Piątek trzynastego dopiero jutro. Nie chcąc zapeszać „Szczęśliwą Trzynastkę” odwiedzamy zatem dzień wcześniej. Lepiej nie kusić losu. Mimo że „Szczęśliwa” – to przecież nadal 13–stka. Dopiero po bliższym spotkaniu z Pietrzykami przekonujemy się, że rzeczywiście w tym miejscu ta liczba oznacza tylko to, co dobre. O tym, że tutaj jest jak w domu osobiście przekonuje nas jeden z podopiecznych. „Szczęśliwa Trzynastka” swoją działalność rozpoczęła w kwietniu 2001 roku.
Nie było łatwo
– zapewniają nasi rozmówcy. Od początku byli jednak przekonani, że warto.
Dziś nie wyobrażają sobie życia bez dzieciaków. Obecnie mieszka ich tutaj 9, a także syn państwa Pietrzyków. Dzieci mają swoje pokoje, a także pomieszczenia, w których uczą się samodzielności, m.in. gotowania, prania, sprzątania. Wszystko po to, aby po opuszczeniu „Trzynastki” umiały poradzić sobie w życiu. Wielkimi krokami ten dzień zbliża się dla prawie 18–letniego Dawida.
Usamodzielnia się dokładnie 30 czerwca. Staramy się szukać dla niego jakiegoś miejsca. Napisaliśmy podanie do Jastrowia, do urzędu, bo on stamtąd pochodzi. Gmina buduje jakieś mieszkania komunalne, może się uda. A jak nie, to co? On wie, że nie ma gdzie pójść
Reklama
– zauważa pani Pietrzyk.
Już kilkoro dzieciaków usamodzielnialiśmy. Zawoziliśmy do mieszkania chronionego, zabieraliśmy jedzenie, to co się dało, no i zostawialiśmy. Był wielki ryk i koniec. Nic więcej nie możemy zrobić. Za każdym razem jak jechaliśmy do Złotowa to zawsze staraliśmy się ich odwiedzać, coś przywieźć, jakoś pomóc
– dodaje. Druga w kolejce jest niepełnosprawna 21–letnia Kasia. Mogłoby się wydawać, że czas wyfrunięcia z gniazda to najlepszy moment w życiu młodego człowieka: „Nareszcie będę wolny, samodzielny, nikt nie będzie mi patrzył na ręce”. Tymczasem wielu wychowanków tego typu placówek ogrania przerażenie: „Co teraz?”. Istnieją tzw. mieszkania chronione, ale są one dobrem deficytowym i tylko tymczasowym miejscem pobytu. Tymczasem po ukończeniu szkoły średniej czy zawodowej wcale nie łatwo o pracę, a już w ogóle o wynagrodzenie, które pozwoli utrzymać się młodemu człowiekowi, wchodzącemu dopiero w dorosłość.
My staramy się dać im to co najlepsze. Jak najlepiej przygotować do życia. Tutaj naprawdę mają wszystko. Po odejściu jednak już nie jest tak kolorowo. To jest problem całego naszego systemu. Dzieci te nie bardzo mają gdzie się podziać, tym samym wiele z nich nie daje sobie rady i niestety nie kończy się to najlepiej
– zaznacza pani Alina.
My to zmienimy – Wychodząc naprzeciw problemom, z jakimi boryka się młodzież opuszczająca rodzinne domy dziecka, państwo Pietrzykowie postanowili sami stworzyć...
Każda pomoc na wagę złota – Z pewnością nie jest to łatwe zadanie, a już na pewno tanie. Państwo Pietrzykowie powoli, małymi krokami idą do celu. Ich oszczędności i...
Wychodząc naprzeciw problemom, z jakimi boryka się młodzież opuszczająca rodzinne domy dziecka, państwo Pietrzykowie postanowili sami stworzyć dom na wzór mieszkań chronionych. To jednak nie będzie żadna instytucjonalna placówka a zwykły „Dom” – w szerokim pojęciu tego słowa. Taki, do którego można wracać i czuć, że to moje miejsce. Dokładnie tak jak doświadczają tego dzieci wychowujące się w prawidłowo funkcjonujących rodzinach.
Zawsze, gdziekolwiek byśmy nie byli, dobrze jest mieć w kieszeni klucz do domu. Miejsca, do którego, choćby nie wiadomo co się działo, można wrócić
– wyjaśnia pani Alina. Takim miejscem dla wychowanków państwa Pietrzyków ma być właśnie budynek remontowany w Rydzynce przy drodze krajowej nr 11. Nasi rozmówcy zakupili go i już po części wyremontowali z własnych pieniędzy. Do zrobienia pozostało głównie wnętrze.
O wyposażenie pokoi nie martwią się, to już każdy z wychowanków zrobi we własnym zakresie i w zgodzie ze swoimi upodobaniami.
Oni będę musieli opłacić rachunki, zadbać o porządek. Zastanawiamy się nad utworzeniem regulaminu, ale zobaczymy, jak będzie
– dodaje pan Mariusz. To, czego nie może zrobić państwo, robią tacy ludzie jak Pietrzykowie.
Na dorocznym spotkaniu przedstawicieli Rodzinnych Domów Dziecka w Warszawie nasi znajomi, jak dowiedzieli się o tym, co robimy, stwierdzili, że podnosimy poprzeczkę w ten sposób. Tymczasem my nie widzimy innego rozwiązania. Nie może tak być, że te dzieciaki zostaną z niczym. Chcemy zadbać również o ich przyszłość, jak w normalnych rodzinach robią to rodzice, których oni przecież nie mają lub nie mogą na nich liczyć
Reklama
– mówi pani Alina.
Z pewnością nie jest to łatwe zadanie, a już na pewno tanie. Państwo Pietrzykowie powoli, małymi krokami idą do celu. Ich oszczędności i praca własna, w tym również wychowanków, przynoszą efekty. Znajdują się także ludzie dobrej woli. W tym roku z propozycją wsparcia wyszła burmistrz Małgorzata Sameć, która, po konsultacji z radnymi, zaproponowała, aby dochód z tegorocznego balu pod patronatem burmistrza Okonka przeznaczyć właśnie na remont domu dla wychowanków „Szczęśliwej Trzynastki”.
Jak się o tym dowiedzieliśmy zabrakło nam słów. My naprawdę nigdy o nic nie prosimy, a tutaj taka niespodzianka. Bardzo za to dziękujemy
– mówi pani Alina.
Bal charytatywny na rzecz Rodzinnego Domu Dziecka w Okonku odbędzie się 2 lutego o godzinie 19.00 w Domu Weselnym „Toast” w Okonku. Bilet za parę, w którym zawiera się cegiełka na rzecz „Trzynastki”, to 250 złotych. Rezerwacje oraz informacje pod numerem telefonu 67 266 90 03. Zgłoszenie będą przyjmowane do 20 stycznia.
Imiona dzieci zostały zmienione ze względu na ochronę danych osobowych.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Bardzo dobra kobieta znam ja osobiscie takim ludziom warto pomagac brawo
Podziwiam tych państwa za ich poświęcenie .Sama miałam pod opieką przez 7 lat dziecko .Wyciągnęłam ją ze szponów patologii ,pokazałam jak uwierzyć w siebie w swoje możliwości ,pokazałam że można kochać "za nic" i co-- w najgorszym momencie mojego życia kiedy to ja potrzebowałam pomocy to po prostu odeszła .Pomimo wielkiego żalu jaki jest we mnie wiem że uratowałam jedno istnienie przed szponami patologii .Tym państwu z okonka życzę wszystkiego najlepszego.
Bardzo dobra kobieta znam ja osobiscie takim ludziom warto pomagac brawo
Podziwiam tych państwa za ich poświęcenie .Sama miałam pod opieką przez 7 lat dziecko .Wyciągnęłam ją ze szponów patologii ,pokazałam jak uwierzyć w siebie w swoje możliwości ,pokazałam że można kochać "za nic" i co-- w najgorszym momencie mojego życia kiedy to ja potrzebowałam pomocy to po prostu odeszła .Pomimo wielkiego żalu jaki jest we mnie wiem że uratowałam jedno istnienie przed szponami patologii .Tym państwu z okonka życzę wszystkiego najlepszego.