W internecie często można spotkać się z wizerunkiem Jastrowia jako miasta patologii. Gdy tylko pojawia się informacja o jakimś kolejnym przestępstwie komentarze są bezwzględne, a takie zdarzenia jak słynna akcja ze złodziejem, który, próbując okraść kasę na dworcu kolejowym, utknął w okienku, tylko potwierdzają taką opinię. Są jednak rzeczy, z których miasto słynie w pozytywnym sensie, choć czasami mało się o nich mówi. Przykładem matematyka.
W złotowskim ogólniaku uczęszczałem do klasy o profilu matematyczno–informatycznym. Pamiętam, że uczący nas matematyki Zbigniew Bamberski nie raz wspominał, że z Jastrowia do liceum trafia wielu dobrych matematyków. Gdy po latach postanowiłem się zainteresować tym tematem, okazało się, że wiele osób podziela taką opinię i to na przestrzeni lat. Mój ojciec, który sam jest nauczycielem matematyki, potwierdził, że także za jego czasów w ogólniaku jastrowianie byli chwaleni za zdolności matematyczne. Zdałem sobie sprawę, że wśród znajomych pochodzących z Jastrowia wielu jest inżynierami lub ekonomistami albo studiuje kierunki ścisłe. Renoma ta sięga także Piły, gdyż jeden z moich rozmówców wspomniał, że na wywiadówce w liceum salezjańskim nauczyciel matematyki przyznał, iż uczniowie od pani Borkowskiej z Jastrowia nigdy nie mieli problemów z tym przedmiotem. Zresztą szkoła podstawowa i gimnazjum w Jastrowiu mogą pochwalić się licznymi sukcesami w olimpiadach i konkursach matematycznych. Chcąc dotrzeć do źródła tych sukcesów pytałem moich rozmówców o to, kto za to odpowiada. W odpowiedziach przewijały się te same nazwiska nauczycieli, a w zasadzie nauczycielek, bo w zdecydowanej większości to kobiety: Maria Zając, Barbara Borkowska, Mariola Wieczorek, Adam Ciemiński.
Maria Zając była pierwsza. Wszyscy wypowiadają się o niej z ogromnym szacunkiem. Obecnie emerytowana nauczycielka nie mieszka już w Jastrowiu. Z miasta wyjechał także Adam Ciemiński, który uczy w Pile. Udało się natomiast porozmawiać z Barbarą Borkowską i Mariolą Wieczorek. Pani Barbara przybyła do miasta wraz z rodzicami w 1945 roku z łowickiego. Matematyki w tutejszych szkołach uczyła przeszło 50 lat, przez 9 lat była nawet dyrektorką szkoły podstawowej. Jeszcze w poprzednim roku szkolnym uczyła w Niepublicznym Gimnazjum. Jej uczennicą jest z kolei Mariola Wieczorek. Choć na emeryturę przeszła w 2012 roku, to aktualnie wróciła do publicznego gimnazjum w ramach zastępstwa. Powrót do szkoły jest dla niej niczym powrót do domu.
Praktycznie całą moją pracę zawodową związana jestem z tym budynkiem
Reklama
– dawniej mieściła się tam podstawówka, której jest absolwentką, potem w niej uczyła, także wówczas, gdy przekształcono ją w gimnazjum. Śmieje się, że chodząc do tej szkoły już chyba obeszła kulę ziemską. Obie moje rozmówczynie są skromne i niełatwo było je namówić do spotkania. Gdy już się zgodziły to na początku zaczęły wymieniać innych nauczycieli, podkreślając, że jest to zbiorowa zasługa i Jastrowie w dalszym ciągu cieszy się z dobrych matematyków. Wiele nauczycielek uczących obecnie to zresztą byłe uczennice pani Borkowskiej albo pani Wieczorek.
Aby kogoś nauczyć matematyki trzeba najpierw go do tego zachęcić i przekonać, że to mu się przyda. Tymczasem od uczniów i ich rodziców często można usłyszeć wymówki typu: po co mu te wszystkie wzory i działania, algorytmy i funkcje do niczego się nie przydadzą w życiu, jest przecież kalkulator. Jest też „moje dziecko jest humanistą, więc nie musi być dobre z matematyki”. Obie nauczycielki przyznają, że są to typowe uzasadnienia, ale mają na nie odpowiedzi. Po pierwsze, matematyka to przede wszystkim ćwiczenie umysłu i pamięci, rozwija nasz intelekt, co jest korzystne niezależnie od tego, czy umiejętność liczenia w życiu się przyda. A przyda się na pewno i kalkulator może okazać się niewystarczającą pomocą.
Aby był przydatny, trzeba jednak znać podstawy matematyki, np. prosty kalkulator nie zachowa za nas kolejności działań
– tłumaczy Mariola Wieczorek. Jeśli zaś chodzi o wykręcanie się humanistycznymi skłonnościami, to warto przypomnieć, że wielcy humaniści z epoki, w której zrodziło się pojęcie humanizmu, to w dużej mierze architekci i inżynierowie, tak jak Leonardo da Vinci. Mariola Wieczorek wspomina też swojego polonistę z liceum w Złotowie, Andrzeja Hermana, który mówił, że od matematyków musi wymagać więcej. Jest przekonana, że podstaw można nauczyć każdego.
Cała rzecz polega na tym, żeby udowodnić, że ktoś umie i potrafi, a nie skupiać się na wytykaniu braków
– tłumaczy doświadczona nauczycielka.
Co się nauczycie w szkole to jest wasze. Tego nie kupicie za żadne pieniądze
– mówiła swoim uczniom z kolei Barbara Borkowska.
Przekonanie ucznia do nauki to część sukcesu, ale potem trzeba jeszcze mu skutecznie przekazać wiedzę. Poprosiłem więc moje rozmówczynie, aby zdradziły swoje metody nauczania. Sęk w tym, że to wcale nie o metody chodzi.
Już teraz mogę sobie pozwolić, żeby to powiedzieć: przede wszystkim intuicja i elastyczność. Młodych nauczycieli uczy się metod o różnych nazwach, ale to tylko narzędzie pomocnicze
Reklama
– wyznaje Mariola Wieczorek. Wspomina też swoje początki w szkole i pierwszą wizytację z kuratorium. Bała się końcowej oceny, bo w trakcie lekcji wyszła poza scenariusz. Wizytator jednak pogratulował jej intuicji i radził, aby nigdy nie dała się wtłoczyć w sztywne ramy, bo pracuje z żywym materiałem, więc potrzebna jest elastyczność. Według niej, aby cokolwiek dzieciom przekazać trzeba w to wierzyć i czuć to. Właśnie to czucie starała się zaszczepić swoim uczniom.
Zależy mi na tym, żebyście czuli funkcje
Reklama
– mówiła podczas lekcji, a uczniowie niuchali nosami i żartowali, że nic nie czują. Ważne jest też, aby umieć pokazać najprostsze rozwiązania. Uczniowie Barbary Borkowskiej do dziś z rozbawieniem wspominają często powtarzane przez nią słowa: „Dobrze rozwiązałeś, ale zrób tak, żebyś nie jechał do Złotowa przez Piłę lub Poznań, tylko bezpośrednio”.
Jak uczyłam to starałam się od czwartej klasy, aby uczniowie cieszyli się z tego, co dobrze zrobią. A nawet jeśli źle zrobią, to życie nie składa się z samych sukcesów i trzeba się nauczyć znosić porażki
Reklama
– takie podejście miała pani Barbara. Absolwenci pamiętają także sprawdziany przez nią przygotowywane. Zawsze były trzy arkusze z zadaniami: na czwórkę, piątkę i szóstkę. Uczniowie, w zależności od umiejętności i ambicji, jeśli zrobili pierwszy zestaw, to brali się za kolejny. Zadania na szóstkę były już naprawdę trudne, ale to pozwalało wyłonić grupę najzdolniejszych, z którymi można było pracować dodatkowo, przygotowując ich do olimpiad i konkursów.
Trudne czasy dla matematyki – Ach ta młodzież. To westchnienie i narzekanie na młodych ludzi to podobno refren pokoleń. Któż lepiej może ocenić, jak dzisiejsza młodzież ma...
Osiem klas było lepsze – Obecnie szkoły przygotowują się do kolejnej reformy oświaty. Od przyszłego roku szkolnego powrócą ośmioklasowe szkoły podstawowe i...
Niedoszłe polonistki – Barbarę Borkowską i Mariolę Wieczorek łączy nie tylko matematyka. Obie w swoim życiu miały czas, w którym myślały o tym, aby zostać...
Satysfakcja – Obie nauczycielki są już na zasłużonej emeryturze, ale uczniowie o nich pamiętają. Zdarza się, że zaczepi je ktoś na chodniku czy w sklepie i...
Ach ta młodzież. To westchnienie i narzekanie na młodych ludzi to podobno refren pokoleń. Któż lepiej może ocenić, jak dzisiejsza młodzież ma się do tej z kiedyś jeśli nie nauczycielki, które pracowały z kilkoma pokoleniami uczniów.

Mariola Wieczorek z przyjemnością wróciła do szkoły zastąpić koleżankę
Trochę się narzeka, że młodzież jest gorsza, ale młodzież to zawsze młodzież. Po prostu czasy się trochę różnią. Są pewne rzeczy, które się zmieniły i nie jestem w stanie ich zaakceptować. Nastąpiły zmiany w wychowaniu, w modelu rodziny, w systemie i to nie jest wina dzieci, bardziej dorosłych, choć nie tylko rodziców, to szerszy problem socjologiczny
– Mariola Wieczorek broni młodych przed oskarżeniami. Przyznaje jednak, że uczniowie opuszczają szkołę z mniejszą wiedzą niż dawniej, ale wini za to błędy systemowe i nie do końca udane próby reformy oświaty.
Jak ja rozpoczynałam pracę i trafił się w klasie jeden taki, który się kręcił, to był sygnał, że coś jest z nim nie tak, może trzeba mu pomóc, porozmawiać z rodzicami. Teraz jest odwrotnie: jak się zdarzy jeden spokojny, patrzy, nie kręci się, to chyba z nim jest coś niedobrego
– pani Barbara także dostrzega negatywne zmiany. Podobnie jak jej młodsza koleżanka dostrzega wady systemu edukacji, ale żali się też na to, że czas przyspieszył. Na przykładzie swojej wnuczki opowiada, że z łatwością znajdzie ona rozwiązanie zadania, ale szuka go w internecie, korzystając np. z telefonu. Sama także byłaby w stanie je obliczyć, ale odpowiada, że nie ma czasu. Przytacza także historię znajomego nauczyciela, który zadał na lekcji dzieciom zadanie do samodzielnego rozwiązania. Żaden z uczniów go nie rozwiązał. Poskarżyli się natomiast rodzicom, a ci dyrektorowi, zarzucając, że nauczyciel zmarnował całą lekcję, zadając zbyt trudne zadanie. Okazało się, że było to zadanie podane wraz z rozwiązaniem jako przykład w podręczniku, a każdy z uczniów miał go przed sobą. Szukali w swoich smartfonach, ale żaden nie zajrzał do książki...
Obecnie szkoły przygotowują się do kolejnej reformy oświaty. Od przyszłego roku szkolnego powrócą ośmioklasowe szkoły podstawowe i czteroletnie licea, znikną gimnazja. Nauczycielki z Jastrowia dobrze wspominają podstawówkę sprzed reformy i uważają, że dawała ona więcej możliwości nauczycielowi niż później wprowadzone gimnazja. Współpraca z uczniem od czwartej do ósmej klasy pozwalała lepiej się poznać i pracować indywidualnie, według zdolności ucznia.
Znaliśmy się jak łyse konie. Wiedziałam, co oni powinni wiedzieć, czego jeszcze nie potrafią, co trzeba uzupełnić. Teraz przychodzą po podstawówce i nawet jeśli są dobrze przygotowane to i tak nauczyciel przez pierwszy rok dopiero rozeznaje klasę, w trakcie drugiego roku współpraca zaczyna się układać, a już w trzecim uczeń odchodzi
– żali się Mariola Wieczorek. W ten sposób łatwo zmarnować talent dziecka.
W pierwszym roku gimnazjum powtarza się materiał z podstawówki. Uważałam to za zmarnowany czas
– mówi z kolei pani Barbara. Zaraz potem dodaje, że mimo to próbowała robić z uczniami coś więcej.
Czasami marudzili, że tyle robimy, ale potem przychodzili i dziękowali
– uśmiecha się, wspominając absolwentów. Mimo takich ocen do reformy podchodzą z rezerwą. Mariola Wieczorek uważa, że ważna jest stabilność. Gdy była w liceum, profesor Stefanię Połczyńską na pewien czas zastąpił jej mąż. Również świetny nauczyciel, ale jednak stosował inne metody i przerabianego z nim rachunku podobieństwa nauczycielka do dziś „nie czuje”. Mając na względzie właśnie stabilność zaznacza, że gimnazja dopiero co okrzepły i nauczyły się funkcjonować, więc może należało dać im jeszcze szansę.
Nie mówię, że poprzednia reforma wszystko zepsuła, bo przecież wspaniali ludzie pokończyli gimnazja i poradzili sobie dalej. Ogólnie myślę, że jest to dobry krok, tylko nie w tym tempie i nie w ten sposób, bo to będzie jeden wielki bałagan, który znowu spadnie na nauczycieli
– przewiduje. Zwraca uwagę, że w ogóle reformy oświaty przeprowadza się bez głębszego namysłu. Jako przykład podaje szkolnictwo zawodowe, które u nas zaczęto likwidować w sytuacji, gdy naszych fachowców zaczęto doceniać na Zachodzie.
Paranoja. Europa pieje z zachwytu, a my zamykamy szkoły
– nauczycielka z żalem obserwuje m.in. upadek jastrowskiej szkoły ponadgimnazjalnej.
Barbarę Borkowską i Mariolę Wieczorek łączy nie tylko matematyka. Obie w swoim życiu miały czas, w którym myślały o tym, aby zostać polonistkami. Pani Barbarze pójście na studia polonistyczne wyperswadował mąż, który straszył dużą ilością lektur i doradzał, aby, wybierając studia, kierowała się tym, co sprawiało jej najmniej problemów w szkole. W taki sposób padło na matematykę. Z kolei pani Mariola o polonistyce marzyła tuż po szkole podstawowej. W liceum trafiła jednak do klasy matematyczno–fizycznej. Tradycją było wówczas, że na tym profilu grupowano uczniów, którzy przychodzili do szkoły z najlepszymi wynikami. Tam matematyki uczyła ją pani Połczyńska.
To były dwie osoby [panie Połczyńska i Borkowska – przyp. red.], które wpłynęły na to, że poszłam jednak na matematykę
– wspomina nauczycielka.
Obie nauczycielki są już na zasłużonej emeryturze, ale uczniowie o nich pamiętają. Zdarza się, że zaczepi je ktoś na chodniku czy w sklepie i podziękuje za przekazaną wiedzę. Cieszy je to, choć obie swoje zasługi starają się umniejszać.
Po prostu trafiłam na takie zdolne dzieci
– mówi Barbara Borkowska, która cieszy się ze swoich wychowanków. Nauczycielki największą satysfakcję czerpały z samej pracy z dziećmi, a sukcesy były tylko dodatkową gratyfikacją.
Starałam się, żeby wszyscy uczniowie przechodzili z klasy do klasy. To dawało satysfakcję. Wiadomo, że rodzimy się z różnymi zdolnościami, ale nie można kogoś karać, jeśli widać, że pracuje i się stara
– to właśnie podejście pani Barbary do uczniów i swojej pracy.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pamiętam lata 50-te ub. wieku. Czerwona Szkoła Podstawowa , tuż obok trzy piękne lipy, stara poniemiecka ,czynna pompa, a za płotem ogrody. TERAZ pozostała jedna lipa, w ogrodach dwie stodoły / w pegeerach nazywano je hokejami/. Ruch i pośpiech jak na przysłowiowych Alejach Jerozolimskich. W mojej klasie jest apteka, a w miejscu ,gdzie stała moja ławka jest apteczna kasa. W okolicy drzwi wejściowych stała tablica, a przed nią wspomniana P. Maria Zając . Matematyczka z krwi i kości . Rzeczowa , wymagająca ,posiadająca wielki dar tłumaczenia, co w przypadku matematyki jest szczególnie ważne! Tacy nauczyciele pozostają w pamięci na zawsze ! Chyba , że ktoś był śmierdzącym leniem!
Święta racja ! Co ma jedno do drugiego ;) , jakoś często naskakujesz pan na Jastrowie ! Jakis ból dupy czy co ? Chętnie bym zobaczył co sam pań gush ma do powiedzenia?! Z resztą jak widzę tematy i że są autora tego Gosia tk nawet nie czytam;) cebulak i tyle !
Panie Tomaszu Gush (redaktor) - nie ma pan zielonego pojęcia jaka patologia jest w Złotowie i niech pan sie wypowiada na temat swojego miasta i zaczyna artykuł od takich zdań ... Owszem takie jednostki psują wizerunek miasta (ale to są tylko jednostki) - i niech pan nie wypisuje takich głupot ze Jastrowie ma wizerunek patologii - obraża pan ludzi żyjących i pochodzących z tego miasta. A po drugie jeśli pan ulega tzw. "TROLOM" którym tylko zależy na podsycaniu nienawiści i negatywnego wizerunku - powinien pan odejść od pisania jakich kolwiek artykułów ...
Dziennikarzyna Tomasz Guhs utknął w okienku kasy PKP w Jastrowiu?
Już nie ma takich nauczycieli jak Pani Borkowska. Dzieki wlasnie takim nauczycielom jak Pani moglem w poźniejszym czasie lepiej sie rozwijac. Goraco pozdrawiam.
Guhs, ten który utknął w okienku kasy nie chodził na matmę więc po co o nim piszesz?
,,gusk"" ma znaczyć z angielskiego ,,wytrysk chamstwa""?
guhs heniek nie wybacza
Grzmocic to ty sobie możesz ale kumpla w radiowozie nad rzeka jak ostatnio. Zlapalam na goracym uczynku az sie speszyles.
Mnie tez zastanawia dlaczego autor artykułu Tomasz Guhs zaczął temat jastrowskich matematyków od przedstawienia że wizerunkiem Jastrowia jest patologia? W tym mieście nie zabijają samochodami na przejściach dla pieszych dzieciaków, nie podpalają boksów na śmieci itp. Czy to nie mowa nienawiści do Jastrowia i tzw. podpuszczanie na jej mieszkańców? Uważam zachowanie tego dziennikarzyny za skandaliczne!
Śmiechłem :)
Pani Profesor Była Pani wychowawczynią naszej klasy w Szkole Podstawowej nr 1 w Jastrowiu w latach 60. Zawsze wspominam Panią jako ciepłą i mądrą osobę. Przesylam pozdrowienia. Grzegorz PS- przy okazji- tak wygladała Pani 50 lat temu. http://www.garnek.pl/grynia/32658683
ona ma aids, na zdrowie! :)
Nie. Ale grzmocę twoja żonę jak jestes w pracy
nie.a ty zastanawiałeś się co robi twoja partnerka ze swoim kochasiem kiedy niema ciebie przy niej??
pożycz stówę
Zastanawiał sie ktoś czemu taka jest patologia ilość Przestępstw w Jastrowiu ?
Pani Borkowska uczyła mnie w gimnazjum. Przeważnie robilysmy bardzo trudne zadania, z książek dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Mówiła, że więcej się nauczymy i będzie nam łatwiej. Zawsze powtarzała: tak będą was uczyć w liceum. Za dwa miesiące pisze maturę z rozszerzonej matematyki i bardzo chciałabym podziękować Pani Borkowskiej, bo dzięki niej nie mam problemów z matematyką w liceum, co więcej, lubię ją.
Uczyła mnie pani Wieczorek. Bardzo dobrze wspominam z nią lekcje choć nie powiem że czasami się bałam iść do niej na lekcje. Dobrze matematyki uczył pan Goclowski dzięki któremu pokochałam matematykę. Bardzo dobrze tłumaczył zagadnienia a ulamki i ciągi byly mi nie straszne.
Zgadzam się z "M", że wymienieni w artykule nauczyciele, to nauczyciele z pasją, którzy trudnym przedmiotem jakim jest matematyka potrafili zainteresować rzesze uczniów. Cieszę się, że byłem ich uczniem i że uczyli moje dzieci. Szacun!
Pani Basia Borkowska to jeden z najlepszych nauczycieli jakich znam! Dużo wymagała, ale miała też wielkie serce! Prawdziwy nauczyciel z pasją! Pozdrawiam serdecznie!
Matematyka to przecież królowa nauk
Za dużo kupuje od tego dilera... :-)
To podaj jego dane jak znasz?
zawsze lubiłam matematykę i pracę przy cyfrach.Ale dla ludzi dokładnych,skrupulatnych,którzy lubią przedmioty ścisłe to najlepsza jest matematyka.Zostałam Ekonomistą.
Ty pała artykuły się tobie pomyliły.
patologia jest dlatego ze policja nie potrafi złapac największego dilera powiatu .a dobrze go zna
Pani Mariola Wieczorek uczyła mnie matematyki prawie 30 lat temu. Do dziś wspominam ją z podziwem i sentymentem. Być takim nauczycielem to sztuka.
Pamiętam lata 50-te ub. wieku. Czerwona Szkoła Podstawowa , tuż obok trzy piękne lipy, stara poniemiecka ,czynna pompa, a za płotem ogrody. TERAZ pozostała jedna lipa, w ogrodach dwie stodoły / w pegeerach nazywano je hokejami/. Ruch i pośpiech jak na przysłowiowych Alejach Jerozolimskich. W mojej klasie jest apteka, a w miejscu ,gdzie stała moja ławka jest apteczna kasa. W okolicy drzwi wejściowych stała tablica, a przed nią wspomniana P. Maria Zając . Matematyczka z krwi i kości . Rzeczowa , wymagająca ,posiadająca wielki dar tłumaczenia, co w przypadku matematyki jest szczególnie ważne! Tacy nauczyciele pozostają w pamięci na zawsze ! Chyba , że ktoś był śmierdzącym leniem!
Święta racja ! Co ma jedno do drugiego ;) , jakoś często naskakujesz pan na Jastrowie ! Jakis ból dupy czy co ? Chętnie bym zobaczył co sam pań gush ma do powiedzenia?! Z resztą jak widzę tematy i że są autora tego Gosia tk nawet nie czytam;) cebulak i tyle !
Panie Tomaszu Gush (redaktor) - nie ma pan zielonego pojęcia jaka patologia jest w Złotowie i niech pan sie wypowiada na temat swojego miasta i zaczyna artykuł od takich zdań ... Owszem takie jednostki psują wizerunek miasta (ale to są tylko jednostki) - i niech pan nie wypisuje takich głupot ze Jastrowie ma wizerunek patologii - obraża pan ludzi żyjących i pochodzących z tego miasta. A po drugie jeśli pan ulega tzw. "TROLOM" którym tylko zależy na podsycaniu nienawiści i negatywnego wizerunku - powinien pan odejść od pisania jakich kolwiek artykułów ...