Reklama

Dom tajemnych przejść...

08/04/2014 00:00
Położony w sercu lasu, z dala od zgiełku i ciekawskich spojrzeń. Powstał pod koniec lat 70-tych dla ówczesnego wojewody pilskiego Andrzeja Śliwińskiego. Co kryją wnętrza "Wojewodówki"?

Postać zmarłego w 2007 roku byłego wojewody pilskiego do dziś budzi kontrowersje. Jedni widzieli w nim wysoko postawionego człowieka systemu socjalistycznego, oddanego jedynej słusznej partii - Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej... Inni wspominają jako reformatora, za czasów którego nastąpił inwestycyjny i gospodarczy boom.

Drogi, przychodnie, przedszkola, kryta pływalnia i... coś jeszcze. Obiekty służące rozwojowi turystyki (np. zajazdy przy głównych trasach biegnących przez województwo, unikatowe nawet w skali kraju), głównie tej myśliwskiej, bo, jak podają notki na temat Andrzeja Śliwińskiego, był on zapalonym myśliwym i prezesem pilskiego koła Polskiego Związku Łowieckiego.


Wnętrza kryją system przejść, zamaskowanych np. tak jak na zdjęciu boazerią

Tu będziemy budować!

Poszukiwania miejsca pod budowę stanicy myśliwskiej dla prominentnych elit ówczesnej władzy rozpoczęły się w 1977 roku. Pamięta je leśniczy Hubert Banaś, który w tym samym roku objął pracę na leśniczówce w Wąsoszkach, nieopodal której „Wojewodówka” leży. - Wojewoda Śliwiński często tutaj przyjeżdżał. Oglądał ten teren i po dość długim zastanowieniu sam wybrał to miejsce, by pełniło ono rolę obiektu do ważnych spotkań i punktu wypadowego na polowania – wspomina.

Dlaczego trafiło akurat na sołectwo Wąsoszki? Tego do końca nie wiadomo. Możliwe że szefa województwa urzekła miejscowa przyroda, przepływające nieopodal rzeki albo mnogość zwierzyny łownej. Mogło to być podyktowane także tym, że choć dookoła leżą same lasy, jest stąd bardzo blisko do cywilizacji i w kilkadziesiąt minut z łona natury można było powrócić do służbowego gabinetu w Pile. Można też było bez taplania się w błocie i przeprawy po lesie czarną wołgą zaprosić tu resortowych gości, by odbywać pozakuluarowe rozmowy. Tak czy owak decyzja zapadła, a budowa ruszyła.

Na wysoki połysk

W 1978 roku wszystko było już gotowe. Bryła zewnętrzna budynku, który ma 250 m2 powierzchni nawet dziś wydaje się być futurystyczna, na owe czasy musiała być prawdziwym szokiem.

- Patrząc na tę stanicę w 36 lat od jej wybudowania można stwierdzić, że Andrzeja Śliwińskiego cechował bardzo dobry zmysł architektoniczny. To on osobiście nadzorował wykonanie projektu, a później budowę. Moim zdaniem wizją o dobre 50 lat wyprzedzał swoje czasy . Ten obiekt i jego wnętrza daleko odbiegają do siermiężnego PRL-u – mówi Hubert Banaś.


Jedno z pomieszczeń apartamentów wojewody Śliwińskiego

Ekipa budowlana bez wątpienia musiała się więc mieć na baczności. Typowe dla ówczesnej branży budowlanej fuszerki nie były tu tolerowane, co widać nawet dziś. Po tylu latach 70-80% oryginalnego wystroju przetrwało. Porowate tynki trzeba tylko co jakiś czas odmalować, nie ma jednak mowy o pęknięciach czy łuszczeniu. W kominku wymieniono kafle, które się zużyły. Kamienna podłoga wewnątrz może niektórych przytłaczać formą, ale wygląda tak jakby położono ją wczoraj.

[[reklama]]

Do tego misternie rzeźbiona w solidnym drewnie stolarka w postaci np. myśliwskiego barku, gdzie ciekawostką jest pień drzewa, w którym nawiercone „dziuple” kryją butelki z alkoholem. Żyrandole powstały z poroży, a większość dębowych mebli na specjalne zamówienie wykonała nieistniejąca już krajeńska fabryka mebli. 40 lat prawie nie odcisnęło na nich znaku czasu. Nadal są też komfortowe. Z ogromnych okien rozpościera się widok na las, pobliską łąkę i leniwie płynącą rzekę. Aby na to popatrzeć można też z głównego salonu wyjść na potężny zadaszony taras, gdzie również znajduje się kominek.


Wystrój głównego salonu prawie nie zmienił się od 1978 roku

- To było miejsce niedostępne dla przeciętnego człowieka. Przyjeżdżali tu bardzo ważni goście i zapewne nierzadko zapadały istotne dla województwa decyzje, podpisywane były umowy, więc obiekt musiał być reprezentacyjny, wręcz luksusowy. Sam teren łowiecki też przez wiele lat był wyłączony z wykorzystywania przez koło łowieckie - mówi Hubert Banaś.

O luksusie może świadczyć też fakt, że obiekt był i jest ogrzewany elektrycznie, co nie należało do najtańszych rozwiązań. Niegdyś za ciepłe wnętrza odpowiadały piece akumulacyjne, dziś dużo bardziej energooszczędny bojler. Był tu też radiowy system alarmowy. Pajęczyna elektrycznych przewodów wiodła do rozdzielni i dalej do anteny na dachu. Gdy tylko w którymś miejscu nastąpiło przerwanie obwodu, w siedzibie województwa niemal natychmiast pojawiała się informacja, że ktoś próbuje się dostać do „Wojewódówki”.

Takich rzeczy nie montowało się raczej w przeciętnych domach w latach 70-tych XX wieku. Musiało być to też rozwiązanie skuteczne, bo do środka nikt się nigdy nie włamał przez niemal 40 lat. Dziś system radiowy zastąpił równie niezawodny monitoring.


To masywne krzesło powstało prawie 40 lat temu
w nieistniejącej już krajeńskiej fabryce mebli na specjalne zamówienie wojewody


Ruchome ściany

Dół „Wojewodówki” to rozległy salon, kuchnia, jeden pokój sypialny i łazienki, a od kilku lat nawet sauna. Jest jednak jeszcze góra, która kryje ciekawostkę.

- Mówimy na to „pokój za szafą”. To dawny apartament wojewody, który jest ukryty za elementami boazerii. Nie widać go, gdy się stoi na korytarzu. Jest tu też system przejść i ruchomych ścian, który obecnie zablokowaliśmy, ale najpewniej służyło to temu, by w niepostrzeżony sposób móc opuścić wnętrze budynku - mówi Hubert Banaś.

Czy chodziło o to, by w razie zagrożenia można było się ewakuować? Nie można tego wykluczyć, bo takich rozwiązań nikt raczej dla zabawy nie stosuje. Uwagę zwraca też wysoki standard pokoi. Każdy z nich, poza solidnymi, klasycznymi meblami ma osobny balkon i łazienkę.

Poczuj się jak władza

Dostępność „Wojewodówki" zawsze była reglamentowana, co też podkreślało jej ekskluzywność. Najpierw mogli przebywać tam prominenci i oficjele, ówcześni „Królowie Życia”. Później mile widziani byli dewizowi myśliwi, którzy nadal zaglądają do tego miejsca. Współcześnie, gdy od kilku lat obiekt znajduje się pod opieką Nadleśnictwa Złotów i przeszedł remont (m.in. wymiana okien, dachu), myśliwską siedzibę wojewody można odwiedzić dużo łatwiej.

- Obiekt może wynająć każdy, z tą jednak uwagą, że pierwszeństwo nadal mają myśliwi, bo ta stanica powstała głównie z myślą o nich. Nie jest to też wynajem na zasadzie domku letniskowego. Obiekt zawsze udostępniamy z obsługą, choćby z tego względu, by nie został on zdemolowany, bo oprócz walorów rekreacyjnych pełni też rolę historycznej ciekawostki tego regionu – mówi Jerzy Jaszczyk, nadleśniczy Nadleśnictwa Złotów.

Szymon Chwaliszewski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości