Reklama

Dzieciom wstęp wzbroniony?

20/08/2012 00:00
- Ciekawe, że w całym "lumpie" nikt się nie odezwał. Smutne, bo gdy rodzic nieodpowiedzialny - wszyscy krzyczą i trąbią, a jak odwrotnie, to cisza wśród klientek - wzburzona Czytelniczka w liście do redakcji obrazuje sytuację, która spotkała ją w jednym ze złotowskich sklepów z używaną odzieżą

- Ostatnio całą Polskę poruszyła sytuacja z lotniska w Katowicach, gdzie rodzice pozostawili pod opieką pracowników dwuletnie dziecko, które nie miało ważnego dokumentu – kobieta wprowadza nas w temat, zwracając uwagę na to, że sprawą nieodpowiedzialnych rodziców żyła wówczas cała Polska. - A teraz przenieśmy sytuację na nasze podwórko i trochę ją odwróćmy – proponuje. - Jestem matką dwulatki i dla mnie oczywiste jest, że córcia wędruje wszędzie ze mną. Dotąd odwiedziła już po kilka różnych pokoi w starostwie powiatowym, urzędzie skarbowym, urzędzie pracy czy sądzie. Obecność małej nigdy nikogo nie zaskoczyła, nikomu nie przeszkadzała w pracy, a i mi formalności zawsze udawało się załatwić. Tak było dotąd – opisuje. - Wczoraj jednak odwiedziłam jeden z „lumpów” przy alei Mickiewicza i wyobraźcie sobie, jakie było moje zaskoczenie, gdy obsługa zaproponowała mi, aby wózek ze śpiącym dzieckiem zostawić przy kasie, bo niby spokojniej będę mogła w przymierzalni mierzyć... - kontynuuje Czytelniczka, wyjaśniając, że nie dała się na taką opcję namówić i razem z córką udała się do przymierzalni. - Długo nie musiałam czekać – pisze - w liście do redakcji […] połowa przymiarki za mną, przychodzi oburzona właścicielka i ostrym głosem, że wózek, że nie wolno, że dzieci to obok kasy zostawiamy, że tak w regulaminie i powinnam się zastosować. Na nic tłumaczenia, że dziecko w wózku grzeczniejsze, nie biega, a zresztą chwilę temu jeszcze spało. Kobieta dalej się nakręca, znów o regulaminie, do którego od trzech lat nikt nie zgłaszał zastrzeżeń. Zasugerowałam więc, że może warto mu się przyjrzeć, bo życie utrudnia, jest niepraktyczny i trochę poprzednią epokę przypomina, a dziś to nawet urzędy są dla mam bardziej przychylne. Nie pomogło. Pani oburzona, ja zniesmaczona. […] Ciekawe, że w całym „lumpie” nikt się nie odezwał. Smutne, bo gdy rodzic nieodpowiedzialny – wszyscy krzyczą i trąbią, a jak odwrotnie, to cisza wśród klientek – podsumowuje kobieta, skłaniając do refleksji nad szumną polityką prorodzinną, zupełnie nie idącą, jej zdaniem, w parze z zaściankowością społeczeństwa.

Dziecko? Tak, ale nie zawsze


Polskie matki bez wątpienia idą z duchem czasu, ale czy środowisko, w którym funkcjonują, również? Postanowiliśmy wybrać się „w miasto” i na własne oczy przekonać się, czy dziecko na zakupach to rzeczywiście problem. Odwiedziliśmy najbardziej oblegane lumpeksy – w sumie 5 sklepów. W pierwszym z nich nasze pytania wzbudziły nie lada zdziwienie. - Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, u nas nie ma żadnego problemu – twierdzi ekspedientka, wyjaśniając, że w jej ocenie jest wręcz przeciwnie. - Pomagam klientkom, mogę wziąć dziecko na ręce, popilnować. Żadne nie płacze – kobieta chwali się swoim podejściem do maluchów. - Czy z wózkiem, czy z rowerkiem, można wejść i oglądać. Jak trzeba, to nawet wózek pomogę wnieść, nie tylko mamom małych dzieci, ale też tych niepełnosprawnych – kontynuuje nasza rozmówczyni, dodając, że w sklepie są również zabawki, którymi najmłodsi klienci do woli mogą się bawić. - Można dziecko posadzić na stole, a że trochę ubrania porozrzuca? Trudno, poukłada się – podsumowuje.
[[nowa_strona]]
Drugi sklep i drugie pozytywne zaskoczenie. - Jestem zdziwiona, że taka sytuacja miała miejsce. Wiadomo, że dziecko biega, krzyczy, hałasuje, ale trzeba być tolerancyjnym. To tylko dziecko – ekspedientka nie kryje zdziwienia moją opowieścią. Jej zdaniem nawet lepiej gdy dziecko jest przy mamie, bo po pierwsze – ma wówczas zapewnioną najlepszą opiekę, a po drugie – gdyby nie daj Boże coś mu się stało [...] - Kocham dzieci – mówi kobieta – mamy zabawki, nawet grające, jak trzeba to baterię włożę i niech się maluchy bawią – wyjaśnia.

Kolejny lumpeks to kolejne pozytywne zaskoczenie. - Nie ma żadnego problemu, można chodzić z wózkiem – mówi ekspedientka. Sklep numer 4 – bez zmian. - Wręcz namawiamy, żeby dziecka samego nie zostawiać – opowiadają kobiety stojące za ladą. - Sama jestem mamą i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej – mówi jedna z nich. - Można też psy wprowadzać, bardzo proszę, wiadomo – tylko żeby nie nasiusiał, nikogo nie ugryzł – dodaje druga.

Piąty sklep – jak przyznają ekspedientki, w nim właśnie doszło do opisywanej przez naszą Czytelniczkę sytuacji. Panie zwracają jednak uwagę na to, że zakaz poruszania się z wózkami dotyczy sytuacji, w których w lumpeksie jest sporo ludzi, a więc przede wszystkim wtorków, kiedy na wieszakach jest już nowa dostawa ubrań. - Czasami jest tyle ludzi, że same nie możemy się ruszyć, a co dopiero jakby ze dwa wózki wjechały – obrazują, nadmieniając, że kiedy nie ma dużego ruchu wózków nie trzeba zostawiać przy kasie. Rzeczywiście, mama z małym dzieckiem stoi przy wieszakach. - Nie chcemy utrudniać klientkom, nie chcemy też, żeby nam utrudniano pracę – wyjaśniają, zapewniając, że nie jest tak, że dzieci, które przy kasie czekają na swoje mamy, pozostają bez opieki – panie chętnie ich doglądają. Uważają, że problem został trochę wyolbrzymiony.

Patrycja Koplin

fot. www.sxc.hu
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości