Reklama

EkoNiemczykowie

27/02/2017 15:10
Gdy 17 lat temu stawiali pierwsze kroki w rolnictwie ekologicznym nie byli pewni, czy idą właściwą drogą. – Co roku zastanawiamy się, czy dalej się w to bawić. Szybko jednak stwierdzamy, że tak – mówią Scholastyka i Marek Niemczykowie

Według danych statystycznych rolnictwo ekologiczne w Polsce staje się coraz powszechniejsze. Od roku 2003 do 2013 ilość tego typu certyfikowanych i poddawanych szczególnej kontroli gospodarstw wzrosła jedenastokrotnie. Zwiększyła się też ilość przetwórni ekologicznych płodów ziemi i gotowych „eko” produktów, które spotkać można na sklepowych półkach. Jak założyć i prowadzić gospodarstwo ekologiczne?

Metody przechowywania plonów też są u Niemczyków tradycyjne i naturalne. Marchew magazynowana jest w kopcu

Reklama

Można się załamać

Przełomu wieków z XX na XXI bało się wielu. Strach przed końcem świata, giełdowymi krachami, czy paraliżem systemów komputerowych na całym świecie, w których zabrakło roku 2000 – to tylko niektóre z przykładów. Scholastyka i Marek Niemczykowie zastanawiali się wówczas nad czymś innym. Mając 17 hektarów ziemi, w tym 14 gruntów ornych rozważali, czy profil gospodarstwa zmienić na ekologiczny.

Nie byliśmy pionierami w okolicy. Takie gospodarstwa istniały już m.in. niedaleko Okonka czy Tucholi. Jeździłem tam nawet, żeby poznać szczegóły takiej działalności

Reklama

– mówi Marek Niemczyk, wspominając czasy gdy sprawdzenie czegoś w google nie było tak oczywiste jak teraz.

Zdecydowaliśmy się z różnych względów. Zaważyło nasze przekonanie, chęć produkcji zdrowej żywności 

– dodaje jego żona Scholastyka.

Zebrane wcześniej, z innych ekogospodarstw wiadomości przygotowały Niemczyków na to, że czeka ich szok, jeśli chodzi o spadek wydajności z hektara, po odsunięciu na bok syntetycznej chemii uprawowej.

Przez pierwsze 3–4 lata naprawdę można się załamać, bo oprócz mniejszych plonów pojawia się więcej chwastów. To temat dla cierpliwych i trzeba to przetrwać

Reklama

– mówi S. Niemczyk. Nie tak prosto jest też z nasionami.

Istnieje Centralny Bank Nasion, z którego pozyskać można stare odmiany. Nie działa to jednak tak, że dostanie się stamtąd każdą ilość, jaką się potrzebuje. Te nasiona są limitowane. Niektóre trzeba wytwarzać samodzielnie. Nie każdemu się chce

– dodaje M. Niemczyk.

Zestaw do kiszenia gotowy. Niemczykowie w taki sposób przerabiają ogórki i kapustę


To dopiero połowa artykułu. W dalszej części przeczytasz m.in.:

Kontrola, kontrola, kontrola – W 2003 roku ich gospodarstwo otrzymało atest i od tamtego czasu rok, w rok przechodzi szczegółową kontrolę...

Reklama

Bezpośrednio od rolnika – Jednak uprawa to jedno, a dystrybucja wyprodukowanych przez siebie produktów: owoców, warzyw (także szklarniowych) i zbóż to drugie...

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Kontrola, kontrola, kontrola

W 2003 roku ich gospodarstwo otrzymało atest i od tamtego czasu rok, w rok przechodzi szczegółową kontrolę.

Pobierane są próbki gleby, warzyw, które pozwalają sprawdzić, czy nie stosujemy syntetycznych środków ochrony roślin. Teraz już mniej, bo od lat utrzymujemy stały poziom wyników, z wieloma zerami po przecinku ale na początku wyraźnie było widać jak te wskaźniki spadały, jak z syntetycznych środków oczyszczała się ziemia

Reklama

– wspomina Scholastyka Niemczyk.

W Polsce jest 11 jednostek, które mogą nadawać takie atesty, certyfikaty. Każdorazowa kontrola to też koszty – 1000 zł, nie można więc sobie pozwolić na to, żeby pójść na skróty. Albo chce się być „eko” albo nie, bo zweryfikowane zostanie to momentalnie. Choć używa się normalnych maszyn np. traktora, uprawiać w ten sposób jest bardzo trudno. Dla przykładu w ubiegłym roku por i kapusta nam nie wyszły, a marchew sialiśmy cztery razy. Jeszcze trudniejsza jest hodowla zwierzęca

Reklama

– dodaje Marek Niemczyk. Wyjaśnia też, że ekogospodarstwo nie jest zupełnie pozbawione chemii.

Chemią jest wszystko, więc też nie ma co panikować. Pytanie tylko, czy mówimy o środkach naturalnych, np. opryskach z pokrzywy, wyciągach z czosnku czy wytworzonych sztucznie. W przypadku upraw „eko” używać można tylko tych pierwszych. Jednostka certyfikująca dopuszcza stosowanie trzydziestu siedmiu tego typu – naturalnych środków

– wyjaśnia gospodarz.

Od 2004 roku, czyli od wejścia Polski do Unii Europejskiej ekogospodarstwa premiowane są też dopłatami do rolnictwa ekologicznego.

Reklama

To poziom około 790 zł więcej do hektara w stosunku do normalnego gospodarstwa. Czy to się opłaca?...

– zastanawia się Marek Niemczyk.

Co roku zastanawiamy się, czy dalej się w to bawić. Szybko jednak stwierdzamy, że tak. To ekogospodartwo wpłynęło na wszystko w naszym życiu: rytm dnia – tygodnia – miesiąca, odżywianie..., nie potrafilibyśmy już chyba inaczej prowadzić gospodarstwa. To dla nas radocha, satysfakcja jak idzie się na pole i widzi jak to wszystko rośnie

– dodaje jego żona.

Bezpośrednio od rolnika

Jednak uprawa to jedno, a dystrybucja wyprodukowanych przez siebie produktów: owoców, warzyw (także szklarniowych) i zbóż to drugie.

Reklama

Ceny z ekogospodarstwa zawsze będą wyższe, nawet o 100%, choćby z tego względu, że to dużo bardziej wymagająca, a jednocześnie mniej wydajna uprawa. Narażona też na większe ryzyko tego, że coś się nie uda. Jeszcze kilka lat temu, osoby poszukujące takich produktów były w sporej mierze skazane na specjalne sklepy, my jako ekorolnicy również. Teraz, zwłaszcza w większych miastach działają specjalne targowiska. My też wystawiamy się m.in. w Bydgoszczy, Toruniu, czy Poznaniu. Można też przyjechać bezpośrednio do nas, do Luchowa

– mówi Marek Niemczyk.

Reklama

Nasiona w tego typu uprawie nie mogą być przypadkowe. Albo są one certyfikowane albo wyhodowane samodzielnie z ekologicznych produktów rolnych

Jak jednak na zwykłym targowisku rozpoznać, że kupuje się produkty z ekogospodarstwa?

Atest pozwala używać nam specjalnego logo z czego korzystamy – to jeden z wyróżników. Inna sprawa, że rolnik, jeśli sprzedaje tylko swoje produkty, będzie miał tylko to, co w danym sezonie jest dostępne. Np. papryka w tej chwili często przyjeżdża do nas z... Tunezji...

– dodaje gospodarz.

Reklama

Z pomocą w dystrybucji przychodzi też internet.

Można nas znaleźć na Facebooku, zobaczyć, że to wszystko co sprzedajemy powstaje u nas. Można podejrzeć zasiew, zbiór, kopcowanie, czy przetwarzanie, choć przetworów nie robimy zbyt wiele. Taka jawność nie tylko nas uwiarygodnia. Sprawia też, że ludzie piszą, dzwonią, pytają, czy mogą sami do nas przyjechać albo czy my możemy im coś przywieźć. To też daje niesamowitą satysfakcję

– dodaje Scholastyka Niemczyk.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Josef - niezalogowany 2017-08-26 19:52:47

    Brawo, tak trzymajcie ten kurs, odwagi i determinacji w działaniu innowacyjnym

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Someone - niezalogowany 2017-02-28 20:11:38

    Rolnictwo ekologiczne to cenny skarb w tych czasach. Powodzenia :-)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości