Motoryzacyjna. W przypadku Dariusza Bindka ma ona siedem odsłon. Najważniejsza z nich: peugeot 55 z 1949 roku. Najpierw był jednak radziecki Iż 56
Dariusz Bindek, mieszkaniec Radawnicy, miał go „za dzieciaka”. Motocykl ze wschodu marzeniem młodego człowieka najwyraźniej jednak nie był, wszak zastąpiły go później inne maszyny. Najpierw cud polskiej techniki: SHL MO 04, a potem kultowy junak, przez niektórych zwany polskim harleyem. Żaden z motocykli nie był jednak w stanie wygrać z panią Moniką. Małżeństwo motocyklową pasję na kilka lat usunęło w cień. Na nowo obudziła się ona zupełnie przypadkiem. Bodźcem był stary peugeot kupiony od kolegi.
- Bardzo mi się spodobał - wspomina nasz rozmówca. A że jego uwagę zajmowała również historia, zakup okazał się więc być strzałem w dziesiątkę. I początkiem kolekcji. Dziś pan Dariusz ma w niej siedem okazów: peugeota 55, simsona awo, iża 49, dwa modele MZ RT 125 – dwójkę i trójkę, motobecane i terrota 100. Większość „na chodzie”, wszystkie cenne. Nie o finansach jednak tutaj mowa, chodź i te są istotną kwestią, a o wartości historycznej. To na niej skupia się pan Dariusz.
- Chodzi o satysfakcję – zaznacza, dodając, że finansowych profitów sam raczej się nie doczeka. - Prędzej moje dzieci – uśmiecha się. Wartość pieniądza bezsprzecznie jednak zna. - Czasami warto trochę położyć – opowiada.
Wszystkie motocykle będące w posiadaniu Dariusza Bindka mają historyczną wartość
Finansowych sentymentów próżno u niego szukać również w kwestii pocztówek, które kolekcjonuje. Wszystkie dotyczą Radawnicy oraz okolic. Najstarsza z nich, z 1902 roku, przedstawia dawny kościół ewangelicki oraz restaurację, która dziś pełni funkcję domu.
Inna, wyjątkowa, przedstawia żołnierza z Franciszkowa, który pisał do rodziny z frontu. Dwie kartki z okresu secesji przedstawiają m.in. uniwersytet ludowy, bramę wjazdową na teren tego obiektu oraz nie funkcjonującą już dziś gorzelnię. Na kolejnych są m.in. kościół katolicki i szkoła, a także młyn, piekarnia oraz sklep kolonialny Roberta Köplina.
- Wszystkie pocztówki są dla mnie ważne – pan Dariusz nie chce wybrać tej najważniejszej. Najdroższa natomiast, składająca się z czterech fotografii, zakupiona na jednym z polskich serwisów aukcyjnych, kosztowała go 170 zł. Nie tylko internet sprzyja jednak realizacji historycznej pasji D. Bindka.
- Dobrze jest poszukać na niemieckich bazarach, w końcu pocztówki wysyłano stąd do Niemiec. Wiele znajduje się też w rejonie Lublina – opowiada pan Dariusz. Za punkt wypraw obrał jednak Francję, gdzie z zacięciem poszukuje motocyklowych perełek. Ma szczęście, wszak właśnie tam znalazł dwóch pasjonatów, którzy pomału wyprzedają swoje kolekcje. Pan Dariusz trzyma zatem rękę na pulsie.
[[reklama]]
Wyjścia nie ma
- Wszystko, co stare, jest piękne – uważa pan Dariusz. Dlatego w jego garażu miejsce znalazła samobieżna kosiarka z silnikiem JAP 350. Uruchamiana na korbę, rocznik 1926. Sprawna. Dla demonstracji nie można jej jednak odpalić, taki mechanizm naprawdę trzeba umieć zastartować.
Czy małżonkę naszego rozmówcy kolejne eksponaty zabierające przestrzeń w garażu i na podwórku nie irytują? - Mąż się z nich cieszy, dzieciaki również, więc co zrobić? - z uśmiechem mówi pani Monika. Zresztą i ona połknęła bakcyla – w planach ma rozpoczęcie kursu na prawo jazdy kategorii A, czyli na motocykl.
Większość obiektów widocznych na pocztówkach do dziś można oglądać w Radawnicy
Najpierw przedmiot, potem historia
Kolekcja D. Bindka nie opiera się wyłącznie na motocyklach i pocztówkach. Buduje ją również broń biała w ilości około pięćdziesięciu sztuk. Dalej – wszelkiego rodzaju drobiazgi: klamry do pasów (noszone przez żołnierzy) m.in. z okresu I wojny światowej, niemieckie i polskie odznaczenia, nieśmiertelniki należące m.in. do żołnierzy niemieckiej marynarki wojennej oraz sił powietrznych III Rzeszy.
Są też te, które na szyi nosili niegdyś radawniczanie. Dalej – żołnierskie sygnety. Wśród drobiazgów znajduje się prawdziwa perełka – porcelanowy korek od piwa produkowanego w Radawnicy przed wojną.
W sumie kilka skrzyneczek skarbów. Wszystkie z duszą, owiane historią. Pan Dariusz dobrze ją zna. - Wiedza przychodzi z czasem – zaznacza jednak. - Najpierw jest przedmiot, dopiero później rozbudza się ciekawość – opowiada.
Patrycja Kajewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze