Reklama

Chcemy oddychać czystym powietrzem

10/10/2015 06:05
Mieszkańcy protestują przeciwko uruchomieniu Regionalnej Instalacji Przerobu Odpadów w obecnym miejscu. Niedawno skazani na porażkę, teraz mają swoje pięć minut. – Były duże szanse i prognozy znalezienia porozumienia – mówią przedstawiciele protestujących: A. Kowalski, R. Klimek i K. Koronkiewicz.

Zimą tego roku władze spółek USKOM i MZUK rozmawiały z mieszkańcami o ich obawach dotyczących budowy koło Złotowa RIPOK-u. Odbył się wyjazd poglądowy na instalację do Kopaszyna. A potem rozmowy przerwano.

Prezes Jacek Fertikowski obiecał nam „okrągły stół” i wspólny wyjazd do wojewody w sprawie próby przeniesienia instalacji na teren K2 w Złotowie. Spotkanie się odbyło, ale bez nas. A szkoda, bo gdyby doszło ono do skutku, rozmowy mogłyby potoczyć się inaczej.

Tymczasem Miejski Zakład Usług Komunalnych otrzymał pozwolenie na budowę i rozpoczął inwestycję.

Próbowaliśmy powstrzymać wydanie pozwolenia na budowę, ale to nic nie dało. W lutym nasz prawnik wysłał pismo do wojewody, podważając wydane pozwolenia, ale po 10 dniach (miał na to 60 dni) wojewoda odrzucił nasz sprzeciw. Uznał, że skoro nie jesteśmy podmiotem (nie mieliśmy wtedy osobowości prawnej), to on nie będzie  rozpatrywać przedmiotu sprawy. Wie pan, jak my się wtedy poczuliśmy? Mieliśmy setki podpisów „przeciw” realizacji  inwestycji w tym miejscu, ale nikt nie liczył się z naszym zdaniem.

Reklama

Wtedy zwróciliście się Państwo po pomoc do Stowarzyszenia Inicjatyw Społecznych „Terra” w Szczecinku, które „użyczyło” Wam osobowości prawnej.

Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych „Terra” w Szczecinku wspierało nas od początku naszego protestu. Nie chcemy być źle zrozumiani. Za nami nikt nie stoi: żadna konkurencyjna firma czy inny podmiot. My reprezentujemy mieszkańców osiedli przy Chojnickiej i Dzierzążenka oraz bardzo wielu mieszkańców „osiedla za rzeką”, którzy obawiają się tej inwestycji. „Terra” nas wsparła i zaoferowała pomoc prawną. W międzyczasie rozpoczęła się inwestycja i mieliśmy wrażenie, że sprawa poszła tak daleko, że nie da się jej zatrzymać. Stwierdziliśmy, że zrobiliśmy, co się dało, nie kopiąc i nie faulując. A tu naraz okazało się, że sąd i marszałek dopatrzyli się uchybień w dokumentacji, co potwierdziło słuszność naszych obaw.

Co to znaczy?

Po pierwsze marszałek uznał nas za stronę w postępowaniu, a spółce dał siedem dni na uzupełnienie dokumentów, co, jak mówił nam nasz prawnik, było bardzo trudne do zrealizowania. Marszałek zapytał też, dlaczego nie było konsultacji z mieszkańcami (o czym przecież mówiliśmy zimą) i dlaczego nie podjęto próby zadbania o mieszkańców pobliskich osiedli poprzez ekranowanie czy pasy zieleni wokół tej inwestycji. Nagle okazało się, że uzyskanie pozwolenia zintegrowanego, bez którego zakład nie ruszy, nie jest takie łatwe.

Reklama

Tu dochodzimy do propozycji złożonej Państwu przez burmistrza Złotowa, a zarazem przewodniczącego Związku Gmin Krajny: wy wycofujecie swoje sprzeciwy, MZUK sadzi 2 ha lasu i buduje łapacze części lotnych, które mogłyby wydostać się z zakładu przerobu odpadów.

Byliśmy na spotkaniu w Szczecinku z burmistrzem Adamem Pulitem i kierownikiem biura ZGK Andrzejem Rutą. Mówiliśmy, że nadal boimy się  robactwa, smrodu, pożarów i możliwości rozszerzenia działalności na pozostałe 30 ha, ale rozstaliśmy się w dobrej atmosferze. Potem spotkaliśmy się z mieszkańcami (którzy nadal boją się występować publicznie) i przedstawiliśmy im pomysł na ugodę: spółka posadzi las, zainstaluje łapacze i zbuduje obwałowanie o odpowiedniej wysokości, a my w zamian wycofamy sprzeciwy. Część osób chciała sądzić się do końca, ale większość przystała na propozycję przekazaną przez pana Adama Pulita. Problem w tym, że nie wiedzieliśmy do końca, czy takie porozumienie ma  umocowanie prawne. Dlatego w międzyczasie burmistrz miał porozmawiać z władzami spółki. My z kolei zapytaliśmy naszego mecenasa, czy w przypadku takiej umowy jesteśmy zabezpieczeni. Żeby nie było tak, że my pójdziemy im na rękę, a oni potem tych obietnic się wyprą. Prawnik stwierdził, że nie jesteśmy chronieni w żaden sposób. Mimo to umówiliśmy się na spotkanie z burmistrzem. Miało się ono odbyć w poniedziałek 21 września. Mocno podzieleni, ale jednak mieliśmy tam pójść z gałązkami oliwnymi.

Z tego co wiemy, tak się nie stało. Stanowczo odrzuciliście propozycje. Dlaczego?

Z powodu  wydarzeń  niedzielnego przedpołudnia. Ludzie włączyli telewizory i dowiedzieli się o pożarze  instalacji przerobu odpadów w Dąbrówce. Rozdzwoniły się telefony, że nie ma zgody na RIPOK pod Złotowem. Zmiana decyzji była automatyczna. 
Wie pan co jest istotne? Gdyby oni od razu zrobili tę barierę i łapacze, to my nie mielibyśmy pewnie przeciwko czemu protestować, a już na pewno nie mielibyśmy takiego poparcia. Wtedy zadbano by o standardy, o których mówi pan prezes Fertikowski.  Obecnie tam nie ma żadnych standardów z wyjątkiem zainstalowania urządzeń o zwiększonej wydajności-czytaj-więcej śmieci przyjedzie do Złotowa – a nasze osiedle, dolina Głomi jest z RIPOK-u widoczna jak na dłoni.
Propozycja ta miała bezpośredni związek z zaplanowaną na 25 września kontrolą powstającego zakładu przez urzędników z Urzędu Marszałkowskiego, prawda?

Reklama

Kiedy przyszło takie pismo, to naraz chciano podpisywać z nami ugody. Tak to się nie odbywa. A przypominamy, że stowarzyszenie „Eko- Złotów” już 5 lat temu wnosiło o zmianę lokalizacji RIPOK-u.

Pan prezes Fertikowski zaryzykował, wbił szpadel i rozpoczął inwestycję, nie oglądając się na protesty. A teraz dano nam trzy dni na decyzję, do 25 września właśnie. Od burmistrza usłyszeliśmy, że w piątek będzie „po ptakach” i sprawa będzie nieaktualna. Czy tak to powinno wyglądać? Pan prezes wiele mówił o standardach i gdyby teraz powiedział, że mimo braku porozumienia i tak posadzi las, i zrobi chwytaki, to by je zachował, a tak naprawdę las powinien być dawno posadzony, ponieważ inwestycję o takim charakterze planowano pod koniec lat 90.

Jak Państwo przewidujecie, jak ta sprawa może się zakończyć?

Trudno nam powiedzieć. W sądzie jest sprawa dotycząca wydania pozwolenia na budowę. Nasza sprawa dotycząca decyzji środowiskowej wróciła do SKO, postępowanie prowadzi też marszałek. Nasz mecenas dostał upoważnienie do wykorzystania wszelkich środków odwoławczych. Dla pełnego obrazu trzeba przypomnieć, że nasz protest nie jest jakąś chucpą. W dokumentacji były błędy i gdyby w taki sposób dom postawił zwykły obywatel, to dostałby nakaz rozbiórki i taką karę, że spłacałyby ją wnuki. Historia pokazuje, że takie instalacje padały, więc i to nie jest wykluczone. Nam teraz zależy choćby na tym, żeby jak najdłużej oddychać czystym powietrzem.
Chcemy zaznaczyć, że burmistrz Pulit  stanął na wysokości zadania. On nie miał z RIPOKiem nic wspólnego, bo decyzje zapadły, zanim objął urząd,  a mimo to podjął się mediacji. Z drugiej strony jesteśmy zbulwersowani, że w rozmowach nie uczestniczył wójt gminy Złotów, na terenie której powstaje RIPOK.

Reklama

Może jednak stać się tak, że zakład zacznie działać, a lasu i łapaczy nie będzie, bo Państwo te propozycje odrzuciliście.

To nie jest nasza decyzja. Tak demokratycznie, zgodnie z własnym sumieniem zdecydowali mieszkańcy. W Dąbrówce, o której mówiliśmy, sprawą pożaru zainteresował się prokurator, który dodatkowo sprawdzi, kto wydał decyzję o lokalizacji zakładu tak blisko siedzib ludzkich. I u  nas sprawa jest otwarta.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama