Radny Michał Kruszyński wróży burmistrzowi Wojtiukowi i przepowiada, co go zgubi - andrzejkowy nastrój w wigilię święta Andrzeja udzielił się samorządowcom, tyle że temat okazał się przyziemny
Skarga za skargą
Jak bumerang na sesje Rady Miejskiej w Jastrowiu wraca sprawa nauczyciela sypniewskiej szkoły Zbigniewa Koczenasza. Tym razem za sprawą radnego Michała Kruszyńskiego, który na jednej z poprzednich sesji pytał o działania podejmowane w tej sprawie przez burmistrza. Na sesji, która odbyła się 28 listopada, radny ponowił pytanie. Jego zdaniem dyrektor Zespołu Szkół Samorządowych w Sypniewie działa bezprawnie i naraża budżet szkoły na straty rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych, co, jak sugerował, powinno skutkować odpowiednimi krokami ze strony burmistrza. – Co pan burmistrz zamierza zrobić ze swoim podwładnym i czy zamierza pan wyciągnąć konsekwencje w tej sprawie? Jeśli tak, to jakie? – pytał nieustępliwie Michał Kruszyński, którego nie satysfakcjonowała opinia wydana w tej sprawie przez Wielkopolski Ośrodek Kształcenia Samorządu Terytorialnego, pod którą podpisał się dr Zbigniew Sypniewski (pisał w niej o braku możliwości zwolnienia nauczyciela mianowanego). – Pan burmistrz zamówił sobie jakąś opinię – nie przebierał w słowach radny. Cytował z opinii sformułowania, które uznał za „bełkot prawny, nie mający żadnego zastosowania do mojego zapytania, nadający się tylko do jednego z pomieszczeń”. – Co pan zamierza zrobić w tej sprawie, bo w chwili obecnej daje pan przyzwolenie swojemu podwładnemu na bezprawne działanie, mało tego, na marnowanie publicznych pieniędzy. Taka odpowiedź mnie nie zadawala, mam nadzieję, że zapłacił pan za tę opinię z własnych pieniędzy. Burmistrz zapewnił radnego, że za opinię nie zapłacił złotówki, ponieważ była ona przedstawiona samorządowcom podczas jednego ze szkoleń. – Dziwię się, że ma pan czelność kwestionować tę opinię, bo z tego co mi wiadomo, z wykształcenia nie jest pan prawnikiem i tak lekką ręką mówi pan, że to się nadaje do jednego z pomieszczeń. Przemawia przez pana wyjątkowa kpina i zadufanie w sobie. Burmistrz wytknął radnemu, że zarówno w poprzedniej jak i w obecnej kadencji radny Kruszyński ma reprezentować jednego człowieka – nauczyciela z Sypniewa. – Mój poprzednik tutaj stawał i kilkakrotnie tłumaczył się z różnych sytuacji, komisja rewizyjna jeździła do szkoły na kontrole w sprawie funduszu socjalnego. Ale powtórzę jeszcze raz - zgodnie z prawem nie mogę pani dyrektor nic zrobić, nawet gdybym chciał ją zwolnić, bo za chwilę będę miał sprawę w Sądzie Pracy i gmina będzie płacić tej pani odszkodowanie. Ta opinia miała panu uzmysłowić, gdyby pan ją dokładnie przeczytał, że nauczyciel mianowany jest pod szczególną ochroną, taka jest interpretacja sądów. Burmistrz dodał również, że kuratorium oświaty rozpatrzyło już tę sprawę i rozstrzygnięcie będzie negatywne dla pana Koczenasza. – Tych skarg będzie jeszcze kilka. Są ludzie, którzy nigdy się nie pogodzą, a pan ma wyjątkowe szczęście do otaczenia się takimi ludźmi.
[[reklama]]
Słowami radnego Kruszyńskiego wyraźnie była poruszona obecna na sali dyrektor szkoły w Sypniewie Alina Januszkiewicz, która powiedziała wprost, że nie jest przekonana o tym, że radny reprezentuje ogół społeczeństwa, ponieważ jako jedna ze stron tego konfliktu nie miała dotąd przyjemności rozmawiać z radnym. – Nie wiem, jakimi drogami pan Koczenasz do pana dociera, jest mi przykro, że pan wydaje opinię wysłuchawszy jednej strony – mówiła dyrektor, która przyznała, że do rozmowy nie jest przygotowana, ponieważ na dzisiejszej sesji nie spodziewała się tego tematu. Potwierdziła, że sprawy, które trafiły do kuratorium, już są wyjaśnione. – Pan Koczenasz rozpoczął swój atak na mnie tylko dlatego, że nie dostał odpowiednich pieniędzy na doskonalenie, gdyż pół roku wcześniej skierowałam na doskonalenie innego nauczyciela, a pan Koczenasz rozpoczął studia podyplomowe, gdy nie był pracownikiem naszej szkoły, o czym ja nie wiedziałam. To jest, proszę pana, normalne, że nauczyciel przychodzi i rozmawia z dyrektorem. Gdyby pan się chociaż raz pokłonił i umówił na rozmowę, to chętnie z tego skorzystam. Przykro mi, że słucha pan jednej strony i na tej podstawie wydaje wyroki.
[[nowa_strona]]
Reprezentuje pan ogół społeczeństwa – podsumowała dyrektor. W odpowiedzi radny stwierdził, że niepotrzebne są mu opinie jednej czy drugiej strony, dla niego liczą się sprawy dokonane, czyli wyroki sądowe, a nie skargi, które obecnie składa nauczyciel. - Efektem tego jest zmarnowanie publicznych pieniędzy, powtarzam: publicznych pieniędzy należących do ogółu. Mam dwa wyroki sądów, rozpisane koszty, to mi wystarczy. Na koniec zwrócił się do burmistrza i powiedział, że nie ma szklanej kuli, ale już teraz wie, że włodarza gminy zgubi pewność siebie. Radny Kruszyński, mimo wcześniejszych wyjaśnień, ponowił pytanie do burmistrza zadane na początku dyskusji z prośbą pisemnej odpowiedzi.
Dyskusję przerwał przewodniczący rady Jan Przybylski, który o autorytet doktora Sypniewskiego zapytał byłego burmistrza i obecnego radnego Rady Powiatu Złotowskiego Ryszarda Sikorę. Ten jednoznacznie stwierdził, że zawsze wysoko cenił sobie współpracę z doktorem Sypniewskim.
[[reklama]]
Tymczasem do komisji rewizyjnej, której przewodniczy radny Stanisław Gawluk, wpłynęło pismo od Zbigniewa Koczenasza, który domaga się zbadania przez komisję kolejnych spraw związanych z funkcjonowaniem szkoły. W skardze złożonej przez nauczyciela pojawiają się takie stwierdzenia jak: „jawna dyskryminacja, dowody na kolesiostwo”. – Część z tych spraw trafiła do kuratorium oświaty, pozostałe leżą w naszej kompetencji – informował radnych Stanisław Gawluk, zapewniając, że komisja rewizyjna zajmie się sprawą i zbada ją na miejscu, w sypniewskiej szkole.
Człowiek od środków
Po oświacie radni na dłużej pochylili się na środkami unijnymi, a szczególnie nad osobą, która miałaby je pozyskiwać dla gminy. Z interpelacją zatrudnienia pracownika przy urzędzie gminy zwrócił się radny Michał Ludwisiak. Z takim zapytaniem do radnego zwrócił się bowiem jeden z mieszkańców gminy Jastrowie. Burmistrz nie pozostawił złudzeń radnemu, odpowiadając, że nie przewiduje w najbliższym czasie stworzenia osobnego stanowiska pracy do pozyskiwania środków unijnych. – Nie widzę sensu, ale też nie widzę osób, które mogłyby się tym zająć – podsumował burmistrz, wskazując, że z celem mijałoby się zatrudnienie młodej osoby, która dopiero zaczynałaby pracę. Decyzję uzasadnił wąską specjalizacją firm zewnętrznych co do sektorów pozyskiwania środków zewnętrznych oraz stosunkowo niskimi kosztami związanymi ze zlecaniem tych zadań firmom zewnętrznym. – Nie ma w tej chwili uniwersalnych osób – zauważył Piotr Wojtiuk. Poza tym, jak wspomniał, część pracowników urzędu oraz pracowników jednostek organizacyjnych jest przeszkolonych do pisania wniosków, co powinno przełożyć się na konkretne wyniki, szczególnie jeśli chodzi o przygotowywanie wniosków na małe projekty.
A. Głyżewska-Klofik
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze