- Ostrzegam, to jezioro nie nadaje się do kąpieli! - mówi naukowiec, dr Paweł Owsianny. Jezioro Wapieńskie jest pełne sinic, którym przypisuje się wpływ m.in. na wywołanie pierwotnego raka wątroby

Jezioro Wapieńskie (Wapińskie) jeszcze w lipcu, zdaniem Pawła Owsiannego, było jednym z najczystszych jezior naszego regionu. Tak przynajmniej wynikało też z wcześniejszych raportów Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.
- W próbkach, które dzisiaj pobrałem, dominują w 99% sinice, wśród których absolutnie dominuje Dolichospermum crassum. Jakie są przyczyny? W zlewni jeziora znajduje się osiedle domków rekreacyjnych i ferma złożona z 20 kurników (widoczna na zdjęciu lotniczym od strony Zelgniewa). Nie wiadomo, czy nastąpił jakiś zrzut ścieków, czy na pola w zlewni wylewane lub wyrzucane były odpady poprodukcyjne z fermy kurzej. Zdaniem naukowca, być może coś spłynęło z obszaru zlewni z nawalnym deszczem, być może zostało wymyte coś - co było odprowadzane do gruntu wcześniej.

- Nie wiem! Ale coś się wydarzyło, czego katastrofalny skutek obserwujemy. Utrzymanie się tego gwałtownego zakwitu sinicowego, w związku z praktycznie całkowitym odcięciem głębszych warstw wody od światła, wywoła obumarcie ramienic i innych roślin podwodnych. A to, jeśli już nie zmieniło, to może trwale zmienić jezioro z wcześniejszego stanu czystowodnego w stan mętnowodny – uważa dr Owsianny.
Taki zakwit jest zawsze katastrofalny dla ekosystemu wodnego!
- Ostrzegam: obecnie, a może już trwale, do kąpieli to jezioro się nie nadaje. Kąpiel w jeziorach z zakwitami sinicowymi grozi odczynami alergicznymi. Szereg gatunków sinic produkuje toksyny oddziaływujące szkodliwie na układ nerwowy czy układ pokarmowy, w tym przypisuje się im np. wpływ na wywoływanie pierwotnego raka wątroby.

Doktor Paweł M. Owsianny, który na co dzień jest dyrektorem Nadnoteckiego Instytutu Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Pile, mówi, że w niedzielę otrzymał zdjęcia linii brzegowej jeziora.
- Patrząc na fotografie pomyślałem sobie, że albo jest to żart i ktoś robi mi psikusa, albo faktycznie wydarzyło się nieszczęście – opowiada.
- Kiedy zajechałem, doznałem szoku. Badam jeziora od 1996 roku i nigdy nie spotkałem się z taką sytuacją. Szokująca jest skokowość problemu, nigdy tak szybko sinice nie zajęły jeziora. Zazwyczaj jest tak, że stan wody pogarsza się stopniowo i w związku z wzrostem ilości substancji pokarmowych w wyniku zanieczyszczenia, spodziewamy się skokowego zakwitu. Tu, na dodatek, mamy do czynienia z jeziorem bardzo czystym, gdzie rosną ramienice i inne rośliny, które rosną tylko w jeziorach czystowodnych. W tej chwili mamy do czynienia ze swoistą „zupą ogórkową”, woda jest po prostu zielona – mówi obrazowo dr Owsianny.

Na pytanie, czy jest szansa, by znaleźć przyczyny zatrucia wody, odpowiada, że muszą zrobić to odpowiednie służby, czyli WIOŚ. W tej chwili poziom zagrożenia dla ramienic wynosi 100 procent w całym jeziorze. Tym samym zagrożone utratą jest także siedlisko przyrodnicze Natura 2000, związane z ramienicami, bo jezioro znajduje się w obszarze „Ostoja Pilska” PLH300045 Natura 2000.
Władze gminy Krajenka dokonały oficjalnego zgłoszenia sprawy do WIOŚ. Burmistrz Stefan Kitela rozmawiał z przedstawicielem delegatury Wód Polskich.

- Nie pozostaje nam nic innego jak czekać na reakcję obu tych instytucji – mówi burmistrz, który dodaje, że nie ma pewności, kto jest właścicielem jeziora: czy Wody Polskie, czy jest to jezioro podległe agencji rolnej. - Na pewno nie jest to jezioro komunalne – mówi.
M. Leszczyński
fot. dr P. Owsiany / Gmina Krajenka

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze