Reklama

Ciąży nade mną klątwa?

13/08/2012 00:00
Sala gimnastyczna w szkole w Śmiardowie Złotowskim - utopia czy realna wizja? Dyrektor ma kilka pomysłów na to, ażeby przyciągnąć uczniów do tej niewielkiej szkoły. Niektórzy mówią, że byt placówki ratują silni okoliczni sponsorzy...- To przesadzona opinia - ocenia Bożena Kowalska

Niebawem minie Pani pierwszy rok pracy na stanowisku dyrektora. Jakie były to miesiące?
Cieszę się, że niebawem definitywnie zamkniemy ten rok szkolny, bo był on bardzo wymagający, mieliśmy w nim naprawdę wiele trudnych momentów. Najpierw zachorowała była pani dyrektor, która miała pomóc mi wprowadzić się w nowe obowiązki, a zamiast tego trafiła do szpitala. Dodatkowo musiałam przejąć jej obowiązki, a więc zajęcia z pierwszą klasą. Później pod samochód wpadła nasza pani sprzątaczka, a następnie doszło do choroby i niespodziewanej śmierci jednego z nauczycieli. Na koniec 2011 roku wypadkowi uległa pani kucharka, która przez kilka miesięcy również nie mogła pracować. To wszystko wydarzyło się w ciągu niespełna czterech miesięcy, zatem średnio co miesiąc mięliśmy jedno wydarzenie. Najtragiczniejsza była oczywiście śmierć polonisty i nauczyciela historii jednocześnie. Znalezienie w jego miejsce wykwalifikowanej osoby w ciągu roku szkolnego nie było łatwym zadaniem. Pracuję w tej szkole 27 lat, nigdy nie wydarzyło się tak wiele dramatycznych wydarzeń w tak krótkim okresie. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie ciąży nade mną jakaś klątwa.

Dzisiaj wychodzicie na prostą?
Końcówka roku była spokojniejsza, wszystko jakoś się poukładało.

Czy ktoś Pani pogratulował, przyznał, że pomimo tylu nieszczęść świetnie sobie Pani poradziła?

Mam wsparcie i słyszałam od innych podobne opinie. Nie ukrywam, że dzięki temu wsparciu ze strony mojej kadry, rodziców, ale również dzieci czuję się mocniejsza. Od początku podkreślałam zresztą, że usiądę w miejscu Krystyny Świtały, wezmę tę funkcję na siebie pod warunkiem, że będę mogła liczyć na pomoc. Krysia od początku mówiła, że jest tutaj trzy razy więcej pracy za mniejsze pieniądze, ale warto.

Rzeczywiście pieniądze są mniejsze niż wcześniej?
W porównaniu z nauczycielskim etatem połączonym z nadgodzinami - tak, byłyby mniejsze. Ale o podjęciu tej pracy nie decydowały względy finansowe. Tak naprawdę zadecydowali o tym ludzie, którzy obdarzyli mnie zaufaniem.

Nie była Pani jedyną osobą z waszego grona pedagogicznego braną pod uwagę jako nowa dyrektor.
Wcześniej miała się przymierzyć do tego stanowiska Grażyna Nowak, również nasza nauczycielka, którą zresztą do tego namawialiśmy. W ostateczności do konkursu stanęły trzy osoby: ja, Elżbieta Czarnotta i pani Sabina Chwarścianek z Kujanek.

Pani również namawiała Grażynę Nowak do objęcia funkcji?

Oczywiście, od początku byłam przekonana, że świetnie się spisze w tej roli, a wiem, co mówię, bo znamy się od 27 lat. Grażyna powiedziała: nie, nie uległa namowom, więc pozostała kwestia, kto inny. Zrobiłam kurs kwalifikacyjny i podjęłam rękawicę.

Co Panią przekonało?

Namowy pracowników, choć przyznaję, że do końca nie byłam przekonana do ostatecznej decyzji. Wiedziałam, że to nie będzie łatwe zadanie, ale jednocześnie miałam świadomość, że to może być zwrotny moment w mojej pedagogicznej karierze. Że będę miała możliwość zrobienia czegoś więcej. Takie też postawiłam przed sobą pytanie: czy mogę dać z siebie coś więcej niż dotychczas? Odpowiedź zabrzmiała: tak, tym bardziej, że inni dostrzegli we mnie jakiś potencjał. Od początku zakładałam jednak, że jeśli będę czuła, iż nie dam rady, zrezygnuję.

Marzena Marek, która kończy dyrektorowanie w podstawówce w Zakrzewie, mówiła nam kilka miesięcy temu, że już w połowie kadencji zdała sobie sprawę, iż to nie jest do końca funkcja dla niej. Już wtedy czuła, że to będzie tylko jedna kadencja. Jak długo Pani widzi siebie na stanowisku?
Jeśli będę spełniała oczekiwania, jakie są wobec mnie stawiane, jeśli będę rozwijać szkołę, a przy tym nikt nie będzie patrzeć na mnie bokiem, a przede wszystkim nie będzie się to odbywało kosztem mojego zdrowia, tak długo pozostanę.

Wystartowała Pani w konkursie na dyrektora, bo w szkole nie chcieliście, aby rządy objął ktoś z zewnątrz?
To nie było argumentem. Przecież my do końca nie wiedzieliśmy, ilu jest kandydatów, kto będzie się ubiegał o tę funkcję.

Oficjalnie, bo nieoficjalnie takie informacje przecież krążą.
Ja dowiedziałam się o liczbie kontrkandydatek dopiero przed samym konkursem. Oczywiście, że konkurs mógł wygrać ktoś z zewnątrz, być może nawet ktoś z lepszą koncepcją na tę szkołę. Ale wygrałam i będę realizować swoją wizję.

Jak ona wygląda?

W zakresie dydaktyki bardzo zależy mi na tym, żeby szkoła była nowoczesna. Dlatego przystąpiliśmy do programu indywidualizacji nauczania dotowanego z Unii Europejskiej, gdzie będę miała możliwość zakupienia nowoczesnych pomocy dydaktycznych, już mamy zresztą tablety i unowocześnione komputery, a czekamy też na interaktywną tablicę. Będę kładła duży nacisk na to, żebyśmy jako nauczyciele również nie zostawali w tyle, żebyśmy się rozwijali, ażeby kadra umiała wykorzystywać dobra, które posiadamy i które chcemy nabyć. Chciałabym unowocześnić bazę nie tylko o elementy multimedialne. Już udało się ocieplić budynek, wymienić ogrzewanie, myślimy o nowych meblach, szatniach, odświeżyliśmy nieco front budynku, a kolejny krok, o którym myślimy, to baza sportowa. Będę robiła wszystko, ażeby w tej kadencji do należnego stanu doprowadzić boiska, odnowić bieżnię czy skocznię. Pomysłów jest kilka, a najchętniej to postawiłabym małą salę gimnastyczną.
[[nowa_strona]]
To chyba mało realne.
Nie byłabym taka pewna. Gdyby poszukać dofinansowania w jakichś unijnych środkach, moim zdaniem to nie byłby wcale taki nierealny pomysł.

Już coś zrobiliście, macie pomysły, ale z drugiej strony... brakuje dzieci. Statystyki demograficzne, szczególnie dla waszej szkoły, nienajlepiej wyglądają na najbliższe lata. Boi się Pani braku uczniów w przyszłości?
Oczywiście, że się obawiam, ale jednocześnie gdybym nie widziała możliwości rozwoju tej szkoły, wszystko o czym mówimy, a do czego jestem przekonana, nie miałoby sensu. Demografia demografią, ale pamiętajmy, że jest różnica między zameldowanymi a zamieszkującymi dziećmi. Cały czas mam przed oczami wizję śmiardowskiego osiedla przy jeziorze, wierzę w rozwój tego miejsca, już przecież budują się tam młodzi ludzie. Mamy tutaj zakłady, które mogą oferować miejsca pracy, stąd sądzę, że nasza szkoła naprawdę ma rację bytu. Przez lata wyrobiłam w sobie przekonanie, że jak ktoś nie ma o czym mówić, to mówi o zamknięciu szkoły. A to niedobrze. W życiu trzeba szukać optymistycznych wariantów, a nie pesymistycznych, przygnębiających wizji. Owszem, rzeczywiście mamy teraz moment, kiedy potencjalnych uczniów jest mniej, ale te same statystyki demograficzne mówią, że za jakiś czas będzie ich więcej.

Jak zamierzacie zachęcić rodziców do posyłania dzieci do waszej szkoły?
Chociażby poprzez to, że od września nauczyciele naszej szkoły będą naprzemiennie, każdego dnia, pełnić dyżury w świetlicy od wczesnych godzin porannych do, powiedzmy, godziny 16.00. Dzięki temu rodzice będą mogli zostawić dzieci przedszkolne czy szkolne na dodatkowe godziny, po to, żeby spokojnie mogli pracować do godzin popołudniowych, nie martwiąc się o to, kto odbierze ich pociechy. To na pewno ułatwi życie rodzicom, a my podzielimy się dyżurami. Chcemy wyjść naprzeciw oczekiwaniom rodziców.

Wielu z nich może chcieć posłać dzieci do Złotowa, tym bardziej, że niektórzy tam pracują. Jesteście na tyle atrakcyjną szkołą, żeby konkurować ze złotowskimi?

Jesteśmy bardzo dobrą konkurencją. Nasza szkoła charakteryzuje się tym, że traktujemy ucznia indywidualnie, jesteśmy w stanie ogarnąć każdego właśnie dzięki temu, że jest ich niewielu. To są wielkie atuty, w dużych szkołach ich nie ma. Stąd z większą łatwością rozwijamy uczniów w wielu kierunkach, łatwiej dostrzec nam ich talenty, ale również niedobory, zresztą wyniki szkoły to potwierdzają. Poza tym nawet w jednej gminie musi być konkurencja, dlatego rozmieszczenie szkół na Zakrzewo, Starą Wiśniewkę i Śmiardowo Złotowskie uważam za dobre.

To Pani zdaniem optymalny układ szkół dla gminy Zakrzewo?
Tak.

Czyli zgadza się Pani z tym, iż w Głomsku szkoła nie była potrzebna?
W to proszę mnie nie wciągać, nie zamierzam oceniać tamtej decyzji. Nie znam tamtej sprawy, nie znam racjonalnych przesłanek, dla których szkoła została zlikwidowana. Wiem za to, że został tam budynek, z którym do dzisiaj jest problem. Uważam, że lepiej, gdy dziecko ma bliżej ze szkoły do domu. Poza tym obserwuję tendencje, jakie są na Zachodzie. Tam ucieka się od szkół molochów, wracają do łask niewielkie placówki.

Jesteście jedną z nielicznych szkół w powiecie, gdzie Pani jako dyrektor wymaga pracy w szkole, a nie zabierania nauczycielskich obowiązków do domu.
Rzeczywiście jestem zwolenniczką wypełniania służbowych obowiązków w szkole, a nie w domu, gdzie się mieszka, a nie pracuje. Dlatego oczekuję, że nauczyciele wszelkie swoje obowiązki będą wypełniać na miejscu. Nauczyciele sami zresztą przekonują się, że to się sprawdza, że to dobre rozwiązanie.

Usłyszałem ostatnio opinię, że szkoły w Śmiardowie być może już by nie było, ale jej funkcjonowanie w znacznym stopniu ratują miejscowe firmy, rodzice, mieszkańcy, mówiąc krótko, lokalni sponsorzy.
Jako szkoła wielu osobom za wiele rzeczy jesteśmy wdzięczni, w tym roku nikt niczego mi nie odmówił. Dlatego z całego serca dziękuję za życzliwość przez te wszystkie lata. Gdyby budynek szkoły miał przestać istnieć, większą jego część musieliby rozebrać ludzie, m.in. rodzice uczniów, bo to oni włożyli w ten obiekt wiele pieniędzy. Niemniej opinia, że ratują nas jedynie sponsorzy, jest w mojej ocenie przesadzona.

Rozmawiał Piotr Steffen
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości