pewnymi złudzeniami, ale tam spotyka starszych, bardziej doświadczonych w duchowości chrześcijańskiej. Jestem po państwowym technikum weterynaryjnym we Wrześni. Była to szkoła męska. Dzięki temu, mimo tego, że w domu brakowało mi ojca, to nie brakowało mi nigdy pierwiastka męskiego. Po seminarium byłem jeszcze rok na dziekance. Przełożeni zadecydowali, aby przedłużyć ten czas przygotowania do święceń kapłańskich. Ten rok, który spędziłem w Żarnowcu, mnie ugruntował i przekonał moich przełożonych, że jestem gotów.
Reklama
Tak było przynajmniej w moim przypadku. Do wszystkiego ciągle dojrzewamy. Zresztą w moim przypadku ten proces trwa. Cały czas dojrzewam do mojego kapłaństwa. Nie jestem jeszcze spełniony, a dojrzewanie uczy także pokory. Każdy dzień mnie uświadamia, że ja ciągle nie dorastam do tego kapłaństwa chrystusowego.
Zastanawiałem się nad tym. Mógłby to być do tego powód, ale chyba tak nie było. Mogło być też inaczej. Często dokonujemy projekcji, przenosząc cechy naszego ojca na Boga Ojca. Więc skoro ten na ziemi nie był dobry, to i tamten nie jest za mocny. Gdybym tak myślał, to pewnie nie zostałbym kapłanem.
Reklama
Zwątpienia nie. Jestem wewnętrznie przekonany, że zostałem obdarowany kapłaństwem przez Chrystusa. Czasami jest mi tylko smutno, że nie dorastam do tego, czym zostałem obdarowany. Podobnie bywa w małżeństwie. Mamy czasami świadomość, że zostaliśmy przez kogoś obdarowani miłością, ale do tego nie dorastamy. Jeśli zdajemy sobie z tego sprawę, to nas mobilizuje do wysiłku, aby to zmienić.
Po to jestem księdzem, żeby kogoś zbliżyć bardziej do Pana Boga. Z drugiej strony jestem też strażnikiem sakramentów, które są wielkim darem. Mam nimi również obdarowywać i tutaj u mnie pojawia się pewnego rodzaju napięcie. Nie jestem Panem Bogiem i nie wiem, czy ktoś jest gotowy na ten dar. Nie jestem od tego, by lekko tymi darami obdarowywać, a z drugiej strony wiem, że ja sam jestem niedoskonały i dlaczego mam o tym decydować? Bez duchowości byłbym tylko urzędnikiem.
Reklama
Wspomniał Ksiądz o małżeństwie. Jak Ksiądz się odnosi do par żyjących ze sobą w nieformalnych związkach?
Czy po 5 latach może Ksiądz powiedzieć, że tu jest jego dom?
Jestem przekonany, że dla części parafian nie jestem wiarygodny, bo każdy ma inną wrażliwość. Pan Jezus też nie docierał do wszystkich, to mnie pociesza. Związane to jest z pewną delikatnością i brakiem przymusu. „Jeśli chcesz, do niczego Cię nie zmuszam” – w ten sposób staram się przemawiać. Pozostawiam dużą sferę wolności, nie mogę inaczej.
Reklama
Każdy jest specyficzny. Pewne rzeczy były już zrobione przez ks. Romana, więc nie musiałem się na tym skupiać. Poprzez katechezę starał się docierać do młodzieży, choć wiem, że miał z tym problemy. Cóż, to był jego krzyż. Gdy ja tutaj przychodziłem szkoła miała katechetów, ale na prośbę ks. Grzegorza z Krajenki przez trzy lata uczyłem religii właśnie tam. Lubiłem katechezę, ale też bywało, że mieliśmy z jednym czy drugim uczniem trudniejsze problemy.
Zawsze może być lepiej. Jest cząstka młodzieży, z którą człowiek się zbliża i wspólnie coś robimy, ale jest też dużo młodzieży, która nie chce się wychylać. Wrócę więc do tego, że nikogo nie chcę zmuszać. Jest propozycja i możemy razem parę fajnych rzeczy zrobić. Przygotowywaliśmy się do ŚDM, spotykaliśmy się z innymi grupami młodzieży ze Złotowa, Krajenki, Sławianowa. To był dobry czas. Nie wiem, czy uda nam się polecieć na kolejne ŚDM, zapowiedziane w Panamie. Jeśli bardzo będziemy chcieli, to pewnie tak.
Reklama
Oczywiście zawsze może być lepiej, ale rzeczywiście bywają liczne momenty współpracy. Jednak pewnych rzeczy ja nie mogę zrobić za nich, a pewnych oni za mnie. Znamy granice, gdzie możemy sobie jeszcze pomóc i współpracować, a gdzie powinniśmy coś zrobić, nie czekając na siebie. Fajnie, że ta strona funkcjonuje, od dwóch lat działa także facebook, prowadzony przez Aldonę Rybkę. Cieszy mnie także zakładka dotycząca historii. Parafia jest młoda, ale wieś ma długą historię i na tym powinniśmy budować.
Mój zamysł to nie wszystko. Trzeba się wsłuchiwać w oczekiwania parafian. Wchodzimy w kolejny etap wzrastania tej wspólnoty. Są w tym wzrastaniu trudne momenty. Szczególnie bolą mnie rozpady małżeństw, i to młodych, cierpią na tym dzieci. To nas osłabia. Co zrobić, aby zatrzymać ten proces? Ciągle się nad tym zastanawiam, ale nie wszystko ode mnie zależy. Smucę się wtedy, że pan Jezus nie jest słuchany. Swój osąd tych ludzi studzę jednak, pytając siebie: a czy ty zawsze jesteś w zgodzie z wolą Pana Boga?
Reklama
Rozmawiamy i zawsze wychodzę z propozycją, że mogę pomóc. Bywało, że po takich rozmowach przychodzą do mnie i są takie związki, w których potem doszło do zawarcia sakramentalnego małżeństwa. Mamy więc wspólne sukcesy. Mam świadomość, że czekają mnie takie trudne rozmowy, ale nigdy ich nie zaczynam, aby skonfliktować.
Staram się patrzeć na miłość mężczyzny i kobiety przez pryzmat Chrystusa. Bóg jest miłością, to jest fundament. Dlatego ważne, aby zawierzyć miłość ludzką Panu Bogu, on jest w stanie uzupełnić jej braki. Tylko na ile zdajemy sobie z tego sprawę? Bo nawet jeśli zawarliśmy małżeństwo, ale nie opieramy naszej miłości na Chrystusie, to ten związek i tak się wahnie. Nigdy nie powiedziałem do żadnej pary: „Jak nie zawrzecie związku małżeńskiego, to nie ochrzczę wam dziecka”.
Reklama
Zawiązanie grupy było owocem rekolekcji. Ojciec Pio to niesamowita postać. Osoba naznaczona cierpieniem przez stygmaty chrystusowe, ale też brak zrozumienia, który spotykał go także ze strony jego współbraci, nawet kapłanów, zakonników. Był to człowiek wielkiej modlitwy, który ponadto pochylał się nad chorymi i cierpiącymi. Brakuje mi jeszcze tego, aby grupa wychodziła do chorych. Modlitwa to już dużo, ale trzeba ją osadzić na konkrecie.
To jest mój dom. Tutaj mieszkam, pracuję. Dużo czasu tutaj przeżyłem. Natomiast jestem do dyspozycji księdza biskupa jeśli powie, że jestem potrzebny Panu Bogu w innym miejscu. Papież kiedyś po ostatniej pielgrzymce powiedział: „Żal odjeżdżać”. Jeśli kiedyś przyjdzie moment pożegnania, to podziękujemy sobie za dobre chwile, przeproszę za to, czego nie dopełniłem, a sentyment pozostanie.
Reklama
[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bardzo lubie tego ksiedza.mily sympatyczny
Ksiac Zbyszek ani razu nie wziął od nas koperty z pieniędzmi jak mu wciskalismy to tak nas zagadał,że pieniądze zostawil za fierana w kwiatach. A nie jesteśmy biedni. Ochrzcił córke bez żadnego beszczelnego gadania i za to księdza podziwiam i szanuje,bo ksiąc Wróbel świętej pamięci to był tak podły ze na kolendzie to nie dosc ze powiedzial ile inni daja to piewsze co zamiast odmówic modlitwe to chwytał za koperte z pieniedzmi,az sie trząs poprostu. Z naszym księdzem Zbyszkiem to można konie kraść i nie zamieniła bym go na żadnego innego. Jak księdza nie znasz to się w ogóle nie wypowiadaj bo obrażasz najlepszego księdza
Dodam jeszcze, że ksiądz Zbyszek odwiedził kiedyś swojego parafianina, który był w pewnym ośrodku, oddalonym o 200 km od Nowej Świętej. Tłukł się samochodem taki szmat drogi. Nie zapomnę tego nigdy. Jesteś wielki księże Zbyszku.
To super człowiek - ksiądz jakich mało, pomaga wiernym, nie góruje nad innymi, jest dla ludzi a nie ludzie dla niego- szkoda że nie jest w mojej parafii
To super człowiek - ksiądz jakich mało, pomaga wiernym, nie góruje nad innymi, jest dla ludzi a nie ludzie dla niego- szkoda że nie jest w mojej parafii
Widać ,że nie znacie księdza Zbyszka,pisząc te durne komentarze o żonie,dzieciach i doskokach. Pewnie są tacy i to dużo ale nie on... Znam go choć nasz kontakt się urwał to zawsze marzyłam aby on udzielił nam ślubu,ochrzcił dzieci,ponieważ jest księdzem z powołania. Raz byłam z koleżanką na mszy,była zima,a ona była w jakiś zwykłych adidasach/trampkach... Zauważył to. Po mszy nas zaczepił ,zapytał o buty,dał na zimowe.... Innym razem dał jednym znajomym z ulicy pieniądze na węgiel na zime... Myślicie,że ksiądz bez powołania zwróciłby uwage na takie rzeczy?Dałby pieniądze? Sam jeździł nie najlepszym samochodem... Na prawde zawsze dzielił się tym co miał. Na zawsze pozostał w moim sercu. W reszte księży też nie wierze.. tylko kasa i kasa.On pokazał,że zasługuje na szacunek i wiare,że istnieje jeszcze ksiądz z powołania.
Zgadzam się..........to łażenie po chałupach to nic innego jak wizyta po kopertę .Też mówię won!
Piszesz ,,Jestem wrogo nastawiona do dzisiejszego kleru"" czyli potwierdzasz że taką opinię to środowisko sobie samo wyrobiło na własne życzenie, ale ,,jedna jaskółka wiosny nie czyni"".
Niestety dzisiaj w prawdziwego księdza z powołaniem trudno jest uwierzyć, bo wszystkich wrzucamy do jednego wora. Ja jednak pozdrawiam Tego księdza, który bez żadnego ale, a przede wszystkim bez JAKIEJKOLWIEK stawki, ochrzcił moje dzieci, gdzie w parafii NMP, do której należę, mi odmówiono, tzn moim dzieciom odmówiono. Zbliża się staroświecki zwyczaj łażenia po chałupach, także won.
Ksiądz Proboszcz ze Świętej, może być przykładem dla wszystkich pozostałych księży. Jest człowiekiem inteligentnym, skromnym, wrażliwym a swoją posługę czyni całym sercem. Jest prawdziwym kapłanem. Wielokrotnie miałam okazję uczestniczyć na Jego mszach św. Nie wypisujcie bzdur "komentatorzy", bo Go ogromnie krzywdzicie. Jestem wrogo nastawiona do dzisiejszego kleru, ale ten człowiek świeci przykładem. Zna każdego parafianina, dba o nich, tym samym jest wyjątkowy. Drogi Księże, Pan Bóg wiedział, co robi, że dał Księdzu to coś, co pozwoliło zostać kapłanem. Wielki szacunek dla Księdza.
Znacie w ogóle tego księdza? Czy tylko tak piszecie byle coś napisać... Dla mnie ten ksiądz jest prawdziwym księdzem, który nie posiada cenników, co w dzisiejszych latach jest wyjątkiem, służy Bogu i ludziom, po co się wypowiadać skoro się nie zna osoby?
Tak znamy tego księdza. Ksiądz Zbyszek najpierw był w Złotowie i wiele dobrego po sobie zostawił. Zresztą Złotów ma takie szczęście że wszyscy posługujący tu księża są tak jakby z powołania i każdego z nich po przeniesieniu do innej parafii ogarnia sentyment do tego co było i góra optymizmu do tego co będzie. Szczęść Boże księże Zbyszku.
Bardzo lubie tego ksiedza.mily sympatyczny
Ksiac Zbyszek ani razu nie wziął od nas koperty z pieniędzmi jak mu wciskalismy to tak nas zagadał,że pieniądze zostawil za fierana w kwiatach. A nie jesteśmy biedni. Ochrzcił córke bez żadnego beszczelnego gadania i za to księdza podziwiam i szanuje,bo ksiąc Wróbel świętej pamięci to był tak podły ze na kolendzie to nie dosc ze powiedzial ile inni daja to piewsze co zamiast odmówic modlitwe to chwytał za koperte z pieniedzmi,az sie trząs poprostu. Z naszym księdzem Zbyszkiem to można konie kraść i nie zamieniła bym go na żadnego innego. Jak księdza nie znasz to się w ogóle nie wypowiadaj bo obrażasz najlepszego księdza
Dodam jeszcze, że ksiądz Zbyszek odwiedził kiedyś swojego parafianina, który był w pewnym ośrodku, oddalonym o 200 km od Nowej Świętej. Tłukł się samochodem taki szmat drogi. Nie zapomnę tego nigdy. Jesteś wielki księże Zbyszku.