Sławek i Ania krótko przed wypadkiem wkroczyli na nową, wspólną drogę życia. Przysięgali sobie strzec danej im miłości, wytrwać w zdrowiu i chorobie. Nie zdawali sobie sprawy, jak szybko los wystawi na próbę ich przysięgę.
Mieszkaliśmy wtedy w Niemczech. Miał być to czas spełniania marzeń, budowania fundamentów wspólnej przyszłości, początek wszystkiego. Kilka miesięcy wcześniej dowiedzieliśmy się, że Sławek choruje na cukrzycę. Był pod stałą opieką lekarzy, dbał o dietę, systematycznie mierzył cukier. Pewnego dnia poczuł się gorzej. Trafił do szpitala, gdzie pod opieką specjalistów uregulowano poziom cukru. Szybko wracał do zdrowia i mieliśmy nadzieję, że lada dzień wróci do domu. Miało być już dobrze.
Gdy telefon Sławka nie odpowiadał, początkowo uspokajałam sama siebie, że może jest na badaniach. Każde kolejne połączenie, które pozostawało bez odpowiedzi, sprawiało, że narastał we mnie strach. Nie wiem, ile razy próbowałam się z nim skontaktować. Nie pamiętam drogi, którą dotarłam do szpitala. Szpitalny korytarz wydawał się być tunelem bez końca. Miałam wrażenie, że wszyscy, których mijałam, słyszą łomot mojego serca. Puste łóżko. W ten sposób dowiedziałam się, że nasz świat, który tak misternie układaliśmy, runął. Nieodwracalnie zburzono nasze życie.
Lekarz nie udzielił mi wtedy zbyt wielu informacji. Dzisiaj wiem, że najprawdopodobniej nie chciał tego zrobić. Dowiedziałam się jedynie, że zdarzył się wypadek. Sławek przewrócił się w łazience, a upadając, uderzył głową o kafelki. Został przewieziony na oddział intensywnej terapii do innej placówki. Tam przeprowadzono operację ratującą jego życie, podczas której usunięto powstałe podczas upadku krwiaki. Dwie godziny później okazało się, że potrzebny jest kolejny zabieg, druga próba ratowania życia. Lekarze zmuszeni byli przeprowadzić trepanację czaszki. Musieli zrobić miejsce dla obrzękniętego mózgu i usunąć część kości po lewej stronie. Po operacji scenariusze mogły być różne. Przy tak wielkim uszkodzeniu mózgu tak naprawdę czas pozwala zweryfikować, ile bezpowrotnie pacjent stracił, a ile można odzyskać.
W nocy nie zmrużyliśmy oka. Sen nie przyszedł, choć wydawało nam się, że właśnie w nim tkwimy, najgorszym śnie naszego życia, z którego nie sposób było nam się obudzić.
Sławek był w śpiączce przez miesiąc. Spał, a dookoła toczyła się walka o jego życie. Podłączony był do aparatury, która go odżywiała i oddychała za niego. Czuwaliśmy przy jego łóżku, czekając na jakiś przełom, na jakiś gest, który wskaże, że nas słyszy, że czuje naszą obecność. Ciężko jest mówić o tym, co wtedy czuliśmy, szczególnie jeśli jeszcze dzisiaj te wspomnienia ściskają gardło i odbierają nam słowa…
Miesiąc później Sławek został przewieziony do Kliniki Neurorehabilitacji Powypadkowej, gdzie przebywał do czerwca. Na skutek urazu doznał porażenia prawej strony ciała, ale wygrał to, co najistotniejsze: ŻYCIE.
Nie zastanawialiśmy się długo nad powrotem do kraju. To tutaj mieszka rodzina Sławka, która jest dla nas wsparciem, na której pomoc możemy liczyć o każdej porze dnia i nocy. Sławek porusza się na wózku. Nie, nie samodzielnie - tylko wtedy, kiedy ktoś ten wózek pcha. Jest całkowicie zależny od innych. Choć jest w pełni świadomy, nie mówi. Na skutek urazu doznał afazji mowy – rozumie słowa, lecz nie potrafi ich wypowiedzieć. Od kiedy wróciliśmy do rodzinnego Złotowa nasze życie podporządkowane jest terapii Sławka. Choć jest to mozolna i długa praca, przynosi małe sukcesy. To one napędzają nasze działanie, to one sprawiają, że cały czas mamy nadzieję. Nie na odzyskanie pełni sprawności, lecz na to, że będzie lepiej.
Kiedy już opadły emocje, a nasze życie względnie zaczęło się stabilizować, dotarło do nas, jak bardzo się zmieniło. Jak różni się od tego sprzed wypadku. Pasją Sławka było wędkowanie, motoryzacja, jazda na motorze… Teraz, kiedy oglądamy wspólnie zdjęcia, każde z nas po cichu, głęboko w środku wie, że to zostało bezpowrotnie stracone. Jednak życie płynie dalej… Musimy iść dalej, niosąc ten ogromny bagaż. Razem, w zdrowiu i w chorobie.
Istnieje szansa, że Sławkowi uda się samodzielnie postawić choć kilka kroków. Teraz jednak jest to niemożliwe ze względu na przykurcz podkolanowy prawej nogi. Dzięki intensywnej rehabilitacji udało się go zmniejszyć, z prawie 180 do 20 stopni. Jednak napotkaliśmy kolejną barierę, której nie da się przeskoczyć fizjoterapią. Dlatego zdecydowaliśmy się na zabieg fibrotomii, który pomoże usunąć przykurcz. Zabieg ten wiąże się jednak z dużymi kosztami - to prawie 15 tys. złotych. Rehabilitacja generuje tak ogromne wydatki, że nie jesteśmy w stanie pokryć kosztu zabiegu samodzielnie. Dlatego też prosimy Państwa o wsparcie.
Leczenie Sławka można wesprzeć, dokonując dowolnej wpłaty za pośrednictwem portalu zlotowiankahelp.pl, która prowadzona jest pod adresem: http://zlotowiankahelp.pl/cel/odzyskac-siebie/
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Teraz to chyba nie istotne jaka jest prawdą. Chłopak potrzebuje pomocy wsparcia. Wiem miał życie kolorowe teraz barwy się zmieniły. Dziwi mnie jedno czemu pomocy musi szukać u "obcych przyjaciół". Sławek wracaj do zdrowia trzymaj się.
Ta opowieść jest prawda tak mniej więcej od połowy tekstu
Sławek zawsze był pomocny. Złota rączka od budowlanki po motoryzację
Wierze ci, nie masz pojęcia dlaczego.
Tylko że przyczyna nie jest trochę kolorowa a nie faktyczna ( znam ich z Berlina i wiem co tam się działo) takie są fakty
Czytelnik, wersja jest taka, że Sławek jest na wózku i komentarza twój jest zbedny
szkoda mi ciebie slawku ale kiedys myslales ze jestes bogiem a jak widzisz tak nie jest nic w zyciu nie dzieje sie bez przyczyny mysle ze brat moze ci pomoc niech nie bedzie egoista
Znam inną wersję tej opowieści i nie tak kolorowa jak w opisie i jest prawdziwa a nie naciągana.
O ile wiem to leczenie AA z uzależnień jest darmowe.
Podobno ojciec ma firmę a brat jest nieźle wyksztalcony niech mnie ktoś poprawi jeśli się mylę i oni zbierają pieniądze. Dlaczego niektorzy ludzie są bogaci? Bo są chytrzy.
Paul Walker wypił o jedną nalewkę za dużo.
Teraz to chyba nie istotne jaka jest prawdą. Chłopak potrzebuje pomocy wsparcia. Wiem miał życie kolorowe teraz barwy się zmieniły. Dziwi mnie jedno czemu pomocy musi szukać u "obcych przyjaciół". Sławek wracaj do zdrowia trzymaj się.
Ta opowieść jest prawda tak mniej więcej od połowy tekstu
Sławek zawsze był pomocny. Złota rączka od budowlanki po motoryzację