Od gradobicia minęło już prawie 2 miesiące, a rolnicy wciąż czekają na rozpatrzenie wniosków o odszkodowanie. - Niestety nie wszyscy mają szansę na pieniądze - mówi Zdzisław Gwizdała, inspektor do spraw gospodarki
W 27 wydaniu AL pisaliśmy o trudnej sytuacji rolników z gminy Złotów, a zwłaszcza z Górznej, Franciszkowa i Nowego Dworu, których część upraw została zniszczona przez lipcowe gradobicie. Ci, którzy swoje plony ubezpieczyli, mogli liczyć na odszkodowanie „od ręki” i w jakiś sposób zrekompensowano im straty. Jak się dowiedzieliśmy, rolnicy głównie ubezpieczali jęczmień i rzepak. Jednak, jak mówi rolnik z Franciszkowa Michał Orzechowski, pieniądze z ubezpieczeń to tylko kropla w morzu potrzeb: -Poniosłem duże straty w życie, ziemniakach, jęczmieniu, ale tylko jęczmień ubezpieczyłem. Te pieniądze coś mi dały, ale i tak ubolewam nad stratami w życie, które grad kompletnie wymłócił. Nie mówiąc już o tym, że aby zregenerować ziemniaki musiałem sporo wydać na środki chemiczne. Nadal czekam też na rozpatrzenie wniosków z gminy. [[reklama]]
Halina Grzywna z Górznej również nie wie, kiedy Urząd Marszałkowski rozpatrzy jej sprawę i martwi się, jak wójt gminy Piotr Lach zamierza pomóc poszkodowanym.
Zdzisław Gwizdała poinformował wszystkich o zasadach przyznawania pieniędzy i, jak twierdzi, wszystkie 18 wniosków na pewno nie zostanie zakwalifikowanych. – Przy obliczaniu szans musimy brać pod uwagę straty z obu produkcji, zwierzęcej i roślinnej, a średnia musi wynosić powyżej 30%. Niektórzy rolnicy nie spełniają tych warunków, bo np. większość ich dochodu stanowi przychód z produkcji roślinnej lub zwierzęcej. Choć oczywiście chcielibyśmy każdemu pomóc, nie możemy – wyjaśnia urzędnik.
Trzeba więc czekać i mieć nadzieję, że do następnej klęski rolnicy zdołają się przygotować i zapobiec późniejszym przykrym konsekwencjom.
Agnieszka Piec
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze