A. Pawłowska: I ja mam opowiadać? Dla mnie to nie jest takie proste, bo ja wolę pracować niż mówić. Dla mnie praca jest służbą. Chcę dawać radość innym i chyba mi się to udaje.
A ja już w pierwszej klasie szkoły podstawowej napisałam w zeszycie (mam go do dzisiaj, a szkoła mieściła się tu gdzie teraz przedszkole), że chcę zostać nauczycielką lub krawcową. Udało mi się te dwie rzeczy połączyć. Przez lata pracowałam w Szkole Podstawowej w Głomsku i tam szyłam dla dzieci stroje na występy. Gdy szkołę zlikwidowano, część z moich prac przywiozłam tutaj.
Reklama
No tak. Tylko czasami rodzina mówi mi, że to przedszkole zajmuje cały mój czas. Moja siostrzenica, gdy była młodsza, mówiła : ta szkoła i przedszkole to zawsze mi cię zabiera... Powiedz im, że ja też chcę ciebie mieć! Dużo czasu zajmuje mi praca „pozadydaktyczna”. Mam hopla na punkcie dekorowania i szycia strojów. Uwielbiam szyć dla dzieci, mogę to robić i robię całymi godzinami. Właśnie skończyłam torby na zakupy oraz lalki, przytulanki i bożonarodzeniowe kartki, które sprzedawać będziemy podczas kiermaszu. Lubię też malować i wycinać. Jestem artystyczną duszą.
Dostałam tę pracę, bo, tu pewnie Pana zdziwię, pracowałam wcześniej z tutejszymi nauczycielkami – przez blisko dwa lata prowadziłam w Zakrzewie aerobik. Dojeżdżałam z Głomska rowerem, bo nie miałam i nie mam samochodu. Pani dyrektor znała mnie już i dała mi szansę.
Reklama
I dobrze, bo to pomaga się rozwijać. A że ja miewam szalone pomysły, to np. od czterech lat prowadzę teatr, w którym z rodzicami i dziećmi wystawiamy sztuki. Na pierwszy ogień poszedł „Słoń Trąbalski”, potem „Calineczka”, „Czerwony Kapturek” i ostatnio „Kopciuszek”. Nie wiem, jak będzie w tym roku, bo nie zawsze są rodzice chętni do pracy w teatrze, a nie chcę do niej nikogo zmuszać. Planuję muzyczno - taneczne jasełka, bo dzieci wolą się ruszać niż uczyć długich tekstów.
Można, pewnie. Czasami gdy jestem zmęczona, mówię sama do siebie: Po co ty to robisz? Mam takie chwile, ale one mijają bardzo szybko. W końcu robię to, by dać radość innym. Chcę też, by coś po mnie zostało.
Reklama
U dziecka może i łatwiej wywołać uśmiech, ale dla mnie nie ma to większego znaczenia czy mówimy o dziecku, czy dorosłym. Nie oczekuję pochwał za swoją pracę. Pracuję, bo praca nadaje sens mojemu życiu.
Trzeba po prostu kochać tę pracę. Nie mam własnych dzieci, więc swoją miłość mogę przelać na maluchy, które są moimi podopiecznymi. Uważam, że jeśli nauczyciel nie lubi swojej pracy, to nie będzie dobrym pedagogiem. W naszym przedszkolu na szczęście nie ma osób, które by nie kochały tej pracy. Dlatego gdy dyrektor przyznaje pracownikom nagrody, to jest wielki kłopot. Ja nie potrafiłabym zdecydować, komu ta nagroda należy się najbardziej.
Reklama
Nie jestem, po prostu. Każda z nas pracuje z pasją, co widać po osiągnięciach dzieci, po ich występach i zachowaniach. Wszystkie traktujemy naszych podopiecznych jak nasze dzieci. Przez lata mojej pracy trochę ich spod mojej ręki wyszło i wiele z nich dobrze ten czas wspomina. Gdy przeprowadzałam się z Głomska do Zakrzewa, do moich drzwi zapukali strażacy z Głomska, między innymi byli uczniowie, którzy powiedzieli: My panią przewieziemy. To było bardzo miłe. Podobnie jak to, że mnie podwozili, gdy szłam pieszo z Zakrzewa do Głomska.
Dzisiaj mniej nim jeżdżę, bo siada mi zdrowie. Poza tym bałabym się tirów. A kiedyś na trasie Głomsk – Zakrzewo jeździłam czasem i dwa razy w tę i z powrotem. Także zimą. Zmieniałam opony i w drogę...
Reklama
Śmieję się, że to są moje wnuki.
Zwykle dobrze. Mogę liczyć na ich współpracę. Bez rodziców niewiele zdziałam. Czasami zdarzają się rodzice roszczeniowi i trudno się z nimi rozmawia. W mojej pracy z takimi rodzicami spotkałam się ze dwa razy. Wielokrotne rozmowy nie przynosiły żadnych efektów.
Przede wszystkim nie dałam się sprowokować, nie pokazałam niepewności i pozwoliłam rodzicowi wypowiedzieć się. Wysłuchałam go i uświadomiłam mu, że gramy w jednej drużynie, jednakowo zależy nam na dobru jego pociechy.
Reklama
Kiedyś byli bardziej skłonni do pomocy. Teraz, im młodsze pokolenie, tym bardziej myśli o swoich sprawach. Większość rodziców jednak stara się współpracować z przedszkolem. Uczestniczy w organizacjach zabaw dochodowych, dzieli się swoimi pasjami na zajęciach z dziećmi
Są bardziej ruchliwe i może trudniej znaleźć do nich drogę.
Podstawą jest konsekwencja. Jeżeli coś dzieciom obiecam, to dotrzymuję słowa. Jeśli ja nie będę od siebie dawać, to nie mogę wymagać tego od nich.
Można, ale po co? Trzeba być uczciwym, także wobec dzieci. A może przede wszystkim wobec nich. Zawsze mówię dzieciom, że jeżeli chcą być dobrymi ludźmi, to muszą słuchać siebie. I patrzeć, by nikomu nie zrobić krzywdy. Dla mnie to jest najważniejsze – żyć tak, by nikt przeze mnie nie płakał.
Reklama
Myślę, że tak. W zrozumieniu tego pomoże im wspólne określenie zasad panujących w przedszkolu i konsekwentne ich przestrzeganie. I to my musimy wciąż zapisywać dzieci tym, co jest dobre.
Dziecko nie jest miniaturą człowieka. To nie jest ktoś niepełny. Przeciwnie, dziecko to niepowtarzalna indywidualność, ma swoje potrzeby, zainteresowania, wrażliwość. Naszym i rodziców zadaniem jest jego ukierunkowanie.
Ile godzin pracuje Pani w tygodniu?
Nie wiem. W planie mam 22 godziny. Czasem idę do domu i pracuję do rana, bo trzeba szybko coś uszyć. Bywa, że pracuję tak cały tydzień. Poza niedzielami. Niedziela jest święta. Dla mnie, przyjaciół, rodziny. Choćby nie wiem co.
Reklama
Też bym wolała mieć tu swoje stanowisko z komputerem i maszyną do szycia i po wyjściu mieć święty spokój. Wie Pan, że do przedszkola trzeba się bardziej przygotować niż do szkoły? Jeśli nie ma się konkretnych pomocy i dobrze przemyślanych zajęć, to dzieci się nudzą i ciężko je zainteresować.
Denerwuje mnie takie gadanie. Praca w przedszkolu to nie tylko zabawa w „Stary niedźwiedź mocno śpi”, ale zapewnienie dzieciom bezpieczeństwa, dobrego samopoczucia, poznania otaczającego świata. To często ogromna harówka.
Reklama
Czasami jestem tak zmęczona, że mówię o wcześniejszej emeryturze, ale póki mam siłę, będę tu pracować. A jak już mnie zwolnią, to zostanę emerytką. Za późno na szukanie czegoś nowego.
Gdy dzieci się cieszą. Gdy mówią, że mnie lubią i chcą ze mną np. malować. Gdy idę chodnikiem i słyszę: o, nasza pani.
Tak, choć czasem tęsknię za szkołą. Na początku pracy tutaj myślałam, że się w tym nowym miejscu nie odnajdę. W szkole dzieci miałam na wysokości wzroku, a tutaj pod nogami. Musiałam uważać, by ich nie rozdeptać. Przerażały mnie te małe krzesełka... Ale już od pierwszego dnia koleżanki mi pomagały. Jedna nawet przyszła mi doradzić, choć nie miała wtedy zajęć i pokazała, co i jak. Do tej pory jestem jej za to wdzięczna.
Reklama
To w zawodzie nauczyciela się spełniam, chociaż nie boję się żadnej pracy. Zawsze powtarzałam moim uczniom, że nie ważne gdzie będą pracować, byleby nie wstydzili się tego kim są i skąd pochodzą, a swoją pracę wykonywali najlepiej jak potrafią.
Myślę, że tak. Choć moją piętą achillesową jest papierkologia. Nieraz nie wiem, po co ona jest.
Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Takich nauczycieli ze świecą szukać!!! Uściski dla pani Ani, "wyprawiła" do szkoły moje dwie córki i za to jej wielkie dzięki!!!
Takich nauczycieli ze świecą szukać!!! Uściski dla pani Ani, "wyprawiła" do szkoły moje dwie córki i za to jej wielkie dzięki!!!