Reklama

Jedna kadencja nie wystarczy

05/09/2011 00:00
O inwestycjach, rządowej kontroli, o reformie gminnej oświaty, której na razie nie widać, o losach śmiardowskiej szkoły, o docieraniu się z radnymi oraz o... relacjach z gminną skarbnik mówi wójt Henryk Dobrosielski

Jak ocenia Pan pierwsze ponad pół roku pracy na stanowisku wójta gminy Zakrzewo?
Szczerze muszę przyznać, że jestem zadowolony, bo nie myślałem, że uda mi się tak wiele zrobić przez te zaledwie kilka miesięcy. Jednocześnie jestem przekonany, że było to możliwie dzięki zrozumieniu i poparciu ludzi, z którymi mam na co dzień do czynienia. Mam tutaj na myśli nie tylko urzędników, radnych czy sołtysów, ale również mieszkańców, którzy w mojej ocenie pozytywnie przyjmują działanie moje czy radnych. Owszem, zawsze znajdą się niezadowoleni, ale nie było jeszcze takiego, który dogodziłby wszystkim, dlatego wychodzę z założenia, że takimi głosami nie trzeba specjalnie się przejmować.

Jakie to głosy niezadowolenia?

Chociażby o tym, że nowy wójt rozpoczął rządy od remontu swojego gabinetu i urzędu, podczas gdy w gminie jest tyle innych potrzeb. Zgadzam się z tym, że nasz samorząd ma wiele potrzeb i mam świadomość tego, że pieniędzy nigdy nie będzie tyle, żeby wystarczyło na wszystko. Prawda jest jednak taka, że remont tego urzędu był konieczny, co najlepiej potwierdza fakt, że rozpoczął go już mój poprzednik, który zaczął od elewacji budynku. Nie ulega wątpliwości, że wizerunek tego urzędu jest kiepski i słusznie żartobliwie określany jest jako wczesny Gierek. Prace, które już zostały zrobione i te, które będą jeszcze wykonane mają na celu nie tylko podniesienie komfortu pracy tych, którzy są tutaj na co dzień, ale również wyrażenie szacunku względem tych, którzy przychodzą do zakrzewskiego urzędu, czyli przede wszystkim mieszkańców.

Jakie rzeczy szczególnie dały się Panu we znaki przez te pierwsze miesiące rządzenia gminą?
Trudnym tematem okazuje się uporanie z ogromną, komunalną masą mieszkaniową, którą w najbliższym czasie chcemy sprzedać mieszkańcom. Mówimy najczęściej o bardzo starych budynkach, które wymagają naprawdę sporego wkładu finansowego. Komisja, która ma oceniać stan budynków jeszcze nie rozpoczęła pracy. Na razie jesteśmy w trakcie opracowywania dokumentów źródłowych, które pomogą w opracowywaniu procedur, te dokumenty muszą być przygotowane w pierwszej kolejności. Temat mieszkań komunalnych jest trudny także dlatego, że wiąże się ze sporymi wydatkami ponoszonymi przez gminę na etapie samych przygotowań do procesu sprzedaży, co mocno obciąża nasz budżet. Mam jednak nadzieję, że gdy całe przedsięwzięcie będzie dobiegało końca, gdy mieszkańcy wykupią lokale na własność, w ostatecznym rozrachunku samorząd wyjdzie na tym przynajmniej na zero.

Żałuje Pan, że podjął się tego tematu?
Nie. Nawet gdybym ze świadomością tego, jak trudna będzie to sprawa miał decydować się na to po raz drugi, zmierzyłbym się z tym problemem. Bo tutaj nie ma moim zdaniem na co dłużej czekać. Tym bardziej, że spośród osób, do których dotarliśmy, wydaje się że jednak zdecydowana większość jest zainteresowana możliwością kupienia swoich czterech kątów. Gdy dotrzemy do wszystkich, a wszelkie dokumenty będą już przygotowane, w teren ruszy wspomniana komisja, której zadaniem będzie ocena stanu majątku dokonana już na miejscu. Wtedy też będziemy zbierać od mieszkańców oświadczenia o tym, że rzeczywiście są zainteresowani kupieniem danego budynku. Nie chcemy po prostu ponosić kosztów dotyczących obiektów, których mieszkańcy nie będą zainteresowani ich kupieniem.

Kolejny trudny temat to bez wątpienia pierwszy etap inwestycji kanalizacyjnej, czyli modernizacja zakrzewskiej oczyszczalni i dokończenie nitki na odcinku Zakrzewo-Drożyska. Problemy były zarówno z dokumentacją, z rozliczeniem inwestycji jak i kwestiami technologicznymi. Czy sprawa jest pozytywnie zakończona?

Kwestie formalne, przede wszystkim te dotyczące płatności są zakończone, natomiast inwestycja nie jest jeszcze w pełni zakończona pod względem technologicznym. Oczyszczalnia oczywiście działa, niemniej mogą tam jeszcze występować pewne dysfunkcje, które najczęściej są widoczne po dużych opadach deszczów, co także w znacznym stopniu związane jest z szeroko omawianym ostatnio problemem nielegalnych podłączeń do sieci kanalizacyjnej. Przy okazji przypomnę, że niebawem, najprawdopodobniej od września, rozpoczniemy zapowiadane w tym zakresie kontrole.
A wracając do samej oczyszczalni, spuentować jej kwestię należy na dzisiaj tak, że cały czas wymaga ona bardzo dokładnej kontroli, dokonywania pomiarów. Firma Wasserunion, która wykonywała inwestycję, z racji komplikacji, które wyszły w ostatnim czasie, a dbając o swoje dobre imię, przejęła nieodpłatny patronat nad oczyszczalnią. W praktyce oznacza to tyle, że już po raz kolejny w ciągu ostatnich trzech miesięcy przyjeżdża do nas technolog z pracownikiem niemieckiej siedziby firmy i robi pomiary, dokonuje ustawień na modułach itd.
[[reklama]]
Nie tak dawno pojawiła się informacja, że inwestycja będzie kontrolowana przez organy rządowe, co wskazywało na Najwyższą Izbę Kontroli. Skąd wyszła ta informacja?

Z Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu, gdzie powiedziano nam, że taka rządowa kontrola rzeczywiście będzie miała u nas miejsce. Minęło kilka miesięcy, do dzisiaj do takiej kontroli nie doszło. Były inne, chociażby dokonywane właśnie przez urząd wojewódzki czy Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i w tych kontrolach wypadliśmy pozytywnie.

Dlaczego rządowa kontrola miałaby być przeprowadzana właśnie względem waszej inwestycji?

Myślę, że to kwestia przypadku. Rząd przeprowadza losowo kontrole inwestycji, które wykonywane są za duże pieniądze. Wartość całej naszej kanalizacyjnej inwestycji opiewa na około 7 milionów złotych, a to przecież niemałe pieniądze.

Co z drugim etapem tego zadania, który zgodnie z planem ma być wykonany w 2012 roku? Przypomnijmy, że chodzi o skanalizowanie Starej Wiśniewki i budowę tam oczyszczalni ścieków.
Środki unijne mamy tylko na kanalizację. Nie mamy pieniędzy na oczyszczalnię i na przyłącze energetyczne, a to oznacza, że tę część funduszy musimy sfinansować we własnym zakresie. Weszły natomiast pewne nowe programy, które umożliwiają pozyskanie takich pieniędzy i chcemy z takiej możliwości skorzystać. Na początku sierpnia napisaliśmy już nawet wniosek na 650 tys. zł. Czekamy na odpowiedź. Jeśli nie uda się pozyskać tych środków, będziemy zabiegać o kolejne. Jeśli żadnych nie uda się zdobyć, będziemy się posiłkować 6-letnim, 3-procentowym kredytem preferencyjnym z możliwością 20-procentowego umorzenia w późniejszym czasie.

Na jakim etapie jest druga część inwestycji?
Przygotowujemy projekt techniczny wykonania przyłącza energetycznego, a na początku września odbędzie się przetarg na wykonanie kanalizacji.

A jak dzisiaj wygląda problem spuszczania ścieków do Łużanki w Starej Wiśniewce?

Oficjalnie nie dochodzą do mnie żadne informacje, jakoby problem rzeczywiście występował, niemniej kanalizację trzeba jak najszybciej wykonać, żeby ewentualne takie działanie czy choćby tylko domysły jak najszybciej zlikwidować.

Przy wykonywaniu tej inwestycji jednocześnie ma być zrobione połączenie wodociągowe z Prochami, co ma rozwiązać problem tamtejszej wody. Nadal zawiera ona azotyny i azotany?

Tak. Z tego co wiem od kierownika Zakładu Usług Wodnych Krajna Józefa Walczyńskiego, ich ilość waha się, raz spada, raz jest nieco większa, ale nadal są one zawarte w wodzie. Połączenie Prochów nitką wodociągową z rurociągiem w Starej Wiśniewce wydaje się na dzisiaj najkorzystniejszym finansowo i z praktycznego punktu widzenia rozwiązaniem problemu wody w Prochach.

A propos działalności komunalnej – co z referatem, który miał być wyodrębniony w urzędzie jako gminny zakład budżetowy od stycznia 2012 roku?
Szczegółowo przedyskutowaliśmy ten temat z naszym prawnikiem. Doszliśmy do wniosku, że wraz ze wspomnianą datą nie możemy jednak wyodrębnić komórki, najpierw chcemy w całości zakończyć temat realizacji inwestycji kanalizacyjnej. Gdy ta sprawa będzie definitywnie zamknięta, dopiero wtedy podejmiemy decyzję o wyodrębnieniu referatu.
[[reklama]]
Mam rozumieć, że najwcześniej zacznie funkcjonować od stycznia 2013 roku?
Niekoniecznie aż rok później. Być może jeszcze w ciągu 2012 roku.

Panie wójcie, mamy koniec sierpnia, wie Pan już, jaki los czeka budynek po szkole w Głomsku?
W najbliższym numerze „Aktualności Lokalnych” ukarze się ogłoszenie o możliwości zagospodarowania budynku. Jeśli to nam się nie uda, najprawdopodobniej przygotujemy w tym budynku mieszkania socjalne.

Czuje Pan, że to brzemię, które pozostawiła Panu w spadku poprzednia rada i poprzedni wójt?

Tak to właśnie oceniam.

A czy jest inicjatywa ze strony obecnych radnych rozwiązania problemu niszczejącego budynku?
Oprócz wniosków ze strony radnej Anny Szlum o wygospodarowanie części obiektu na świetlicę, nie padają żadne inne propozycje ze strony radnych. Myślę, że radni tak samo nie mają pomysłu jak i ja go nie mam, co przede wszystkim wynika z naszych ograniczonych możliwości finansowych. Stąd jeśli nie sprzedamy budynku, najprawdopodobniej zrealizujemy koncepcję z mieszkaniami socjalnymi.

Na to też potrzeba pieniędzy. Nie boi się Pan, że na dłużej zostanie z tym problemem?
Mam pewne obawy, ale wierzę, że w niedalekiej przyszłości obiekt uda się należycie zagospodarować. Jeśli będzie to miała być koncepcja z utworzeniem mieszkań socjalnych, jak najszybciej trzeba będzie przygotować projekty i zabrać się za możliwość pozyskania na ten cel jakiś pozabudżetowych pieniędzy.

Skarbnik Czesława Wilk przypomniała na jednaj z niedawnych komisji, że likwidacja szkoły w Głomsku miała być elementem kompleksowej reformy oświaty w gminie. Co z tą reformą?
Rozmawia Pan na ten temat z radnymi?
Na razie nic w tym temacie nie słychać, nie padają żadne propozycje.

Sądzi Pan, że los szkoły w Śmiardowie Złotowskim może być w niedalekiej przyszłości zagrożony?

Muszę przyznać, że dochodzą do mnie ostatnio informacje o tym, że sporo dzieci spośród tych, które mogłyby chodzić do tej szkoły, od września trafi jednak do szkół w Złotowie, co rzekomo związane jest z tym, że większość rodziców tych dzieci pracuje w Złotowie. Póki co mamy ostatnie dni wakacji, trwa jeszcze okres urlopów i przyznam, że są to niepotwierdzone informacje, tak więc pełnej weryfikacji będziemy mogli dokonać z dniem pierwszego września.

Jeśli te informacje potwierdzą się, sądzi Pan, że w kontekście najbliższej przyszłości mogłoby to stanowić zagrożenie dla funkcjonowania śmiardowskiej szkoły?
Nigdy niczego do końca nie można wykluczyć, aczkolwiek chcę zapewnić, że jestem daleki od podejmowania drastycznych decyzji.

Wspomniał Pan o nowym radcy prawnym, który pracuje dla urzędu od kilku miesięcy. Skąd potrzeba takiej zmiany?
Mnie trudno jest oceniać pracę poprzedniego radcy prawnego, bo bardzo mało miałem z tą panią do czynienia, praktycznie w ogóle nie współpracowaliśmy. Natomiast po opiniach zasłyszanych od mojej kadry i pracowników, które to zdania stwierdzały o małym zadowoleniu z dotychczasowych usług prawniczych doszedłem do wniosku, że może warto dokonać w tym względzie personalnej zmiany. Muszę powiedzieć, że po pierwszych miesiącach współpracy z nowym radcą prawnym jestem zadowolony.

Jeśli chodzi o inne osoby, z którymi na co dzień Pan współpracuje, są tacy, którzy Pana pozytywnie zaskoczyli w ciągu minionego półrocza?

Bardzo pozytywnie jestem zaskoczony postawą całej Rady Gminy Zakrzewo. Rozpoczynając pracę miałem świadomość tego, że rada to w zdecydowanej większości moi przedwyborczy oponenci, którzy podczas kampanii popierali kontrkandydatów. Tymczasem te zaledwie kilka miesięcy wystarczyło, tak mi się przynajmniej wydaje, żeby radni przekonali się do mojej osoby i do tego, jakie mam pomysły na naszą gminę. Chyba mogę już powiedzieć, że dotarliśmy się.
[[reklama]]
To są tylko Pana przypuszczenia, czy może słyszał już Pan od radnych konkretne słowa pochwały.
Przede wszystkim mam takie odczucia, ale nie ukrywam, że były już takie sytuacje, kiedy z ust radnych słyszałem słowa, w których pozytywnie oceniali moje koncepcje, zaangażowanie, mówiąc krótko, moją pracę.

Są jakieś niemiłe personalne niespodzianki dotyczące współpracowników?
Nie. Natomiast szczerze muszę przyznać, że jest pewien problem z naborem nowych pracowników. Mam tu na myśli to, że jednak trudno dzisiaj o dobrze wykwalifikowanego pracownika, szczególnie, gdy jego stanowisko pracy dotyczy ściśle technicznego zakresu obowiązków. O inżynierze w zasadzie można dzisiaj pomarzyć.

A skoro o kadrze urzędu mowa – dokonał Pan już rewizji posiadanego zaplecza?

Tak.

Jakie są wnioski? Wszyscy zadowalają Pana w 100 procentach?

To byłoby za dużo powiedziane. Powiedzmy, że zadowolony jestem na 95%.

To i tak nieźle. Czy to rzeczywiście szczera odpowiedź, czy tylko kurtuazja względem pracowników?
To absolutnie szczera opinia.

Dotarł się już Pan z radnymi, a jak wyglądają relacje z Pana najważniejszymi współpracownikami w urzędzie – skarbnik Czesławą Wilk i sekretarz Krystyną Wojtasik?

Dobrze. Choć trzeba przyznać, że wiele spraw wymaga dogłębnej analizy, przedyskutowania, realnego spojrzenia i tak właśnie od początku wyglądają nasze czasami niełatwe rozmowy, zwłaszcza te o finansach samorządu.

Wasza wizja gminy jest spójna czy rozbieżna?
W tej chwili jest spójna, mało tego, rola skarbnik staje się coraz bardziej pomocna dla mnie. Widać, że rzeczywiście zaczynamy patrzeć w jednym kierunku.

To dlatego, że to Czesława Wilk zaakceptowała pańskie koncepcje, czy może jednak to Pan musiał zrewidować swoje wizje i uległ jej pomysłom na funkcjonowanie gminy Zakrzewo?
To był kompromis.

Pytam tak o tą skarbnik, bo nie raz słyszałem, a nawet mogłem przeczytać swego czasu na naszym portalu, że to nie Henryk Dobrosielski, a tak naprawdę Czesława Wilk rządzi gminą Zakrzewo.
Żartobliwie mógłbym odpowiedzieć w tym miejscu, że kto ma pieniądze, ten rządzi. Ale tutaj tak nie jest. Zapewniam, że to ja kieruję gminą Zakrzewo, choć moje pomysły tak naprawdę weryfikowane są przez całą kadrę naszego urzędu. Przyznaję jednocześnie, że bardzo liczę się ze zdaniem mojej skarbnik, bo to ona najlepiej wie, skąd, jakie i na co można wyłuskać pieniądze. Powiem więcej, życzyłbym każdej gminie tak dobrego fachowca w dziedzinie finansów jak Czesława Wilk.

Nie znudziło się Panu jeszcze rządzenie gminą? Miał Pan w pewnej chwili dość już tej roboty?

Nie. Natomiast szybko zdałem sobie sprawę z tego, że nie mamy tylu pieniędzy, a nawet tyle czasu, żeby zrobić wszystko, co sobie zaplanowałem.

Czyli zrewidował Pan już możliwości z hasłami, z którymi szedł do wyborów?
Tak, ponieważ nie sądziłem, że zrodzi się tak wiele innych potrzeb. Ale z drugiej strony trzeba przyznać, że to nie jest powód do narzekań. Oznacza to bowiem tyle, że po prostu jest co robić. Owszem, nie ma na wszystko pieniędzy, ale to też wyzwanie, bo środków tych najzwyczajniej trzeba szukać.

Nie chcę Pana pytać, czy wystartuje Pan w kolejnych wyborach, bo to zbyt odległy czas na takie deklaracje. Zapytam jednak inaczej – na dzisiaj ma Pan chęć ubiegać się o kolejną kadencję na stanowisku wójta?
Biorąc pod uwagę fakt, że najzwyczajniej w świecie podoba mi się ta praca odpowiem tak – to, co chciałbym zrobić dla tej gminy jest tak czasochłonne, że jedna kadencja na pewno do tego nie wystarczy.

Rozmawiał Piotr Steffen
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości