Płytmat ogłasza upadłość. Pracownicy idą na zwolnienia lekarskie i czekają, co będzie dalej. Decyzję o losie spółki podejmie sąd. Ratunkiem ma być umorzenie 40% długów firmy
Pięć milionów powodów
14 czerwca do Sądu Rejonowego Stare Miasto w Poznaniu wpłynął wniosek spółki Płytmat o ogłoszenie upadłości z możliwością zawarcia układu. Powodem jest zła sytuacja finansowa firmy produkującej meble i komponenty do nich. – Mamy bardzo duże zadłużenie w Urzędzie Skarbowym i w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, łącznie około 4 mln złotych. Pozostałe zadłużenie to około 1,5 mln zł – wylicza pełnomocnik zarządu, Piotr Krupa. W uzasadnieniu firma podała, że jednym z powodów problemów finansowych było błędne ustalenie cen w kontrakcie z firmą Conforama. Francuzi zerwali kilkunastomilionowy kontrakt ze spółką, bo ta nie realizowała zamówień na czas.
W latach 2010-2012 Płytmat kooperował także z firmami Swedwood Polska i Friboss Niemcy. Poziom sprzedaży w tym okresie sięgał 3,5-5 mln zł. „Realizacja kontraktu nie przyniosła spodziewanych zysków” – czytamy we wniosku o upadłość.
- Problemy firmy zaczęły się w 2011 roku, gdy dołączony został do nas zakład w Krzyżu. Z bilansów wychodziło, że my jesteśmy na plusie, to na Krzyżu wychodziły straty – twierdzi były członek kadry zarządzającej zakładem, który chce zachować anonimowość.
Zarząd spółki chce redukcji zadłużenia o 40% i rozłożenia reszty na kwartalne raty płacone przez trzy lata.
19 lipca w firmie pojawił się nadzorca sądowy. Zarząd przygotowuje dla niego dokumenty zakładu. Piotr Krupa: - Po zapoznaniu się z dokumentami on zdecyduje, czy przeprowadzona zostanie upadłość układowa, czy likwidacyjna.
W drugim przypadku do Płytmatu wkroczyłby syndyk masy upadłościowej, który sprzedałby majątek firmy. Decyzja nadzorcy znana ma być w ciągu dwóch tygodni. [[reklama]] Zakład zachorował
Firma Zenona Matkowskiego działa w Złotowie od kilkunastu lat. Obecnie zatrudnia około 120 pracowników. Jednym z nich jest pan Marcin, w zakładzie od ośmiu lat. Ostatnie dwa tygodnie spędził na chorobowym. - Nie było teraz pracy i kierownicy sami mówili, żeby iść na chorobowe i zrobić zaległe zabiegi. Każdy wolał iść na chorobowe, bo na bezpłatnym zakład i tak by nie płacił – twierdzi pracownik produkcji spółki i zarzeka się, że zwolnienie zorganizował sobie nie tylko on: - Z pół zakładu jak nie lepiej załatwiało chorobowe. Jak byłem u pani doktor, to już była w temacie, bo ludzie u niej byli i wiedziała, że zakład tak kiepsko stoi. [[reklama]]
Byli i obecni pracownicy (zastrzegają sobie anonimowość) utrzymują, że przestoje w pracy zdarzały się wcześniej. – Czasem zwalniali, bo nie było zamówień, a po dwóch tygodniach dzwonili, żeby przyjść do pracy – opowiada pan Marcin.
Obecne problemy z zamówieniami trwają od jesieni ubiegłego roku. Zakład nie pracuje. Według pełnomocnika zarządu ludzie są na urlopach. [[reklama]] Chory nie zarabia?
Pan Marcin ma na utrzymaniu rodzinę, a ostatniej wypłaty nie dostał. – Zalegają mi jakieś 2 tysiące. Dokładnie nie wiem, bo kwitków w tym miesiącu nie dali, a pracuję na akord.
W poprzednich latach w trudnych sytuacjach zakład miał nie płacić po trzy miesiące, a potem wypłacał zaliczki. – Dawali po 500 złotych, ale wtedy to były inne pieniądze – zauważa członek załogi Płytmat-u. Dziś jest inaczej. - Ci, którzy pracowali, wypłaty dostali, a ci co byli na chorobowym, to pieniędzy nie mają. Z ich [kierownictwa firmy – przypis red.] rozmowy wynika, że ci, którzy są chorzy, nie zasługują na pieniądze – złotowianin nie kryje złości. - Tak się nie da żyć. Trzeba chodzić po ludziach i pożyczać – dodaje. [[nowa_strona]]
Piotr Krupa, który funkcję pełnomocnika zarządu pełni od czerwca, twierdzi coś innego: - Płace za czerwiec w 70-80% są zapłacone. Jeżeli chodzi o pracowników fizycznych, to 90% płac jest zapłaconych. Do kwoty 1000-1100 złotych zapłaciliśmy wszystkim, a zobowiązania są 1300-1500, więc to zostało.
A pracownicy, którzy byli na chorobowym wypłat nie dostaną? - Nie usłyszeli tego ode mnie. Ciężko mi się do tego ustosunkować. Niewykluczone, że nie starczyło dla wszystkich.
Zagrożona jest wypłata wynagrodzeń za lipiec. Ratunkiem ma być złożenie listy płac do banku, co powinno zabezpieczyć pieniądze dla pracowników. [[reklama]]
W przypadku likwidacji zakładu syndyk w pierwszej kolejności musiałby zaspokoić żądania pracownicze. - Wynagrodzenia są ubezpieczone, bo przecież wszyscy pracują legalnie – podkreśla P. Krupa.
Pracowników w firmie regularnie ubywa. - Jest lato, więc pewnie podejmują pracę w rolnictwie – spekuluje pełnomocnik zarządu.
Palcem na wodzie
Piotr Krupa liczy, że zakład uda się utrzymać na rynku, choć pieniędzy na zakup materiałów do produkcji nie ma, a wszelkie wpływy zajmuje komornik. - Jeżeli sąd i nadzorca zadziałają szybko i pozostanie nam część środków obrotowych, to będziemy mieli za co odpalić tę produkcję i wtedy szanse na uratowanie zakładu są – mówi pełnomocnik Zenona Matkowskiego.
Przekonuje również, że zamówienia zakład ma do połowy września i możliwe są następne. Kto zechce współpracować z upadającą firmą? - Dla klienta ważne jest, żeby dostał towar, nie ma takiego znaczenia czy firma jest w upadłości, czy nie – upiera się P. Krupa.
Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze