Aby zrealizować plany przyszło mu przyjechać aż do Krajenki. Jest tak zdeterminowany, że technikum, które nie powstało, zamienił na szkołę zawodową. Wszystko po to, ażeby kontynuować rodzinną tradycję
Wydaje się, że coraz trudniej znaleźć młodych ludzi z pasją, szczególnie zawodową, która kiedyś może dać im możliwość zarabiania na chleb. Takich, którzy dla jej realizacji wiele są w stanie poświęcić. Takiego właśnie młodego człowieka znaleźliśmy w Krajence. To Mikołaj Kopeć, pochodzący z Markowic, niewielkiej miejscowości spod Inowrocławia. Mikołaj to uczeń krajeńskiego Zespołu Szkół Spożywczych. Od września rozpoczął w Krajence naukę, gdzie zgodnie ze swoim zainteresowaniem, a także rodzinną tradycją, zdobywa zawód młynarza. Był tak zdeterminowany, że nie zraził go nawet fakt, iż w krajeńskiej szkole nie utworzono w tym roku technikum, w którym chciał zdobywać wykształcenie. W tej sytuacji w grę wchodziła tylko nauka w szkole zawodowej. – To nie to samo, co szkoła średnia, ale bardzo zależy mi na tym, żeby być w przyszłości dobrym młynarzem, dlatego postanowiłem zostać w Krajence i uczyć się zawodu – przyznaje nastolatek, dodając, że już niebawem zamierza równocześnie rozpocząć zaoczną naukę w szkole średniej, ażeby jak najszybciej zrobić maturę i mieć otwartą drogę na studia. [[reklama]] Odkupił swoją własność
Krajeński ZSS to obecnie jedyna szkoła w Polsce kształcąca przyszłych młynarzy. – Kiedyś była jeszcze szkoła w Toruniu, ale już nie funkcjonuje – przyznaje nasz młody rozmówca, który w kilkuosobowej grupie uczącej się w Krajence na przyszłych młynarzy ma zdecydowanie najdalej do rodzinnego domu. To z niego wyniósł zamiłowanie do młynarstwa. Można powiedzieć, że był na nie skazany, choć jak podkreśla, nikt z rodziny nie zmuszał go do wyboru edukacyjnej i zawodowej przyszłości. – Jeśli rzeczywiście będę młynarzem, a dzisiaj wiele na to wskazuje, będę już czwartym z rzędu pokoleniem - przedstawicielem tego zawodu w naszej rodzinie. Młynarzem był pradziadek, dziadek, obecnie jest ojciec no i ja również mam taką możliwość – mówi z dumą, przyznając, że w pewnym sensie odczuwa rodzinne zobowiązanie, ale nie ma mowy o żadnej presji. – To czysta chęć – deklaruje z przekonaniem, z satysfakcją mówiąc też o historii swojej młynarskiej rodziny. – Pradziadek dzierżawił młyn w okolicach Markowic, dziadek wybudował własny w samych Markowicach, który później za komuny przejęło niestety państwo. W latach 90-tych dziadek odkupił swoją własność i od tego czasu młyn prowadzi tata. [[reklama]] Geny zobowiązują
Zapytany o to, kto w rodzinie był dotychczas najlepszym młynarzem, przyznaje, że jego tata, ale wiele wskazuje na to, że chłopak pod względem fachowości może przebić ojca. – Dobry młynarz już na słuch potrafi ocenić, czy proces technologiczny właściwie się odbywa, czy wszystko dobrze funkcjonuje, czy nie doszło do awarii – mówi nastolatek. – Dotychczas znacznie więcej czasu spędzałem w młynie niż tata u dziadka, gdy był młodym chłopakiem – przyznaje. I chociaż w dziedzinie młynarstwa wiele już wie, praktyki wciąż przynoszą mu wiele nowych wiadomości. Tym bardziej, że krajeński młyn jest zbliżony do tego, w którym ojciec prowadzi rodzinny interes. – Nasz jest trochę mniejszy gabarytowo, ale ma podobną wydajność, czyli ponad 20 ton na dobę – precyzuje chłopak. To niby wiele, ale i tak mało w porównaniu do największych i najnowocześniejszych. – Tam dobowy przerób wynosi 800-900 ton – porównuje Mikołaj, podkreślając, że niewielkim młynom, często wchłanianym przez duże firmy, jest na rynku coraz trudniej. Przyszły młynarz zdaje sobie sprawę, jak wielkie wyzwanie czekałoby go, gdyby miał w przyszłości zająć się rodzinnym interesem. Dzisiaj wszystko wskazuje, że tak właśnie będzie. W końcu zamiłowanie, tradycja, a przede wszystkim geny zobowiązują.
Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze