Reklama

Dziadzia – brakuje nam Ciebie

09/09/2017 18:00
Był strażakiem z powołania. Człowiekiem jakich mało. Odszedł nagle, bez pożegnania. Pozostawił po sobie bardzo wiele. OSP bez Henryka Budnika to już nie to samo

Dziadzia tu jest. Jak się wchodzi do remizy, czuć go za każdym razem. Ma się takie wrażenie, że zaraz wyskoczy zza rogu

– mówi Paweł Łosoś, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Podróżnej.
Henryk Budnik w tej jednostce zostawił niemal całe swoje serce. Remiza była jego drugim domem.

A czasami i pierwszym

– zauważa jego syn Damian.

Nigdy jednak nie miałem mu tego za złe. On cieszył się tym, że tu jest, a ja tym bardziej, bo wiedziałem, że po prostu jest szczęśliwy

– dodaje. Dobytku strażackiego doglądał niemal do ostatnich chwil swojego życia. Jeszcze w lipcu, jak co miesiąc, zawiózł do gminy rozliczenia za zużycie paliwa. Wiadomość o jego śmierci była dla wszystkich szokiem. Pan Henryk, znany w Podróżnej jako „Dziadzia”, odszedł 15 sierpnia. Zmarł nagle, we własnym łóżku, w domu naprzeciwko ukochanej remizy. Miał 71 lat.

Reklama

Straż i Pan Henryk to niemal jedność. Przez lata remiza była jego drugim, a czasami nawet pierwszym domem (fot. arch. prywatne)

Niezastąpiony

O tym, kim był i jaki był pan Henryk, dowiadujemy się oczywiście w remizie OSP Podróżna. To tutaj spotykamy się z Damianem Budnikiem, Pawłem Łososiem i Henrykiem Maciejewskim, naczelnikiem jednostki. Od pogrzebu minął niespełna tydzień, strażacy mimo wszystko pracują. Tego zresztą chciałby, a wręcz nawet wymagał od nich pan Henryk. U niego wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. W końcu w tej profesji chodzi o ludzkie życie i bezpieczeństwo druhów. Nie ma zatem miejsca na błędy.

Reklama

Pamiętam, był kiedyś taki duży pożar. Gasiliśmy go kilka godzin, nawet ja tam byłem, choć nie należałem do straży. Na drugi dzień, z samego rana, zaczęła wyć syrena. Wszyscy na pół śpiący przybiegli na miejsce. Co się okazało, włączył ją tata

– mówi Damian. [[pay]]

Węże po akcji porozrzucali. Nie posprzątali po sobie. Pan Heniu nie lubił, jak był bałagan. Kazał im je poukładać, jednocześnie przypominając, że gdyby teraz była kolejna akcja to co? Jak by na nią pojechali? Sprzęt trzeba szanować i zawsze trzeba być przygotowanym

Reklama

– mówił. Taki właśnie był – kończy historię pan Maciejewski. Zdarzało się, że i nakrzyczał. Wszystko robił jednak w dobrej wierze. Tak więc, gdy było już po wszystkim, podchodził i klepał po ramieniu, mówiąc.: „Przecież wiesz, że ja tylko tak, żebyś pamiętał, że to ważne. Żebyś sam umiał, bo mnie kiedyś przecież zabraknie”. We wspomnieniach kolegów z jednostki na zawsze pozostanie Dziadzią. Człowiekiem z ogromnym doświadczeniem, podchodzącym z szacunkiem i pokorą do pracy strażaka, a przede wszystkim gospodarzem, który zawsze wszytko miał na oku.

Niedługo zaczynamy budowę wiaty integracyjnej przy OSP. Kto będzie naszym nadzorcą? Dziadzia zawsze był w tym najlepszy. Nie ma drugich takich, którzy będą w stanie go zastąpić

Reklama

– zauważa Paweł Łosoś.

Niczym jedność

Mieszkańcy Podróżnej, głównie strażacy, panu Henrykowi zawdzięczają przede wszystkim działania na rzecz rozwoju jednostki. To dzięki niemu trafił tutaj wóz bojowy z Głubczyna, który zastąpił starego „żuczka”. Przyczynił się również do wybudowania remizy, która zastąpiła blaszak. Dziadzi, jak zapewniają nasi rozmówcy, od zawsze zależało na tym, aby OSP się rozwijała, aby było o niej słychać także poza granicami wsi. I tak też się stało, chociażby dzięki powstaniu Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej, w tym kobiecej, którą osobiście trenował, zdobywając razem z nią niejeden puchar. Medale w tym wszystkim były jednak tylko częścią powodów do dumy. Ważniejsze było dla niego to, że OSP funkcjonuje i może poszczycić się zainteresowaniem kolejnych pokoleń, a to dla pana Henryka zawsze było istotne, aby razem z nim i jego rówieśnikami nie zakończyła się historia jednostki. Tydzień przed śmiercią pożegnał zresztą kolegę, druha Jana Betańskiego.

Reklama

To jego miejsce

Straż była oczkiem w głowie Dziadzi. Z pewnością był w tym miejscu z powołania, nie z konieczności. Zresztą los chyba tak chciał, bo Pan Henryk urodził się w tym samym roku kiedy w archiwach pojawiły się pierwsze pisemne wzmianki o OSP Podróżna, czyli w 1946 roku.

W zeszłym roku obchodziliśmy 70–lecie istnienia. Dziadzia również

– zauważa pan Paweł. Rósł razem z jednostką. W akcjach czynnie zaczął działać w 1966 roku, przestał 6 lat temu, ale tylko dlatego, że nakazywały to przepisy.

Do samego końca

Ostatnie pożegnanie pana Henryka odbyło się 18 sierpnia w Podróżnej. Do miejsca spoczynku z kościoła na tzw. „górkę” poprowadził go jeden z wozów strażackich oraz Orkiestra Dęta z zaprzyjaźnionej Ochotniczej Straży Pożarnej w Krajence. Nie zabrakło rodziny, przyjaciół oraz druhów z rodzimej jednostki i okolicznych. Na tej trasie pan Henryk ostatni raz mijał także dom, ten pierwszy i ten drugi. Drzwi do remizy były otwarte, a tuż przed nią stał jego ukochany „star”, którego poprowadził do niejednej akcji. Miejsce za kierownicą było puste...[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości