Reklama

Do prokuratury

29/10/2012 00:00
Sekretarz Tomasz Ciechanowski porównał kulturę byłego burmistrza do poziomu kanalizacji

O zwołanie sesji nadzwyczajnej Rady Miejskiej Krajenki we wtorek 16 października wnioskowała komisja gospodarcza. Po raz trzeci z rzędu omawiano sprawę nieprawidłowości przy projektowaniu kanalizacji w gminie.

Przypomnijmy: wątpliwości radnych dotyczyły kwestii opłat za przygotowanie studium wykonalności. Pierwszy taki dokument został sporządzony przez biuro Aleksandry Sójki, gmina zapłaciła za nie ponad 46 tys. zł. Studium to zostało jednak odrzucone przez firmę, która na zlecenie Ministerstwa Rolnictwa je sprawdzała. W dokumencie doszukano się wiele wad merytorycznych. Ponieważ studium to niezbędny dokument, przygotowanie nowego zlecono innej firmie – za kolejne zapłacono ponad 40 tys. zł.

Tomasz Ciechanowski tłumaczył, że spółka pani Sójki miała powiązania rodzinne z panem Świgoniem, który w tamtym okresie był doradcą burmistrza Szczerbiaka. – Tak się jakoś składa, że pani Sójka nosi panieńskie nazwisko Świgoń. Mało tego, w jej firmie pracuje jeszcze druga córka pana Świgonia. Nie wiem, jakie ma kwalifikacje, wiem tylko, że właścicielka firmy zajmuje się rozprowadzaniem kosmetyków – stwierdził sekretarz.

- Co pan ma zamiar z tym zrobić, panie burmistrzu? – chciał się dowiedzieć Marek Matysiak.

Tomasz Ciechanowski wyjaśnił, że umowa została tak sporządzona, że odszkodowania za złe studium można było dochodzić tylko przez rok, więc jest już po terminie. Teraz można jedynie dochodzić odszkodowania na drodze postępowania sądowego.

[[reklama]]
Role się odwróciły

Burmistrz Stefan Kitela tłumaczył, że jest porażony tym co usłyszał o powiązaniach rodzinnych osób przygotowujących pierwsze studium. Przyznał, że z dokumentów, jakie są dostępne w gminie, wynika, że nie wystąpiono z roszczeniem odnośnie zwrotu pieniędzy za studium od pani Aleksandry Sójka. - Dzisiaj państwo będziecie musieli wskazać dalszą drogę postępowania. To jest utrata przez gminę środków. Po rozmowie sekretarza z radcą prawnym wiemy, że jedyną drogą odzyskania pieniędzy jest droga sądowa – tłumaczył Stefan Kitela.

Radny Zbigniew Morgulec zasugerował, że w takich przypadkach należy powiadomić prokuraturę. Tomasz Ciechanowski przypomniał, że w Kodeksie Postępowania Karnego jest artykuł, który zobowiązuje organa władzy w związku z wystąpieniem zaistnienia popełnienia przestępstwa do zgłoszenia go. - Zaniechanie tego postępowania może spowodować, że role się odwrócą – stwierdził. Oznacza to, że kto nie zgłosił takiego faktu, sam podlega odpowiedzialności karnej.

Marek Matysiak dopytywał, kto ma takiego zawiadomienia dokonać: rada czy burmistrz Kitela? Sekretarz wyjaśnił, że radnych chciano tylko zapoznać z problemem, żeby nie było gadania, że coś się robi poza jej plecami.

- Czy postępowanie dotyczyłoby firmy, która sporządziła zły projekt, czy byłego burmistrza, który to zlecił? – dopytywał Piotr Gniot. Tomasz Ciechanowski stwierdził, że osoby, która dopuściła się zaniedbań, czyli Janusza Szczerbiaka.
[[nowa_strona]]
Stracilibyśmy pieniądze

Udzielono głosu goszczącemu na sesji już po raz drugi byłemu burmistrzowi. Najpierw odniósł się on do zarzutów, jakie skierował pod jego adresem sekretarz Ciechanowski na poprzedniej sesji; rzecz dotyczyła kosztów podłączeń studzienek kanalizacyjnych. Janusz Szczerbiak uznał, że sekretarz dopuścił się manipulacji, bowiem koszty są dużo mniejsze niż je przedstawiano i leżą w gestii inwestora.

Przypomniał, że kiedy oddawano do użytku oczyszczalnię ścieków wartą trzy miliony złotych, siedemdziesiąt pięć procent kosztów pochodziło z zewnątrz. W umowie było jednak zaznaczone, że jeśli w określonym terminie nie zostanie podłączona do niej odpowiednia ilość odbiorców, pieniądze te trzeba będzie zwrócić. - Proszę popytać w innych gminach, jakie były problemy ze sporządzeniem studium wykonalności. Inni robili to również po dwa, a nawet trzy razy. Wówczas nie była to taka prosta sprawa, jak się dzisiaj wydaje. Gdybyśmy nie zdążyli, to stracilibyśmy ogromne pieniądze – tłumaczył były burmistrz.

Ustosunkował się również do umowy, jaką podpisano z firmą pani Sójki. Oświadczył, że pan Świgoń cieszy się dużym dorobkiem naukowym i jest specjalistą do spraw kanalizacji z ramienia Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. - To nie byli jacyś tam „kosmetycy” - zwrócił się do Tomasza Ciechanowskiego. - Pani ta zajmowała się sprawami technicznymi, a opracowaniem ekonomicznym naukowiec z tytułem doktora z Poznania – dodał.

Prywatne wycieczki

Pytał również, dlaczego, skoro była zrobiona dokumentacja za dwadzieścia tysięcy złotych na plac zabaw i na korty tenisowe (za taką samą kwotę) po wyborach trzeba było robić nowe. – Dlaczego zlecono nowe dokumentacje? Czy to jest właściwa gospodarka pieniądzem publicznym? Po chwili dodał: - Nie wiem, dlaczego pan Ciechanowski nie powiedział rzeczy najważniejszej: kazałem panu przejrzeć umowę, o której pan tu cały czas mówi i zobaczyć, co się w tej sprawie da zrobić - dodał.

- O nic takiego nigdy mnie pan nie prosił i mówię to z całą odpowiedzialnością i świadomością – replikował sekretarz gminy.
[[reklama]]
Janusz Szczerbiak tłumaczył, że nigdy się nie uchylał od brania odpowiedzialności za to, co podpisał. - Czy za testament, który pan podpisał, co potem się okazało niezgodnie z prawem, ja też mam odpowiadać? – spytał były burmistrz.

Wypowiedź ta wzburzyła Tomasza Ciechanowskiego. – Ja nie robię prywatnych wycieczek pod pana adresem, bo mi na to kultura osobista nie pozwala. Ale widać, że pana kultura zrównała się z poziomem kanalizacji - zareagował ostro.

Janusz Szczerbiak uznał, że nie będzie się do ostatnich słów sekretarza odnosić, a Piotr Jończyk po raz kolejny prosił o merytoryczną dyskusję.

Były burmistrz apelował, aby wczuć się w ówczesne warunki. Co gmina miała zrobić? Czy wystąpić o nowe studium, czy też stracić przyznane na kanalizację pieniądze? Oczekiwania Ministerstwa Rozwoju Regionalnego ciągle się zmieniały i trudno było czasami za nimi nadążyć. – Finał był jednak dla gminy szczęśliwy, bo gmina te pieniądze dostała – powiedział na koniec.

[[nowa_strona]]
Siódemka nieszczęśliwa


Radny Adam Klaryński zapytał Janusza Szczerbiaka, dlaczego nic nie robił na bieżąco, żeby pieniądze za studium odzyskać i doprowadził do przedawnienia roszczeń. Ten tłumaczył, że w nawale spraw fakt ten po prostu przeoczono. – Burmistrz ma narzędzia, którymi się posługuje, tymi narzędziami są pracownicy urzędu. Był nim i mam nadzieję, że dalej jest, sekretarz Ciechanowski. Ja do końca nie wiem, czy możemy takich roszczeń dochodzić, czy została sporządzona jakaś opinia prawna na ten temat – uznał Szczerbiak. Marek Matysiak wnioskował więc, aby o taką opinię prawną wystąpić, a dopiero potem nad problemem dyskutować.

Adam Klaryński podsumował, że sprawa ewidentnie nadaje się do prokuratury.
[[reklama]]
Natomiast Piotr Gniot starał się wypośrodkować swoją wypowiedzią oceny przedmówców. – Nie możemy stwierdzić, po czyjej stronie leży wina. Przeciwko komu albo przeciwko czemu mamy wnieść doniesienie do prokuratury? Nie znamy się ani na kanalizacji, ani na prawie, więc uważam, że powinni to rozstrzygnąć prawnicy.

Przewodniczący rady uznał, że czas zakończyć dyskusję i zająć jakieś sensowne stanowisko. Głosowano dwa wnioski: pierwszy, aby sprawą zajęły się organa ścigania, i drugi, aby najpierw zapoznać się z oceną prawnika. Wobec tego, że pierwszą propozycję poparło siedmiu radnych i siedmiu się wstrzymało, wniosek przeszedł. Oznacza to, że sprawą zająć musiałaby się prokuratura.

Ryszard Mikietyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości