Reklama

Jędrzej Waberski: Każdą wolną chwilę poświęcam magii

12/07/2016 18:00
Przenosi w świat iluzji tak, że jeszcze długo później można się zastanawiać „Jak on to zrobił?”. – Zawsze powtarzam, że lepiej tego nie wiedzieć – śmieje się chłopak

Wszystko przez Copperfield’a

Przenieśmy się do połowy lat 90. W sobotnie popołudnie na jednym z czterech dostępnych wówczas kanałów naziemnej telewizji emitowany jest program. Prowadzi go nie byle kto, bo sam David Copperfield, amerykański magik – iluzjonista. Na ekranie dzieją się cuda. Pojawiają się i znikają przedmioty, ktoś dał się przeciąć na pół, bohater tego spektaklu wyswobodził się z łańcuchów wisząc 30 metrów nad ziemią.

Mój wujek to oglądał co tydzień, nauczył się kilku sztuczek i pokazał mi je – to był mój pierwszy kontakt z magią. Oglądając później samemu program z zapartym tchem, zastanawiałem się „jak on to robi”. Chciałem poznać tajniki tej sztuki. Kończąc przedszkole nauczyłem się czytać. Pierwszą książką jaką przeczytałem, był Harry Potter autorstwa J. K. Rowling. Ta historia jeszcze mocniej rozbudziła moją wyobraźnię i sprawiła, że chciałem posiąść magiczne moce

Reklama

– wspomina.

Sztuczki karciane, w tym Jędrzej się wyspecjalizował. Jednak asy z rękawa to dopiero wstęp do sztuki iluzji, którą opanował (fot. Tymon Markowski)

Do następnego etapu zgłębiania sztuki iluzji minęło kilka lat.

Nie bardzo wiedziałem jak zacząć. Na szczęście w ręce wpadła mi książka dotycząca magicznych sztuczek

– mówi Jędrzej. Internet dopiero powstawał, o Youtubie nikt jeszcze nie śnił. Wszystkie efekty z książki trzeba było więc sobie wyobrazić samemu, a następnie dodać do nich własny pomysł na prezentację danej sztuczki. To pobudzało kreatywność.

Reklama

Niewątpliwym minusem, dzisiejszej, wysoce rozwiniętej technologii jest fakt, że młodzi iluzjoniści uczą się z materiałów wideo, co skłania ich do imitowania wszystkiego co widzą. Później widzimy niestety wielu „magików” pokazujących jeden trik w ten sam sposób. Kiedyś ten problem nie istniał. Każdy miał podstawowy „przepis” na sztuczkę w książce, a całą otoczkę musiał dodać sam, przez co efekty były bardziej unikalne. Wszystkie opisane triki należało sobie wyobrazić, a później starać się jak najlepiej wykonać. Nadal staram się, jak tylko często mogę, korzystać ze źródeł książkowych

– kontynuuje chłopak.

Reklama

Do jego pierwszego publicznego wystąpienia znów minęło trochę czasu. Talent szlifowany był powoli w domowym zaciszu.

Ważne jest, żeby pokaz miał dobre tempo, żeby budowało się napięcie, a osiągnięcie odpowiedniej atmosfery to nie taka prosta sprawa. Pierwsze show? Kończyłem szkołę podstawową, kiedy zacząłem ćwiczyć na domownikach i rodzinie, znajomych. Nauczyłem się sztuczki z odnajdywaniem wybranej karty i szło mi to całkiem nieźle

– wspomina z uśmiechem Jędrzej.

Pamiętam, że raz ktoś nakłonił mnie do tego bym wyjawił sekret swojego triku. Po namowach zdradziłem na czym polega cała rzecz. Było to najgorsze co mogłem zrobić. Nigdy nie widziałem na twarzy drugiej osoby takiego rozczarowania. Prawda jest taka, że metody stojące za trikami są przeważnie banalnie, użyte jednak we właściwy sposób dają potężny efekt, który widz może odebrać jako „magię”. Dlatego nie zdradza się sekretów. Ludzie, którzy dowiadują się jakie mechanizmy stoją za iluzją, są zawsze zawiedzeni. Wiem od tamtej pory, że po prostu nie warto. Robię to przecież właśnie z tego powodu – by dzielić się z innymi czymś niesamowitym, czego wcześniej nigdy nie widzieli i co sprawi, że przez chwilę zastanowią się czy na pewno widzieli to co im się wydawało, że widzieli

Reklama

– dodaje chłopak.

Salwy śmiechu to, oprócz zdziwionych min oglądających pokaz, najczęstsza reakcja na iluzje Jędrzeja (fot. Tymon Markowski)

Szkoła czarów

Chociaż Jędrzej postanowił studiować na poznańskiej politechnice, każdą wolną chwilę poświęca magii.

To wciąga. Na tyle, że chcesz być coraz lepszym, uczyć się nowych rzeczy i dawać ludziom doświadczenie magiczności

– mówi. Czy własne sztuczki też wymyśla?

Do dnia dzisiejszego powstały miliony magicznych efektów, trudnym jest więc wymyślić coś całkowicie nowego. Można się jednak bawić w udoskonalanie i ja staram się to robić

Reklama

– wyjaśnia Jędrzej, który coraz mocniej interesuje się metalizmem.

To sztuka pozornej telepatii lub jasnowidztwa, czy też wpływania na zachowanie innych osób. To jest możliwe jeśli odpowiednio kieruje się rozmową, odczytuje ludzkie gesty, trafnie interpretuje pewne zachowania. Powoli zaczynam to ćwiczyć. Moim idolem w tym względzie jest Brytyjczyk Derren Brown. W zeszłym roku udało mi się zobaczyć jego show na żywo. Fenomenalne przedstawienie. Trochę żałuję, że tak późno się tym zainteresowałem, bo zamiast na studia techniczne, poszedłbym na jakiś kierunek związany z zachowaniem ludzi, np. psychologię, byłaby tu pomocna

Reklama

– mówi Jędrzej. Co ciekawe dodaje, że we Wrocławiu istnieje szkółka iluzjonistów. Tych w Polsce nie ma jednak wielu.

Ludzi, którzy robią to na pewnym poziomie profesjonalizmu jest około stu

– dodaje Jędrzej.

Zawód – iluzjonista

Pierwszy pokaz nie dla rodziny zrobiłem już w liceum, podczas urodzin jakiegoś dziecka. Nie chciałem się jeszcze wówczas za bardzo afiszować. Były namowy, żebym zgłosił się do jakiegoś talent show. Choć trenowałem systematycznie, bo tak w tej sztuce trzeba, uważałem, że nie jestem zbyt dobry. Nie odpowiada mi też formuła tych programów. Chcę sam wyrobić sobie markę tym co prezentuję – swoją pracą, swoją iluzją

Reklama

– mówi Jędrzej.

Od dwóch lat traktuję to już bardzo poważnie specjalizując się głównie w sztuczkach karcianych

– wyjaśnia jak magia zaczęła wychodzić poza sferę hobby, a zaczynała być sposobem na życie. Te uzupełnia magią m.in. z monetami, chusteczkami, piłeczkami i innymi gadżetami.

To wszystko można bez problemu kupić w internecie, są specjalne sklepy, nawet w Polsce, bo na magię jest zapotrzebowanie. Poza iluzją liczy się jednak coś jeszcze. Wizerunek sceniczny. Należy dbać o to jak jest się odbieranym przez publiczność dlatego zawsze na pokazy ubieram się elegancko  – iluzjonista musi wyglądać!

Reklama

– mówi chłopak, którego kalendarz jest już dokładnie zaplanowany jeśli chodzi o sporą część weekendów w ciągu roku.

Wieczory kawalerskie, panieńskie, eventy, wesela, urodziny, imieniny, a nawet chrzciny – takie zamówienia przyjmuję. Swoje pokazy dzielę na dwa rodzaje. Pierwszy to ogólny, gdy to co robię z daleka oglądają wszyscy. Należy wówczas bardzo zadbać o widowiskowość, bo publiczność szybko się znudzi, jeśli nie zobaczy niczego spektakularnego. Staram się zaprezentować coś co zapamiętają na długi czas i będą wspominać jako miłe, niezwykłe przeżycie. Drugi to close up, znany w Polsce jako iluzja kontaktowa, gdy chodzę od stolika, do stolika prezentując sztuczki z bardzo małej odległości. Jest to mój ulubiony typ iluzji, ponieważ nawiązuje się z każdym bliższą relację, a iluzja jest dosłownie, na wyciągnięcie ręki. Często wręcz efekty mają miejsce w dłoniach widzów co zapewnia najwyższy poziom magicznych doznań

Reklama

– mówi chłopak. Czy da się na tym zarobić?

Jeśli zdobędzie się popularność, można to śmiało traktować jako zawód. Ja póki co będę pracował w zawodzie związanym z moim wykształceniem.  Iluzję traktując jedynie jako atrakcyjny dodatek, ale nie wykluczam, że pewnego dnia, jeśli nadarzy się okazja, zajmę się tylko i wyłącznie nią. Jedno wiem na pewno, nie zrezygnuję z pracy i dążenia do tego żeby każdego dnia stawać się coraz lepszym iluzjonistą. Chcę dawać moim widzom magię najlepszej jakości

– wyjaśnia z uśmiechem Jędrzej.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości