- Ciekawe, że w całym "lumpie" nikt się nie odezwał. Smutne, bo gdy rodzic nieodpowiedzialny - wszyscy krzyczą i trąbią, a jak odwrotnie, to cisza wśród klientek - wzburzona Czytelniczka w liście do redakcji obrazuje sytuację, która spotkała ją w jednym ze złotowskich sklepów z używaną odzieżą
- Ostatnio całą Polskę poruszyła sytuacja z lotniska w Katowicach, gdzie rodzice pozostawili pod opieką pracowników dwuletnie dziecko, które nie miało ważnego dokumentu – kobieta wprowadza nas w temat, zwracając uwagę na to, że sprawą nieodpowiedzialnych rodziców żyła wówczas cała Polska. - A teraz przenieśmy sytuację na nasze podwórko i trochę ją odwróćmy – proponuje. - Jestem matką dwulatki i dla mnie oczywiste jest, że córcia wędruje wszędzie ze mną. Dotąd odwiedziła już po kilka różnych pokoi w starostwie powiatowym, urzędzie skarbowym, urzędzie pracy czy sądzie. Obecność małej nigdy nikogo nie zaskoczyła, nikomu nie przeszkadzała w pracy, a i mi formalności zawsze udawało się załatwić. Tak było dotąd – opisuje. - Wczoraj jednak odwiedziłam jeden z „lumpów” przy alei Mickiewicza i wyobraźcie sobie, jakie było moje zaskoczenie, gdy obsługa zaproponowała mi, aby wózek ze śpiącym dzieckiem zostawić przy kasie, bo niby spokojniej będę mogła w przymierzalni mierzyć... - kontynuuje Czytelniczka, wyjaśniając, że nie dała się na taką opcję namówić i razem z córką udała się do przymierzalni. - Długo nie musiałam czekać – pisze - w liście do redakcji […] połowa przymiarki za mną, przychodzi oburzona właścicielka i ostrym głosem, że wózek, że nie wolno, że dzieci to obok kasy zostawiamy, że tak w regulaminie i powinnam się zastosować. Na nic tłumaczenia, że dziecko w wózku grzeczniejsze, nie biega, a zresztą chwilę temu jeszcze spało. Kobieta dalej się nakręca, znów o regulaminie, do którego od trzech lat nikt nie zgłaszał zastrzeżeń. Zasugerowałam więc, że może warto mu się przyjrzeć, bo życie utrudnia, jest niepraktyczny i trochę poprzednią epokę przypomina, a dziś to nawet urzędy są dla mam bardziej przychylne. Nie pomogło. Pani oburzona, ja zniesmaczona. […] Ciekawe, że w całym „lumpie” nikt się nie odezwał. Smutne, bo gdy rodzic nieodpowiedzialny – wszyscy krzyczą i trąbią, a jak odwrotnie, to cisza wśród klientek – podsumowuje kobieta, skłaniając do refleksji nad szumną polityką prorodzinną, zupełnie nie idącą, jej zdaniem, w parze z zaściankowością społeczeństwa.
Dziecko? Tak, ale nie zawsze
Polskie matki bez wątpienia idą z duchem czasu, ale czy środowisko, w którym funkcjonują, również? Postanowiliśmy wybrać się „w miasto” i na własne oczy przekonać się, czy dziecko na zakupach to rzeczywiście problem. Odwiedziliśmy najbardziej oblegane lumpeksy – w sumie 5 sklepów. W pierwszym z nich nasze pytania wzbudziły nie lada zdziwienie. - Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, u nas nie ma żadnego problemu – twierdzi ekspedientka, wyjaśniając, że w jej ocenie jest wręcz przeciwnie. - Pomagam klientkom, mogę wziąć dziecko na ręce, popilnować. Żadne nie płacze – kobieta chwali się swoim podejściem do maluchów. - Czy z wózkiem, czy z rowerkiem, można wejść i oglądać. Jak trzeba, to nawet wózek pomogę wnieść, nie tylko mamom małych dzieci, ale też tych niepełnosprawnych – kontynuuje nasza rozmówczyni, dodając, że w sklepie są również zabawki, którymi najmłodsi klienci do woli mogą się bawić. - Można dziecko posadzić na stole, a że trochę ubrania porozrzuca? Trudno, poukłada się – podsumowuje. [[nowa_strona]]
Drugi sklep i drugie pozytywne zaskoczenie. - Jestem zdziwiona, że taka sytuacja miała miejsce. Wiadomo, że dziecko biega, krzyczy, hałasuje, ale trzeba być tolerancyjnym. To tylko dziecko – ekspedientka nie kryje zdziwienia moją opowieścią. Jej zdaniem nawet lepiej gdy dziecko jest przy mamie, bo po pierwsze – ma wówczas zapewnioną najlepszą opiekę, a po drugie – gdyby nie daj Boże coś mu się stało [...] - Kocham dzieci – mówi kobieta – mamy zabawki, nawet grające, jak trzeba to baterię włożę i niech się maluchy bawią – wyjaśnia.
Kolejny lumpeks to kolejne pozytywne zaskoczenie. - Nie ma żadnego problemu, można chodzić z wózkiem – mówi ekspedientka. Sklep numer 4 – bez zmian. - Wręcz namawiamy, żeby dziecka samego nie zostawiać – opowiadają kobiety stojące za ladą. - Sama jestem mamą i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej – mówi jedna z nich. - Można też psy wprowadzać, bardzo proszę, wiadomo – tylko żeby nie nasiusiał, nikogo nie ugryzł – dodaje druga.
Piąty sklep – jak przyznają ekspedientki, w nim właśnie doszło do opisywanej przez naszą Czytelniczkę sytuacji. Panie zwracają jednak uwagę na to, że zakaz poruszania się z wózkami dotyczy sytuacji, w których w lumpeksie jest sporo ludzi, a więc przede wszystkim wtorków, kiedy na wieszakach jest już nowa dostawa ubrań. - Czasami jest tyle ludzi, że same nie możemy się ruszyć, a co dopiero jakby ze dwa wózki wjechały – obrazują, nadmieniając, że kiedy nie ma dużego ruchu wózków nie trzeba zostawiać przy kasie. Rzeczywiście, mama z małym dzieckiem stoi przy wieszakach. - Nie chcemy utrudniać klientkom, nie chcemy też, żeby nam utrudniano pracę – wyjaśniają, zapewniając, że nie jest tak, że dzieci, które przy kasie czekają na swoje mamy, pozostają bez opieki – panie chętnie ich doglądają. Uważają, że problem został trochę wyolbrzymiony.
Patrycja Koplin
fot. www.sxc.hu
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze