Choć zamiast wiosennej aury wróciły zimowe mrozy, to ani organizatorzy, ani uczestnicy nie zlękli się chłodu i w sobotnie przedpołudnie na starcie przy szkole w podstawowej w Okonku zjawiło się wielu biegaczy, chcących wspomóc leczenie Kubusia Cackowskiego.
Nasz świat się zawalił 19 lipca, kiedy nasz drugi syn urodził się w 23 tygodniu ciąży. Lekarze w ogóle nie dawali mu szans na przeżycie, mówili o godzinach, góra dobie
– historię Kubusia rozpoczyna opowiadać jego tata. Choć wcześniak ważył zaledwie 700 g, to okazało się, że w tym małym ciele bije waleczne serce, które tak łatwo się nie podda i na przekór przewidywaniom lekarzy będzie walczyć o życie. Chłopczyk przeżył, ale każdy dzień był dla niego niewiadomą. Ordynator oddziału intensywnej terapii radził cieszyć się z dnia dzisiejszego i nie myśleć o tym, co było wczoraj ani nie wybiegać w przyszłość.
Nie zabrał nam nadziei i tej nadziei też nie dał. Powiedział nam, że my też jesteśmy personelem medycznym. Mamy przy dziecku być, śpiewać, dotykać. Tak z żoną codziennie robiliśmy. Najgorsze było to, że każdego dnia, przyjeżdżając do szpitala, patrzyliśmy na kartę, a tam ciągle napisane było „stan krytyczny”
– wraz ze wspomnieniami do oczu ojca cisną się łzy, których kilka spływa po policzkach. Od lipca do listopada Kubuś przeszedł 8 operacji. Zmagał się m.in. z przepukliną i odmą płucną, a lekarze obawiali się, czy małe serduszko wytrzyma narkozę. Nie raz prosili rodziców, by ci, na wszelki wypadek, pożegnali się z dzieckiem. Chłopczyk jednak za każdym razem pokazywał ogromną wolę życia. Gdy ku ogromnej uciesze rodziców wyszedł wreszcie ze szpitala, przepowiadano, że nie obejdzie się bez aparatury tlenowej w domu, a tymczasem Kuba, choć wspomagany sterydami, daje sobie radę. Niemniej to nie koniec jego walki.
Nikt nie jest w stanie nam powiedzieć, czy nasze dziecko będzie chodziło, jak się będzie rozwijało. Wcześniactwo wiąże się z tym, że cały czas musimy mieć kontrolę kardiologów, neurochirurgów, neurologa, prowadzić rehabilitację, kupować lekarstwa, które nie są tanie
– o ciągłej niepewności opowiada tata Łukasz.

Bieg był dobrą okazją, aby sprawdzić swoją formę po zimie
W poszukiwaniu pomocy jeżdżą m.in. do Warszawy, Szczecina, Poznania i Kołobrzegu. Poważnym problemem jest retinopatia, która uszkodziła Kubusiowi siatkówkę oczu. W związku z tym dziecko przechodziło kolejne zabiegi i wydawało się już nawet, że udało się chorobę powstrzymać, ale podczas kontroli w styczniu lekarz stwierdził, że nic już nie jest w stanie pomóc i chłopczyk już nigdy nie będzie widział. Nie bez powodu jednak Kubuś zyskał przydomek Cacek Waleczny, a jego upór udziela się rodzicom, którzy, choć przyznają, że są mocno zmęczeni psychicznie i fizycznie, to ciągle mają nadzieję.
Powiedziano nam, że nie mamy żadnych szans. Ale my nie chcemy się poddać, walczymy. Zdarzają się cuda i w nie wierzymy
– Łukasz Cackowski wspomina, że niedawno dowiedział się, iż hebrajskie imię Jakub oznaczało tego, którego Bóg ma w opiece. Wierzy, że tak rzeczywiście jest. Skoro w Polsce mówią, że nic więcej nie da się zrobić, to rodzice zamierzają szukać pomocy za granicą.

5 km do pokonania mieli także miłośnicy kijków
Na nic jednak niezłomna wola rodziców i samego Kubusia, jeśli zabraknie pieniędzy na leczenie. Na szczęście nie są w tej walce sami. Pochodzącej z Okonka rodzinie postanowili pomóc biegacze z grupy Zabiegani Nocą, wspierani przez, również związaną z biegami, firmę „Herkules”. Wraz ze sponsorami i wolontariuszami zorganizowali charytatywny bieg dla Kubusia, który odbył się w sobotę. Uczestnicy startowali na różnych dystansach i w różnych kategoriach wiekowych, a całemu wydarzeniu towarzyszyła profesjonalna oprawa i zaplecze. Na starcie pojawili się biegacze nie tylko z Okonka, ale także Szczecinka, Osieka, Złotowa, Wyrzyska, Czaplinka, Bornego Sulinowa i innych bliższych oraz dalszych miejscowości. Łącznie na trasie, także tej nordic walking, pojawiło się przeszło 100 osób. Smagani mroźnym wiatrem pędzili przed siebie z uśmiechem, świadomi celu, w jakim wystartowali w Okonku. Wspólnymi siłami udało im się osiągnąć wiele, bo podczas całej imprezy zebrano blisko 12 tys. zł.

W organizację wydarzenia zaangażowało się wiele osób
Pieniądze będą ogromnym wsparciem dla Kubusia i jego rodziców. Rodzina Cackowskich jest bardzo wdzięczna wszystkim osobom, które zaangażowały się w organizację biegu oraz tym, którzy wzięli w nim udział. Będąc na miejscu wraz z synami czerpali radość i nadzieję już z samego faktu, że znalazło się tylu ludzi chcących im pomóc. Gdy otoczeni najmłodszymi uczestnikami biegu wysłuchiwali sto lat oraz odbierali maskotkę, nie kryli łez, które tym razem płynęły ze szczęścia.
Kuba was nie widzi, ale na pewno słyszy i cieszy się, że jesteście tutaj z nim
– mówili wzruszeni. Naładowani po sobocie pozytywną energią z potrzebnymi pieniędzmi będą dalej walczyć o zdrowie małego Cacka.
Każdy kto chce wesprzeć ich starania może dokonać wpłaty na konto fundacji Złotowianka numer: 25 8944 0003 0002 7430 2000 0010 wpisując w tytule „darowizna na rzecz: Jakub Cackowski C/51.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
tylko konta fundacji...A co jeśli ktos chciałby podarować fanty na aukcję np? Takiej formy pomocy nikt nie organizuje? rodzina np?
Witam Chciałbym poinformować że Kubuś ma swoją stronę na Facebooku Walczymy o Kubusia tam wszystkie dane są do rodziców. Można napisać wiadomość prywatną.
tylko konta fundacji...A co jeśli ktos chciałby podarować fanty na aukcję np? Takiej formy pomocy nikt nie organizuje? rodzina np?
Witam Chciałbym poinformować że Kubuś ma swoją stronę na Facebooku Walczymy o Kubusia tam wszystkie dane są do rodziców. Można napisać wiadomość prywatną.