Reklama

Impresje na kolędzie

20/11/2012 00:00
O kwasach, super ludziach, obowiązkach, których nie ubyło i planach na co najmniej 10 lat z ks. Zbigniewem Grzegorzewskim rozmawia Patrycja Koplin

Minął rok, odkąd objął ksiądz parafię w Świętej – jaki to był czas?
Pod każdym względem dobry, a nawet jeśli zdarzały się czasem niełatwe duszpastersko sytuacje, to ja je traktuję jako bożą łaskę. Czas pomyślny – owszem, pod względem duszpasterskim i braterskim – bo parafia to też braterstwo. Był to bardzo udany rok.

Na początku został ksiądz w Świętej bardzo ciepło przyjęty – doświadczał ksiądz tej serdeczności przez cały rok?

Tak, ta temperatura ciepła nie opadła. Ono ciągle jest i przejawia się w różnego rodzaju życzliwości. Przynoszone na plebanię, często zostawiane przy drzwiach czy zawieszane na klamce przysłowiowe jajka, ziemniaki, ciasta, często niepodpisane – to są gesty bezinteresowne. Niektórzy nawet nie chcą się przyznać, że to oni coś przynieśli. Podobnie jest od strony liturgicznej – spotykamy się i w tygodniu, i na uroczystościach, i w trakcie niedzielnych mszy świętych. Jest taki rdzeń parafii, który okazuje tę życzliwość ciągle, natomiast oczywiście nie ze wszystkimi znamy się aż tak dobrze, ale trzeba mieć na uwadze, że żeby duszpasterz zbliżył się do parafian, potrzeba sporo czasu. To nie jest takie proste. Każdy ma swoje sprawy i często zostawiamy sprawy typu „duszpasterz - ja” na dalszy etap życia.

Pierwszą okazją zbliżenia się do wszystkich parafian, odwiedzenia ich domów była chyba ubiegłoroczna Kolęda. Jak ksiądz wspomina te spotkania, udało się wzajemną nieśmiałość przełamać?

Myślę, że nieśmiałość też jest potrzebna, i z mojej strony, i ze strony parafian, bo jak przekroczymy jakąś granicę to może się okazać, że to jest dla nas nielecznicze. Natomiast jeśli jest jakaś nić porozumienia, przy czym każdy z nas wie, kim jest, to myślę, że lepiej. Znamy przecież przypadki, gdzie duszpasterz nazbyt spoufalił się z parafianami, zbliżył do jakiejś rodziny i było to odbierane jako faworyzacja – to może rodzić jakieś kwasy. Staram się uszanować granice gospodarstwa, domu, rodziny. Jeśli czuję, że gdzieś jest zaproszenie, albo że mogę w jakiejś sprawie bardziej się zbliżyć, to tak robię, ale z delikatnością, bo najpierw musimy zbudować zaufanie, a żeby się ono pojawiło potrzeba czasu.
[[reklama]]
Na kolędę poszedłem bez jakiegoś konkretnego planu. Raczej na zasadzie impresji, czyli niech to będzie takie przelotne wrażenie, niech ludzie mają sygnał, że możemy porozmawiać. Zresztą chciałem porozmawiać więcej, ale tu jest taka tradycja, że na kolędzie ludzie zamawiają intencje i ich wpisywanie do księgi zajmuje sporo czasu. Nie mniej robię to, ponieważ dla ludzi to jest praktyczne, bo jeśli ktoś pracuje na roli, to w godzinach kancelaryjnych do mnie nie przyjdzie, ma inne zajęcia. Generalnie mało kto nie przyjmował kolędy.

Ale zbliżył się ksiądz do parafian na tyle, by mówić o nich „moi”?
Oczywiście, to jest podstawa. Muszę się z nimi utożsamiać, bo jeśli tak nie będzie, to będę tylko urzędnikiem, a nie duszpasterzem.

A jacy ci księdza parafianie są? Gdybyśmy mieli sporządzić krótki opis...
To jest parafia wiejska, wieś cicha i spokojna – i ona taka jest. Od rana. Właściwie jej klimat zaburzają jedynie samochody, które przez Świętą przejeżdżają. Funkcjonuje tutaj wspólnota, która ma swoją tożsamość z tych wcześniejszych lat, która czuje się taka korzenna – „my jesteśmy stąd”. Dużo nie mówią o sobie, ale to nie jest takie potrzebne, bo trzeba patrzeć na ich życie, na to, co się za tymi ludźmi, rodzinami kryje. Wiele lat temu, jak jeszcze nie było tutaj parafii, mój kolega, który był wikariuszem w parafii św. Rocha, ks. Waldek Dembowski, powiedział: „Słuchaj, będzie powstawała taka parafia wiejska, która do tej pory była filią św. Rocha, tam są super ludzie”. Tak powiedział i to się potwierdza.

[[nowa_strona]]
„W nazwie naszej parafii kryje się powołanie do świętości” – mówił mi ksiądz kiedyś. Czy dziś podpisze się ksiądz pod tymi słowami?

Są tacy, którzy już idą drogą świętości, są tacy, którzy mają świadomość, że ta nazwa zobowiązuje i trzeba podjąć ten trud. Czasami wychodzi, czasami nie wychodzi, ale cóż, ja też ten trud podejmuję, i też czasami mi wychodzi, a czasami nie. Parafianie mają świadomość, że ta świętość jest wpisana w tę ziemie. Ja zresztą mówię w kazaniach o świętej ziemi, bo jak inaczej powiedzieć? Tu, gdzie mieszkamy, jest święta ziemia i ona ma rodzić ludzi świętych. Czy dorastamy do tego ideału – to tylko Pan Bóg wie.

Mówił ksiądz, że niektórzy już idą drogą świętości – są powołania?
Nie, i o to trzeba się modlić. Tutaj nigdy nie było z parafii w Świętej żadnego powołania. Dawniej, jeszcze za czasów parafii WNMP, kiedy nie było nawet św. Rocha, było tutaj powołanie – był jeden kapłan z tej ziemi, profesor w seminarium koszalińskim, ks. Wrzeszcz. To nazwisko jest tutaj znane.

Relacje z mieszkańcami Świętej są pozytywne. A jak sprawa wygląda w kontekście sąsiednich miejscowości – choćby Wąsosza czy Nowej Świętej – tam ten kontakt jest równie dobry?

Tam też ludzie są życzliwi. Wiążą swoje życie z Panem Bogiem i duszpasterzem, dlatego uczestniczę w wydarzeniach, na które jestem zapraszany. Właściwie co dwa tygodnie jeżdżę na spotkania z ministrantami do Nowej Świętej, we wtorki jestem na spotkaniach z młodzieżą, więc można powiedzieć, że ten kontakt jest intensywny.

Odchodzi się od dużych parafii, dąży do tego, by tworzyć mniejsze wspólnoty, w których ludzie mają się z księdzem, konkretnym kościołem identyfikować. Ma ksiądz porównanie do Bydgoszczy – tam wiernych były tysiące. Czy małe społeczności rzeczywiście są z kościołem bardziej zżyte?
Teoretycznie tak. W praktyce – to zależy od księdza. Jeden jest domatorem, drugi wychodzi do ludzi, jeden jest bardziej otwarty, drugi mniej, jeden nie chce angażować się w zawiłości rodzinne, drugi jest szczególnym oparciem, ale gdzieś leży granica tego zaangażowania. Nie wszystkie sprawy możemy rozwiązać. Wszystko zależy od kapłana i od ludzi. Jeśli ludzie nie będą chcieli, to księdzu będzie ciężko oswoić parafian i cokolwiek zrobić. I odwrotnie. Znam takie parafie gdzie ludzie chcą, młodzież chce, a ksiądz uprze się i powie „nie”. I tak bywa. Dam przykład z Bydgoszczy, gdzie poznałem księdza, już emerytowanego, z parafii szesnastotysięcznej. Kiedy wracałem od chorych i opowiadałem, na jakiej ulicy byłem, to on pytał, w której klatce i zawsze wiedział, kto tam mieszka na pierwszym czy drugim piętrze. Każda kamienica, każda klatka – znał ludzi, ale mieszkał tam przez 42 lata. Czas jest łaską, więc trzeba zadbać, żeby nie przeciekał nam przez palce, ale był czasem niezmarnowanym.
[[reklama]]
Spotkało tutaj księdza wiele dobrego, a czy pojawiły się jakieś zgrzyty?
Nie chce tutaj reklamować Świętej – ale szczerze mówiąc nie. Zresztą rok to zbyt krótko, żeby zrodziły się jakieś napięcia. Chcemy dobrze – my wszyscy. Chcemy, żeby te relacje były coraz bardziej rodzinne. Staramy się, co nie jest łatwe, bo trzeba ważyć słowa, trzeba ważyć gesty, ale udaje nam się to.

Specyfika małych miejscowości jest taka, że ksiądz jest nie tylko kapłanem, ale i poniekąd społecznym autorytetem. Zdarza się, że parafianie radzą się księdza w typowo świeckich sprawach? Bierze ksiądz czynny udział w życiu społeczności?

Ludzie się zwierzają z różnych, osobistych spraw, o czym nikomu nie mogę powiedzieć. Zachowuję to dla siebie, pamiętając, że te rozmowy mnie też do czegoś zobowiązują. Jeśli chodzi natomiast o te nasze sprawy – jestem zapraszany na wszystkie uroczystości. Cokolwiek się dzieje w szkołach, we wsi – otrzymuję zaproszenie. Straż pożarna – to samo. Jeździłem już ze strażakami ich wozem, m.in. do Górki Klasztornej. Tutaj prawie każdy jest strażakiem, więc jeśli któryś odejdzie do Pana Boga, oni już są. Czasami wracam z nimi z cmentarza wozem.
Sołectwo, straż pożarna czy szkoła to są środowiska, które powinny siebie zauważać i ze sobą współpracować. Tak jest. Oczywiście zawsze mogłoby być lepiej, ale do tego trzeba więcej wrażliwości.

Mamy też inne sprawy – chociażby kanalizacja burzowa. W dołku nas zalewa, więc próbujemy coś z tym robić. Ostatnio byłem u pana Jaskólskiego i rozmawialiśmy na ten temat. To są sprawy trudne, ale chciałbym, żeby udało się je załatwić.

Pierwszy rok w Świętej to nie tylko pierwszy rok w nowym miejscu, ale i pierwszy rok probostwa. Jest ciężej…
…niż myślałem?
[[nowa_strona]]
Niż ksiądz myślał, niż było w wikariacie?
Czasami się myśli, że jak już się zostanie proboszczem to z pewnych rzeczy się zostanie zwolnionym, a pewne rzeczy przyjdą. Okazało się, że z poprzednich obowiązków nie zostałem zwolniony, a nowe przyszły. Ale jak moja mama mówi – „Zbyszek, dobrze, że jest tyle pracy i zajęcia, to jest dla Ciebie najlepsze”. Ma rację.

Czy któreś z zamierzeń sprzed roku udało się księdzu zrealizować?
Chciałbym od podstaw zbudować w parafii wspólnotę oazową Ruch Światło-Życie, co nie będzie łatwe. Od maluchów, Dzieci Bożych, żeby ta wspólnota się rozwijała, wzrastała. Żeby młodzież była przygotowana do prowadzenia wspólnot i żeby potem rodziła wspólnoty Domowego Kościoła czyli rodziny. To jest proces przynajmniej 10-letni. Póki co tego nie rozpocząłem, ponieważ mam świadomość, że pierwszy rok i tak jest intensywny, a nie chciałbym rozmieniać się na drobne.

Nie mogę nie zapytać o potrzeby parafii, bo pewnie jest ich wiele.
Każda parafia się z nimi boryka. Dużo rzeczy zrobiliśmy w ciągu tego roku, m.in. zmieniliśmy poszycie dachu kościoła, zmieniliśmy też więźbę budynku gospodarczego i jego poszycie, orynnowaliśmy wszystkie budynki, wymieniliśmy drzwi parafialnego kościoła, uporządkowaliśmy teren za kościołem – tam planujemy w przyszłości wybudować grotę św. Jana Chrzciciela.
[[reklama]]
A co przed nami?
Sprawy, których nawet nie będzie widać – roboty ziemne. Już kilka miesięcy przygotowujemy się do odwodnienia terenu przy plebanii – przy dużych deszczach mamy tu jezioro. Plebania jest drewniana, więc trzeba ją zabezpieczyć – zaizolować fundamenty, odprowadzić wodę z dachu. Jeśli chodzi o sprawy papierkowe to jesteśmy już prawie na finiszu – pewnie na wiosnę zaczniemy prace. Poza tym mamy w planie malowanie kościoła, zabezpieczenie fundamentów, ustawienie krzyża na jego wieży. Nowa Święta chciałaby zmiany wystroju prezbiterium. Planów mamy przynajmniej na 10 lat.

Po ilości wykonanych inwestycji wnioskuję, że parafianie są hojni.
Tak, poza tym staramy się pieniędzmi gospodarzyć umiejętnie, bo można je wydawać tak, że nawet nie będziemy wiedzieć skąd są. Roztropne korzystanie z tego co wpływa do naszego parafialnego mieszka przynosi owoce.

Podsumowując, czuje się tutaj ksiądz jak w domu?
Tak, tu jest mój dom. Oczywiście, że każdy ma dom rodzinny, miejsce, z którego wyrósł, ale i ja tam wracam, a tutaj jestem. Tu gdzie jesteśmy, tutaj jest nasz Home (dom).
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości