Reklama

Dzieci nie są przeboziowane

20/03/2012 10:58
W Zespole Szkół Katolickich w Złotowie z roku na rok przybywa uczniów. - Ja nie uczę dzieci się modlić, bo one same do tego dochodzą. Chodzi mi o wychowanie ogólnoludzkie - mówi pracujący z nimi ks. Rafał Ochojski. - Przyjmujemy uczniów, którzy spełniają warunek uczęszczania na religię - dodaje dyrektor placówki, Bożena Ksycka

W klasie biały krzyż

Poniedziałek, 8 rano. Ze wszystkich klas Zespołu Szkół Katolickich dochodzi ten sam jednostajny dźwięk. W pracowni matematycznej i na języku polskim, w klasie przyrodniczej i językowej – wszędzie tak samo złożone ręce pomagają dzieciom zebrać myśli w modlitwie. Nie ma przymusu, 7-latkowie i 15-latkowie tak samo z własnej woli rozpoczynają szkolny dzień modlitwą. Nauczyciel każdego z przedmiotów zaczyna pracę od zwrócenia się w kierunku krzyża. Amen. Uczniowie zasiadają w ławkach, pedagodzy za katedrami. Wyjmują książki, zaczyna się lekcja. – Zawsze byliśmy aktywni, zgłaszaliśmy się i uważaliśmy to za coś normalnego – mówi były uczeń Zespołu Szkół Katolickich. Tak jest do dzisiaj.
[[reklama]]
Świadectwo katechety

W mury szkoły codziennie przychodzi ponad 200 dzieci, w tym 127 osób uczących się w szkole podstawowej i gimnazjum. W tym roku placówka staje się pełnoletnia. Przez lata funkcjonowania wypracowała jasne zasady naboru uczniów. - Niektórzy sądzą, że my sobie dzieci wybieramy – mówi kierująca szkołą od 4 lat Bożena Ksycka. - Tak, ale wybieramy je w oparciu o opinie wychowawcy i katechety, a nie dlatego, że uczeń ma same oceny bardzo dobre i celujące. Przyjmujemy uczniów, którzy spełniają warunek uczęszczania na religię – wyjaśnia dyrektor. Matematyk z wykształcenia zapewnia jednak, że w kierowanej przez nią placówce są takie same dzieci jak w innych szkołach. - Nie odważyłabym się oceniać uczniów innych szkół, bo oni nie są gorsi, a nasi nie są lepsi od nich. Oni są tacy sami. W każdej szkole może się trafić omnibus i łobuz – zauważa pedagog z wieloletnim doświadczeniem. Ocenę tę twierdza ks. Rafał Ochojski, który trzeci rok katechezuje dzieci w szkole katolickiej: -Może się wydawać, że w szkole katolickiej są dzieci, które wstając rano już składają ręce do modlitwy, takie aniołki, dzieci przeboziowane. Nie, to są dzieci z takimi samymi zainteresowaniami i problemami jak inni.

Powrót do wartości

Zainteresowanie szkołami katolickimi jest jednak coraz większe. Z danych B. Ksyckiej wynika, iż w ciągu ostatnich 2-3 lat liczba chętnych do podjęcia nauki w Zespole Szkół Katolickich wzrosła o kilkanaście osób. - Od tego czasu nie dajemy ogłoszeń o naborze – Bożena Ksycka nie kryje zadowolenia. - Uczniowie sami do nas przychodzą.

Wybór szkoły podstawowej czy gimnazjum nie zależy jednak od ucznia, ale od jego rodziców. Monika Kowalska do szkoły katolickiej posłała dwójkę swoich pociech, a placówkę tę wybrała niejako przypadkowo. – Nie udało nam się zapisać syna do innego przedszkola, a tutaj nie było z tym problemu – członkini rady rodziców szkoły wspomina wydarzenia sprzed kilku lat. Dziś nie zamieniłaby tej placówki na inną. – Mamy bardzo dobry kontakt z nauczycielami, w szkole nie ma przeludnienia, a nasze dzieci dobrze się tu odnajdują – cieszy się M. Kowalska. Często jednak wpływ na wybór ZSK ma to, co kiedyś niektórych odstraszało – wychowanie w duchu katolicyzmu. - Rodzicom zależy na dobrym wychowaniu i pewnych wartościach, do których powoli zaczynamy wracać – zauważa ks. R. Ochojski i dodaje: - Człowiek jest tak skonstruowany, że jak długo żyje bez wartości, które są jakby wpisane w naszą naturę, to w sumieniu się to odzywa i ludzie wracają do tego.

Słowa misjonarza potwierdzają rodzice. – Religia nie jest nauczana w formie przymusu, bo to byłoby zniechęcające dla dziecka. Nie ma w tym przesady, więc żadne z naszych dzieci nie skarżyło się, że musiało się w szkole modlić – zapewnia Monika Kowalska. Księdzu Rafałowi nie klepanie formułek chodzi. - Ja nie uczę dzieci się modlić, bo one same do tego dochodzą. Chodzi mi o wychowanie ogólnoludzkie – opisuje swą pracę ksiądz. – W końcu rodzice wiążą nadzieje z nami jako wychowawcami, że pomożemy im wychować ich dzieci i pomożemy tym młodym ludziom wypracować mocny kręgosłup moralny, którym potrafiliby się posługiwać w życiu – dodaje duszpasterz. Religia w szkole staje się nie tyle obowiązkiem co atutem, dla którego rodzice posyłają do niej dzieci. - Wartości chrześcijańskie są ważne dla rodziców, to wynika choćby z ankiet, które wśród nich przeprowadzamy – twierdzi dyrektor B. Ksycka. - Rodzice naszych dzieci są katolikami z krwi i kości, i odpowiada im ta szkoła, i ten system wartości.

Indywidualne podejście

Zgodnie ze statutem Zespołu Szkół Katolickich, maksymalna liczba uczniów w jednym oddziale może wynieść 20. - W tej chwili mamy taką klasę w gimnazjum. Zapowiada się, że w przyszłym roku pierwsza klasa też będzie tak liczna, bo mamy dużo podań – Bożena Ksycka jest zadowolona z „popularności” szkoły. I choć martwi ją konieczność odrzucania części podań o przyjęcie do szkoły (w ubiegłym roku było ich 10), to indywidualne podejście do ucznia ceni sobie ona znacznie bardziej. - Nie tworzymy większych klas, bo praca z 20 uczniami znacznie się różni od pracy z 30 uczniów – mówi matematyczka, która trafiła do szkoły katolickiej również ze względu na mniej liczne oddziały niż w szkołach publicznych. - Ja każde dziecko znam z imienia, mimo że nie prowadzę w ogóle zajęć lekcyjnych, a starszych znam również z nazwiska. Nauczyciele, którzy uczą ich na co dzień znają ich naprawdę dobrze. Dzięki temu spraw do załatwienia nie odkłada się na później i szybko wyłapuje się błędy wychowawcze i się je niweluje – dyrektor chwali zasady panujące w szkole. Ksiądz Rafał Ochojski zwraca uwagę na jeszcze inny plus wynikający z małej liczby uczniów. - Po części rodziców posyłających do nas dzieci motywuje chęć uniknięcia konfliktów w szkole, bo wiedzą że ich dziecko jest wrażliwe, a w dużej szkole może zostać skrzywdzone. Przede wszystkim chodzi o klimat, który da się w szkole zauważyć – twierdzi duszpasterz z parafii NMP w Złotowie.

Katolicyzm na topie


Dlatego, ale nie tylko, zdaniem misjonarza, małe szkoły mają w Polsce przyszłość. Również te katolickie. - W ogóle w Polsce możemy zaobserwować rozkwit szkół katolickich. Szkoła ma kształcić i to jest ważne, ale jeżeli zapomnimy o wychowaniu, to będzie nasz dramat – uważa ks. R. Ochojski. - Dziś wiele sygnałów wskazuje na to, że w szkole ograniczamy się do pewnych dziedzin i kształcimy ludzi w wąskim przeznaczeniu. A człowiek ma być nie tylko specjalistą w danej dziedzinie, ale ma sobie radzić w wielu życiowych sytuacjach. Oddzielanie nauczania od wychowania jest błędem – kontynuuje duszpasterz, który stara uczyć swych podopiecznych zaufania do drugiego człowieka. - To później przekłada się na ich rozwój osobowy i umiejętność zaufania drugiej osobie. Zawsze moje działanie ukierunkowane jest nie tyle na to, by zapamiętali mnie jako katechetę, ale na to, by zbliżyć ich do Pana Boga.

Przykładem na to, że się udaje była ubiegłoroczna reakcja uczniów na śmierć jednego z nich. Spontanicznie młodzież spotkała się na plebani. -Rozmawialiśmy, wspominaliśmy i wtedy powstał pomysł, by zorganizować łańcuszek pod hasłem „wyspowiadaj się i przyjmij komunię dla Marka w dniu jego pogrzebu” i był pełen kościół ludzi, i wszyscy szli do komunii – ksiądz nie kryje dumy ze swych uczniów. To była jednak sytuacja ekstremalna, natomiast Misjonarz Świętej Rodziny uczula rodziców na co dzień, by bardziej świadomie angażowali się w wychowanie swych pociech. - To, że oddajemy dziecko do szkoły katolickiej nie zwalnia nas z obowiązku wychowania. Pierwsza szkoła to jest rodzina. Można dziecku wpajać najpiękniejsze ideały, ale jeśli ono wróci do domu, w którym pijany ojciec bije matkę, to żadna szkoła, żaden katecheta nie jest w stanie zbudować pięknego obrazu rodziny w tym dziecku – przestrzega ksiądz Rafał.

O szkołę się nie boję


Trzy lata temu w gimnazjum Zespołu Szkół Katolickich uczyło się 34 uczniów, od września ma być ich 57, czyli zostaną 3 wolne miejsca w trzech oddziałach klasowych. Podania o przyjęcie do szkoły spływają od stycznia, więc dyrektor Bożena Ksycka nie boi się o los prowadzonej przez siebie placówki. - Jedynym problemem może być bardzo duża ilość zgłoszeń i szkoła mogłaby być większa jeśli chodzi o pomieszczenia – zauważa pedagog przyznając jednocześnie, że za naukę w gimnazjum rodzice muszą zapłacić 200 zł rocznie. Pozostałe koszty funkcjonowania szkoły pokrywa subwencja oświatowa.

Łukasz Opłatek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości