Mirosław Literski wraca do gry. Po półtorarocznej przerwie ponownie będzie rządził w sołectwie Węgierce. Nie ma priorytetów na tę kadencję. Jedyna rzecz, której się obawia, to niezadowolenie żony, że znowu dał się przekonać
Jako jedyny zgodził się Pan startować w wyborach na sołtysa. Dlaczego ludzie nie chcieli spróbować swoich sił, bali się konkurować z Panem?
Trudno mi powiedzieć, ale z wypowiedzi niektórych wynika, że nie bardzo się znają na statucie sołectwa. Np. rozdzielenie sołectwa, czego dopominał się jeden z mieszkańców, byłoby absurdem. W Pomiarkach jest kilka budynków. Poza tym, gdy byłem sołtysem, w Pomiarkach dużo było zrobione. Najpierw huśtawki, potem zażyczono sobie wiatę, bo kobiety mówiły, że dzieci się bawią, a my nie mam gdzie siedzieć. Wszystko to było. Chodniki do bloku, śpiący policjant na drodze - wszystko za mojej kadencji sołtysa i radnego. I nie jest wcale prawdą, o czym mówił jeden z mieszkańców Pomiarek, że ludzie są chętni do pracy i nas, sołtysów i radnych, widać w Pomiarkach tylko przed wyborami. Zgadzam się z radnym Błażejewskim, nas nie musi być widać, widoczne muszą być efekty naszej pracy.
Skąd te antagonizmy między Pomiarkami a Węgiercami, bo przyzna Pan, że nawet na dzisiejszym zebraniu dało się je odczuć?
Trudno mi powiedzieć, przedtem miałem wrażenie, że wszystko było dobrze, ale przyznaję, że mniejsze lub większe rozbieżności można zauważyć i zawsze one będą się pojawiały. Nie wiem, skąd się wzięły. Nigdy nie były otwartej wojny, ale pojawiają się ludzie w danym kręgu, którzy napędzają tą spiralę niechęci.
Była pani sołtys też przyznała, że w pewnych momentach trudno było pracować sołtysowi rozdartemu między Pomiarkami a Węgiercami.
Uważam, że podstawową rzeczą jest spotkanie i rozmowa. Problem jest w tym, że jeśli już organizuje się takie spotkania albo imprezy, z Pomiarek przychodzą dwie, trzy osoby, a później przy sklepie pojawiają się pretensje, że nikt nie wiedział. Są przecież plakaty, ogłoszenia, informacja pojawia się i w Węgiercach, i w Pomiarkach.
Wybrać nowego sołtysa przyszło zaledwie 25 osób na 214 uprawnionych. Dlaczego ludzie nie interesują się sprawami sołectwa?
Trudno o jedność. Nawet same Węgierce wewnątrz są podzielone na dwie części. Uważałem, że w sołectwie powinno działać Koło Gospodyń Wiejskich. Razem z wójtem namawiałem panią Urbańską, aby się tym zajęła. Odmówiła, w końcu udało się pani Irence ją przekonać, ale też był problem z frekwencją. A największym problemem sołectwa, który może dzielić, uważam, jest nasza nieszczęsna sala wiejska. Żeby pełnić w miarę poprawnie obowiązki sołtysa, trzeba przeczytać malutką książkę, która się nazywa "statut". Wiedzieć o swoich prawach i obowiązkach i znać swoje miejsce w szeregu. Nie może dochodzić do takich sytuacji, że sala jest wynajęta komuś, ktoś ma klucze, przychodzi nie wiadomo skąd, a sołtys o tym nie wie i w międzyczasie pożycza ludziom trochę krzeseł, stołów. Gdy byłem sołtysem miałem zeszyt, notowałem, kto, kiedy chce wynająć. Wysyłałem ją do gminy, tam płaciła i z pokwitowaniem wracała do mnie.
I płacą wszyscy równo, i mieszkańcy i obcy?
Tak. Za wynajęcia stołów, za wynajęcie krzeseł po kilka złotych i wszystko ok., ale wiem przecież, że w innych gminach dla mieszkańców wynajmuje się salę za darmo albo za przysłowiową złotówkę. Tę salę wybudowaliśmy w czynie społecznym i musimy za nią płacić. Stolarka wewnątrz ma tyle lat, co ta sala. Nikt się nie pokwapił, żeby cokolwiek wymienić, przecież te krzesła i stoły mają po dwadzieścia lat.
Ile trzeba zapłacić za wynajęcie sali?
Nie mam pojęcia.
Nie ma Pan cennika?
Odsyłam ludzi do gminy, notuję tylko chętnych na wynajęcie, a resztę załatwiają w gminie.
Mieszkańcy też?
Też odsyłałem ich do gminy.
Jakie są Pana pierwsze plany jako sołtysa?
Nie mam sprecyzowanych planów. Najpierw muszę porozmawiać z żoną, bo jak się dowie, że zostałem sołtysem, nie będzie zadowolona.
Nie chciała, żeby był Pan sołtysem?
Może nie to, że nie chciała, ale trzeba otwarcie powiedzieć, że nie jest to łatwa funkcja, zdarzały się obrazy pod naszym adresem.
Jak to Pan wytłumaczy żonie?
Pewnie wszystkim będą musiał zająć się sam, wcześniej pomagała mi, ale podejrzewam, że po jakimś czasie da się przekonać.
To czym zajmie się Pan w pierwszej kolejności?
Ustaleniem jasnych zasad korzystania z naszej sali. A potem trzeba zabrać się za bieżące sprawy.
Rozmawiała Agnieszka Głyżewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze