Reklama

Czerwony Kapturek zaszkodził. Rozmowa z przyrodnikami o wilkach

21/07/2017 18:00
Problemem są psy, a nie wilki – przekonują Agnieszka Piróg i Przemysław Wylegała. Z przyrodnikami mieszkającymi w naszym powiecie, pracującymi w wielu miejscach Polski, rozmawia Piotr Steffen

Buntowaliście się Państwo wewnętrznie, czytając niektóre z naszych publikacji z ostatnich miesięcy dotyczące wilków. Zwłaszcza na artykuł, w którym informowaliśmy o zagryzionych owcach w stadzie jednego z hodowców – padło w nim stwierdzenie, że to prawdopodobnie dzieło wilków.

Znamy przypadek z Polski, gdzie znaleziono zagryzionego daniela. Pojawiły się informacje i artykuły, że to wilki. Żeby to sprawdzić, zamontowano fotopułapki i okazało się, że w to miejsce po prostu przychodzą psy. Ale co poszło już w świat, to poszło. Dlatego walczymy z takimi publikacjami, one niszczą lata naszej pracy.

Mierzenie tropów wilka w Bieszczadach

Skąd pewność, że w tym przypadku nie były to wilki?

Nie mamy jej, być może rzeczywiście tak się stało, jednak, o ile pamiętam z tamtego artykułu, nikt wtedy tego nie udowodnił, a wydźwięk tekstu był oczywisty. W przypadku takich ataków sytuację powinien ocenić ktoś, kto specjalizuje się w wilkach. Najczęściej są to osoby z Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska, choć i one niejednokrotnie się mylą. Nie może w pełni miarodajnej oceny wystawić jedynie ktoś związany z Lasami Państwowymi, kto najczęściej jest jednocześnie myśliwym, a wiadomo, że oni mają określone nastawienie do wilków. Taki człowiek często zobaczy trop dużego psowatego i twierdzi, że to wilk. W zachodniej Polsce za większość ataków na zwierzęta hodowlane odpowiadają psy. Dziko żyjące lub wypuszczane przez właścicieli. W Polsce jest ich około 150 tysięcy. Nie zawsze są bezpańskie. W wielu przypadkach są celowo wypuszczane, przede wszystkim po to, żeby się posiliły. Niestety w naszym kraju jest zwyczaj, że na noc te psy spuszcza się z łańcucha. Podobnie jak wilki, mają one instynkt łowiecki. Szacuje się, że rocznie kilkadziesiąt tysięcy zwierząt łownych zagryzanych jest właśnie przez psy, które atakują również zwierzęta gospodarskie. Psy nie boją się ludzi, podchodzą do zagród. Wilki przeciwnie. Dla nich podejście pod zabudowę gospodarczą jest wielkim stresem, bo boją się człowieka. Badania wskazują, że w skali kraju, zwierzęta gospodarskie to 2–3 % wilczego pożywienia.

Reklama

Jak atakują psy, a jak wilki?

Nawet jeżeli dochodzi do ataku na stado, wilki, nawet te polujące w grupie, najczęściej atakują tylko jedną ofiarę. Skupiają się na niej, bo cel jest jeden – chcą się najeść. Ewentualnie wziąć jak najwięcej pożywienia w żołądku dla młodych czy karmiącej matki. Ten system polowań wilki wypracowały przez wieki. Wiedzą, jak polować wydajnie. Nie muszą zagryzać innych sztuk, polują inteligentnie. Nie jedzą codziennie, stąd szanują energię, bo nie każde polowanie się udaje. Nie zabijają dla rozrywki. Psy z kolei nie mają w sobie systemu takich zachowań. Wpadają w szał i rozszarpują, nawet kilka sztuk od razu.

To przypomina przypadek opisywany przez nas przed rokiem: jedna czy dwie owce pożarte, inne rozszarpane, dwie kolejne jedynie z przegryzionymi gardłami. Wiadomo Państwu o jakichkolwiek przypadkach z naszego terenu, gdzie potwierdzono, że hodowlane zwierzęta zaatakował wilk?

Nie. Co nie znaczy, że ich nie było. Na terenach zachodniej Polski tych ataków jest zdecydowanie mniej. Częściej mają miejsce w górach. Jest tam więcej wilków, a po drugie wpływa na to sąsiedztwo pastwisk i lasów.

Reklama

Aż tak bardzo nie jest nam po drodze z wilkami?

Nigdy nie były lubiane przez ludzi. Przez wieki były tępione i dlatego mają wdrukowany lęk przed człowiekiem. Aż do 1998 roku wilk był w Polsce zwierzęciem łownym. Efekt był taki, że liczebność wilka w Polsce była niewielka, a w zachodniej części kraju tych zwierząt praktycznie w ogóle nie było, występowały głównie w górach i na wschodniej ścianie. Na zachodzie polowano na nie szczególnie intensywnie, stąd gromadziły się w innych obszarach kraju. Tam były zresztą zasilane przez populacje z sąsiednich państw. W 1998 roku, zanim wilki objęto całkowitą ochroną, najpierw w naszym województwie uczynił to wojewoda poznański. Krótki czas po tym zaprzestano polowań w całym kraju i wilki dostały szansę na spokojniejsze życie. Populacje, zwłaszcza na wschodzie kraju, zaczęły się rozrastać i ponownie wędrować na zachód wzdłuż korytarzy ekologicznych. Dlatego coraz częściej je tutaj widać. Na zachodzie Polski wilki mają lepsze warunki do życia, bo jest tutaj największe zagęszczenie kopytnych – saren, jeleni i dzików – a to ich główne pożywienie. Mają też tutaj sporo lasów. Wraz z migracją na zachód wilki zaczęły kolonizować również Niemcy, gdzie od wielu lat w ogóle ich nie było, a od jakiegoś czasu, w landach przygranicznych z Polską, zaczynają być widoczne.


To dopiero połowa wywiadu. W dalszej części zadałem m.in. takie pytania:

Dwa tygodnie temu opublikowaliśmy tekst o tym, że leśnicy przestrzegają przed wilkami, które coraz częściej widać w naszym powiecie. Te przestrogi to także przesada?

Reklama

Mieszkacie w lesie – widujecie czasami wilki?

Leśnicy, myśliwi, a nawet rolnicy sporo mówią ostatnio o hybrydach.

Ile watah może być na terenie naszego powiatu i sąsiednich?

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Dwa tygodnie temu opublikowaliśmy tekst o tym, że leśnicy przestrzegają przed wilkami, które coraz częściej widać w naszym powiecie. Te przestrogi to także przesada?

No właśnie: ostrzegają tak naprawdę przed czym? Przypomina mi się historia leśniczego, który w latach 90–tych pod Chodzieżą postawił tabliczki: uwaga wilki. I miał spokój z kręcącymi się ludźmi. Tyle że nieświadomie nakręcał fobię. Mówiąc serio, przed czym można ostrzegać w kontekście wilków? Przed niedźwiedziem – owszem, zdarzają się ataki, również w Polsce. Dzik też jest bardziej niebezpieczny. Tyle chodzę po lasach, ale jeszcze nie uciekałem przed wilkiem. Przed lochą już kilkakrotnie. Wilk nie jest zły jak w bajkach. Niestety, „Czerwony Kapturek” swoje też w tym względzie zrobił. Nie znam żadnego przypadku, żeby to zwierzę kogoś zaatakowało. Nawet sięgając do literatury nie wyczytałem, aby w ostatnich dziesięcioleciach czy nawet stuleciach pisano o przypadku ataku. Przyrodnicy badający wilki muszą mieć wiele szczęścia, żeby je spotkać, a co dopiero osoba raz na jakiś czas odwiedzająca las. Choć skoro jest ich coraz więcej, na pewno ta szansa spotkania wzrasta. Jest to jednak tak skryte i mądre zwierzę, że naprawdę trudno o taki kontakt. Częściej można zobaczyć wilcze tropy i odchody, a to może powodować nieuzasadniony lęk przed samym zwierzęciem. Wilki mają znakomity węch i słuch, człowieka lokalizują z dużej odległości. Myślę, że zdarza się tak, iż jesteśmy w pobliżu wilka, ale wcale nie wiemy, że jest gdzieś obok. Dystans między nami a wilkami z czasem się zmniejsza, ale to nie powód do siania paniki.

Reklama

Trop wilka na śniegu w Bieszczadach

Mieszkacie w lesie – widujecie czasami wilki?

Raczej tropy, kał czy zagryzione zwierzęta. Za to niejednokrotnie słyszeliśmy je wieczorami, wyły w odległości dwustu–, może trzystu metrów od domu. To nasi sąsiedzi.

Skoro nie jest tak groźnie, skąd te ostrzeżenia?

Być może to efekt przyjętej przez Lasy Państwowe polityki. Przynajmniej mniej ludzi chodzi po lasach. Wszyscy wiemy doskonale, iż myśliwi nie radzą sobie z odstrzałami zwierząt, które czynią szkody w uprawach rolnych. Leśnicy i myśliwi – wierzę, że z większością tak jest – powinni traktować te zwierzęta jak sprzymierzeńca. Wilki wyręczają ich w przeprowadzaniu selekcji, i to naturalnej. Populacja dzików wzrosła w Polsce w ostatnich latach o około 60%, jeleni o ponad 50%, a saren o 20%.
Trochę faktów: państwo wypłaca odszkodowania za szkody wyrządzone przez zwierzęta objęte ochroną gatunkową, za szkody wilków jest to około 100 tys. zł rocznie (i to są właściwie tylko pieniądze dla hodowców owiec na Podkarpaciu); 86% wszystkich wypłacanych odszkodowań dotyczy szkód powodowanych przez bobry; koła łowieckie wypłacają rolnikom rocznie około 70 milionów złotych za szkody powodowane przez zwierzęta łowne na ich gruntach rolnych; Lasy Państwowe wydają rocznie około 150 milionów złotych na zabezpieczenie upraw, głównie przed jeleniami. Wydaje się na to wszystko wiele milionów, a jednocześnie podnosi się larum, gdy pojawiają się wilki, które zabijają jelenie czy sarny, z którymi myśliwi nie potrafią sobie poradzić. Nonsens. Prawda jest też taka, że przez wielu myśliwych wilk traktowany jest jak konkurent – trofeum wilka to jest marzenie wielu z nich. Tylko czekają na sygnał, aż ponownie będzie można strzelać do wilków, a w górach te zwierzęta niestety wciąż giną z ludzkich rąk. Zresztą w naszych lasach również były znajdowane zastrzelone wilki. To kłusownictwo jest faktem.

Reklama

Jakie to rodzi skutki?

Istotne. Wilki polują w watahach. One są zgrane i każdy wilk spełnia swoją funkcję w trakcie polowania. Badania wskazują, że śmierć jednego silnego osobnika z pary rodzicielskiej może być powodem rozpadu całej watahy. W Polsce nie ma dużych watah. Największe, notowane w ostatnich latach w Bieszczadach, mogą liczyć czternaście osobników. W Stanach Zjednoczonych najliczniejsze mają powyżej dwudziestu sztuk, są w stanie powalić bizona. Te występujące na terenie naszego powiatu liczą, jak sądzę, maksymalnie do siedmiu osobników. Pojedynczo żyją właściwie tylko chore, słabe, odrzucone. Nie są w stanie w dłuższym czasie same się wyżywić, są skazane na śmierć.

Leśnicy, myśliwi, a nawet rolnicy sporo mówią ostatnio o hybrydach.

One w dużej mierze również powstają w efekcie odstrzałów. Jeżeli wilczyca jest w rui, a odstrzelono jej basiora, może się skojarzyć z biegającym po lesie psem. W takiej sytuacji pozwoli na to, bo w normalnych okolicznościach pies zostałby zabity. Ale to zdarza się bardzo rzadko. Częściej hybrydy powstają stąd, że z nor są wybierane młode. Takie praktyki zdarzały się po wojnie. Ludzie robili to dla pieniędzy, trzymali takie szczeniaki i później kojarzyli je z psami. Jakby nie patrzeć, to efekt ingerencji człowieka. W normalnych, zdrowych warunkach hybrydy nie powstają. Zdrowa wataha eliminuje psy.

Reklama

Ile obecnie jest wilków w Polsce?

Około tysiąc trzysta. Dla porównania podam, że mamy w kraju ponad milion kopytnych.

Ile watah może być na terenie naszego powiatu i sąsiednich?

Kilka. Rewir jednej to obszar o powierzchni nawet do trzystu kilometrów kwadratowych.

Nasze lasy również potrzebują wilków?

Często spotykamy się z opinią leśniczych czy myśliwych, że wilk powinien być w lasach, ale nie w takich przekształconych siedliskach jak lasy w Polsce zachodniej, gdzie prowadzi się określoną, ukształtowaną już gospodarkę hodowlaną. To nieporozumienie, bezsens. Właśnie tutaj jest szczególnie potrzebny. Lasy gospodarcze bardzo potrzebują naturalnych drapieżników regulujących liczebność roślinożerców.

Reklama

***

A. Piróg – pracownik naukowy Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, obecnie pracuje nad doktoratem, zajmuje się głównie pasożytami dużych drapieżników jak wilki i niedźwiedzie. W trakcie swojej pracy naukowej kilka miesięcy spędziła w Bieszczadach pracując przy obserwacjach i monitoringu zwierząt drapieżnych w tamtejszym parku narodowym

P. Wylegała – Absolwent Wydziału Hodowli i Biologii Zwierząt Akademii Rolniczej (obecnie Uniwersytet Przyrodniczy) w Poznaniu. Jego specjalizacja to ornitologia, pracuje w PTOP Salamandra. Jest też członkiem rady programowej Fundacji Fauna Polski, która organizuje w Stobnicy pod Poznaniem jedyny w Polsce (prawdopodobnie również w Europie) wilczy park, umożliwiający obserwację drapieżników w naturalnym środowisku

Reklama

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    viki - niezalogowany 2017-09-05 22:29:02

    Witaj Piotrze , temat wilków jest bardzo mocno rozdmuchany , bo wilki zrobiły to czy tamto . A tak naprawdę , prędzej sfora psów z pobliskiej wioski nabroiła , a po mojemu to , to tylko ludzka głupota-naiwność-niewiedza powiela rzekome szkody poczynione przez wilki . Prawda jest taka że jak gospodarz nie zadba to albo wilki albo "dzika sfora psów " dokończą dzieła . Czysty debilizm w wykonaniu podobno świadomych ludzi . A może i nieświadomych ..... a raczej podatnych na wieści z pierwszej ręki ( które nie zawsze są PRAWDZIWE ) . Jak każdy z nas , też mam swoje hobby ( mieszkam w Karkonoszach ) ,więc uwielbiam długie , czasem bardzo długie wycieczki po górach , niekoniecznie po oznakowanych szlakach :) . Z początku nie zwróciłem na to uwagi , myślałem że coś mi się przywidziało ( myślałem z początku że to dziko-żyjące psy ) , a jednak po kilkunastu fotkach w "locie" później stwierdziłem że mam do czynienia z PRAWDZIWYMI wilkami , i co mogę powiedzieć , powiem tyle jak wyczują zapach człowieka to się wycofują . To prawda jestem nimi zafascynowany , są to wspaniałe zwierzęta , to prawda są groźne . ale tylko w wyjątkowych sytuacjach .

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    zorro - niezalogowany 2017-07-22 20:36:00

    a to niby czemu , proponuje tylko rozwiązanie , potem wypchać i do muzeum

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    basior - niezalogowany 2017-07-22 19:13:03

    Ludzie,macie mózgi?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości