Reklama

Focha mam krótko, czyli życiowe przemyślenia radnej Henryki Drobczyńskiej

11/01/2018 13:30
Powie co myśli i tego samego oczekuje od innych. Wystawia się, ale dzięki temu się rozwija. A dzieci uczy, że wójt, ksiądz czy nauczyciel to człowiek jak każdy inny

Ma Pani wrażenie, że samorząd w Lipce to jakaś utopia? Tu wszystko jest dobrze, nikt się nie kłóci, nie spiera…

To fajnie wygląda, ma tak wyglądać i… tak jest. Nie zawsze się we wszystkim jako radni zgadzamy, dyskutujemy, ale nie pierzemy „brudów” publicznie. Wiem, że na innych sesjach różnie to wygląda, a u nas podczas sesji wszyscy są za, lub jeśli ktoś chce, to się wstrzymuje.

Mam rozumieć, że w Radzie Gminy Lipka nie ma osób, które chcą zabłysnąć i mimo omówienia spraw podczas komisji zabierają głos publicznie?

Nie mamy takiej potrzeby. Nikt nie chce błyszczeć. Mamy odmienne zdania, czasami są one brane pod uwagę, czasami nie, ale raczej każdy z radnych osiąga to, co chce. Dlatego jest spokój.

Przed laty tarcia między radnymi, między radnymi i wójtem były w Lipce potężne. Część radnych jest ta sama. Co więc się zmieniło, że dziś oglądamy taką sielankę?

Chyba góra, władza, czyli wójt. Przecież to wszystko zależy od wójta. Jesteśmy z niego zadowoleni, prace wrą, w Lipce bardzo dużo się dzieje, każda wieś coś dostaje, także jako mieszkańcy jesteśmy zadowoleni. U nas nie ma opozycji, choć na początku kadencji były dwa obozy.

Reklama

Tak, tylko patrząc z zewnątrz na samorząd w Lipce widzi się kołdrę wygładzoną do granic absurdu.

Kołdra jest wygładzona, ale pod kołdrą to różnie bywa…

To Pani pierwsza kadencja w radzie. Dlaczego Pani wystartowała w wyborach?


Czytasz artykuł premium. Pozostało jeszcze 84% tekstu[[pay]]

Uważałam, że za mało się u nas dzieje. Są rzeczy, o które trzeba się upominać. Kładę duży nacisk na aktywność społeczeństwa.

Udaje się?

Weźmy przykład Wiejskiego Domu Kultury w Wielkim Buczku. Są w nim zajęcia z gitary, była zumba, kółko fotograficzne… Miałam zapał, bo budziłam te aktywności, ale ludzie mają mniej czasu, a pod ręką telewizję i internet – nie wiem, czy chcą chodzić do domu kultury. Bardzo ubolewam, że starsi ludzie zostają często pozostawieni sobie samym. Mam pomysł, jak ich zintegrować ze średnim i młodym pokoleniem, ale dziś go nie zdradzę.

Reklama

Pani jest wrażliwą duszą?

To chyba dobrze?

Tak?

W samorządzie to chyba niedobrze, bo tu jak ma się miękkie serce, to trzeba mieć inną część ciała twardą...

Dlatego wybrała Pani pracę w komisji socjalnej, by być bliżej ludzi i ich problemów?

Komisje tak szybko się poustawiały, że po prostu znalazłam się w tej komisji. Choć lubię pracować z ludźmi, to muszę się jeszcze wiele nauczyć. Praca z nimi jest trudna.

Wie pan, ja nie mieszkam w centrum wsi, lecz  na uboczu w lesie i nie mam ciągłej styczności z mieszkańcami. Nie wiem o tych małych utarczkach i niechęciach ludzi do siebie nawzajem. Omijają mnie plotki. Stoją trochę na uboczu buczkowskiego życia i może dzięki temu mam obiektywne spojrzenie, takie bez emocji.

Reklama

Co Panią zaskakuje w samorządzie?

Mój ojciec był w radzie cztery kadencje i naświetlił mi jak ten samorząd wygląda. A teraz sposób funkcjonowania rady jest zupełnie inny. Między nami nie ma podczas sesji żadnej dyskusji i tego trochę mi brakuje. Tyle, że poprzedni wójt nie uczestniczył w posiedzeniach komisji, a obecny przychodzi i nam wszystko tłumaczy. Wszystko rozgrywamy wewnątrz, by sesja była świętem podejmowania uchwał.

Pamiętam, że tata często wyjeżdżał na różne spotkania samorządowe, a wówczas np. spotkania po sesji wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiaj. Tego się najbardziej obawiałam. Tego wejścia w męskie społeczeństwo. Że będę musiała odnaleźć się za tzw. kurtyną.

Reklama

Naprawdę nie można się do wójta o nic przyczepić?

A chcemy szukać na siłę czegoś takiego? Można być zazdrosnym, że gros inwestycji dzieje się w samej Lipce, ale ja rozumiem i myślę, że ludzie też, że to ona jest centrum gminy. Takie wsie jak Buczek muszą walczyć o swoje, przypominać się wójtowi, staroście, marszałkom. Musimy mówić, że również jesteśmy wartościowi i nam też należą się inwestycje. Drogowe, turystyczne, żebyśmy wszyscy korzystali z dobrodziejstw cywilizacji.

Chęć działania w samorządzie wyssała Pani z przysłowiowym mlekiem matki?

Pewnie tak. Lubię się udzielać, żyć w społeczeństwie. Męczy mnie siedzenie w domu. Gdybym nie mogła realizować swoich pomysłów, to czułabym się pewnie niepełnowartościowym człowiekiem.

Reklama

Realizuję się w radzie gminy, choć zdaję sobie sprawę, że jestem kontrowersyjną radną. Często słyszę „nie myśl sobie, że wszyscy cię popierają”. Zdaję sobie z tego sprawę, bo potrafię powiedzieć to co myślę głośno. Nie wiem czy to niepolityczne. Polityka ma swoje trendy, może to jest inny trend.

Angażuje się Pani także w działalność przedszkola i szkoły. Działa Pani w radach rodziców.

Bo muszę wiedzieć gdzie posyłam swoje dzieci. W jakie społeczeństwo. Nie mogę jako rodzic zupełnie powierzyć dziecka obcym osobom. Przede wszystkim gdy powstanie jakiś problem nie chcę mieć oporów, by pójść do szkoły czy przedszkola i pytać, a potem te problemy rozwiązywać. Uważam, że dzięki temu moje dzieci czują się tam pewniej.

Reklama

Przez to, że mój ojciec był radnym nauczyłam się, że wójt, ksiądz czy nauczyciel to  człowiek jak każdy inny. To nie są ludzie, których trzeba wiecznie stawiać na piedestale. Tego nauczyłam się od ojca, że z każdym można porozmawiać. Z tym światłym i z tym niewykształconym. Tym na ważnym stanowisku i z tym  „małym człowiekiem”.

Nie czapkuje Pani nikomu?

Bardziej chodzi mi o brak oporu przed pytaniem i rozmową. Szanuję te osoby, ale uważam, że mam prawo powiedzieć głośno i wyraźnie co pochwalam, a co mi się nie podoba. Dzięki temu dana osoba może zweryfikować swoje działanie. Poklepywanie i głaskanie nie jest w moim stylu. Lubię, gdy ktoś mi powie, że nie lubi mnie za to, a ceni za tamto. Lubię konkretne i bezpośrednio do mnie skierowane uwagi, bo mogę się wówczas do nich odnieść, zmienić  coś lub nie. Nigdy się za to nie obrażam, a przynajmniej mój foch nie trwa długo.

Reklama

Podobno to szczęście mieć obok siebie kogoś, kto wytknie nam nasze błędy. Dzięki temu możemy stawać się lepszymi.

Podam prosty przykład: wchodzę do sklepu, w którym ekspedientka ma na głowie pajęczynę. Mówię jej o tym, a ona dziękuje. I mówi, że sprzątała rano, musi więc mieć tę pajęczynę długo, ale nikt z grona klientów jej tego nie powiedział. Tak jak ten człowiek z liściem na głowie w piosence Elektrycznych Gitar.

Wróćmy do szkoły. Trudno pracuje się z nauczycielami?

Po szkoleniach ze „Szkoły Współpracy” miałam nadzieję, że nasza szkoła wskoczy w efekt „wow” i wiele się zmieni. Ale do tego potrzeba lat. Nauczyciele nie lubią, gdy mówi im się, że można inaczej. Tyle, że trochę ich rozumiem, bo wiem jakie są dzieci. Wiem jakie moje są w domu i jakie potrafią być w szkole. To jest bardzo trudny zawód. Zwłaszcza, że także dzisiejsi rodzice są bardzo pretensjonalni. Może dlatego nauczyciele nie chcą się aż tak bardzo otwierać, z obawy np. przed utratą autorytetu. Widzę jednak, że coś się w tym środowisku zmienia. Kiedyś bardzo, jak mniemano, konserwatywna nauczycielka zanegowała pomysł zorganizowania spływu kajakowego uczniom, a na koniec klasy jednak się on odbył. To było takie pozytywne zaskoczenie. Bardzo szanuję takie osoby. To mi daje paliwo i energię do działania.

Reklama

Pani dzieciom podoba się to, że nawet w szkole ma Pani na nie oko?

Starszy syn, dziś ma 16 lat, powiedział kiedyś: „a ty musisz wszędzie być”? Gdy poszedł do szkoły średniej od razu zapowiedział: „tylko się nigdzie tam nie pchaj”. A ja tylko chciałabym pomóc nauczycielom, którzy pytają rodziców czy chcieliby być w radzie rodziców czy w trójce klasowej. I zapada cisza. Przecież nauczyciel nie gryzie.
Młodszy syn, jedenastolatek, lubi nawet gdy jeżdżę z nim na wycieczki. Choć nie chcę być wszędzie.

Poświęca Pani mnóstwo czasu na rzeczy, które nie przynoszą Pani pieniędzy. Warto to robić?

Mąż uważa, że poświęcam na to za dużo czasu, a ja myślę, że za mało. Nie zarabiam, ale to co robię daje mi satysfakcję. Przede wszystkim spotkania z ludźmi. Wystawiam się na różne sytuacje, fajne i mniej przyjemne, ale dzięki temu poszerzam swoje horyzonty.

Reklama

Ma Pani poczucie, że zmienia coś na lepsze?

Tak i dlatego to robię. Czasami mam dość, ale są też dni, kiedy moja społeczna praca przynosi efekty i ludzie mnie chwalą. W Wielkim Buczku dotąd nie było kobiety – radnej. A wiadomo, że kobiety patrzą na świat inaczej, dostrzegają to co mężczyznom jest obojętne.
Chciałabym, żeby ludzie byli tolerancyjni, umieli i pragnęli ze sobą być.

Aby gmina Lipka była jeszcze bardziej idylliczna?

Właśnie tak.

Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości