Reklama

Jazda na pełnym ogniu. Rozmowa z "Wariatem" motocyklowym

21/01/2017 18:30
200 km/h na jednym kole? To „Wariat” kocha najbardziej. W rozmowie z nami opowiada o uzależnieniu od adrenaliny i ostrej jeździe na motocyklu

„Wariata” można obejrzeć na filmikach, które wrzuca na kanał YouTube. Palenie gumy, szybka jazda (głównie na jednym kole) to właściwie ich cała treść, ale największe emocje wzbudza film, w którym motocyklista w charakterystycznym kasku z zielonym irokezem pędzi na jednym kole przeszło 190 km/h i przy opuszczaniu przedniego koła kierownica wpada w silne drżenie, grożące utratą kontroli nad motocyklem i wypadkiem, którego skutków lepiej sobie nie wyobrażać. To tzw. drgania shimmy. Kierowcy po dłuższej chwili udaje się je opanować. Zapytany potem o to, czy jest tak pewny swoich umiejętności, odpowiada: „Robię wszystko aby były jak największe, w życiu na motocyklu wyszedłem z kilku opresji i nie było to tylko szczęście, bo ono nie zacznie za ciebie prowadzić maszyny gdy jesteś w tarapatach. Wtedy liczy się zimna krew i wszystko to czego nauczyłeś się przez lata”.

Adrenalina uzależnia

Na moto jeżdżę głównie dla adrenaliny, której nie da się porównać z niczym innym. Dwa koła potrafią ruszyć duszę

Reklama

– opowiada o ekstremalnych, ale i wyzwalających doznaniach podczas jazdy Mateusz „Wariat”. Jadąc na motocyklu czuje się wolny i swobodny, a serce bije mu mocniej. Po przekręceniu stacyjki zapomina o problemach codziennego życia – koncentruje się wtedy na jeździe i na czerpaniu z niej jak największej przyjemności. A tę sprawia mu szybka jazda, najlepiej na jednym kole.

Gdy lecę na tylnym kole czuję, że żyję i jestem spełniony

– mówi rozmarzony, jakby zaraz miał wsiąść na swoją maszynę i pomknąć po to spełnienie. Na pytanie, z jaką prędkością jechał najszybciej, odpowiada beztrosko:

Reklama

Nie wiem, bo licznik przy 299 km/h przestaje pokazywać dalej, a taką prędkość osiągam już na piątym biegu.

Taka jazda to dla niego sposób na poprawę humoru i „ładowanie baterii”, tak jak dla innych siłownia czy spacer po lesie.

Jedni zbierają znaczki, inni chodzą do kina, a ja lubię gdy skacze mi adrenalina

– stwierdza z uśmiechem. Przyznaje jednak, że jest to też uzależnienie i nie wytrzymałby długo bez jazdy. Dlatego nie lubi zimy, która nie jest najlepszą porą dla motocyklistów.

Nie byłbym jednak sobą, gdyby mój motocykl miał stać w garażu aż do wiosny

Reklama

– śmieje się Wariat i zaraz opowiada o tym, jakim zabawnym widokiem są miny ludzi, którzy z trudem, w mróz i śnieg, wybrali się na spacer, a nagle zauważają, że ktoś był na tyle szalony, żeby w taką pogodę jeździć na motocyklu.

Wariat

Takiego przydomku nie nadał sobie sam. O tym, że jest wariatem dowiedział się od pewnej dziewczyny. Gdy zapytał ją, dlaczego, odpowiedziała, że jeździ jak wariat i kocha jak wariat. I tak już do niego przylgnęło. Według niego dziewczyny i motocykle nie do końca jednak idą ze sobą w parze. Wydawałoby się, że można w ten sposób zaimponować, ale kobiety myślą inaczej.

Reklama

Jeśli chodzi o dziewczynę, to nie jest to dobry sposób na podryw, bo większość kobiet po prostu nie chciałaby związać się z kimś, kto codziennie ryzykuje życiem

– wyjaśnia. Wie, że sposób, w jaki jeździ, nie jest najbezpieczniejszy. Jeden z jego filmików podpisany jest mottem: „Za szybki, by żyć, za młody, by umierać”.

Wolę zginąć robiąc to, co kocham, niż np. zostać potrąconym na pasach. Gdy ktoś mówi mi, że nie mam tak jeździć, bo zginę w końcu, odpowiadam, że równie dobrze mogę poślizgnąć się wychodząc z wanny i uderzyć głową w sedes

Reklama

– opowiada, dlaczego, mimo ryzyka, nie wyobraża sobie bez tego życia. Jakby tego było mało, chce jeszcze więcej.

Wkręciłem sobie, aby być najlepszym w tym co robię. Żeby ludzie podziwiali to, co robię i mówili: to jest wariat, chcę umieć jeździć jak on

– mówi o tym, co go motywuje do tego, aby się doskonalić i próbować nowych rzeczy. Właśnie spróbowanie czegoś nowego skończyło się dla niego kiedyś bardzo boleśnie. Ćwicząc coś jeszcze bardziej efektownego i niebezpiecznego zaliczył bolesny upadek i rozbił motocykl. On wyszedł z tego cało, a ze swoją maszyną jest tak bardzo związany, że postanowił ją odbudować, choć wiązało się to ze sporymi wydatkami. Wariat podkreśla jednak, że był to jedyny wypadek od kiedy dwa lata temu zaczął jeździć na jednym kole.

Reklama

Jeżdżę tak często jak to możliwe i w każdych warunkach pogodowych, aby mieć tyle umiejętności, żeby mnie nic nie zaskoczyło

– opowiada o samodoskonaleniu się.


To dopiero połowa artykułu. W dalszej części przeczytasz:

Policji nie ucieka – Szybkość, wolność i swoboda to jedno, ale po drugiej stronie są przepisy drogowe i bezpieczeństwo...

Ten jedyny – Jego pierwszym motocyklem była honda cbr 600 f2, kupiona jeszcze zanim zrobił prawo jazdy. Długo się nią nie nacieszył, ponieważ...

Dziecięce marzenie – Choć nie ma jeszcze trzydziestu lat, a na motocyklu jeździ zaledwie od pięciu, to pasja ta nie wzięła się ot tak nagle...

Reklama

Na pełnym ogniu – Od tamtego czasu minęło już pięć lat. Jeśli portfel mu pozwala, to „Wariat” ze Świętej przejeżdża miesięcznie nawet...

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Policji nie ucieka

Szybkość, wolność i swoboda to jedno, ale po drugiej stronie są przepisy drogowe i bezpieczeństwo. Nasz rozmówca zarzeka się jednak, że największe prędkości rozwija na zamkniętych obiektach albo na niemieckich autostradach.

Może trudno w to uwierzyć, ale przez pięć lat jazdy na motocyklu otrzymałem tylko pięć mandatów, z czego tylko jeden za przekroczenie prędkości

Reklama

– wyznaje. Podobno chodziło o ponadprzepisowe 16 km/h w terenie zabudowanym, a pozostałe kary były za „pierdoły” takie jak głośny wydech czy nieprawidłowe oświetlenie. Nie kusiło go nigdy, aby uciec policji?

Nie mieliby szans mnie dogonić, ale byłoby to bez sensu, bo mogłoby się skończyć dużo gorzej niż mandatem czy utratą prawka. Mimo to kierowca z zielonym irokezem na kasku woli, aby nie pisać o nim z nazwiska.

Ten jedyny

Jego pierwszym motocyklem była honda cbr 600 f2, kupiona jeszcze zanim zrobił prawo jazdy. Długo się nią nie nacieszył, ponieważ silnik odmówił posłuszeństwa na 3 dni przed odbiorem prawka. Zaczął więc zbierać pieniądze na kolejny motocykl. Dziś ma już szóstą maszynę na 5 lat jeżdżenia.

Reklama

Gdy jakiś był szybki to się psuł. Gdy następny był sprawny, to okazywało się, że jednak za wolny. Z motocyklami jest trochę jak z kobietą. Gdy jakaś jest fajna z zewnątrz, często okazuje się, że nie zadowala cię jej wnętrze bądź źle się prowadzi, więc szukasz tej jedynej, tej która spełni twoje oczekiwania i z którą będziesz się dogadywał oraz czuł się z nią dobrze

– tłumaczy trudności w doborze motocykla. On już trafił na ten idealny dla niego. To Kawasaki ninja zx10r z rocznika 2005.

Znawcy tematu wiedzą, o co chodzi, ale tak pokrótce to jest to najbardziej dziki motocykl, jaki wypuściło kawasaki i który od razu do mnie przemówił po pierwszej jeździe. Jest piękna z zewnątrz, dobrze się prowadzi, ma potężne serce, ale najbardziej urzekła mnie swą dzikością

Reklama

– opowiada o swojej wybrance.

Gdy wybieram motocykl zwracam też szczególną uwagę na wytrzymałość podzespołów i awaryjność, ponieważ wykorzystuję motocykle w 100% i muszę mieć jak najmniej awaryjną maszynę, a w dodatku szybką i piękną. Taka właśnie jest moja Ninja, z którą się już chyba nie rozstanę

– deklaruje wierność obecnemu motocyklowi. Niemniej poddał go licznym modyfikacjom, chcąc z seryjnej bestii zrobić prawdziwego potwora, któremu trudno będzie dorównać na drodze. Dlatego czasami o swojej maszynie mówi Kraken.

Dziecięce marzenie

Choć nie ma jeszcze trzydziestu lat, a na motocyklu jeździ zaledwie od pięciu, to pasja ta nie wzięła się ot tak nagle.

Już od małego gówniarza, mając może 5 lat, na dźwięk jadącego motocykla biegłem szybko do okna, żeby zdążyć go zobaczyć

– wspomina Mateusz. Pamięta, że koło jego domu często przejeżdżał pewien pan, który preferował wyczynowy styl jazdy. Pewnego dnia mały fan motoryzacji zdążył nie tylko dobiec do okna, ale nawet wybiec przed dom i z bliska zobaczyć kierowcę i maszynę, których podziwiał.

Właśnie wtedy wszystko się zaczęło, bo pan, o którym mowa, przejeżdżając dosłownie dwa metry ode mnie strzałem z klamy podniósł przy mnie motocykl na jedno koło i tak sobie na tym jednym kole odjechał

– dorosły „Wariat” dokładnie pamięta, od czego zaczęła się jego pasja. Mimo że już wtedy postanowił, że chce tak szaleńczo jeździć, musiał czekać do 18 urodzin, czyli do momentu, w którym będzie mógł zrobić prawo jazdy. W międzyczasie zdążył pokazać się jako kaskader. 

W podstawówce nawet kiedyś dostałem uwagę do dziennika, w której pani napisała: „ Mateusz chodzi po ścianach”

– śmieje się, wspominając tamte czasy. W gimnazjum z kolei razem z kolegami z klasy lubili zakradać się na salę gimnastyczną i skakać z balkonów na rozłożone poniżej materace, wyczyniając w locie salta i inne akrobacje. Jednak gdy nadeszła wyczekiwana pełnoletność, rodzice sceptycznie podeszli do pomysłu zrobienia uprawnień na motocykl i próbowali mu to wybić z głowy, bo wiedzieli z jakim ryzykiem wiąże się jazda na motocyklu. Ostatecznie poskutkowało przekupstwo: obiecali synowi, że jeśli zrobi prawo jazdy kat. B, to kupią mu samochód. Tak też się stało, dla auta Mateusz zrezygnował z motocykla. Nie na długo, jak się okazało. Wbrew rodzicom i swojej dziewczynie kupił pierwszą maszynę na dwóch kołach, jeszcze przed zrobieniem prawa jazdy kat. A.

Pamiętam jak dziś pierwszą jazdę pod okiem mamy przed domem. Miałem wtedy mnóstwo pokory i podszedłem do tego z głową, bo była to moja pierwsza maszyna, która na dodatek już miała ponad 100 koni, więc pierwsza jazda polegała na ruszeniu, przejechaniu kilkuset metrów, zmianie dwóch biegów, zatrzymaniu się i z powrotem do garażu

– wspomina niewinne początki.

Na pełnym ogniu

Od tamtego czasu minęło już pięć lat. Jeśli portfel mu pozwala, to „Wariat” ze Świętej przejeżdża miesięcznie nawet 3 tysiące kilometrów. Większość z nich to nie wycieczki krajoznawcze, ale jazda na „pełnym ogniu” jak sam to określa. Dla porównania samochodem w ciągu roku przejechał zaledwie dwa tysiące. Jego wariackiej pasji nie są w stanie wybić mu z głowy najbliżsi, nie przejmuje się też stereotypami.

Niestety większość ludzi postrzega mnie pesymistycznie i często słyszę teksty typu: idiota, dawca czy debil, ale są też ludzie, którym to imponuje i mnie podziwiają, bo wiedzą, że robię to, co kocham i właśnie takimi ludźmi staram się otaczać. Z nimi jestem szczęśliwy i wspólnie robimy to, co kochamy

– tak „Wariat” przedstawia swoją receptę na szczęście. Zdaje sobie sprawę z tego, że najbliżsi boją się, że kiedyś może nie wrócić do domu z przejażdżki.

Wcale się im nie dziwię, bo w życiu bywa różnie

– mówi. Przyznaje także, że najbardziej boi się o niego jego mama.

Na pewno nikt nie przeżywa tego tak jak ona. Była ze mną, gdy pierwszy raz dosiadłem motocykla i za każdym razem, gdy jeżdżę, to się martwi o mnie. Jeśli w oddali słychać sygnał karetki, to od razu do mnie pisze bądź dzwoni, czy wszystko OK

– opowiada Mateusz.

On jednak, póki co, nie zamierza się martwić i cieszy się z tego, że realizuje życiowe marzenie.

Jestem z siebie dumny, że osiągnąłem cel, o którym marzyłem prawie 20 lat. Na tę chwilę myślę nawet, że osiągnąłem więcej niż założyłem sobie mając kilka lat

– podsumowuje swój dorobek na motocyklu. Przyznaje jednak, że kiedyś pewnie przyjdzie czas, że zwolni i trochę się uspokoi, ale na pewno nie zsiądzie z dwóch kółek.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Suzuki111 - niezalogowany 2017-01-26 12:46:00

    Bardzo rzadko komentuje posty czy też artykuły zamieszczane na tym forum,lecz z przykrością Twierdzę,ze tym razem artykuł jest nie trafny! Powód jest jeden : propagowanie głupoty użytkownika motocykla.Nie chcę ubliżać ale swoje "sztuczki" niech wykonuje w miejscach niepublicznych bo z artykułu wynika jasno,że jest zwykłym piratem drogowym podlegającym konsekwencjom łamania prawa o ruchu drogowym! Gdzie jest policja? Wręcza zapewne mandaty pieszym nie zawsze zasadne - jest to inna"bajka".Dodam ,że taka forma jazdy zaimponować może tylko jakiemuś fanowi na specjalnych pokazach,bowiem w m-cach publicznych to tylko budzi politowanie.Znam wielu motocyklistów z okolic Złotowa i nie tylko, którzy na prawdę umieją bardzo wiele ale tym chwalą się tylko na specjalnych pokazach i mają "w głębokim poważaniu infantylnych chwalipiętów " pozbawionych podstaw zdrowego rozsądku. Tak ale to zależy od poziomu oleju w głowie nie silniku! Życzę zdrowia i rozsądku połączonego ze zdrowym zmysłem potencjalnemu- oby nie,kalece czy też dawcy narządów! A redaktorowi życzę zabranie się do pisania o ważniejszych sprawach!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    patriota - niezalogowany 2017-01-25 10:57:06

    no to ja sie spytam pana redaktora czy tez potrzebuje adrenaliny z drugiej polki,przeciez to propagowanie idiotow na dwoch kolkach ktorych widze od czasu do czasu na ulicach zlotowskiej gminy,czy ten malymozdzek pomyslal o niebezpieczenstwie dla innych,ja bym sie wstrzymal z publikowaniem i dodawaniem takim idiotom jeszcze wiekszej satysfakcji,jest dosc tragedji przez niemyslacych .po co komu wiedziec ze on sie tym spelnia albo jaka ma satysfakcje przy czym moze przstraszyc normalnych kierowcow ktorzy przez te idiotyzmy spowoduja wypadek,Zycze pomyslunku.i szczescia bo profesjonalisci jezdza na torach wyscigowy.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    pacjent - niezalogowany 2017-01-24 12:08:24

    niech poda jaka ma grupe krwi i czy ma zdrowe organy...bede potrzebował juz wkrotce conieco od niego.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości