To fajnie wygląda, ma tak wyglądać i… tak jest. Nie zawsze się we wszystkim jako radni zgadzamy, dyskutujemy, ale nie pierzemy „brudów” publicznie. Wiem, że na innych sesjach różnie to wygląda, a u nas podczas sesji wszyscy są za, lub jeśli ktoś chce, to się wstrzymuje.
Nie mamy takiej potrzeby. Nikt nie chce błyszczeć. Mamy odmienne zdania, czasami są one brane pod uwagę, czasami nie, ale raczej każdy z radnych osiąga to, co chce. Dlatego jest spokój.
Chyba góra, władza, czyli wójt. Przecież to wszystko zależy od wójta. Jesteśmy z niego zadowoleni, prace wrą, w Lipce bardzo dużo się dzieje, każda wieś coś dostaje, także jako mieszkańcy jesteśmy zadowoleni. U nas nie ma opozycji, choć na początku kadencji były dwa obozy.
Reklama
Kołdra jest wygładzona, ale pod kołdrą to różnie bywa…
Uważałam, że za mało się u nas dzieje. Są rzeczy, o które trzeba się upominać. Kładę duży nacisk na aktywność społeczeństwa.
Weźmy przykład Wiejskiego Domu Kultury w Wielkim Buczku. Są w nim zajęcia z gitary, była zumba, kółko fotograficzne… Miałam zapał, bo budziłam te aktywności, ale ludzie mają mniej czasu, a pod ręką telewizję i internet – nie wiem, czy chcą chodzić do domu kultury. Bardzo ubolewam, że starsi ludzie zostają często pozostawieni sobie samym. Mam pomysł, jak ich zintegrować ze średnim i młodym pokoleniem, ale dziś go nie zdradzę.
Reklama
To chyba dobrze?
W samorządzie to chyba niedobrze, bo tu jak ma się miękkie serce, to trzeba mieć inną część ciała twardą...
Komisje tak szybko się poustawiały, że po prostu znalazłam się w tej komisji. Choć lubię pracować z ludźmi, to muszę się jeszcze wiele nauczyć. Praca z nimi jest trudna.
Wie pan, ja nie mieszkam w centrum wsi, lecz na uboczu w lesie i nie mam ciągłej styczności z mieszkańcami. Nie wiem o tych małych utarczkach i niechęciach ludzi do siebie nawzajem. Omijają mnie plotki. Stoją trochę na uboczu buczkowskiego życia i może dzięki temu mam obiektywne spojrzenie, takie bez emocji.
Reklama
Mój ojciec był w radzie cztery kadencje i naświetlił mi jak ten samorząd wygląda. A teraz sposób funkcjonowania rady jest zupełnie inny. Między nami nie ma podczas sesji żadnej dyskusji i tego trochę mi brakuje. Tyle, że poprzedni wójt nie uczestniczył w posiedzeniach komisji, a obecny przychodzi i nam wszystko tłumaczy. Wszystko rozgrywamy wewnątrz, by sesja była świętem podejmowania uchwał.
Pamiętam, że tata często wyjeżdżał na różne spotkania samorządowe, a wówczas np. spotkania po sesji wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiaj. Tego się najbardziej obawiałam. Tego wejścia w męskie społeczeństwo. Że będę musiała odnaleźć się za tzw. kurtyną.
Reklama
A chcemy szukać na siłę czegoś takiego? Można być zazdrosnym, że gros inwestycji dzieje się w samej Lipce, ale ja rozumiem i myślę, że ludzie też, że to ona jest centrum gminy. Takie wsie jak Buczek muszą walczyć o swoje, przypominać się wójtowi, staroście, marszałkom. Musimy mówić, że również jesteśmy wartościowi i nam też należą się inwestycje. Drogowe, turystyczne, żebyśmy wszyscy korzystali z dobrodziejstw cywilizacji.
Pewnie tak. Lubię się udzielać, żyć w społeczeństwie. Męczy mnie siedzenie w domu. Gdybym nie mogła realizować swoich pomysłów, to czułabym się pewnie niepełnowartościowym człowiekiem.
ReklamaRealizuję się w radzie gminy, choć zdaję sobie sprawę, że jestem kontrowersyjną radną. Często słyszę „nie myśl sobie, że wszyscy cię popierają”. Zdaję sobie z tego sprawę, bo potrafię powiedzieć to co myślę głośno. Nie wiem czy to niepolityczne. Polityka ma swoje trendy, może to jest inny trend.
Bo muszę wiedzieć gdzie posyłam swoje dzieci. W jakie społeczeństwo. Nie mogę jako rodzic zupełnie powierzyć dziecka obcym osobom. Przede wszystkim gdy powstanie jakiś problem nie chcę mieć oporów, by pójść do szkoły czy przedszkola i pytać, a potem te problemy rozwiązywać. Uważam, że dzięki temu moje dzieci czują się tam pewniej.
ReklamaPrzez to, że mój ojciec był radnym nauczyłam się, że wójt, ksiądz czy nauczyciel to człowiek jak każdy inny. To nie są ludzie, których trzeba wiecznie stawiać na piedestale. Tego nauczyłam się od ojca, że z każdym można porozmawiać. Z tym światłym i z tym niewykształconym. Tym na ważnym stanowisku i z tym „małym człowiekiem”.
Bardziej chodzi mi o brak oporu przed pytaniem i rozmową. Szanuję te osoby, ale uważam, że mam prawo powiedzieć głośno i wyraźnie co pochwalam, a co mi się nie podoba. Dzięki temu dana osoba może zweryfikować swoje działanie. Poklepywanie i głaskanie nie jest w moim stylu. Lubię, gdy ktoś mi powie, że nie lubi mnie za to, a ceni za tamto. Lubię konkretne i bezpośrednio do mnie skierowane uwagi, bo mogę się wówczas do nich odnieść, zmienić coś lub nie. Nigdy się za to nie obrażam, a przynajmniej mój foch nie trwa długo.
Reklama
Podam prosty przykład: wchodzę do sklepu, w którym ekspedientka ma na głowie pajęczynę. Mówię jej o tym, a ona dziękuje. I mówi, że sprzątała rano, musi więc mieć tę pajęczynę długo, ale nikt z grona klientów jej tego nie powiedział. Tak jak ten człowiek z liściem na głowie w piosence Elektrycznych Gitar.
Po szkoleniach ze „Szkoły Współpracy” miałam nadzieję, że nasza szkoła wskoczy w efekt „wow” i wiele się zmieni. Ale do tego potrzeba lat. Nauczyciele nie lubią, gdy mówi im się, że można inaczej. Tyle, że trochę ich rozumiem, bo wiem jakie są dzieci. Wiem jakie moje są w domu i jakie potrafią być w szkole. To jest bardzo trudny zawód. Zwłaszcza, że także dzisiejsi rodzice są bardzo pretensjonalni. Może dlatego nauczyciele nie chcą się aż tak bardzo otwierać, z obawy np. przed utratą autorytetu. Widzę jednak, że coś się w tym środowisku zmienia. Kiedyś bardzo, jak mniemano, konserwatywna nauczycielka zanegowała pomysł zorganizowania spływu kajakowego uczniom, a na koniec klasy jednak się on odbył. To było takie pozytywne zaskoczenie. Bardzo szanuję takie osoby. To mi daje paliwo i energię do działania.
Reklama
Starszy syn, dziś ma 16 lat, powiedział kiedyś: „a ty musisz wszędzie być”? Gdy poszedł do szkoły średniej od razu zapowiedział: „tylko się nigdzie tam nie pchaj”. A ja tylko chciałabym pomóc nauczycielom, którzy pytają rodziców czy chcieliby być w radzie rodziców czy w trójce klasowej. I zapada cisza. Przecież nauczyciel nie gryzie.
Młodszy syn, jedenastolatek, lubi nawet gdy jeżdżę z nim na wycieczki. Choć nie chcę być wszędzie.
Mąż uważa, że poświęcam na to za dużo czasu, a ja myślę, że za mało. Nie zarabiam, ale to co robię daje mi satysfakcję. Przede wszystkim spotkania z ludźmi. Wystawiam się na różne sytuacje, fajne i mniej przyjemne, ale dzięki temu poszerzam swoje horyzonty.
Reklama
Tak i dlatego to robię. Czasami mam dość, ale są też dni, kiedy moja społeczna praca przynosi efekty i ludzie mnie chwalą. W Wielkim Buczku dotąd nie było kobiety – radnej. A wiadomo, że kobiety patrzą na świat inaczej, dostrzegają to co mężczyznom jest obojętne.
Chciałabym, żeby ludzie byli tolerancyjni, umieli i pragnęli ze sobą być.
Właśnie tak.
Rozmawiał Łukasz Opłatek[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze