Reklama

Co wymysł diabła robi w szkole?

28/10/2011 10:53
W szkole pojawił się automat do sprzedawania słodyczy. Gdy stanął odezwali się obrońcy zdrowego żywienia. Dyrektor twierdzi, że to samo co w szkole można kupić kilkadziesiąt metrów dalej, a dzieci są o wiele bezpieczniejsze

- Ciekawe, kto tak naprawdę na tym zarabia? Kto zezwolił na zamontowanie takiego „diabelskiego” urządzenia w szkole, skoro tyle mówi się o zdrowym żywieniu? Przecież małe dziecko może poparzyć się gorącym napojem – to tylko niektóre opinie zdecydowanych przeciwników nowinki, jaką zamontowano w Szkole Podstawowej w Jastrowiu.
[[reklama]]
Dyrektor szkoły Stanisław Nowicki przyznaje, że jedną z zalet, kto wie czy nie najważniejszą urządzenia do sprzedawania słodyczy i napojów jest to, że uczniowie nie uciekają na przerwach ze szkoły, żeby te same produkty kupić w pobliskich sklepach. – Tuż obok jest Biedronka, inne sklepy oferujące to samo co w tym urządzeniu. Jak dziecko wybiega samo na ulicę, to zawsze może mu się coś stać. Uważam też, że produkty dopuszczone w Polsce do sprzedaży nie są jakimiś „truciznami”. Jeśli nie mają certyfikatów, to nie moja rola to sprawdzać, bo ja się na tym nie znam. Jeśli instytucje państwowe powołane do tego na to pozwalają, to nie wiedzę przeszkód – mówi.

Według dyrektora Nowickiego szkoła doskonale dba o zdrowe odżywianie uczniów; dostają oni marchewkę i jabłko z Agencji Rolnej Skarbu Państwa w ramach specjalnego programu, wszystko za darmo. Za darmo również chętni uczniowie mogą wypić codziennie szklankę mleka. Część dzieci za 24 grosze wykupuje sobie mleko smakowe. W sumie mleko pije dziennie około 500 dzieciaków. - Jeśli dziecko i tak dostaje od rodziców pieniądze na słodycze, to ja osobiście wolę, żeby kupiło je w szkole. Zresztą mogą to kupić w drodze do i ze szkoły. Jeśli część rodziców uważa, że takie urządzenie w szkole jest „diabelskim wynalazkiem”, to jest to moim zdaniem obłudą. Dla niektórych uczniów zakupy w szkole to jakaś atrakcja i nowość, więc nie ma z czego robić problemu – oświadcza Stanisław Nowicki.

Za wymysł uważa również sugestię, że dziecko, kupując barszczyk czy inny ciepły napój może się poparzyć. Jego zdaniem urządzenie jest tak zaprogramowane, że temperatura ciepłego napoju nie przekracza czterdziestu stopni. – Ta szafa z napojami stoi już dobrych kilka lat i na szczęście nie było żadnego przypadku poparzenia – tłumaczy dyrektor.

Był wprawdzie „wypadek” z urządzeniem do wydawania słodyczy (zainstalowanym we wrześniu tego roku), kiedy to jeden z uczniów twierdził, że wrzucił monetę, a batonik nie wypadł. Włożył więc rękę, próbując po niego sięgnąć, dłoń utkwiła, konieczna była interwencja właściciela urządzenia. Zdaniem dyrektora Nowickiego zapewne prawda było nieco inna. Zabronił też umieszczenia napojów z zawartością kofeiny i energetyzujących.

Sporo zależy od rodziców

W jaki sposób „diabelska” maszyna trafiła do szkoły? – Zgłosił się właściciel, zaproponował korzystne warunki, szkoła dostaje z tego tytułu sto trzydzieści pięć złotych miesięcznie. Dlaczego miałbym się nie zgodzić?

Zakupami w automacie jest duże zainteresowanie, co najważniejsze, znacznie mniej dzieci próbuje uciekać ze szkoły, aby zrobić zakupy gdzie indziej. Już samo to jest, zdaniem Stanisława Nowickiego, sporym sukcesem, z czego powinni się cieszyć również rodzice.

Czy zatem dzieci nie noszą już do szkoły w ogóle kanapek? - Zdecydowana większość przynosi, ale martwi mnie to, że nie wszyscy je jedzą. Problemem jest to, że dzieci otrzymują zbyt dużo pieniążków i wydają na chipsy, słodycze, napoje. Nie jestem za tym, żeby w ogóle odebrać im kieszonkowe, ale żeby to odbywało się w ramach rozsądku – mówi dyrektor.

Dało się zauważyć zjawisko, że część dzieci z zazdrością patrzy na tych, których stać na zakupy na szkolnym korytarzu. Ale pocieszające jest, że uczniowie dzielą się tym co kupią, częstują innych. Jest to, zdaniem Stanisława Nowickiego, bardzo dobre zjawisko od strony wychowawczej. Przyznaje, że jeśli zdecydowana większość rodziców byłaby przeciwna obecności tych urządzeń (odpowiednio to uzasadniając), to nic nie stoi na przeszkodzie, aby je ze szkoły wycofać.

- Osobiście widzę w tym same korzyści, tym bardziej, że to samo można kupić kilka metrów dalej. Alkohol też można kupić od osiemnastu lat, a niestety zdarza się, że kupują go i piją uczniowie szkoły podstawowej. I jakoś ci rodzice nie robią z tego problemu, to ja go według nich robię. W szkole prowadzone są również zajęcia z higienicznego i zdrowego żywienia. Dzieci są uczone właściwych nawyków żywieniowych. A to, czy dziecko tego posłucha, zależy nie tylko od nauczycieli, ale przede wszystkim od rodziców. To raczej w domu mają przykłady złego żywienia, a nie w szkole – mówi na zakończenie dyrektor Stanisław Nowicki.

Ryszard Mikietyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości