Krzysztof Klejna to najlepszy rolnik w gminie Krajenka! Ktoś się nie zgadza? On sam. Mimo że ma tytuł doktorski
Ziemi nie dostanie byle kto. Dziś, by przejąć gospodarstwo i korzystać z unijnych dopłat, trzeba mieć wykształcenie. Krzysztof Klejna z Tarnówczyna trochę z nim przeholował. - To „dr” przed nazwiskiem czasem mi przeszkadzało, bo nie mogłem dostać pracy. W szkołach czy w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa bali się, że ich wygryzę, bo mam wyższe wykształcenie – mówi rolnik z gminy Krajenka, który dwa lata nie mógł znaleźć pracy. Dziś uczy w dawnym Zespole Szkół Technicznych w Jastrowiu i prowadzi czterdziestohektarowe gospodarstwo.
Drugi na liście
Dwójka to znacząca liczba dla mieszkańca Tarnówczyna. Drugi był w kolejce do przejęcia gospodarstwa i drugie miejsce zajął na egzaminach do Akademii Rolniczej w Poznaniu. Chciał być mechanizatorem rolnictwa, jak brat, który jednak ojcowizny nie objął. - Musiałem zdobyć wiedzę teoretyczną, jak prowadzić gospodarstwo. Miałem praktykę wyniesioną z domu, ale obie te rzeczy trzeba powiązać. Jedna wiedza bez drugiej? To byłoby połowiczne wykształcenie – twierdzi absolwent liceum ogólnokształcącego. Jego wywodom przysłuchuje się ojciec. Pan Jerzy jest sołtysem Tarnówczyna. - Chęć do roboty u syna była. To najważniejsze, bo jak chęci nie ma, to choćby miodem smarował, to nic z tego nie wyjdzie – zapewnia szef tej niewielkiej wsi nieopodal Krajenki.
Takie same ręce
A że Krzysztof Klejna chciał, to efekty przychodziły bardzo szybko. Syn sołtysa miał talent nie tylko do nauki, ale i...
To tylko fragment artykułu Łukasza Opłatka z AL 18/2014, s. 20
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze