Na tytułowe pytanie odpowiedź zna druh Maciej Palacz, będący naczelnikiem jednostki ze Świętej.
W bardzo prosty sposób. Wystarczy znaleźć w sobie chęć do pomocy innym, kilka osób mających taką samą potrzebę i wyruszyć w świat
– nawet ten bliski, który dotychczas był dla nas nieznany, a został dotkliwie naznaczony jarzmem nieszczęść, które my na Złotowszczyźnie znamy tylko z telewizji – tym samym załoga ze Świętej postanowiła pójść w ślady druhów z gmin Zakrzewo, Lipka i Tarnówka.
Na początku druhowie mieli obawy, czy ich chęci nie okażą się spóźnione. Minęły bowiem już przeszło trzy tygodnie od pamiętnej nocy, kiedy potężna wichura położyła hektary lasów i zniszczyła wiele domostw. Sprawę wyjaśniła jednak pani Iwona, koordynatorka działań na terenie gminy Sośno w powiecie sępoleńskim. Komunikat z jej strony był krótki i rzeczowy: Przyjeżdżajcie i dajcie znać chwilę przed, określając ilość ludzi i czas dojazdu do Sośna, resztę dogramy po drodze. Wobec tego drużyna ze Świętej skrzyknęła się na niedzielę, wtedy kiedy każdy ma czas wolny. Przykazanie, aby dzień święty święcić i odpoczywać w sytuacji, gdy bliźni potrzebuje pomocy, mogło pójść w odstawkę. Na poranną zbiórkę przybyli oprócz Macieja także druhowie Rafał, Szymon, Łukasz, Adrian i Tomasz, a także dwóch cywilów – Michał i Krystian. Już wtedy, tutaj na miejscu, pojawił się poważny problem.
Akurat tego poranka złośliwość rzeczy martwych dała nam w kość, ponieważ ze względu na problemy z akumulatorem nie udało mi się wyjechać busem zaoferowanym przez druhów ze Złotowa
– na funpage’u OSP opowiada Maciej. To jednak ich nie zniechęciło i zamiast stwierdzić: „trudno, chcieliśmy dobrze, ale nie da rady”, ośmioosobowa drużyna postanowiła wyruszyć w drogę prywatnymi samochodami.[[pay]]
Koordynatorka skierowała ich najpierw do sztabu, który został przeniesiony z Gminnego Ośrodka Kultury na teren pobliskiej stolarni. Słowo sztab jest tu jak najbardziej na miejscu. To centrum zarządzające pomocą, znajdują się tam magazyny, namioty wojskowe, a gotowi do akcji wolontariusze czekają na dyspozycje, na który odcinek frontu wyruszyć. Na miejscu zgromadzone były m.in. rzeczy przywiezione na pomoc poszkodowanym, a więc: materiały budowlane, oleje, sprzęt burzący, środki ochrony itd. Poza tym wolontariusze mogli tam liczyć na ciepły napój i śniadanie przed dyspozycją do działania. Po kilku telefonach z zapytaniem o przydatność dwóch pilarek z 8 ludźmi, druhowie zostali wysłani, aby pomóc mniejszej ekipie w usuwaniu dużej topoli z działki rolniczej w miejscowości Wielowiczki. Przed wyjazdem trzeba było odwiedzić jeszcze tylko kwatermistrza, w której to roli spełniał się informatyk z Warszawy. Wydał on strażakom rękawice, paliwo i olej do pilarek.
Spod domu sołtysa podążaliśmy w kierunku działki, gdzie chwilę przed nami dojechał z oddalonego o 75 km Szamocina Tomek wraz ze swoim ciężkim sprzętem. A na miejscu działał już pięcioosobowy zastęp złożony m.in. z czterech młodych kobiet z Kujaw, które, nie bojąc się pilarek, działały z rozmachem wśród licznych rozgałęzień dużej topoli. Szybka zamiana ekip, pomoc podnośnika i sprawnie udrożniliśmy posesję z zalegającego drzewa oraz okoliczne pola z rozrzuconych gałęzi
– opisuje wykonanie pierwszego zadania młody strażak. Na miejsce dojechał właściciel pola, który im podziękował i od razu wskazał kolejne miejsce, tym razem po drugiej stronie wsi, gdzie także przyda się pomoc przy połamanej topoli. Tam zespół także sprawnie uporał się z oczyszczeniem terenu, dzięki czemu rolnicy będą mogli wkrótce podjąć na tych działkach prace polowe.

Twarze strażaków mówią same za siebie – pomaganie daje satysfakcję fot. OSP Święta)
Po takiej przeprawie drużyna wróciła do Sośna, gdzie czekał już na nich ciepły posiłek oraz Piotr z Poznania – znalazł się tam odpowiadając na ogłoszenie na facebook’u, a teraz dołączył do chłopaków ze Świętej. Po posileniu się ruszyli do Skoraczewa, gdzie czekały na nich resztki stodoły Sebastiana, który do tej pory, zamiast troszczyć się o swój dobytek, przez ostatnie tygodnie pomagał siostrze, bowiem ta straciła świeżo odremontowany dom.
Jadąc przez tereny leśne oglądaliśmy sceny rodem z telewizji, w tym masę połamanych drzew, powalonych lasów, uszkodzonych dachów i krajobraz jak po wybuchu bomby. Z co drugiego przydrożnego drzewa wystawały jedynie korzenie, które, wychodząc z ziemi, niszczyły nawierzchnie dróg
– tak Maciej opisuje tereny, po których się poruszali. Na miejscu, dzięki pomocy Tomka z Szamocina, Piotra z Poznania oraz właściciela gospodarstwa, sprawnie rozebrali konstrukcję stodoły, a także budynek pełniący do niedawna rolę kurnika, a obecnie stanowiący grożącą zawaleniem ruinę.
W czasie krótkiej przerwy z trwogą wysłuchaliśmy opowieści mieszkańców z pamiętnego wieczoru oraz oglądaliśmy zdjęcia zrujnowanego dobytku ich życia. Mówili, że w okolicy są takie miejscowości, gdzie np. z 26 domów nienaruszone zostały zaledwie trzy. Ponadto widok szeleszczących dookoła kolorowych plandek na budynkach mieszkalnych, zerwanych konstrukcji dachu, powalonych szczytów stodół i dziur w dachach budynków gospodarczych daje wyobrażenie siły żywiołu, który nawiedził mieszkańców tamtych rejonów
– Maciej stara się przekazać obraz zniszczeń. Dodaje też, że szczere słowa wdzięczności, które wszędzie otrzymywali, motywowały ich do dalszych działań.
Dlatego, choć minęła już godzina 16, to po krótkiej przerwie na posiłek ruszyli do Mąkowarska w sąsiedniej gminie Koronowo.
Na miejscu zastaliśmy samotnie mieszkające panie, wychowujące dwójkę dzieci i zniszczony garaż: luźny dach, chwiejące się ściany z czerwonej cegły oraz masa gruzu, wody i błota, utrudniające każdy ruch. Prośba właścicielek była prosta: chociażby pomoc z dachem, by nie groził innym, zwłaszcza przy kolejnej wichurze
– strażak ze Świętej opisuje kolejne wyzwanie. Dach udało się dość szybko ściągnąć i rozmontować, więc na prośbę kobiet przystąpiono także do odzyskiwania cegieł. Działając drużynowo, podając sobie cegły z ręki do ręki udało się przenieść z gruzowiska i ułożyć przeszło tysiąc nieuszkodzonych cegieł oraz usunąć wszystkie potencjalnie niebezpieczne elementy budynku.
Kres ich pracy położył dopiero zmierzch. Po kilku godzinach owocnej pracy, niezapomnianych wspomnień i ciepłego pożegnania z Sośnem strażacy wyznaczyli sobie kolejny cel – znów zebrać się i aktywnie spędzić następną niedzielę. Już w poniedziałek znalazło się wielu chętnych, stąd kwestia wyjazdu była jedynie formalnością.
Tym razem dzięki wsparciu Wójta Gminy Złotów do Sośna wyruszyliśmy Lublinem, kierowanym przez Bogusława Staszewskiego z zaleskiego OSP
– Maciej dziękuje w imieniu druhów. Na pomoc wyjechała załoga w składzie: Rafał, Łukasz, Szymon, Adrian, Monika, Maciej, Bogusław i niezrzeszony w OSP Wojtek. Na miejscu strażacy efektywnie działali m.in. przy rozbiórce budynku gospodarczego grożącego zawaleniem, oczyszczali pola z połamanych drzew wraz z wolontariuszami spod Warszawy oraz porządkowali z wiatrołomów park przed pałacem w Komierowie.
W Sośnie oprócz poznania wielu ciekawych ludzi spotkali również pomagających znajomych – druhów z OSP w Podróżnej. Nasi strażacy i wszyscy obecni na miejscu wolontariusze z całej Polski potwierdzają każdego dnia, że do pomocy innym potrzebne są tylko i wyłącznie chęci.
[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wydawalo mi sie ze jestem twardzielem ,jak zobaczylem te polamane drzewa ,nie konczacgo sie widoku przerazajacego,poplynely mi lzy na ten widok.dzieki panowie ,dobra robota !
Mam rodzinę którą dotknęła tragedia w powiecie chojnickim, znam sytuacje na bieżąco ,ta osoba która wypowiadała się [Byłem tam] może i była ?ale jako przeszkadzający gap ! Nie ma pojęcia o potrzebach Tych co tam mieszkają ,oni czekają na każdą pomoc.Pozdrawiam z szacunkiem wszystkich którzy .pomagali w usuwaniu szkód . Młodzi dali przykład,wzorową postawą.
chodzi mi o ten komentarz ,podpisując się [ Byłem tam]
Nie zrozumiałam Twojego komentarza ?po to pojechali chłopaki , poświęcając swój wolny czas ,POMÓC POSZKODOWANYM;to im ta pomoc była l nadal jest potrzebna , ja też tam byłam , widziałam te gospodarstwa , lub to co tam pozostało ,te lasy powalone. to nie da się opisać , nie zrozumie ten który tego nie widział na własne oczy.Mam duży szacunek do tych chłopaków.I tych wszystkich którzy pomagali, jak tylko tylko byli w stanie im pomóc .BÓG NIECH CZUWA NAD NIMI WSZYSTKIMI.
Piękny komentarz, dużo prawdy że mało takich ludzi, a pomoc innym bardzo się przydaje nie tym co jej potrzebują ale i tym również co pomagają. Pozdrawiam
O wiele za malo jest takiej mlodzieźy wspanialej,większość woli pospać po dyskotece.serce moje raduje się że doczekalem sie takich czasów .jesteście kochani !
Super pomysl !Super kolesie ! Pelen zachwyt ! Dobra robota !!!
Brawa dla Was Druhowie. Szacun i pełen podziw! Dborze, że mamy takich ludzi!
SZACUN ! BRAWO !
Brawo!!! Brawo!!! jeszcze raz Brawo!!! Jestem z Was dumna.
BRAWO PANOWIE ! JESTEŚMY Z WAS BARDZO DUMNI! NA CHWAŁĘ BOGU LUDZIĄ NA RATUNEK!
Wydawalo mi sie ze jestem twardzielem ,jak zobaczylem te polamane drzewa ,nie konczacgo sie widoku przerazajacego,poplynely mi lzy na ten widok.dzieki panowie ,dobra robota !
Mam rodzinę którą dotknęła tragedia w powiecie chojnickim, znam sytuacje na bieżąco ,ta osoba która wypowiadała się [Byłem tam] może i była ?ale jako przeszkadzający gap ! Nie ma pojęcia o potrzebach Tych co tam mieszkają ,oni czekają na każdą pomoc.Pozdrawiam z szacunkiem wszystkich którzy .pomagali w usuwaniu szkód . Młodzi dali przykład,wzorową postawą.
chodzi mi o ten komentarz ,podpisując się [ Byłem tam]