[[snd=124]]
Potwierdzają to rozmowy z przedsiębiorcami działającymi w branży. Ośrodki, hotele czy restauracje mają klientów, ale ich profil daleki jest od wizerunku typowego turysty.
Nie spotkałam się z kimś, kto wybrał Złotów na wczasy bo to Złotów
– przyznaje Marta Śliga z Centrum Wypoczynkowo–Konferencyjnego Zacisze.
95% obłożenia naszego hotelu stanowią osoby, które są przedstawicielami handlowymi lub wynajmują nasze sale na imprezy, a przy okazji wynajmują pokoje
– wylicza. Jak twierdzi, pozostałe pięć procent to rzeczywiście osoby, które przyjeżdżają na kilka dni, hotel jest dla nich bazą i zwiedzają okolice. Najczęściej są to jednak osoby, które kiedyś tutaj mieszkały, odwiedzają bliskich, niektórzy dość regularnie przyjeżdżają w takich celach. Nie są to jednak klasyczni turyści, którzy przyjechaliby do Złotowa na tygodniowe czy dwutygodniowe wczasy. Jak przyznaje manager Zacisza, takiej klienteli ośrodek być może miałby więcej, gdyby nie fakt, że w okresach wakacji czy ferii sporą część pokoi wynajmują w Zaciszu grupom sportowców, którzy do Złotowa przyjeżdżają na obozy.
Nasza oferta była kiedyś na Grouponie. Dawaliśmy klientom mapki i wskazówki, jak i gdzie mogliby spędzić czas w mieście i okolicy. Wtedy rzeczywiście przyjeżdżali częściej, ale to musiało być podparte bardzo atrakcyjną ceną.
Teresa Sosnowska z hotelu Krajna przyznaje, że 70–80% jej klientów przyjeżdża spoza Złotowa, ale również nie można ich kwalifikować jako typowych turystów.
Tych w Złotowie nie ma
– mówi wprost właścicielka Krajny. Używa raczej określenia: goście.
Zdecydowana większość przyjezdnych zatrzymuje się w jej hotelu, trafiając tutaj w celach biznesowych. Przyjeżdżają załatwiać interesy lub są wynajętymi pracownikami
Reklama
– jak przyznaje, po rozmowach z klientami sama jest niejednokrotnie zdziwiona tym, że określona firma działa w Złotowie czy okolicach. Dla naszej rozmówczyni to jednocześnie kolejny dowód na to, jak gospodarczo rozwija się w ostatnich latach Złotowszczyzna. Gospodarczo, ale niestety nie turystycznie. Teresa Sosnowska mówi wprost, że turysta nie ma po co przyjechać do Złotowa, który sam w sobie nie ma turystycznych atrakcji, bo jedna promenada wokół Jeziora Miejskiego nie jest w stanie przyciągnąć osób z zewnątrz na dłuższy pobyt.
Tutaj nic ich nie ciągnie
Reklama
– nie ma wątpliwości Sosnowska, której goście, podobnie jak w przypadku Zacisza, po części opierają się na obozach sportowych czy koloniach. Inny typ klienta to ten, który przyjeżdża w odwiedziny do bliskich, zwłaszcza zza granicy, ale takie wizyty również trudno nazwać typowo turystycznymi.
Może lepiej wygląda w tym względzie okolica, jak Kujanki czy Ptusza, ale samo miasto na pewno nie
podtrzymuje stanowisko.

W tym gronie odbyło się pierwsze spotkanie promujące program Złotowskiej Karty Turysty
Zanim o tamtych terenach, jeszcze kilka zdań od właścicielki Domu Polskiego, której wypowiedzi niemal w pełni spójne są z tym, co stwierdziły poprzedniczki. Marta Krawczyk wskazuje jednak na jeszcze jeden typ klienta, który szczególnie często gości w jej przybytku.
Przyjeżdża dużo Niemców
– jak podkreśla, najczęściej to kilkudniowy pobyt, w trakcie którego goście zwiedzają miasto, okolicę, jeżdżą nad morze, szukają dawnych miejsc zamieszkania.
Turystów z Polski nie mamy
– również w jej ocenie Złotów ma zdecydowanie za mało atrakcji, aby kusić ofertą.
W takich Kujankach, gdzie pod ręką jest jezioro czy las, być może wygląda to inaczej
– mówi Marta Krawczyk.
Jerzy Kanurski, który z małżonką od 29 lat prowadzi w Kujankach Poziomkę, na brak turystów i gości nie narzeka.
Dużo ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, ale turyści przyjeżdżają na Złotowszczyznę i odwiedzają także Poziomkę
– jego zdaniem w skali roku można mówić o setkach osób, które pojawiają się w tej niewielkiej i malowniczej miejscowości w gminie Zakrzewo. Choć przyznaje, że rzeczywiście sporą wśród nich grupę, zwłaszcza w okresie poza sezonem, stanowi tzw. turystyka biznesowa. Przedsiębiorcy przyjeżdżają w okolice Złotowa w celach związanych z prowadzeniem firm i zostają na weekend aby wypocząć od wielkomiejskiego zgiełku.
Często zachęcam ich do wybrania się do Złotowa do muzeum czy na złotowską promenadę
– podpowiada klientom, gdy pytają, gdzie w okolicy można zobaczyć coś ciekawego. Skąd goście przyjeżdżają do Poziomki?
W zasadzie z całej Polski i z zagranicy. Gościliśmy już Koreańczyków, Amerykanów i osoby praktycznie z wszystkich europejskich krajów. Najwięcej jednak jest osób z okolic Łodzi, tamtejsze firmy już w latach siedemdziesiątych miały tutaj swoje zakładowe ośrodki wypoczynkowe i ta tradycja wyjazdów na Pomorze pozostała
Reklama
– nasz rozmówca wskazuje też na całkiem sporą ilość klientów z okoli Krakowa, Warszawy i Śląska.
Wielu ludziom znudziły się już góry i morze. Wielu przyjeżdża, i to naprawdę aktywnych turystów, którzy chcą np. pobiegać, popływać, pojeździć rowerem
– przedsiębiorca nawiązuje do ścieżki, nie tylko zresztą rowerowej, która miała powstać na bazie dawnego torowiska prowadzącego od Złotowa w kierunku Więcborka.
Zdaniem Kanurskiego okoliczne samorządy nie wykorzystują potencjału, jaki tkwi, może nie tyle w samym mieście, co jego okolicy.
Swego czasu zatrudniliśmy firmę z zewnątrz. Przyjechał do nas na tydzień chłopak z Jastrzębia Zdroju. Dostał u nas mieszkanie na tydzień i miał przez ten czas obejrzeć okolicę i odnotować, co tutaj można zobaczyć czy nawet zwiedzić. Zaskoczył mnie. Wskazał ponad dwieście różnych pozycji, które w jego ocenie miały turystyczny potencjał. Byłem w szoku, że jest tego aż tyle
– nasz rozmówca wspomina sytuację sprzed kilku lat.
Jerzy Kanurski bardzo pozytywnie ocenia inicjatywę uruchomienia karty turysty przez złotowski samorząd, ale, jak dodaje, powinno to być poparte systematyczną pracą. Chociażby nad tym, aby informacja była jak najobszerniejsza i na bieżąco aktualizowana. Zauważa też stosunkowo małe zainteresowanie osób z branży turystycznej, obecnych przy pracach związanych z uruchomieniem karty turysty
Nie wystarczy fakt, że mamy w okolicy lasy czy jeziora. Co z tego, że mamy jezioro, skoro jest zanieczyszczone przez wędkarzy. Co z tego, że mamy jezioro, skoro nie można na nim używać sprzętu motorowodnego
– nawiązuje do sytuacji w Kujankach. Jego zdaniem znacznie więcej zaangażowania powinny wykazywać samorządy, z powiatowym na czele.
Mam stare ulotki z lat 90–tych, gdzie przy okazji wyborów samorządowych kreślono hasła o rozwoju turystyki. I tak te hasła są powtarzane do dzisiaj lecz nie dzieje się wiele w rozwoju tej turystyki, tak naprawdę w tym zakresie nie zrobiono prawie nic poza szerokimi planami
Reklama
– przedsiębiorca jest w tym względzie krytyczny wobec władz samorządowych. Karta turysty to tak naprawdę pierwsza jaskółka w tym temacie.
J. Kanurski jest jednym z tych, którzy jako pierwsi podpisali deklarację partnerstwa w programie Złotowska Karta Turysty, którego celem jest zgromadzenie w jednym miejscu informacji, jakie będą przydatne gościom przyjeżdżającym na Złotowszczyznę i stworzenie kompleksowej oferty turystycznej w oparciu o zalety i walory naszego regionu. Jego inauguracja miała miejsce pod koniec lutego. W spotkaniu wzięli udział przedsiębiorcy działający w obszarze turystyki, sportu, rekreacji i branży hotelarskiej oraz osoby zaangażowane w promocję Złotowa.
[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
najgorsze to to powietrze aż gęste od dymu czy to pasuje do zdroju,
Co za bzdury. Po co nam turyści i wielkie bazy noclegowe? Ludzie chcą wszystkiego ale nie mają pojęcia o kosztach utrzymania. Przecież nie ma najazdu turystów bo nie ma tutaj takich atrakcji. Nie jest to wina burmistrza, nawet biednych mieszkańców. Po co upierać się przy tej turystyce. Dwa jeziora i nawet trzy promenady, pięć hoteli tego nie zmieni.
Spokojnie, przecież burmistrz powiedział, że mamy wielkopolskie zdroje. To ci turyści jacyś niekumaci, skoro nie przyjeżdżają. A reszta wszystko gra i buczy.
a gdzie turyści mają nocować w Bydgoszczy?
Pamiętam "Zacisze" za dzieciaka były tam domki i pełno ludzi na plażay w sezonie letnim i w hotelu również...
To jest ciężki temat do dyskusji. Właściciele punktów gastronomicznych i hoteli mówią prawdę. Turyści stali się bardziej wymagający. Gmina musi też być bardziej atrakcyjna dla turystów i tu nie o zabytkach mowa a o rekreacji w szerokim słowa tego znaczeniu. Tutaj potrzeba tez wsparcia nadleśnictw w gminie. Sami wyjeżdżamy przykładowo na kempingi w Holandii, Francji i widzimy jak funkcjonuje wszystko tylko w około samego kempingu. Baseny, hotele, sauny, siłownie, parki, trasy rowerowe, wypożyczalnie rowerów, piekarnie, restauracje, zabawy taneczne co weekend, kursy tańca, ośrodki zabaw dla dzieci itp, itd. a wszystko we współpracy całej gminy. Mając to w zasięgu ręki każdy turysta będzie zadowolony i nie będzie skąpił pieniędzy. Dzisiejszy turysta nie patrzy na miasto bo i tak nie ma na co.
najgorsze to to powietrze aż gęste od dymu czy to pasuje do zdroju,
Co za bzdury. Po co nam turyści i wielkie bazy noclegowe? Ludzie chcą wszystkiego ale nie mają pojęcia o kosztach utrzymania. Przecież nie ma najazdu turystów bo nie ma tutaj takich atrakcji. Nie jest to wina burmistrza, nawet biednych mieszkańców. Po co upierać się przy tej turystyce. Dwa jeziora i nawet trzy promenady, pięć hoteli tego nie zmieni.
Spokojnie, przecież burmistrz powiedział, że mamy wielkopolskie zdroje. To ci turyści jacyś niekumaci, skoro nie przyjeżdżają. A reszta wszystko gra i buczy.