Reklama

By nikt przeze mnie nie płakał

20/10/2017 10:30
Zapisuje dzieci niczym białe kartki. Uczy je odróżniać dobro od zła i przelewa na nie swoją miłość. To Annie Pawłowskiej zawdzięczamy teatr rodziców i dzieci

A. Pawłowska: I ja mam opowiadać? Dla mnie to nie jest takie proste, bo ja wolę pracować niż mówić. Dla mnie praca jest służbą. Chcę dawać radość innym i chyba mi się to udaje.

Ł. Opłatek: Nauczyciel rzadko kojarzony jest z radością.

A ja już w pierwszej klasie szkoły podstawowej napisałam w zeszycie (mam go do dzisiaj, a szkoła mieściła się tu gdzie teraz przedszkole), że chcę zostać nauczycielką lub krawcową. Udało mi się te dwie rzeczy połączyć. Przez lata pracowałam w Szkole Podstawowej w Głomsku i tam szyłam dla dzieci stroje na występy. Gdy szkołę zlikwidowano, część z moich prac przywiozłam tutaj.

Reklama

Szczęściara z Pani – robi Pani to, co kocha.

No tak. Tylko czasami rodzina mówi mi, że to przedszkole zajmuje cały mój czas. Moja siostrzenica, gdy była młodsza, mówiła : ta szkoła i przedszkole to zawsze mi cię zabiera... Powiedz im, że ja też chcę ciebie mieć! Dużo czasu zajmuje mi praca „pozadydaktyczna”. Mam hopla na punkcie dekorowania i szycia strojów. Uwielbiam szyć dla dzieci, mogę to robić i robię całymi godzinami. Właśnie skończyłam torby na zakupy oraz lalki, przytulanki i bożonarodzeniowe kartki, które sprzedawać będziemy podczas kiermaszu. Lubię też malować i wycinać. Jestem artystyczną duszą.

Do Przedszkola Publicznego w Zakrzewie trafiła Pani siedem lat temu.

Dostałam tę pracę, bo, tu pewnie Pana zdziwię, pracowałam wcześniej z tutejszymi nauczycielkami – przez blisko dwa lata prowadziłam w Zakrzewie aerobik. Dojeżdżałam z Głomska rowerem, bo nie miałam i nie mam samochodu. Pani dyrektor znała mnie już i dała mi szansę.

Reklama

Podobno była dyrektor Publicznego Przedszkola im. Królewny Śnieżki wysoko stawiała poprzeczkę swoim pracownikom.

I dobrze, bo to pomaga się rozwijać. A że ja miewam szalone pomysły, to np. od czterech lat prowadzę teatr, w którym z rodzicami i dziećmi wystawiamy sztuki. Na pierwszy ogień poszedł „Słoń Trąbalski”, potem „Calineczka”, „Czerwony Kapturek” i ostatnio „Kopciuszek”. Nie wiem, jak będzie w tym roku, bo nie zawsze są rodzice chętni do pracy w teatrze, a nie chcę do niej nikogo zmuszać. Planuję muzyczno - taneczne jasełka, bo dzieci wolą się ruszać niż uczyć długich tekstów.

Można zapytać, po co Pani to robi. Łatwiej byłoby odbębnić swoje godziny i już.

Można, pewnie. Czasami gdy jestem zmęczona, mówię sama do siebie: Po co ty to robisz? Mam takie chwile, ale one mijają bardzo szybko. W końcu robię to, by dać radość innym. Chcę też, by coś po mnie zostało.

Reklama

Łatwiej się daje radość dzieciom czy dorosłym?

U dziecka może i łatwiej wywołać uśmiech, ale dla mnie nie ma to większego znaczenia czy mówimy o dziecku, czy dorosłym. Nie oczekuję pochwał za swoją pracę. Pracuję, bo praca nadaje sens mojemu życiu.

Tyle że Pani pracuje z dziećmi niemal 35 lat. Jak Pani wytrwała tak długo w zawodzie?[[pay]]

Trzeba po prostu kochać tę pracę. Nie mam własnych dzieci, więc swoją miłość mogę przelać na maluchy, które są moimi podopiecznymi. Uważam, że jeśli nauczyciel nie lubi swojej pracy, to nie będzie dobrym pedagogiem. W naszym przedszkolu na szczęście nie ma osób, które by nie kochały tej pracy. Dlatego gdy dyrektor przyznaje pracownikom nagrody, to jest wielki kłopot. Ja nie potrafiłabym zdecydować, komu ta nagroda należy się najbardziej.

Reklama

Chce Pani powiedzieć, że nie jest znowu taka wyjątkowa?

Nie jestem, po prostu. Każda z nas pracuje z pasją, co widać po osiągnięciach dzieci, po ich występach i zachowaniach. Wszystkie traktujemy naszych podopiecznych jak nasze dzieci. Przez lata mojej pracy trochę ich spod mojej ręki wyszło i wiele z nich dobrze ten czas wspomina. Gdy przeprowadzałam się z Głomska do Zakrzewa, do moich drzwi zapukali strażacy z Głomska, między innymi  byli uczniowie, którzy powiedzieli: My panią przewieziemy. To było bardzo miłe. Podobnie jak to, że mnie podwozili, gdy szłam pieszo z Zakrzewa do Głomska.

A co z rowerem, którym Pani dojeżdżała?

Dzisiaj mniej nim jeżdżę, bo siada mi zdrowie. Poza tym bałabym się tirów. A kiedyś na trasie Głomsk – Zakrzewo jeździłam czasem i dwa razy w tę i z powrotem. Także zimą. Zmieniałam opony i w drogę...

Reklama

Ci, którzy Panią podwozili teraz pewnie mają w przedszkolu już swoje dzieci.

Śmieję się, że to są moje wnuki.

Jak współpracuje się Pani z rodzicami?

Zwykle dobrze. Mogę liczyć na ich współpracę. Bez rodziców niewiele zdziałam. Czasami zdarzają się rodzice roszczeniowi i trudno się z nimi rozmawia. W mojej pracy z takimi rodzicami spotkałam się ze dwa razy. Wielokrotne rozmowy nie przynosiły żadnych efektów.

I co Pani zrobiła?

Przede wszystkim nie dałam się sprowokować, nie pokazałam niepewności i pozwoliłam rodzicowi wypowiedzieć się. Wysłuchałam go i uświadomiłam mu, że gramy w jednej drużynie, jednakowo zależy nam na dobru jego pociechy.

Reklama

Przez lata Pani pracy rodzice się zmienili?

Kiedyś byli bardziej skłonni do pomocy. Teraz, im młodsze pokolenie, tym bardziej myśli o swoich sprawach. Większość rodziców jednak  stara się współpracować z przedszkolem. Uczestniczy w organizacjach zabaw dochodowych, dzieli się swoimi pasjami na zajęciach z dziećmi

Dzieci też się zmieniły?

Są bardziej ruchliwe i może trudniej znaleźć do nich drogę.

Jaką Pani ją odnajduje?

Podstawą jest konsekwencja. Jeżeli coś dzieciom obiecam, to dotrzymuję słowa. Jeśli ja nie będę od siebie dawać, to nie mogę wymagać tego od nich.

To dobre i jasne zasady, ale mówimy o kilkuletnich dzieciach. Pewnie łatwo można te reguły obejść.

Można, ale po co? Trzeba być uczciwym, także wobec dzieci. A może przede wszystkim wobec nich. Zawsze mówię dzieciom, że jeżeli chcą być dobrymi ludźmi, to muszą słuchać siebie. I patrzeć, by nikomu nie zrobić krzywdy. Dla mnie to jest najważniejsze – żyć tak, by nikt przeze mnie nie płakał.

Reklama

Dzieci to rozumieją?

Myślę, że tak. W zrozumieniu tego pomoże im wspólne określenie zasad panujących w przedszkolu i konsekwentne ich przestrzeganie. I to my musimy wciąż zapisywać dzieci tym, co jest dobre.

Czasem mówimy, że dziecko to mały człowiek. Jak Pani to rozumie?

Dziecko nie jest miniaturą człowieka. To nie jest ktoś niepełny. Przeciwnie, dziecko to niepowtarzalna indywidualność, ma swoje potrzeby, zainteresowania, wrażliwość. Naszym i rodziców zadaniem jest jego ukierunkowanie.

Ile godzin pracuje Pani w tygodniu?

Nie wiem. W planie mam 22 godziny. Czasem idę do domu i pracuję do rana, bo trzeba szybko coś uszyć. Bywa, że pracuję tak cały tydzień. Poza niedzielami. Niedziela jest święta. Dla mnie, przyjaciół, rodziny. Choćby nie wiem co.

Reklama

Dyskusja wokół pracy nauczycieli toczy się od lat. Swego czasu modna była teza, by pedagodzy przestali narzekać, że pracują w domach, lecz by spędzali w szkole po osiem godzin dziennie, jak każdy inny pracownik. I by w niej wyrabiali się z zadaniami.

Też bym wolała mieć tu swoje stanowisko z komputerem i maszyną do szycia i po wyjściu mieć święty spokój. Wie Pan, że do przedszkola trzeba się bardziej przygotować niż do szkoły? Jeśli nie ma się konkretnych pomocy i dobrze przemyślanych zajęć, to dzieci się nudzą i ciężko je zainteresować.

A ludzie mówią, że nauczycielki w przedszkolu trochę pobawią się z dziećmi i tyle. Że to złota robota.

Denerwuje mnie takie gadanie. Praca w przedszkolu to nie tylko zabawa w „Stary niedźwiedź mocno śpi”, ale zapewnienie dzieciom bezpieczeństwa, dobrego samopoczucia, poznania otaczającego świata. To często ogromna harówka.

Reklama

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma, prawda? Podczas zajęć otwartych dla rodziców często słyszę: jak pani to robi, że panią słuchają, jak pani to wszystko ogarnia? W jakich chwilach ma Pani dość tej pracy?

Czasami jestem tak zmęczona, że mówię o wcześniejszej emeryturze, ale póki mam siłę, będę tu pracować. A jak już mnie zwolnią, to zostanę emerytką. Za późno na szukanie czegoś nowego.

Co najbardziej Panią cieszy w tej pracy?

Gdy dzieci się cieszą. Gdy mówią, że mnie lubią i chcą ze mną np. malować. Gdy idę chodnikiem i słyszę: o, nasza pani.

Przedszkole w Zakrzewie to jest Pani miejsce na Ziemi?

Tak, choć czasem tęsknię za szkołą. Na początku pracy tutaj myślałam, że się w tym nowym miejscu nie odnajdę. W szkole dzieci miałam na wysokości wzroku, a tutaj pod nogami. Musiałam uważać, by ich nie rozdeptać. Przerażały mnie te małe krzesełka... Ale już od pierwszego dnia koleżanki mi pomagały. Jedna nawet przyszła mi doradzić, choć nie miała wtedy zajęć i pokazała, co i jak. Do tej pory jestem jej za to wdzięczna.

Reklama

Rozumiem, że innej pracy niż z dziećmi Pani sobie nie wyobraża.

To w zawodzie nauczyciela się spełniam, chociaż nie boję się żadnej pracy. Zawsze powtarzałam moim uczniom, że nie ważne gdzie będą pracować, byleby nie wstydzili się tego kim są i skąd pochodzą, a swoją pracę wykonywali najlepiej jak potrafią.

Pani pracuje dobrze?

Myślę, że tak.  Choć moją piętą achillesową jest papierkologia. Nieraz nie wiem, po co ona jest.

Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    mama - niezalogowany 2017-10-23 13:00:47

    Takich nauczycieli ze świecą szukać!!! Uściski dla pani Ani, "wyprawiła" do szkoły moje dwie córki i za to jej wielkie dzięki!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości