O pieniądzach zebranych przez parafian na remont wieży kościoła, roszadach w radzie duszpasterskiej i międzyludzkich relacjach z ks. Adamem Andrzejczakiem rozmawia Patrycja Koplin
Zanim biskup skierował Księdza do Radawnicy, pełnił Ksiądz posługę w parafii miejskiej. Życie na wsi diametralnie różni się od tego w mieście. Jak Ksiądz się tutaj czuje?
Tam, gdzie są ludzie, których trzeba prowadzić do Pana Boga, czuję się jak ryba w wodzie. I czy to jest na wsi, czy w mieście, to nie ma większego znaczenia. Chodzi o to, żeby wypełniać swoje zadanie. Miejsce zamieszkania jest kwestią drugorzędną. W Radawnicy czuję się dobrze. Jestem proboszczem, pracuję, wypełniam swoje powołanie i wydaje mi się, że spełniam swoją misję.
[[reklama]] A nie jest inaczej chociażby przez to, że w dużym mieście wychodzi Ksiądz na ulicę i jest bardziej anonimowy? Tu, w małej miejscowości, na każdym kroku spotyka się swoich parafian. Dzięki temu jest łatwiej, trudniej? Pozostaje też kwestia wiary – pokutuje pogląd, że na wsi ludzie są bardziej otwarci na wiarę, że łatwiej ich zbliżyć do Kościoła.
Poruszyła pani dwie sprawy: anonimowość księdza w mieście i otwartość na wiarę ludzi na wsi. Anonimowość w mieście jest oczywiście większa. Ksiądz jest bardziej anonimowy i parafianie są bardziej anonimowi. Na wsi tej anonimowości nie ma, ale sam brak anonimowości nie oznacza jeszcze otwartości na wiarę. Wiara człowieka wypływa z jego wnętrza i nie zależy od miejsca zamieszkania. Kto chce znaleźć drogę do kościoła odnajdzie ją i na wsi, i w mieście. To w sercu człowieka mogą pojawiać się przeszkody, które utrudniają mu drogę do Boga. Może ktoś mieszkać blisko świątyni, ale duchem być bardzo daleko od Boga. Ale z całą pewnością wzajemne poznanie proboszcza i parafian ułatwia przekaz Ewangelii.
Specyfika małych miejscowości jest taka, że ludzie chcą być blisko księdza – jest to postać bardzo mocno osadzona w lokalnym społeczeństwie. Spotkałam się z opinią, że niektóre osoby życzyłoby sobie częstszych spotkań, możliwości większego zaangażowania się w sprawy kościoła. Dlaczego tego brakuje?
Myślę, że nie brakuje, a już niedługo będzie jeszcze więcej. Od 14 do 21 października trwać będą misje, będzie więc wiele okazji do spotkań. Daj Boże, żeby ludzie dobrze je wykorzystali. Zresztą na co dzień też nie ma problemu, parafianie zawsze mogą do mnie przyjść i porozmawiać. I tak robią. Spotykam się z nimi nie tylko w kościele, biurze parafialnym czy szkole. Spotykamy się w różnych miejscach. Przecież mieszkamy w tej samej wsi. A co do zaangażowania – ci, którzy pragną działać, mają taką możliwość. Pan Jezus pouczał swoich Apostołów: „kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”. I ja o tym pamiętam.
W kościele p.w. św. St. Kostki wciąż nie odbywają się nabożeństwa – jak z perspektywy czasu, zwłaszcza w kontekście mieszanych opinii na ten temat, ocenia Ksiądz decyzję o zamknięciu tej świątyni?
Nie było innej możliwości. Usterka, którą stwierdzono, uniemożliwia użytkowanie kościoła. Sądziłem, że będzie ją można wcześniej usunąć, a co za tym idzie korzystać ze świątyni. Ale po przemyśleniu sprawy, po konsultacjach z Radą Duszpasterską podjąłem decyzję, że najpierw musimy wykonać jeden remont, dopiero później zabierzemy się za drugi.
Rozumiem, że priorytetem jest kościół p.w. św. Barbary?
Tak.
Starostwo powiatowe przyznało na ten cel dofinansowanie w kwocie 15 tysięcy złotych.
Jak Pani wie, prace miały zostać wykonane w tym roku, niestety nie udało się tego planu zrealizować. Dlatego pieniądze, o których mówimy, żeby mogły zostać dobrze wykorzystane, będą przesunięte na następny rok. Staramy się o dotację z Unii Europejskiej i po części to jest powodem opóźnienia. Umowa prawdopodobnie będzie podpisana w grudniu, więc wszystko jest na dobrej drodze, ale nierozsądnie byłoby rozpoczynać prace remontowe w momencie, kiedy wystarczających pieniędzy nie mamy i kiedy wiemy, że nasz wniosek o dotację został zaakceptowany. Szkoda by było nie wykorzystać takiej szansy, dlatego czekamy. Oczywiście chciałem, żeby prace zostały wykonane w tym roku, ale niestety – takie są realia. Nie mniej jednak wszystko pomału nabiera kolorów, idzie w dobrym kierunku.
[[nowa_strona]] Ile pieniędzy potrzeba na remont?
Nie wiadomo dokładnie. Mówimy o remoncie obiektu zabytkowego. Gdy wznosi się nowy budynek można dość dokładnie przewidzieć koszty. Kiedy mamy do czynienia z zabytkiem, kosztów nie da się do końca przewidzieć. Możemy oczywiście wyliczyć, ile będzie kosztowała np. wymiana pojedynczej cegły, ale nie wiemy, ile tych cegieł będzie trzeba wymienić. Dopiero kiedy zakończą się prace będzie wiadomo, ile cegieł faktycznie wymieniono. Podczas prac mogą poza tym zostać jeszcze odkryte usterki, których w tej chwili nie widać. Mówienie teraz o ostatecznych kosztach jest przedwczesne, ale na pewno nie będą to małe pieniądze.
Echem odbiła się informacja dotycząca pieniędzy parafian, które przez ostatnie kilka lat zbierała na remont poprzednia rada parafialna. Ksiądz wezwał do wpłaty tych środków na konto, ale nie wszyscy byli z tego zadowoleni – były głosy protestu. Ostatecznie pieniądze zostały wpłacone.
Pieniądze zbierane wśród parafian na remont wieży kościoła nie mogą być na innym koncie niż na parafialnym. Aby nie było wątpliwości co do wysokości środków zbieranych na remont wieży, zostało utworzone subkonto, na którym znajdują się pieniądze wyłącznie na ten cel. Do dysponowania tymi środkami zostały upoważnione zaufane osoby. Nie ma więc obaw, że środki te zostaną wydatkowane niezgodnie z ich przeznaczeniem. Nic mi nie wiadomo o jakimkolwiek proteście. Nie wiem też, komu miałoby to przeszkadzać. W minioną niedzielę szczegółowo przedstawiłem parafianom stan tego konta.
[[reklama]] Czy przez zamkniecie „Kostki” w kościele jest więcej pustych ławek? Pytam, ponieważ wiem, że kiedy poprzedni proboszcz, ks. Witold Korowajczyk zamknął tę świątynię na okres zimowy, część ludzi przestała przychodzić na msze, ponieważ była z „Kostką” mocno związana.
Nie, nie obserwuję, żeby ktoś przestał chodzić na mszę św. z tego powodu, że kościół św. Stanisława został zamknięty. Wydaje mi się, że skład jest ten sam. Jedni przychodzą na 8.00, drudzy na 11.00 i to zasadniczo nie uległo zmianie. Czasem, w zależności od pogody czy też pory roku, następują drobne roszady. Tak było też przed zamknięciem kościoła św. Stanisława. Sądzę, że ludzie się już przyzwyczaili, ale, jak mówiłem, kościół św. St. Kostki w swoim czasie będziemy chcieli doprowadzić do użytku. Mam nadzieję, że uda nam się i na ten cel pozyskać środki, choć oczywiście nie będzie to proste. Potrzeba wielu zabiegów, ale czynię wszystko, co w mojej mocy, aby nie tylko budować wspólnotę duchową, ale także by świątynie – a jest ich w naszej parafii aż cztery - miały się jak najlepiej. Każdy, kto podjął się kiedyś budowy czy remontu, i nie myślę tu wyłącznie o zabytkach, wie, że zanim przystąpi się właściwej pracy, trzeba się sporo „nachodzić”.
Czy przez perturbacje związane z ruchami w radzie parafialnej jest te pieniądze pozyskiwać trudniej?
Trudno mówić o perturbacjach. Po prostu Rada Parafialna została odwołana i w jej miejsce powołano nową.
Mimo wszystko część osób odebrało to jako swego rodzaju zamach na ich suwerenność.
Kadencja Rady Duszpasterskiej kończy się w momencie, kiedy przychodzi nowy proboszcz. Tak to określają Statuty Synodalne. Kiedy zostałem proboszczem w Radawnicy poprosiłem witającą mnie Radę Parafialną, aby pozostała. Przecież żeby wybrać radę, trzeba najpierw poznać ludzi, bo jak to inaczej to zrobić? Właśnie dlatego zmiany nastąpiły dopiero po jakimś czasie. Rada Duszpasterska jest ciałem, które ma do spełnienia ważne zadania w parafii. Wspiera proboszcza w różnego rodzaju działaniach – duchowych i materialnych, wyraża opinię, przekazuje informacje między proboszczem a Parafianami.
W odczuciu Księdza w obecnym składzie rada działa lepiej?
Nie jestem tutaj po to, żeby oceniać, dzielić, jestem po to, żeby łączyć i działać. Tak widzę swoją posługę. Podziękowałem odwołanej Radzie za współpracę i cieszę się, że jest teraz nowa. Dobrze nam się współpracuje. [[nowa_strona]] Widzi Ksiądz siebie w Radawnicy za 10 lat?
Nie wiem, czy będę tutaj za 10 lat. Zdaję sobie sprawę, że może być tak, że ks. Biskup mnie odwoła i przeniesie do innej parafii. Ale nie myślę o tym. Staram się tak pracować, jakbym miał tutaj zostać do końca życia. Taką zasadę przyjmuję od początku mojej kapłańskiej drogi. Jestem księdzem i nie kalkuluję tego, czy będę tutaj jeszcze rok, pięć czy dziesięć lat, ponieważ to nie ode mnie zależy. Jest taka zasada w Kościele, że to biskup, który jest za diecezję odpowiedzialny, decyduje: „ciebie widzę tutaj, a ciebie widzę tutaj” i ksiądz się na to godzi, kiedy przyjmuje święcenia kapłańskie. Jeśli chce się ze ślubu wywiązać, to jest posłuszny biskupowi.
[[reklama]] Ale możemy powiedzieć, że z każdym rokiem czuje się tutaj Ksiądz lepiej, bardziej jak u siebie?
Na pewno tak. Nie lubię zmian i przeprowadzek z tego tytułu, że one zawsze dezorganizują pracę. Kiedy zmienia się miejsce zamieszkania, od nowa trzeba wszystko organizować. Z biegiem lat, kiedy przybywa kapłańskiego stażu, przychodzi to łatwiej, człowiek szybciej się przyzwyczaja do nowego rozkładu dnia, do nowego mieszkania i nowych obowiązków, nie mniej jednak zawsze wymaga to dużego wysiłku. Początki zawsze są trudne, dlatego mogę powiedzieć z całą pewnością, że czuję się w Radawnicy coraz lepiej, choć nigdy nie czułem się źle.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze