Reklama

Chcę pójść w politykę mówi Julian Brewka

21/12/2018 17:40

Dzisiaj najważniejsza jest spółdzielnia, której prezesuje. Nie chce być starostą, ma ambitniejsze plany. Z Julianem Brewką rozmawia Piotr Steffen

Jaką rolę odegrał Pan w tym wszystkim, co działo się w ostatnich tygodniach we władzach powiatu złotowskiego? Na ile był Pan zaangażowany w to, co działo się zakulisowo?
Odpowiedź jest wielowątkowa. Startowałem w wyborach z komitetu Wspólnota Powiatu Złotowskiego, który sam stworzyłem. To odrębny twór, nie byłem wśród głównych graczy, jak członkowie Porozumienia Samorządowego, Platformy.Nowoczesnej Koalicji Obywatelskiej czy Polskiego Stronnictwa Ludowego. Rzeczywiście uczestniczyłem w wielu rozmowach koalicyjnych, zarówno w tej pierwszej koalicji z PSL, jak również w ramach drugiej, która początkowo była szeroka, uwzględniała zarówno PSL jak i Platformę.Nowoczesną Koalicję Obywatelską, a w ostateczności zakończyło się na podpisaniu dokumentu koalicyjnego z tym ostatnim ugrupowaniem. Ta opcja od razu wydawała nam się najlepsza, stąd szybko podpisaliśmy pierwszy dokument.

W zasadzie w ciemno?
Dlaczego w ciemno? Była to kontynuacja poprzedniej koalicji. Pojawiły się jednak pewne nieporozumienia na linii starosta-wicestarosta. Chodziło o pewne sprawy personalne. Dziś już wiemy, że chodziło o dyrektora Kasprowicza i o sprawę deweloperów. Deweloperzy pozwalali sobie na więcej niż mogli, dyrektor Kasprowicz chciał to ukrócić, natomiast jaka była w tym wątku rola wicestarosty – nie wiem. Początkowo sądziłem, że chodzi wyłącznie o tę kwestię, później okazało się, że znaczenie miał również wątek działki, która miała być przeznaczona pod wytwórnię mas bitumicznych, a która miała należeć do wicestarosty.

Reklama

O tej sprawie wiadomo od dawna, a mimo tych wątpliwości pierwotnie uznał Pan, że koalicja z PSL-em powinna być kontynuowana.
Wątpliwości rzeczywiście były wcześniej, jednak dużo rzeczy wypłynęło zaraz po wyborach. Ten mój dzisiejszy ogląd sytuacji jest konsekwencją tego, co wtedy się wydarzyło. Na tamten moment inne aspekty wpływały na nasze budowanie koalicji, dopiero kolejne dni pokazały, że z różnych względów koalicja z PSL-em nie jest możliwa. Mówiąc prościej, na dzisiaj ta wiedza jest większa niż na tamten moment.

Koalicja Porozumienia Samorządowego, Platformy.Nowoczesnej Koalicji Obywatelskiej i Wspólnoty Powiatu Złotowskiego to jest najlepsze rozwiązanie?
Trudno mi ocenić, co byłoby najlepsze. Takiego rozwiązania nigdy nie ma. Natomiast to co powstało, na pewno nie jest złą koalicją. Z tego względu, że po stronie Platformy.Nowoczesnej Koalicji Obywatelskiej są osoby, mogę powiedzieć, mocne. Jest były wiceminister sprawiedliwości, jest wysoko wykształcony Paweł Owsianny, jest była burmistrz Okonka, są współpracujący z nimi radny sejmiku Henryk Szopiński i burmistrz Stefan Kitela.

Reklama

Ten koalicjant i ta rada są merytorycznie silniejsi niż PSL i poprzednia rada?
Tak.

Co jednak z Pana rolą w całym tym samorządowym zamieszaniu z ostatnich tygodni. Podchodzili Pana?
Nie.

Coś się jednak działo – był ciekawy oficjalny wątek, ale jeszcze ciekawsze rzeczy toczyły się nieoficjalnie.
Wiemy o tym, że pewne próby miały miejsce. Nie wiem, na ile głównym prowodyrem był Daniel Sztych – skoro Pan o niego pyta. Nie wydaje mi się, żeby do końca tak było. W mojej ocenie ktoś dał się podpuścić za stanowisko i chciał ułożyć te karty po swojemu, być może z radnymi Prawa i Sprawiedliwości i z częścią komitetu Wspólnota Powiatu Złotowskiego. Bo na pewno nie ze mną.

Reklama

Od tej kadencji Julian Brewka stoi na czele Rady Powiatu Złotowskiego


Jeśli nie z Panem, to ze Wspólnoty Powiatu Złotowskiego zostaje wyłącznie Tomasz Wojtiuk. Wasze drogi już się rozeszły?
Nie.

Pan w grupie rządzącej, Tomasz Wojtiuk zdaje się bardziej sympatyzować z pozostałą częścią rady – co będzie dalej ze Wspólnotą Powiatu Złotowskiego?
Nie mogliśmy formalnie zawiązać klubu, bo do tego niezbędne są trzy osoby. Ponadto Tomek przede wszystkim chciałby zadbać o interesy Jastrowia, gdyż to jego okręg wyborczy. Ja zostałem wybrany przez mieszkańców gminy Złotów i na tej gminie chciałbym się również koncentrować. Więc jeśli nie możemy stworzyć klubu i szukać gdzieś wspólnej drogi, są one na ten moment rozbieżne. Uznałem, że przynależność do grupy koalicyjnej będzie lepszym rozwiązaniem.

Reklama

Może wyjść na to, że „Wspólnota…” okaże się tworem wyłącznie na czas wyborów?
Przed wyborami zamysł był inny, gdyby weszło więcej osób, sytuacja mogłaby wyglądać inaczej. Natomiast dzisiaj faktycznie może się okazać, że był to wyłącznie przedwyborczy twór. Wtedy poszliśmy we wspólnym kierunku, dzisiaj ja wybrałem nieco inną drogę.
Skąd w ogóle zrodził się przed wyborami pomysł na Wspólnotę Powiatu Złotowskiego? Z boku wyglądało to tak, jakby grupa osób chciała mieć wyłącznie możliwość wejścia do rady przez większą ilość furtek. I tak wszyscy utożsamiają Pana z Ryszardem Goławskim i ludowcami.
Nie może być inaczej, skoro przed czterema laty do wyborów szedłem z Porozumieniem Samorządowym i byłem w nim przez całą kadencję, powiem wręcz, że przez cztery lata nie mieliśmy żadnych zgrzytów. Natomiast to nie było tak, że zrobiliśmy jakiś szeroki front, żeby zająć jak najwięcej miejsc w radzie powiatu. Ja po prostu lubię być też niezależny. Dlatego pomyślałem, że stworzymy komitet, który… Powiem inaczej. Odważyłem się na to, żeby sprawdzić własne siły, przekonać się, czy jestem na tyle dobrym politykiem samorządowym w naszym rejonie, że będę w stanie sam wejść do rady, być może wprowadzić również kogoś z własnego ugrupowania.

„Wspólnota...” zdobyła dwa mandaty. To zadowalający wynik?
Nie. Liczyłem na cztery.

Reklama

Na kogo konkretnie?
Spodziewałem się, że do rady powiatu wejdą jeszcze Michał Wawrzyniak, który zrobił zresztą świetny wynik, przegrał mandat zaledwie kilkoma głosami, jak również Michał Cochór z Tarnówki. Dzisiaj możemy powiedzieć, że gdybyśmy zrobili więcej przed wyborami, gdybyśmy przygotowali większą ilość materiałów wyborczych, ten wynik być może rzeczywiście byłby inny. Choćby Platforma.Nowoczesna Koalicja Obywatelska zrobiła ich znacznie więcej.

Czym jest „Wspólnota...” ideologicznie i programowo?
W kwestii ideologicznej mogę odpowiedzieć tylko za siebie. Jestem człowiekiem, który obiektywnie i realnie patrzy na świat. Miałem swoją koncepcję na ten komitet. Nie ma bowiem na dzień dzisiejszy partii, z którą chciałbym się związać. Chociaż z racji tego, czym się zajmuję, najbliżej byłoby do PSL-u. Mam szeroki kontakt z rolnikami, mocno rozwinęliśmy spółdzielnię, otworzyliśmy sklepy w regionie, zwiększyliśmy produkcję pasz. Dlatego rolnictwo jest tym, w czym dobrze się czuję. Jednakże niektóre postulaty Koalicji Obywatelskiej, ale też i PiS-u mają swoje dobre strony.

Reklama

Nieoficjalnie mówi się, że w zależności od tego, jak potoczyłyby się wybory, Pana celem mogła być jednak funkcja starosty.
Nie miałem zamiaru być starostą ani wicestarostą. Od początku obiecałem ludziom, z którymi na co dzień pracuję w Złotowskiej Spółdzielni Handlowo-Produkcyjnej że jestem i nie odejdę. Chciałem, żeby byli tego pewni. Dlatego w ogóle nie robiłem sobie żadnych zamiarów. W radzie powiatu, która powstała, otrzymałem propozycję bycia przewodniczącym. Jest to dla mnie wielki zaszczyt i dalsza motywacja do pracy na rzecz mieszkańców powiatu złotowskiego.

Co by się musiało stać, żeby rozstały się drogi Pana i starosty? Gdyby tej koalicji nie ułożył i gdyby nie został starostą… Poświęciłby go Pan dla innych celów? Powiedziałby Pan: Ryszard, idę z innymi, którzy są u władzy?
Nie myślałem o tym, nie zastanawiałem się nad tym. Nie widziałem oczami wyobraźni i nie wierzyłem, że taka sytuacja może się wydarzyć.

Reklama

Tuż po wyborze na przewodniczącego Rady Powiatu Złotowskiego Julian Brewka przejmuje prowadzenie obrad od radnego seniora Stanisława Pikulika


Co powiedział Ryszard Goławski, gdy przekazał mu Pan informację, że do wyborów pójdzie swoją drogą?
Nasze relacje zawsze były dobre. Starosta szanuje moje indywidualne poglądy na pewne rzeczy. Nigdy nie był mi w tym zamyśle przeciwny. Stwierdził wręcz, że jeśli mam pomysł na swój komitet, powinienem próbować. Podczas kampanii rozmawialiśmy wielokrotnie i nigdy nie kładł mi kłód po nogi.

Reklama

Nie tylko rozmawialiście w trakcie kampanii, ale też niejako wspólnie ją chwilami prowadziliście. Razem byliście obecni w wielu miejscach, nawet na pożegnaniu księdza Dariusza Chabraszewskiego przed jego ponownym wyjazdem na misje.
To prawda, chociaż w tej akurat konkretnej sytuacji starosta reprezentował zarząd powiatu, a ja radnych. Poza tym znaczenie miała też po prostu znajomość z byłym proboszczem.

Gdy kilka miesięcy temu wyszła afera ze zwolnieniem dyrektora Leszka Kasprowicza i skargą, a starosta zorganizował konferencję prasową, oprócz skarbnika ponownie to Pan był u jego boku.
Czasami miewamy rozbieżności, ale to nie zmienia faktu, że w pewnym sensie jest dla mnie autorytetem. To, że tak długo jest na wysokim szczeblu powiatu, już o czymś świadczy. Obserwuję go w różnych sytuacjach. Podczas wystąpień publicznych nigdy nie czyta, potrafi świetnie mówić. Byliśmy na spotkaniach z posłami i senatorami, gdzie niejednokrotnie po jego wystąpieniach to oni czuli stres. To jest istotny atut. Potrafi nie tylko przemawiać, ale też rozmawiać z ludźmi.

Reklama

Niejednokrotnie można jednak spotkać się z opiniami, że starosta obiecuje znacznie więcej niż może, z czego później niekoniecznie się wywiązuje.
To jest ciekawy temat. Śmiem twierdzić, że niektórzy już samą obietnicą są jednak zadowoleni. Poważnie jednak mówiąc, wiem od ludzi, że potrafi im realnie pomóc. Trzeba też przypomnieć, że ze wszystkich radnych Rady Powiatu Złotowskiego to właśnie Ryszard Goławski otrzymał największe poparcie, ma stały elektorat. Już to pokazuje, że słusznie jest starostą.

W ostatnim wywiadzie wspomniał, że po wyborach powiedział Pan do niego, iż obojętnie, co by się nie działo, jest Pan z Porozumieniem Samorządowym. Dlaczego powiedział Pan to do niego dopiero po wyborach, a nie wcześniej? Zabezpieczał się Pan – było możliwe, że w zależności od tego, jak potoczy się scenariusz, odciąłby się Pan od Porozumienia?
Od początku widziałem to nasze miejsce wspólnie, tylko nie chciałem czuć zobowiązania. Zdarzyły się bowiem w minionej kadencji dwie sytuacje, kiedy zagłosowałem z wielkim niezadowoleniem. Dlatego przede wszystkim zależało mi na samodzielności, zwłaszcza w newralgicznych sytuacjach. Bowiem nie zawsze głosując zgodnie z wolą klubu, głosowałem zgodnie ze swoim sumieniem.

Reklama

Które były to sytuacje?
Zasadniczą było głosowanie nad wykluczeniem Tomasza Fidlera. Czułem po tym straszny niesmak, chciałem go nawet później za to przeprosić, ale nie było jakoś okazji i do dzisiaj ta sytuacja leży mi na wątrobie.

Powiedział Pan później o tym niesmaku staroście?
Spotykamy się, rozmawiamy i ustalamy pewne rzeczy i te swoje wątpliwości czasem przedstawiam. Wiedzieli o tym i mieli świadomość, że gdybym nie był lojalny wobec klubu, zagłosowałbym inaczej.

Skoro nie interesowała Pana funkcja starosty ani jego zastępcy, jaki jest dalszy cel na tej drodze? Starosta nie mylił się, gdy kilka dni temu powiedział nam w wywiadzie, że chodzi Panu po głowie duża polityka, że w Pana przypadku zapowiada się większa kariera i on będzie ją wspierał?
Miło mi, że tak powiedział. Nie ukrywam, że polityka jest jednym z celów. Studia magisterskie, które skończyłem, później doktorat z agronomii, również półtoraroczne studia w Niemczech z integracji europejskiej… Po coś to wszystko robiłem. Dla swojej rodziny, dla siebie i dla własnego rozwoju. Mam drobne sukcesy, czym na pewno jest zbudowanie pozycji, w jakiej jest spółdzielnia. Nie wiem, jaka będzie dalsza moja kariera, ale faktycznie w tych planach na przyszłość jest miejsce dla polityki. Nie wiem jeszcze, jak dokładnie ma to wyglądać. Chciałbym jednak spróbować kiedyś wystartować do Sejmu.

Już w najbliższych wyborach parlamentarnych?
Sytuacja tak intensywnie się zmienia, że trudno powiedzieć. Jeśli będzie sprzyjająca, a ja będę wiedział, że to ten moment i odpowiednie miejsce na liście, wówczas powiem tak.

Pod jakim pójdzie Pan szyldem?
Mentalnie, ideologicznie, najbliżej mi do ludowców, ale na pewno nie odpowiada mi dzisiejszy PSL. Wiele zależy od tego, co będzie się działo. Zarówno w polskiej polityce, jak i w mojej spółdzielni.

Ona jest dla Pana…
Bardzo ważna. Ze spółdzielnią związałem się wcześnie, bo miałem około 26 lat.
Sytuacja firmy była trudna, dużo wyrzeczeń i ciężkiej pracy za mną, ale było warto. Jesteśmy właśnie na etapie kończenia kluczowej inwestycji, jaką jest budowa silosów i linii do produkcji pasz. Kupiliśmy obiekty w okolicy i regionie, zmodernizowaliśmy nasze sklepy w Złotowie i przez szesnaście lat wielokrotnie pomnożyliśmy nasz majątek. Mam też kontakt z władzami spółdzielczymi w Warszawie. Działam w Krajowej Radzie Spółdzielczej w komisji rolnictwa i komisji lustracji. Ruch spółdzielczy jest więc dla mnie cały czas wyzwaniem.

Ma Pan już więc zapewne styk z dużą polityką.
Zgadza się. Mam kontakt z politykami, choćby 12 grudnia jadę na spotkanie z ministrem rolnictwa. Tych wyjazdów i spotkań jest całkiem sporo i tam często jest możliwość spotkania z czołowymi krajowymi politykami. W ten sposób wszystkiego przy okazji się uczę.

Jest ktoś, komu będzie można przekazać prowadzenie spółdzielni, gdy zdecyduje się Pan już na politykę?
Dzisiaj jedyną osobą, która jest zarówno niezwykle pracowita, mądra i bez której nie widzę spółdzielni, jest główna księgowa Małgorzata Bosak. Jednakże z różnych osobistych względów raczej nie będzie chętna podjąć się tego zadania.

Czyli dopóki nie będzie gwarancji, że jest ktoś, kto Pana zastąpi, start w politykę będzie niemożliwy?
Tego nie wiem. Być może takie zmiany kiedyś nastąpią. Nikt nie jest niezastąpiony. W takim przypadku i tak pozostanę członkiem tej spółdzielni i na ile to będzie możliwe zawsze będę ją wspierał.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama


Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości