Najpierw jest rzodkiewka. Grupa czwartoklasistów rzuca nią w jednego z uczniów.
Ten kolega po prostu ma dar pakowania się w kłopoty
– mówi Seweryn Zelek. Może, ale w końcu chłopak obrywa kamieniem w głowę. Nikt z blisko trzydziestoosobowej grupy mediatorów nie wie, o co poszło.
Ci czwartoklasiści chcieli po prostu się powygłupiać i nad kimś poznęcać
– uważa Samuel Czaja.
Martyna Kaszubowska ma inną historię. Jej kolega wyzywa koleżankę od biednych. Dziewczynki stanęły po stronie koleżanki, chłopcy poparli kolegę. Konflikt podzielił klasę. A Martynie było przykro.
Powiedziałam, żeby on jej nie wyzywał i ona jego też nie. Oni się jeszcze nie pogodzili, a ona zadzwoniła do swojej mamy, że on ją wyzywa
– opowiada dziecięcym głosikiem. Laura Bracht zaś pamięta sytuację, w której grupka przyjaciół (spokrewniona ze sobą) odrzuciła osobę, która nie była ich rodziną.
Odpychali ją, a przecież to nie jest powód do odrzucenia
– uważa nastolatka.
Polska szkoła pełna jest przemocy słownej i fizycznej. Dyskryminowania ze względu na wygląd, ubranie, pochodzenie czy zachowanie. Zdarzają się kradzieże, niszczenie rzeczy, bójki. Tak, w Lipce także. Tyle że tutaj są mediatorzy. Uczniowie, którzy mają pomagać innym dzieciom rozwiązywać problemy.
Samuel:
Mediacje są wyjaśnianiem kłótni między rówieśnikami bez pomocy osób starszych, dyrektora, nauczycieli bądź rodziców.
Filip Glugla–Staniewski:
Mediacja ma pomóc skłóconym osobom rozwiązać problem. Ale nie ma tego zrobić za nich, one same mają coś wymyślić.
Klaudia Słodowicz:
Zazwyczaj jest tak, że problem niby jest rozstrzygnięty, ale wcale nie jest. Zawsze ktoś czuje się pokrzywdzony. A mediacje pozwalają na to, żeby żadna ze stron nie czuła się źle. Te osoby same dla siebie szukają wyjścia. My im tylko pomagamy.
Reklama
Samuel, Filip, Klaudia i 27 ich koleżanek i kolegów sami zgłosili się do projektu „Mediacje rówieśnicze w naszej szkole”. Wierzą, że w ten sposób mogą pomóc innym.
I zdobyć nowe doświadczenie, które może się przydać w życiu
– podkreślają. Oni już wiedzą, że świat wokół nich nie jest idealny. Zdają sobie sprawę, że nie da się w nim uniknąć konfliktów. Dlatego uczą się rozwiązywać problemy. Swoje i innych.
Trzeba było porozmawiać z przedstawicielem tej grupy, która rzuciła kamieniem i kolegą, który nim dostał
Reklama
– twierdzi przeszkolony już Seweryn. Wspomina o specjalnym ustawieniu krzeseł, wytłumaczeniu stronom roli mediatora i zasad mediacji. Pozostali chórem mówią o dobrowolności mediacji (siłą nic się nie wskóra), samodzielności w podejmowaniu decyzji, poufności i bezstronności mediatora.
Mediator nie może prowadzić mediacji między osobami ze swojej klasy. Wiadomo, że stanie po stronie swoich koleżanek
– podkreśla Nadia Zdrenka.
Szkolenie z mediacji przeszli wszyscy nauczyciele i uczniowie klas IV – VII oraz oddziałów gimnazjalnych w Lipce. Informacje o nim dostali pracownicy obsługi i administracji oraz rodzice uczniów. Szkolenie prowadziły Aleksandra Klupś i Agnieszka Kuca z Niepublicznego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli „Progresfera” z Poznania, a część zajęć dyrektor Ewa Polańska–Ciechanowska oraz pedagodzy Barbara Lupa i Marcelina Wiecka. Projekt realizowano od 4 września do 30 listopada.
Teraz, gdy uczniowie się pokłócą mają pójść na poddasze szkoły. Do pokoju mediacji. Tam Samuel, Klaudia bądź inny mediator zapyta ich, o co poszło. I pomoże im znaleźć rozwiązanie problemu. Dobre dla obu stron. Dzięki temu dzieci mają wziąć odpowiedzialność za własne zachowanie. Nie ma im go już narzucać wychowawca. Szkolni mediatorzy twierdzą, że nie boją się tego wyzwania.
Na początku będzie trudno, ale z czasem do tego przywykniemy i będzie łatwiej
– uważa Julia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze