Reklama

Jastrowska szkoła matematyków

21/02/2017 19:00
Miasto ma szczęście do nauczycieli matematyki – ich uczniowie odnosili sukcesy w olimpiadach i byli doceniani w szkołach średnich, a wreszcie zostawali inżynierami, ekonomistami lub matematykami

W internecie często można spotkać się z wizerunkiem Jastrowia jako miasta patologii. Gdy tylko pojawia się informacja o jakimś kolejnym przestępstwie komentarze są bezwzględne, a takie zdarzenia jak słynna akcja ze złodziejem, który, próbując okraść kasę na dworcu kolejowym, utknął w okienku, tylko potwierdzają taką opinię. Są jednak rzeczy, z których miasto słynie w pozytywnym sensie, choć czasami mało się o nich mówi. Przykładem matematyka.

Wieloletnia renoma

W złotowskim ogólniaku uczęszczałem do klasy o profilu matematyczno–informatycznym. Pamiętam, że uczący nas matematyki Zbigniew Bamberski nie raz wspominał, że z Jastrowia do liceum trafia wielu dobrych matematyków. Gdy po latach postanowiłem się zainteresować tym tematem, okazało się, że wiele osób podziela taką opinię i to na przestrzeni lat. Mój ojciec, który sam jest nauczycielem matematyki, potwierdził, że także za jego czasów w ogólniaku jastrowianie byli chwaleni za zdolności matematyczne. Zdałem sobie sprawę, że wśród znajomych pochodzących z Jastrowia wielu jest inżynierami lub ekonomistami albo studiuje kierunki ścisłe. Renoma ta sięga także Piły, gdyż jeden z moich rozmówców wspomniał, że na wywiadówce w liceum salezjańskim nauczyciel matematyki przyznał, iż uczniowie od pani Borkowskiej z Jastrowia nigdy nie mieli problemów z tym przedmiotem. Zresztą szkoła podstawowa i gimnazjum w Jastrowiu mogą pochwalić się licznymi sukcesami w olimpiadach i konkursach matematycznych. Chcąc dotrzeć do źródła tych sukcesów pytałem moich rozmówców o to, kto za to odpowiada. W odpowiedziach przewijały się te same nazwiska nauczycieli, a w zasadzie nauczycielek, bo w zdecydowanej większości to kobiety: Maria Zając, Barbara Borkowska, Mariola Wieczorek, Adam Ciemiński.

Reklama

Sztafeta pokoleń

Maria Zając była pierwsza. Wszyscy wypowiadają się o niej z ogromnym szacunkiem. Obecnie emerytowana nauczycielka nie mieszka już w Jastrowiu. Z miasta wyjechał także Adam Ciemiński, który uczy w Pile. Udało się natomiast porozmawiać z Barbarą Borkowską i Mariolą Wieczorek. Pani Barbara przybyła do miasta wraz z rodzicami w 1945 roku z łowickiego. Matematyki w tutejszych szkołach uczyła przeszło 50 lat, przez 9 lat była nawet dyrektorką szkoły podstawowej. Jeszcze w poprzednim roku szkolnym uczyła w Niepublicznym Gimnazjum. Jej uczennicą jest z kolei Mariola Wieczorek. Choć na emeryturę przeszła w 2012 roku, to aktualnie wróciła do publicznego gimnazjum w ramach zastępstwa. Powrót do szkoły jest dla niej niczym powrót do domu.

Praktycznie całą moją pracę zawodową związana jestem z tym budynkiem

Reklama

– dawniej mieściła się tam podstawówka, której jest absolwentką, potem w niej uczyła, także wówczas, gdy przekształcono ją w gimnazjum. Śmieje się, że chodząc do tej szkoły już chyba obeszła kulę ziemską. Obie moje rozmówczynie są skromne i niełatwo było je namówić do spotkania. Gdy już się zgodziły to na początku zaczęły wymieniać innych nauczycieli, podkreślając, że jest to zbiorowa zasługa i Jastrowie w dalszym ciągu cieszy się z dobrych matematyków. Wiele nauczycielek uczących obecnie to zresztą byłe uczennice pani Borkowskiej albo pani Wieczorek.

Po co mi matematyka?

Aby kogoś nauczyć matematyki trzeba najpierw go do tego zachęcić i przekonać, że to mu się przyda. Tymczasem od uczniów i ich rodziców często można usłyszeć wymówki typu: po co mu te wszystkie wzory i działania, algorytmy i funkcje do niczego się nie przydadzą w życiu, jest przecież kalkulator. Jest też „moje dziecko jest humanistą, więc nie musi być dobre z matematyki”. Obie nauczycielki przyznają, że są to typowe uzasadnienia, ale mają na nie odpowiedzi. Po pierwsze, matematyka to przede wszystkim ćwiczenie umysłu i pamięci, rozwija nasz intelekt, co jest korzystne niezależnie od tego, czy umiejętność liczenia w życiu się przyda. A przyda się na pewno i kalkulator może okazać się niewystarczającą pomocą.

Reklama

Aby był przydatny, trzeba jednak znać podstawy matematyki, np. prosty kalkulator nie zachowa za nas kolejności działań

– tłumaczy Mariola Wieczorek. Jeśli zaś chodzi o wykręcanie się humanistycznymi skłonnościami, to warto przypomnieć, że wielcy humaniści z epoki, w której zrodziło się pojęcie humanizmu, to w dużej mierze architekci i inżynierowie, tak jak Leonardo da Vinci. Mariola Wieczorek wspomina też swojego polonistę z liceum w Złotowie, Andrzeja Hermana, który mówił, że od matematyków musi wymagać więcej. Jest przekonana, że podstaw można nauczyć każdego.

Reklama

Cała rzecz polega na tym, żeby udowodnić, że ktoś umie i potrafi, a nie skupiać się na wytykaniu braków

– tłumaczy doświadczona nauczycielka. 

Co się nauczycie w szkole to jest wasze. Tego nie kupicie za żadne pieniądze

– mówiła swoim uczniom z kolei Barbara Borkowska.

Niezbędna intuicja

Przekonanie ucznia do nauki to część sukcesu, ale potem trzeba jeszcze mu skutecznie przekazać wiedzę. Poprosiłem więc moje rozmówczynie, aby zdradziły swoje metody nauczania. Sęk w tym, że to wcale nie o metody chodzi.

Już teraz mogę sobie pozwolić, żeby to powiedzieć: przede wszystkim intuicja i elastyczność. Młodych nauczycieli uczy się metod o różnych nazwach, ale to tylko narzędzie pomocnicze

Reklama

– wyznaje Mariola Wieczorek. Wspomina też swoje początki w szkole i pierwszą wizytację z kuratorium. Bała się końcowej oceny, bo w trakcie lekcji wyszła poza scenariusz. Wizytator jednak pogratulował jej intuicji i radził, aby nigdy nie dała się wtłoczyć w sztywne ramy, bo pracuje z żywym materiałem, więc potrzebna jest elastyczność. Według niej, aby cokolwiek dzieciom przekazać trzeba w to wierzyć i czuć to. Właśnie to czucie starała się zaszczepić swoim uczniom.

Zależy mi na tym, żebyście czuli funkcje

Reklama

– mówiła podczas lekcji, a uczniowie niuchali nosami i żartowali, że nic nie czują. Ważne jest też, aby umieć pokazać najprostsze rozwiązania. Uczniowie Barbary Borkowskiej do dziś z rozbawieniem wspominają często powtarzane przez nią słowa: „Dobrze rozwiązałeś, ale zrób tak, żebyś nie jechał do Złotowa przez Piłę lub Poznań, tylko bezpośrednio”.

Jak uczyłam to starałam się od czwartej klasy, aby uczniowie cieszyli się z tego, co dobrze zrobią. A nawet jeśli źle zrobią, to życie nie składa się z samych sukcesów i trzeba się nauczyć znosić porażki

Reklama

– takie podejście miała pani Barbara. Absolwenci pamiętają także sprawdziany przez nią przygotowywane. Zawsze były trzy arkusze z zadaniami: na czwórkę, piątkę i szóstkę. Uczniowie, w zależności od umiejętności i ambicji, jeśli zrobili pierwszy zestaw, to brali się za kolejny. Zadania na szóstkę były już naprawdę trudne, ale to pozwalało wyłonić grupę najzdolniejszych, z którymi można było pracować dodatkowo, przygotowując ich do olimpiad i konkursów.


To dopiero połowa artykułu. W dalszej części przeczytasz m.in.:

Trudne czasy dla matematyki – Ach ta młodzież. To westchnienie i narzekanie na młodych ludzi to podobno refren pokoleń. Któż lepiej może ocenić, jak dzisiejsza młodzież ma...

Reklama

Osiem klas było lepsze – Obecnie szkoły przygotowują się do kolejnej reformy oświaty. Od przyszłego roku szkolnego powrócą ośmioklasowe szkoły podstawowe i...

Niedoszłe polonistki – Barbarę Borkowską i Mariolę Wieczorek łączy nie tylko matematyka. Obie w swoim życiu miały czas, w którym myślały o tym, aby zostać...

Satysfakcja – Obie nauczycielki są już na zasłużonej emeryturze, ale uczniowie o nich pamiętają. Zdarza się, że zaczepi je ktoś na chodniku czy w sklepie i...

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Trudne czasy dla matematyki

Ach ta młodzież. To westchnienie i narzekanie na młodych ludzi to podobno refren pokoleń. Któż lepiej może ocenić, jak dzisiejsza młodzież ma się do tej z kiedyś jeśli nie nauczycielki, które pracowały z kilkoma pokoleniami uczniów.

Reklama

Mariola Wieczorek z przyjemnością wróciła do szkoły zastąpić koleżankę

Trochę się narzeka, że młodzież jest gorsza, ale młodzież to zawsze młodzież. Po prostu czasy się trochę różnią. Są pewne rzeczy, które się zmieniły i nie jestem w stanie ich zaakceptować. Nastąpiły zmiany w wychowaniu, w modelu rodziny, w systemie i to nie jest wina dzieci, bardziej dorosłych, choć nie tylko rodziców, to szerszy problem socjologiczny

– Mariola Wieczorek broni młodych przed oskarżeniami. Przyznaje jednak, że uczniowie opuszczają szkołę z mniejszą wiedzą niż dawniej, ale wini za to błędy systemowe i nie do końca udane próby reformy oświaty. 

Reklama

Jak ja rozpoczynałam pracę i trafił się w klasie jeden taki, który się kręcił, to był sygnał, że coś jest z nim nie tak, może trzeba mu pomóc, porozmawiać z rodzicami. Teraz jest odwrotnie: jak się zdarzy jeden spokojny, patrzy, nie kręci się, to chyba z nim jest coś niedobrego

– pani Barbara także dostrzega negatywne zmiany. Podobnie jak jej młodsza koleżanka dostrzega wady systemu edukacji, ale żali się też na to, że czas przyspieszył. Na przykładzie swojej wnuczki opowiada, że z łatwością znajdzie ona rozwiązanie zadania, ale szuka go w internecie, korzystając np. z telefonu. Sama także byłaby w stanie je obliczyć, ale odpowiada, że nie ma czasu. Przytacza także historię znajomego nauczyciela, który zadał na lekcji dzieciom zadanie do samodzielnego rozwiązania. Żaden z uczniów go nie rozwiązał. Poskarżyli się natomiast rodzicom, a ci dyrektorowi, zarzucając, że nauczyciel zmarnował całą lekcję, zadając zbyt trudne zadanie. Okazało się, że było to zadanie podane wraz z rozwiązaniem jako przykład w podręczniku, a każdy z uczniów miał go przed sobą. Szukali w swoich smartfonach, ale żaden nie zajrzał do książki...

Osiem klas było lepsze

Obecnie szkoły przygotowują się do kolejnej reformy oświaty. Od przyszłego roku szkolnego powrócą ośmioklasowe szkoły podstawowe i czteroletnie licea, znikną gimnazja. Nauczycielki z Jastrowia dobrze wspominają podstawówkę sprzed reformy i uważają, że dawała ona więcej możliwości nauczycielowi niż później wprowadzone gimnazja. Współpraca z uczniem od czwartej do ósmej klasy pozwalała lepiej się poznać i pracować indywidualnie, według zdolności ucznia.

Znaliśmy się jak łyse konie. Wiedziałam, co oni powinni wiedzieć, czego jeszcze nie potrafią, co trzeba uzupełnić. Teraz przychodzą po podstawówce i nawet jeśli są dobrze przygotowane to i tak nauczyciel przez pierwszy rok dopiero rozeznaje klasę, w trakcie drugiego roku współpraca zaczyna się układać, a już w trzecim uczeń odchodzi

– żali się Mariola Wieczorek. W ten sposób łatwo zmarnować talent dziecka.

W pierwszym roku gimnazjum powtarza się materiał z podstawówki. Uważałam to za zmarnowany czas

– mówi z kolei pani Barbara. Zaraz potem dodaje, że mimo to próbowała robić z uczniami coś więcej.

Czasami marudzili, że tyle robimy, ale potem przychodzili i dziękowali

– uśmiecha się, wspominając absolwentów. Mimo takich ocen do reformy podchodzą z rezerwą. Mariola Wieczorek uważa, że ważna jest stabilność. Gdy była w liceum, profesor Stefanię Połczyńską na pewien czas zastąpił jej mąż. Również świetny nauczyciel, ale jednak stosował inne metody i przerabianego z nim rachunku podobieństwa nauczycielka do dziś „nie czuje”. Mając na względzie właśnie stabilność zaznacza, że gimnazja dopiero co okrzepły i nauczyły się funkcjonować, więc może należało dać im jeszcze szansę.

Nie mówię, że poprzednia reforma wszystko zepsuła, bo przecież wspaniali ludzie pokończyli gimnazja i poradzili sobie dalej. Ogólnie myślę, że jest to dobry krok, tylko nie w tym tempie i nie w ten sposób, bo to będzie jeden wielki bałagan, który znowu spadnie na nauczycieli

– przewiduje. Zwraca uwagę, że w ogóle reformy oświaty przeprowadza się bez głębszego namysłu. Jako przykład podaje szkolnictwo zawodowe, które u nas zaczęto likwidować w sytuacji, gdy naszych fachowców zaczęto doceniać na Zachodzie.

Paranoja. Europa pieje z zachwytu, a my zamykamy szkoły

– nauczycielka z żalem obserwuje m.in. upadek jastrowskiej szkoły ponadgimnazjalnej.

Niedoszłe polonistki

Barbarę Borkowską i Mariolę Wieczorek łączy nie tylko matematyka. Obie w swoim życiu miały czas, w którym myślały o tym, aby zostać polonistkami. Pani Barbarze pójście na studia polonistyczne wyperswadował mąż, który straszył dużą ilością lektur i doradzał, aby, wybierając studia, kierowała się tym, co sprawiało jej najmniej problemów w szkole. W taki sposób padło na matematykę. Z kolei pani Mariola o polonistyce marzyła tuż po szkole podstawowej. W liceum trafiła jednak do klasy matematyczno–fizycznej. Tradycją było wówczas, że na tym profilu grupowano uczniów, którzy przychodzili do szkoły z najlepszymi wynikami. Tam matematyki uczyła ją pani Połczyńska.

To były dwie osoby [panie Połczyńska i Borkowska – przyp. red.], które wpłynęły na to, że poszłam jednak na matematykę

– wspomina nauczycielka.

Satysfakcja

Obie nauczycielki są już na zasłużonej emeryturze, ale uczniowie o nich pamiętają. Zdarza się, że zaczepi je ktoś na chodniku czy w sklepie i podziękuje za przekazaną wiedzę. Cieszy je to, choć obie swoje zasługi starają się umniejszać.

Po prostu trafiłam na takie zdolne dzieci

– mówi Barbara Borkowska, która cieszy się ze swoich wychowanków. Nauczycielki największą satysfakcję czerpały z samej pracy z dziećmi, a sukcesy były tylko dodatkową gratyfikacją. 

Starałam się, żeby wszyscy uczniowie przechodzili z klasy do klasy. To dawało satysfakcję. Wiadomo, że rodzimy się z różnymi zdolnościami, ale nie można kogoś karać, jeśli widać, że pracuje i się stara

– to właśnie podejście pani Barbary do uczniów i swojej pracy.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    jastrowiak48 - niezalogowany 2017-03-09 08:02:25

    Pamiętam lata 50-te ub. wieku. Czerwona Szkoła Podstawowa , tuż obok trzy piękne lipy, stara poniemiecka ,czynna pompa, a za płotem ogrody. TERAZ pozostała jedna lipa, w ogrodach dwie stodoły / w pegeerach nazywano je hokejami/. Ruch i pośpiech jak na przysłowiowych Alejach Jerozolimskich. W mojej klasie jest apteka, a w miejscu ,gdzie stała moja ławka jest apteczna kasa. W okolicy drzwi wejściowych stała tablica, a przed nią wspomniana P. Maria Zając . Matematyczka z krwi i kości . Rzeczowa , wymagająca ,posiadająca wielki dar tłumaczenia, co w przypadku matematyki jest szczególnie ważne! Tacy nauczyciele pozostają w pamięci na zawsze ! Chyba , że ktoś był śmierdzącym leniem!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Mr - niezalogowany 2017-02-23 16:35:18

    Święta racja ! Co ma jedno do drugiego ;) , jakoś często naskakujesz pan na Jastrowie ! Jakis ból dupy czy co ? Chętnie bym zobaczył co sam pań gush ma do powiedzenia?! Z resztą jak widzę tematy i że są autora tego Gosia tk nawet nie czytam;) cebulak i tyle !

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Natalia - niezalogowany 2017-02-23 14:33:42

    Panie Tomaszu Gush (redaktor) - nie ma pan zielonego pojęcia jaka patologia jest w Złotowie i niech pan sie wypowiada na temat swojego miasta i zaczyna artykuł od takich zdań ... Owszem takie jednostki psują wizerunek miasta (ale to są tylko jednostki) - i niech pan nie wypisuje takich głupot ze Jastrowie ma wizerunek patologii - obraża pan ludzi żyjących i pochodzących z tego miasta. A po drugie jeśli pan ulega tzw. "TROLOM" którym tylko zależy na podsycaniu nienawiści i negatywnego wizerunku - powinien pan odejść od pisania jakich kolwiek artykułów ...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości