Reklama

Błogosławiony z Łobżenicy?

15/07/2012 00:00
Trwa proces beatyfikacyjny ojca Zygmunta Mreły, rodowitego mieszkańca Łobżenicy. Każda informacja o benedyktynie, który zmarł męczeńską śmiercią w Dachau, jest na wagę złota

Opactwo Benedyktynów w Lubiniu wszczęło proces beatyfikacyjny ojca Zygmunta Mreły, ich dawnego przeora, który zginął męczeńską śmiercią w Dachau. Ojciec Zygmunt, rodowity mieszkaniec Łobżenicy, obecnie jest Sługą Bożym (tytuł nadawany przez Kościół przed rozpoczęciem procesu beatyfikacyjnego). Benedyktyni z Lubinia od dłuższego czasu dokładają jednak wszelkich starań, aby wynieść ojca Zygmunta do stanu błogosławionego. – Mamy bardzo mało materiałów dotyczących ojca Zygmunta, dlatego wstrzymano nam proces – mówi przeor Opactwa benedyktynów w Lubiniu ojciec Izaak Kapoła – Szukamy każdej informacji, dokumentów, zdjęć ojca Zygmunta. Ważny jest każdy ślad jego życia – mówi przeor, zachęcając mieszkańców Łobżenicy i okolicznych miejscowości do przejrzenia rodzinnych archiwów bogatych w tego rodzaju pamiątki i wspomnienia.

Od 2001 roku benedyktynom z Lubinia nie udało się zdobyć nowych informacji, dlatego z prośbą o pomoc zwracają się teraz do mieszkańców rodzinnego miasta ojca Mreły. – Gdyby ktoś posiadał jakiekolwiek informacje, bardzo byłoby nam miło, gdyby dotarły do nas – zachęca do współpracy brat Izaak.

A. Głyżewska
[[nowa_strona]]
Ojciec Zygmunt Mreła (1882 r. – 1942 r.)

Był Benedyktynem, przeorem Klasztoru w Lubiniu, więźniem w Dachau, zmarł w opinii świętości.

Ojciec Zygmunt Mreła, syn Franciszka i Matyldy. Urodził się 18 listopada 1882 roku w Łobżenicy, ówczesny powiat Wyrzysk w województwie bydgoskim (w zaborze pruskim). Przy chrzcie otrzymał imię swojego ojca, Franciszka Salezego. Ojciec jest organistą w parafialnym kościele. Gdy mały Franek ma cztery lata umiera jego matka zostawiając sześcioro dzieci. Ojciec Franka ponownie się żeni. Ciężko pracuje, aby zapewnić licznej gromadce dzieci skromne warunki do życia. W szkole Franek wyróżnia się szczerą pobożnością i wielką pilnością. Jego starania zauważa ks. Jan Chryzostom Dziubek, który bierze na siebie dalsze koszty kształcenia Franka w państwowym gimnazjum w Rogoźnie. O tym, że życie chce poświęcić Bogu, Franek decyduje już po maturze i zaczyna naukę w seminarium duchownym w Poznaniu, nadal korzysta z finansowej pomocy księdza. Jako kleryk Franciszek zyskuje uznanie swych przełożonych w seminarium, a świadectwo wystawione mu za miesiące wakacyjne spędzone przez trzy lata kolejno na plebaniach w Baranowie, Łobżenicy i Siemowie zawierają pełne uznania oceny dla jego pobożności, pokory i wzorowego spełniania obowiązków. Święcenia kapłańskie Franciszek otrzymuje 9 lutego 1908 roku i po półtorarocznym wikariacie najpierw w Czerniejewie, potem w Łabiszynie, zostaje 1 lipca 1909 roku mianowany wikariuszem przy metropolitalnej katedrze Gnieźnieńskiej. Awansuje na wicekustosza architektury i administratora parafii katedralnej. Z tego okresu zachowała się opinia biskupa Wilhelma Kloske wyrażająca uznanie dla jego nienagannego życia, zdolności kaznodziejskich i troskliwej opieki nad sierotami Domu Sierot św. Wojciecha. Z tą opinią otrzymuje w 1914 roku nominację na proboszcza parafii św. Barbary w Karminie w ówczesnym dekanacie pleszewskim. Na tym stanowisku pracuje 9 lat. Jednak szczególnie trudna sytuacja we wschodnich dzielnicach odrodzonej Polski budzi w nim gorące pragnienia przejścia do diecezji podlaskiej: „bo tam wielki brak księży, a to przecież ziemia męczenników – pisze w 1919 roku do kardynała Dalbora. Franciszek nie otrzymał jednak zgody kardynała. W 1920 roku Franciszek podejmuje decyzję o wstąpieniu do zakonu. Na początku ks. Franciszek myślał o wstąpieniu do zakonu jezuitów, ale za namową swojego spowiednika zaczął rozglądać się za innym zakonem. W liście z 4 stycznia 1924 roku czytamy: „Ponieważ w wolnej Polsce rozpoczęły się pielgrzymki do Częstochowy powstało pragnienia, aby tam służyć pielgrzymom”. W końcu za zgodą kardynała Dalbora rozpoczyna w 1923 roku nowicjat u OO. Paulinów w Krakowie na Skałce. Po czterech miesiącach dochodzi do wniosku, że to nie jest jego miejsce. Wraca do diecezji i tam otrzymuje skierowanie na prefekta w seminarium nauczycielskim w Rogoźnie, a po roku przeniesienie na prefekta do gimnazjum żeńskiego w Lesznie. Wspomnienia o swym dawnym prefekcie, spisane przez uczennice, świadczą jak bardzo owocna była jego praca wychowawcza. Z Leszna często odwiedza odradzający się klasztor w Lubiniu. W końcu w 1928 roku rozpoczyna nowicjat w benedyktyńskim opactwie. Emaus w Pradze Czeskiej i otrzymuje imię zakonne św. Zygmunta, pokutnika i męczennika z szóstego wieku, którego relikwie przechowywane są częściowo w  Pradze. Pierwsze śluby składa 18 października 1929 roku i wraca do Lubinia. Tu w 1937 roku otrzymuje nominację proboszcza miejscowej parafii, a rok później zostaje przeorem klasztoru, co świadczy o zaufaniu, jakie sobie zdobył wśród wspólnoty zakonnej. Jak przeor zachował zawsze postawę spokojną, opanowaną, szerząc wśród otoczenia życzliwość. Odpowiedzialność i ciężar przełożeństwa stał się szczególnie trudny z chwilą wybuchu wojny. Rok 1939… Już pierwsze dni szerzy popłoch. Przybywają uciekinierzy z Leszna.

[[nowa_strona]]

Ojciec Zygmunt otacza ich troskliwą opieką. Aby uniknąć niebezpieczeństwa od niemieckiego żołdactwa ciągnącego się wzdłuż klasztoru, zarządza przejście wszystkich zakonników z klasztoru, do schowanego w lasach gościnnego dworu państwa Bukowieckich w Cichowie, natomiast sam spełnia ofiarnie i z narażeniem życia obowiązki duszpasterza nawiedzając chorych w całej parafii, odwiedzając i pocieszając rodziny pogrążone w żałobie po stracie najbliższych. Gdy front przechodzi, zakonnicy wracają do klasztoru. Zaczynają ustawiczne rewizje i szykany. Ojciec Zygmunt zachowuje spokój i zachęca współbraci do cierpliwości powtarzając swe ulubione hasło: „Wszystko dla Ciebie, Najświętsze serce pana Jezusa”. Rok 1940. Klasztoru w Lubiniu zostaje wyznaczony przez gestapo na etapowy obóz dla internowanych księży. Zaraz po Nowym Roku do Lubinia trafia trzech pierwszych internowanych księży. Dwa tygodnie później, pod eskortą gestapo, zajeżdża samochód ciężarowy wypełniony księżmi. Zakonnicy gościnnie przyjęli księży, odstępując za przykładem o. Zygmunta, swoje łóżka. Sami nocują na słomie w stodole. Po paru tygodniach zajeżdża transport kolejnych trzydziestu księży. Ojciec Zygmunt zajął się wypożyczaniem dla nich łóżek i sienników od parafian. Na Boże Ciało gestapowcy wywieźli z klasztoru do Dachau ok. sześćdziesięciu księży. Na ich miejsce przywieziono wkrótce nowe grupy. Lecz już 5 sierpnia wywieziono do Dachau następnych, a wśród nich ojca Wojciecha Golskiego, prawą rękę ojca Zygmunta Mreły. To bardzo go dotknęło, a mimo to dalej, w ukryciu spełnia posługi duszpasterskie. Te dwa lata ofiarnej służby duszpasterskiej pod wrogą okupacją hitlerowską znalazły swe zakończenia 6 października 1941 roku. W tym dniu gestapo wywiozło resztę księży, a wśród nich ojca Zygmunta., najpierw do Poznania, a następnie do Dachau. Tam po katordze, trwającej dziewięć miesięcy, został pod pozorem przeniesienia do szpitala obozowego wywieziony wraz z grupą innych więźniów ciężarówką, w  której wszyscy zostali zagazowani. Było to 18 maja 1942 roku. Pozostawił po sobie świetlaną pamięć kapłana głębokiej pokory, serdecznego opiekuna cierpiących i ubogich, roztropnego duszpasterza i troskliwego wychowawcy. młodzieży.

Na podstawie „Zeszytów Lubińskich”, Kościan 1994

(opracowanie O. Mateusz Skibniewski O S B)

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości