O sprzedawaniu ludzkiej pracy, zacieraniu mentalnych różnic, krzywdzących porównaniach, wspomnieniach z Radawnicy i zamknięciu jednego z tamtejszych kościołów z ks. Witoldem Korowajczykiem rozmawia Patrycja Koplin
Mija trzeci rok odkąd jest Ksiądz proboszczem w złotowskiej parafii p.w. św. Rocha. Zdążył się już Ksiądz zapoznać z opinią parafian na swój temat?
Gdybym miał słuchać tylko ludzi... no to tak różnie bywa. Są tacy, którzy są zadowoleni z mojej obecności i tacy, których to nie wzrusza. Ani ziębi, ani grzeje. Święty Paweł w jednym z Listów pisał, że osąd ludzki nie jest dla niego ważny jak sąd Pana Boga. Bo On patrzy w serce, a nie sądzi z pozorów. A że ludzie mówią... Mamy kościół jeszcze w miarę pełny, powinniśmy być zadowoleni. Ale zawsze trzeba mierzyć dalej…
Przyszedł Ksiądz do Złotowa z Radawnicy. Znał Ksiądz swojego poprzednika?
Tak, bo to był kiedyś jeden dekanat, spotykaliśmy się, rozmawialiśmy. Znamy się.
Opinie o poprzednim proboszczu były różne, z tego co wiem miał silny charakter, potrafił na parafian huknąć, a to nie wszystkim się podobało.
Być może moje działanie jest troszeczkę inne, bo po prostu mam inny temperament. Nie raz bywa tak, i o tym się przekonałem w swoim życiu, że stając po stronie Pana Boga człowiek czasami staje przeciwko ludziom i z tym trzeba się liczyć. Niestety.
Czy w związku z usposobieniem tak innym od swojego poprzednika łatwiej było Księdzu wejść w nowe środowisko, przekonać do siebie parafian?
Mam jak najlepsze zdanie o moim poprzedniku. Zresztą do tej pory się spotykamy i jesteśmy przyjaciółmi. Ja tylko staram się kontynuować to, co zrobili ci, co byli przede mną…
Ludzie oceniają Księdza bardzo ciepło. Słyszałam, że pierwsze podsumowanie roku, którego Ksiądz dokonał, ze względu na szczegółowe sprawozdanie finansowe niektórych wiernych wprawiło w osłupienie.
Wielu księży robi to w tej chwili. To jest chyba normalne, że ja, jako gospodarz parafii, zdaję relację z tego, co osiągnęliśmy jako parafia i co zaniedbałem jako proboszcz. A że pieniądze przepływają przez parafię takie a nie inne, to myślę, że obowiązkiem proboszcza jest wyjaśnić społeczeństwu, co się z tymi pieniędzmi dzieje.
Tego rodzaju sprawozdawczość mimo wszystko nie jest jeszcze chyba normą.
Nauczyłem się tego od księży, u których kiedyś pracowałem jako wikariusz. Moi proboszczowie tak robili, widziałem, że ludzie pozytywnie to odbierają i dlatego sam to praktykuję.
Przy okazji sprawozdania po raz pierwszy otwarcie poruszono kwestię plebanii. Wcześniej pewne rozmowy pojawiały się w kuluarach, nikt jednak głośno nie powiedział: słuchajcie, to jest za duży obiekt, on nam jest niepotrzebny.
Ten problem był od dawna, z ks. Ryszardem, moim poprzednikiem, rozmawialiśmy już na ten temat, mówił, że ma problem z plebanią. Teraz pojawiła się szansa na budowę czegoś nowego i musiałem tę sprawę poruszyć. Trochę się bałem odbioru, bo wiem, że ludzie włożyli dużo pracy i pieniędzy w ten budynek, więc jakby go sprzedać to troszeczkę tak jakby sprzedać ludzką pracę.
Jakiej wielkości koszty generuje utrzymanie plebani?
Najwięcej kosztuje ogrzewanie, wykorzystujemy tu olej opałowy, a on z roku na rok drożeje. Na okres zimowy potrzeba 10 tys. litrów ropy. Kiedy przychodziłem tu 3 lata temu olej był chyba po 2,50 zł, teraz jest po 4,50 zł. Tu tkwi różnica.
Kilku kupców już było...
Było, ale tak tylko popatrzyli i szybko zniknęli. Ostatnio pojawił się pewien człowiek, a wraz z nim szansa na sprzedaż, ale kontakt się urwał.
Wie Ksiądz co miałoby tutaj powstać, jakie scenariusze zagospodarowania potencjalni kupcy przewidywali?
Z tego, co wiem, ktoś chciał tutaj wydzielić mieszkania. [[nowa_strona]] Rozumiem, że jeśli kupiec w końcu się znajdzie ruszy budowa nowej plebani na działce przy cmentarzu, koło kościoła parafialnego. Czy pieniądze na ten cel już są?
Musimy sprzedać, żeby mieć za co budować. 3,5-tysięczna parafia nie jest w stanie podołać budowie nowej plebani bez spieniężenia starej. Budowa to odległe plany, niemniej one są, jakaś przyszłość przed nami się rysuje, tym bardziej, że jest działka.
Zmieniając temat. Czy odczuwa Ksiądz różnicę pomiędzy służbą Bogu na wsi i w mieście? Czy mentalność ludzi jest inna?
Tu nie chodzi o mentalność, tu chodzi raczej o dystans między księdzem a ludźmi. Na wsi człowiek wychodząc na ulicę czy idąc do sklepu od razu spotyka się ze swoimi parafianami. Ksiądz jest bliżej i to w zasadzie jedyny kontrast, ponieważ różnice w mentalności ludzi mieszkających w mieście i na wsi bardzo się w tej chwili zacierają.
Ale czy na wsi łatwiej jest głosić prawdę Bożą, bo ludzie są bardziej otwarci, bo być może w domu mocniej wpojono im wartości religijne?
Na wsi człowiek szybciej poznaje swoich parafian, stad może liczyć na ich obecność przy wspólnej pracy, modlitwie i świętowaniu. To ułatwia i cieszy. Ale ja tak mogę mówić tylko w oparciu o doświadczenie w Radawnicy.
Radawnica to sześć lat. Jak Ksiądz wspomina ten czas?
Dzięki ludziom, których tam spotkałem, ten okres wspominam bardzo, bardzo ciepło. Tym bardziej, że to była moja pierwsza parafia, w której byłem proboszczem.
Tuż po odejściu Księdza z Radawnicy atmosfera była – delikatnie mówiąc – średnia. Parafianie następcy wpuścić do kościoła nie chcieli. Co Ksiądz wtedy czuł?
Dla mnie to było bardzo bolesne, tak samo jak i dla ludzi, którzy tam byli. Ja opuściłem Radawnicę tak jak musiałem, na polecenie księdza biskupa odszedłem do Złotowa. A co tam się działo? No trudno, to już jest raczej sprawa radawniczan, nie moja.
W żaden sposób nie monitorował Ksiądz przebiegu wypadków?
Nie.
Cel został osiągnięty – biskup zmienił decyzję. Proboszcz, który miał się pojawić w Księdza miejsce ostatecznie do Radawnicy nie trafił.
Tak. Jeżeli to było celem parafian, to został on osiągnięty, tylko trzeba pamiętać, że to w jakiś sposób zaciąży na historii tej miejscowości.
Ma Ksiądz poczucie, że ze względu na całą tę sytuację, nieciekawą atmosferę, misja w Radawnicy nie do końca się powiodła?
Ja swoje pożegnanie odebrałem bardzo pozytywnie, było sympatycznie, wzruszająco. Dla mnie to było budujące na przyszłość, a że się potem wytworzyła taka atmosfera, to jest już smutny fakt i być może świadczy o tym, że jeszcze sporo do zrobienia przed księżmi, którzy tam będą pracować.
W ostatnim czasie radawniczan podzieliła sprawa kościoła – jeden z nich, ze względu na stan techniczny, został wyłączony z użytkowania.
No tak, też myśleliśmy, co zrobić z tym kościołem, bo utrzymywanie 2 świątyń to dla 500 osób obciążenie ponad siły. Niestety nie było pomysłu na ten kościół, nikt go nie chciał wziąć. Gdyby była jakaś inna społeczność, jakieś inne wyznanie, dlaczego by go nie przekazać?
Na początku niektórych mocno zbulwersowało zamknięcie świątyni, teraz gdzieniegdzie pojawiają się głosy, że być może decyzja była słuszna.
Przeżywałem podobną sytuację. Zimą, kiedy próbowaliśmy ogrzewać w kościele św. Barbary, powiedziałem, że na ten czas zamykamy kościół św. Stanisława. Część ludzi przestała przychodzić na msze, bo była związana z tym kościołem. [[nowa_strona]] Był i wciąż jest Ksiądz w Radawnicy lubiany. Mieszkańcy często wspominają dobrze układającą się współpracę, przez co każdy kolejny ksiądz będzie chyba miał troszeczkę trudniej...
Dla księdza, który obejmuje parafię porównanie do poprzednika może być krzywdzące i bolesne. Każdy z nas wnosi coś osobistego w życie społeczności jaką jest parafia. Jednych zachwycamy, inni są nami zdegustowani. Zawsze się bałem sytuacji, kiedy przyjdzie mi pracować po proboszczu, który ma łatwy kontakt z ludźmi i wszędzie go pełno. Mi to przychodzi z trudem.
Życie Księdza to ciągła wędrówka. Nie tęskni Ksiądz za stabilizacją?
Tak szczerze mówiąc – nie wiem, nie odpowiem na to pytanie. To moja 9 parafia. Gdzie losy rzucą dalej – trudno mi powiedzieć. Kolejne doświadczenia przede mną.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze