Reklama

Chcą kupić Okonek

06/03/2012 09:26
Wejść do tego lokalu, zainwestować pięć złotych i wyjść z milionami - to marzenie każdego. Niestety taka szansa trafia się bardzo rzadko. Ale to nic, chętnych chcących wyjść szczęściu naprzeciw nie brakuje

Modli się Żyd do Pana Boga o wygraną w Toto Lotka. Trwa to już kilka ładnych lat. Wreszcie Bóg nie wytrzymuje i mówi z Nieba: – Mosiek, ty daj mnie szanse, ty kup chociaż los! Podobnie do wygranych w różnego rodzaju loteriach podchodzi większość ludzi; nie grają, ale chcieliby wygrywać. Są jednak tacy, którzy kolekturę Toto Lotka w Okonku odwiedzają niemal codziennie. Każda większa wygrana „napędza” nowych klientów.
[[reklama]]
Dotychczasowa najwyższa wygrana to ponad 60 tys. zł w zdrapce. Wcześniej, kiedy punkt Totka był jeszcze w sklepie „Małgośka” ponad 75 tys. zł wpadło w Multi Lotka i 60 tys. zł w zwykłych zakładach. - Kiedyś z Bydgoszczy przychodziły informacje, że w tym punkcie padła taka i taka wygrana. Dzisiaj tego zaniechano. Czasami przychodzi ktoś i pyta, czy to prawda, że jakaś osoba wygrała jakąś pokaźną sumę, ale nie mogę tego ani potwierdzić, ani zaprzeczyć – tłumaczy właściciel kolektury Jerzy Grochowski.

Jego zdaniem liczba grających jest mniej więcej na tym samym poziome od kilku lat. Ostatnio może modniejsze stały się zdrapki. Dlaczego? – Ludzie stali się niecierpliwi. Po co czekać ze złudzeniami kilka dni czy godzin, kiedy zdrapując można od razu dowiedzieć się, czy staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami grubszej gotówki – twierdzi.

Oczywiście najwięcej grających jest w momencie, kiedy jest kumulacja kilku, kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu milionów złotych. Chociaż nie ma czegoś takiego co można zaobserwować w dużych miastach – długie kolejki przed kolekturami. Zdaniem Jerzego Grochowskiego średnia grających w miesiącu jest jednak stała, bo po rozczarowaniu po takiej kumulacji wielu na dłuższy czas rezygnuje z grania. – Ludzie po prostu trzeźwieją – mówi. Większość grających to jednak stali klienci, niektórzy przychodzą tu od kilkunastu lat. Ale nawet wśród nich są różni, jedni grają systematycznie za kilkanaście złotych dziennie, inni na kumulacje wydają fortuny. – Są wśród nich tacy, którzy chwalą się, że jak wygrają, to wszystkim wtedy „pokażą”, np. kupując Okonek. Tylko po co komu Okonek? – śmieje się właściciel kolektury.

Jest wielu, którzy mają swoje stałe liczby, inni znowu mają w domu „maszynę losującą” i sami próbują wyjść szczęściu naprzeciw. Są też tacy, którzy przychodzą w ostatniej chwili przed zamknięciem kolektury, wierząc w to, że już teraz nikt w jego numerach „nie namiesza”. – Zdecydowaną większość stanowią jednak grający na „chybił trafił”. Ja również wychodzę z założenia, że maszyna z maszyną lepiej się dogada niż z człowiekiem – twierdzi Jerzy Grochowski. Śmieszą go również ogłoszenia w gazetach, że ktoś zna jakiś specjalny system, który pozwoli skreślić właściwe numery. Gdyby tak było, to ten ktoś wygrywałby fortunę i leżał sobie na plaży w Turcji, a nie oferował innym „złoty środek”. Ale, jak się okazuje, naiwnych nie brakuje. Właściciel kolektury zna osobę, która kupiła taki system, tyle że straciła na niego ponad 400 zł i nic z tego nie wyszło.

Jerzy Grochowski uchodzi za dowcipnisia, ale przy niektórych ludziach grających w totka lepiej ugryźć się w język, zanim coś się powie. – Czasami w kolekturze jest pełno ludzi, wchodzi mój znajmy, a ja mówię: „że też musiałeś przyjść akurat ty, który przynosisz zawsze pecha”. Wśród obecnych konsternacja i zamieszanie, ci co mnie znają to się uśmiechną, ale są tacy, co wychodzą. Poza tym jest część takich, którzy nie wysyłają kuponów, kiedy ja jestem, a robią to, kiedy jest moja żoną. Ale bywa też i odwrotnie – przyznaje. Obowiązuje jednak jedna zasada: nie wolno sprzedać kuponów czy zdrapek osobie niepełnoletniej. Chyba że przyjdzie ktoś z dzieckiem i każe mu wyciągnąć zdrapkę, bo „maluch ma szczęście”.

Każdy kto mija kolekturę Toto Lotka w Okonku z utęsknieniem spogląda w jej kierunku. Czasami waha się, czy wejść i wysłać kupon. Kiedy padnie duża wygrana żałuje, że tego nie zrobił, bo a nuż właśnie tego dnia miałby szczęście. Z kolei ci, co wysłali i wydali pieniądze nie mogą odżałować, że po raz kolejny dali się ponieść złudzeniom. Ale, znając życie, i tak tu przyjdą za kilka dni. Przecież szczęściu trzeba wyjść naprzeciw…

Ryszard Mikietyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości