Jeszcze kilka miesięcy temu głównie słuchałem tej muzyki, ale od niedawna rzeczywiście coraz bardziej ciągnie mnie do nagrywania. Ta pasja jest we mnie od lat. Zaczęła się, gdy miałem jakieś 14 lat, na osiedlu, na którym wychowałem się w Sępólnie Krajeńskim. Słuchaliśmy hip-hopu wspólnie z kolegami. Odbiegał od tego, jaki tworzy się obecnie. Był bardziej surowy, bez całej tej obróbki. Moja przygoda z hip-hopem zaczęła się od słuchania Kalibra, Warszafskiego Deszczu, Wzgórza Ya-Pa, później pojawił się jeszcze Liroy. Tata jednego z kolegów miał w domu lepszej jakości sprzęt muzyczny, gdy nie było go w domu, siedzieliśmy sobie cichaczem i słuchaliśmy. To była prawdziwa, młodzieńcza miłość do tej muzyki.
Byli wśród nas tacy, którzy pisali teksty, a nawet próbowali nagrywać. Oczywiście nie było mowy o dostępie do jakiegoś studia. Wykorzystywało się proste komputery i mikrofony, niektórzy mieli wtedy takie rzeczy. Ja nie nagrywałem, nie miałem wtedy jeszcze do tego odwagi, ale próbowałem pisać. Pamiętam, że kiedyś nasza paczka stworzyła coś nawet wspólnymi siłami. Ten utwór został nagrany, być może jest jeszcze na jakiejś kasecie, ale szczerze mówiąc, nie chciałbym tego dzisiaj słuchać (śmiech).
Reklama
Tak, chociaż hip-hopu wciąż słuchałem bardzo dużo. Gdy byłem już w seminarium, na nowo dostałem zajawkę na pisanie. Zapisywałem utwory w zeszycie, one właściwie bardziej przypominały wiersze. Nigdy nie ujrzały światła dziennego. Mniej więcej w tym czasie zauważyłem też jednak, że coraz bardziej zaczyna rosnąć w siłę tzw. chrześcijański rap, powiedziałbym nawet ewangelizacyjny. Coś ponownie we mnie drgnęło. Zacząłem pisać tzw. szesnastki, czyli fragmenty-zwrotki składające się z szesnastu wersów, najbardziej popularne u hip-hopowców. Szesnastki to optymalna ilość wersów, żeby utwór pasował pod bit. Bity można ściągnąć za darmo, można je stworzyć samemu, ale też kupić. I pod nie pisać. Możliwości jest w tym względzie wiele.
Przełomem była chwila, gdy pierwszy raz posłuchałem księdza Jakuba Bartczaka. Słynnego rapującego kapłana, którego twórczość pokazała mi, że będąc księdzem nie muszę się w tym ograniczać. Wszystko jest przecież dla ludzi. Gdy byłem już na pierwszej parafii założyłem konto na facebooku i zacząłem nawet wrzucać tam niektóre kawałki.
Tak. Księdzu Bartczakowi łatwiej było zacząć z pisaniem i nagrywaniem, bo zanim został kapłanem już rapował, a dopiero później postanowił kontynuować swoją twórczość w bardziej ewangelizacyjnej wersji. Gdy go poznałem powiedziałem mu szczerze, że również czegoś próbuję, ale nie mam za bardzo odwagi. Przyznałem też, że nie chciałbym powielać jego stylu, być drugim nim. Stwierdził: spoko, nagrywaj, próbuj, fajna zajawka, to trafia do młodych. I tak powoli się rozkręcam. Istotną, jeśli nie nawet ważniejszą rolę odegrał w moim przypadku mój młodszy o dwanaście lat brat, który znacznie wcześniej zaczął tworzyć i nagrywać. Był i jest dla mnie dużą inspiracją. Dzięki tej dwójce utwierdziłem się w przekonaniu, że warto to robić.
Reklama
Nie mam wielu nagranych utworów, póki co są zaledwie dwa, chociaż nie są jeszcze dostępne w internecie. Największym problemem jest oczywiście znalezienie studia. Dlatego te dwa zarejestrowane utwory nagrałem w naszej plebani, tam, w pokoju obok. Pomógł mi Dawid Krzyk, który posiada odpowiedni sprzęt, a także nasz organista Stasiu Ogorzałek, który, jak się okazuje, znakomicie robi muzyczne podkłady, w tym i bity. Niedawno założyłem konto na kanale you tube, niebawem te kawałki powinny się tam pojawić.
Te teksty powstały w ramach przygotowań do ubiegłorocznego Projektu Kostka. Przekonał mnie ksiądz Adrian Piecuch. Wykorzystałem też znajomości z chłopakami, którzy mają już tutaj jakieś osiągnięcia. Pierwszy utwór powstał przy współpracy z moim bratem i jego ziomkiem Enterem. Kupiliśmy bit, chyba za jakieś 100 zł. Jego autor zrobił nam jeszcze profesjonalny master. Utwór nosi tytuł „Hobby i wiara”, obecnie jest dostępny na kanale you tube mojego brata. Ksiądz Adrian powiedział, że skoro nagraliśmy taki utwór, trzeba z nim wystąpić. Nie chciałem, krępowałem się. Przekonał mnie jednak, wyszedłem na scenę i w ten sposób pierwszy występ zaliczyłem na ubiegłorocznym Projekcie Kostka.
Również w 2016 roku pojawiła się motywacja do pierwszego solowego kawałka. Przygotowywałem wtedy z młodzieżą „Szlachetną paczkę” dla pewnej kobiety z Sępólna Krajeńskiego. To samotna osoba, pani Gienia. Schorowana, nie ma męża, dzieci. Jest sama jak palec. Po zrobieniu opłat z emerytury zostaje jej na miesiąc życia 170 zł. Dla mnie to jakiś kosmos. Jej historia tak mnie urzekła, że nie zatrzymałem się tylko na zrobieniu tej paczki, ale również napisałem tekst zatytułowany „Człowieczeństwo”. Zaczerpnąłem do niego ze słów Jana Pawła II: „Człowiek jest wielki nie przez to co posiada, lecz przez to kim jest. Nie przez to co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi. To tekst o tej kobiecie, ale też o tym, że warto pomagać. Nagrałem słowa pod bit zaczerpnięty za darmo z internetu.Reklama
Tak, dzięki wolontariuszkom, które zawiozły jej paczkę, a przy okazji powiedziały, że do prezentu jest dołożone coś jeszcze. Przez telefon odtworzyły jej piosenkę z mojego profilu na facebooku. Nie mogła uwierzyć w całą historię.
Staram się przede wszystkim przekazywać tematy. Przez trzy lata pracowałem z chłopakami w zakładzie poprawczym. Oni też nagrywali różne kawałki. Wiedziałem, że to lubią, więc jako zadania domowe mówiłem im nieraz: napiszcie o tym szesnastkę. Czasami wychodziło im z tego takie siano, że nie dało się tego słuchać. Ale przekazywali tym sposobem swoje przeżycia i ze mną jest podobnie. To z tamtego czasu pochodzi moja hip-hopowa ksywa, bo utwory tworzę jako Padre. Mówili na mnie ojczulku, ale to było mało oryginalne. Sam ich zachęciłem, żeby postarali się o bardziej oryginalne przezwisko. Wymyślili ksywę Padre i taki pseudonim przyjąłem, po latach zakładając swój hip-hopowy profil. Cieszę się, że podjąłem to wyzwanie. Każdy kto ma jakieś umiejętności, smykałkę do czegoś, powinien próbować swoich sił, niezależnie od wieku.
Reklama
Nie wiem, czy można powiedzieć, że mam talent, ale coś tam potrafię w tej dziedzinie stworzyć. Jest też prawdą, że gdy człowiek ma jakieś talenty nie powinien ich zakopywać, bo nie przynoszą owoców.
Dzielę się wszystkim. Jeden utwór napisałem np. dla dziewczyny, która w swoim życiu przeżyła tragedię. To była dramatyczna historia, z sięganiem po żyletki i cięciem żył włącznie. Powiedziała, że potrzebuje siły do codzienności, więc napisałem tekst dla niej. Sięgam też oczywiście do Pisma Świętego, które jest niesamowitą skarbnicą treści. Ważne są też nasze przeżycia i to co czerpiemy od innych. Tak powstał chociażby kawałek „Zostawić ślad”, który napisałem jako wrażenia ze Światowych Dni Młodzieży, ale też jako swego rodzaju testament – przyjeżdżając na to wydarzenie do Polski papież zostawił nam przecież coś niezwykłego. Każdy przyszedł po to, żeby zostawić ślad. Muzyka może być jednym z moich śladów.
Reklama
Istnieje taka możliwość, ale to wymaga czasu. Tworzenie, nagrywanie muzyki nigdy nie przesłoni oczywiście kapłaństwa. Ono zawsze będzie na pierwszym miejscu. Kapłaństwo od lat było moim wielkim marzeniem, zawsze chciałem przede wszystkim służyć ludziom.
Zgadza się. Niedawno śpiewałem w Zespole Szkół Ekonomicznych, gdzie uczę religii, z okazji święta szkoły. To również osobisty utwór, poświęcony Janowi Pawłowi II. Papież zawsze był dla mnie autorytetem, myślę, że nie ma w dzisiejszych czasach człowieka, który o nim nie myśli i go nie wspomina. Każdemu jakoś wpisał się w życie. Pracuję w szkole jego imienia, a to szczególnie zobowiązuje do pracy z młodzieżą. Te utwór wciąż nie jest dopracowany. Na razie jedynie napisałem tekst, którego w wolnych chwilach uczyłem się przez kilka dni. Miałem do niego muzyczny podkład, wyszedłem i zaśpiewałem.
Reklama
Myślę o tym coraz poważniej. Chciałbym zaangażować jakieś wokale. Napisać pod te głosy śpiewane refreny, jest dużo utalentowanych dziewczyn, chociażby u nas w szkole. Mogłyby się wykazać. Powiem więcej, niektóre osoby same się już zgłaszają. Planuję też zrobić coś z chłopakami ze Złotowa, których zdecydowanie widzę w takiej współpracy. Chcę dać im szansę, żeby spróbowali i coś nagrali. Żeby się tym na dobre zarazili, bo jeśli nie, to będą pisać jak ja kiedyś, do szuflady. Ja też się kiedyś od kogoś zaraziłem, więc powinienem teraz przekazać podobny impuls. Mają potencjał, tylko w siebie nie wierzą. Chciałbym również popracować z chłopakami, którzy w tym roku wystąpili w konkursowej części Projektu Kostka. Chociaż, jeśli mam być szczery, patrząc na ich talenty, właściwie to ja mógłbym prosić, żeby zechcieli mnie do czegoś zaangażować. Prawdę mówiąc, pomimo tego, że to dopiero początek drogi, nasze plany sięgają dużo dalej. Chcemy też wprowadzić obraz, tworzyć wideoklipy. Mam nawet w tym względzie oferty, m.in. od naszego ucznia Jakuba Piskulli, który tworzy takie materiały i idzie mu to bardzo dobrze. Padła propozycja, żebyśmy nagrali jakiś klip i pewnie to zrobimy. Drugą osobą, z którą możliwa jest taka współpraca jest Maciej Rudziejczak, który nagrywał filmiki promocyjne do Projektu Kostka. To student akademii filmowej. Jak widać, z tego impulsu wychodzi wiele pożytecznych rzeczy. Pomysłów jest dużo, brakuje jedynie czasu na ich realizację.
Rozmawiał Piotr Steffen[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Super ksiądz ma dar przyciągania ludzi dzieci i młodzieży.zawsze uśmiechnięty i ma dar do tego żeby w ten sposób przekazać nam coś więcej niż zwykle kazanie pozdrawiam
Kościół i księża muszą chyba w końcu zrozumieć że do Kościoła (kościoła) trzeba zacząć przyciągać a nie na siłę zaciągać... Dzieci chodzą na mszę bo muszą przed I komunią i przed bierzmowaniem. Tacy księża mogą to zmienić:) Pozdro 600 - YO
takich nam trzeba, też lubię taką muze.
Widac od razu ze to wporzadku gosc
Raz miałam z tym księdzem styczność i to w bardzo dla mnie bolesnej sytuacji. Jest to człowiek dalece nieodpowiedzialny i śmiem twierdzić, że niedojrzały. Zrobił mnie, moim dzieciom i najbliższym wielką krzywdę wypowiadając bardzo krzywdzące, nieprawdziwe i zmyślone słowa. Prawdopodobnie nie znał obrazu prawdziwej sytuacji lub może nie chciał wiedzieć.Nie będę robiła jednak z tego zdarzenia afery. Wiem, że ludzie konsekrowani podwójnie odpowiadają za swoje czyny i na pewno ks. Polerowicz będzie musiał bardzo mocno się tłumaczyć przed Panem Bogiem co zrobił.
Zadziwiające jak można człowieka ocenić po jednej sytuacji i po jednym spotkaniu. Zresztą jeszcze się taki nie urodził coby każdemu dogodził...
Super ksiądz ma dar przyciągania ludzi dzieci i młodzieży.zawsze uśmiechnięty i ma dar do tego żeby w ten sposób przekazać nam coś więcej niż zwykle kazanie pozdrawiam
Kościół i księża muszą chyba w końcu zrozumieć że do Kościoła (kościoła) trzeba zacząć przyciągać a nie na siłę zaciągać... Dzieci chodzą na mszę bo muszą przed I komunią i przed bierzmowaniem. Tacy księża mogą to zmienić:) Pozdro 600 - YO
takich nam trzeba, też lubię taką muze.