- Samorząd to nie miejsce na politykowanie - uważa przewodniczący jastrowskiej rady miejskiej Piotr Kurzyna. - Tu powinna być praca dla społeczeństwa, a nie obsadzanie stanowisk swoimi ludźmi i realizowanie własnych interesów
Jakie trzy cechy bezwzględne powinien posiadać człowiek pracujący w samorządzie, a więc i przewodniczący rady? Na pewno powinien mieć wiedzę, być uczciwy i kreatywny.
Młodość też jest atutem? Oczywiście, proszę zwrócić uwagę na to, że to przeważnie ludzie młodzi są kreatywni. Trzeba również dodać, że mam odpowiednią wiedzę. Ukończyłem politologię ze specjalizacją marketing polityczny, skończyłem studia z psychologii zarządzania, więc myślę, że jestem merytorycznie przygotowany do pełnienia funkcji, którą mi powierzono. Tym bardziej, że obracam się w gronie osób, które samorządnością zajmują się na co dzień. Jest Pan mocno związany z Wałczem, rodzinnym miastem. To o nie w głównej mierze opiera się Pańska aktywność zawodowa. Wiele wie Pan o Jastrowiu? Wbrew pozorom wiele. Mieszkam tutaj od dawna – przyszedłem za żoną (bo jastrowianki są najwspanialsze). W 2004 roku wzięliśmy ślub, ale do Jastrowia przeniosłem się dużo wcześniej. Wiem o tym mieście naprawdę sporo, podobnie jak o innych tego typu miejscowościach. Wydaję w Wałczu m.in. tygodnik Extra Wałcz, z racji czego mam nawyk bycia na bieżąco. Czytam prasę lokalną, która ukazuje się także na terenie powiatu złotowskiego i która przekazuje pewną wiedzę. Praca dziennikarska daje obraz m.in. tego, co robi władza, i o to chodzi. Wiedzę uzupełniam rozmowami z samorządowcami. Znam problemy gminy, mało tego, mam możliwość porównania ich do tych z innych gmin. Poza tym, prowadząc kampanię starałem się bezpośrednio dotrzeć do wszystkich wyborców, wysłuchałem więc również ich problemów. Bezpośredni kontakt z ludźmi jest najlepszym źródłem wiedzy dla samorządowców, o czym niestety często władza zapomina.
Zdecydował się Pan kandydować do rady miejskiej właśnie dlatego, że ten obraz gminy, który m.in. i ""Aktualności"" przekazywały, nie zawsze się Panu podobał? Samorządy mają tę właściwość, że zawsze warto je zmieniać na lepsze (uśmiech). Nie każda władza jest doskonała. Czy ta była? Patrząc na wynik wyborów, wedle którego do rady weszły tylko trzy osoby z poprzedniego składu, można uznać, że coś się wyborcom nie podobało. Nie chciałbym oceniać poprzednich radnych źle, ale moim zdaniem nie wykorzystywano możliwości, które stały przed Jastrowiem – miastem usytuowanym w taki sposób, który także gospodarce daje szansę na rozruch.
Jest Pan specjalistą od marketingu regionalnego. Czy takowy w ogóle w Jastrowiu istnieje? Brak tu bodźców, które wspierałyby przedsiębiorstwa lokalne. Ludzie, którzy lokują w Jastrowiu własną działalność, mówią, że tu szczególnie mocno trzeba się postarać, aby się udało, ponieważ jastrowianie nie mają w sobie lokalnego patriotyzmu. Przykład: wiele osób woli pojechać do dużego miasta na zakupy, mimo że u nas można dostać ten sam towar, czasami nawet za mniejsze pieniądze. Lokalne władze mogą tę ich świadomość delikatnie zmienić. Potrzeba nam lokalnego patriotyzmu. Poza tym samorządowcy często zaniedbują temat miasta jako marki. Również Jastrowie takowej nie ma. Ludzie kojarzą je głównie przez pryzmat korków w trasie nad morze. Poza tym w żaden sposób nie wykorzystuje się ruchu, jaki ma tutaj miejsce. Co zrobiło miasto, by ludzie się tutaj zatrzymali? Przykro mi to powiedzieć, ale... nic. Co do ruchu – wielu ludzi domaga się obwodnicy. Kiedy ta powstanie Jastrowie ""sprzedać"" będzie jeszcze trudniej. Możliwe, że sklepiki, w których dziś jeszcze zatrzymują się przejezdni, znikną. Niekoniecznie. Czy obwodnica będzie dobra, czy zła – trudno jednoznacznie powiedzieć. Z jednej strony ludzie będą omijać Jastrowie, co może odbić się na handlu, z drugiej – nie będzie takiego ruchu jak teraz, więc ludzie będą mogli normalnie żyć. Jeśli obwodnica powstanie musimy zrobić wszystko, by nie powielić historii Wyrzyska, gdzie obwodnica powstała, a miasto niemal wymarło. Powinniśmy wypracować dla Jastrowia markę, zmienić wizerunek miasta, przygotować odpowiednią strategię marketingową.
Rozumiem, że z racji wykształcenia i zawodu Pan mógłby w tym pomóc. Mam kilka pomysłów – pozostaje kwestia realizacji uzależniona od rady i burmistrza.
Uważa Pan, że pomysłami trzeba się chwalić, bo mówienie o nich publicznie powoduje, że ludzie trzymają nas za słowo, co dopinguje z kolei do dotrzymywania obietnic. Co to więc za pomysły? Owszem, dlatego po odpowiednich rozmowach, analizach będę chciał się nimi pochwalić. O części z nich być może będę mógł opowiedzieć już niedługo, bo zaczynają się pierwsze spotkania. Na myśli mam gospodarkę, ekologię i turystykę. Po wstępnych rozmowach z burmistrzem i z wieloma radnymi wierzę w to, że uda się zrobić coś dobrego. Jest chęć współpracy wszystkich stron, a to jest najważniejsze.
Aktywności, które może Pan sobie wpisać w CV oparte są o własną działalność oraz o pracę w międzynarodowych korporacjach. Czy dzięki takiemu doświadczeniu patrzy Pan na samorząd w kategorii przedsiębiorstwa? W dużym stopniu tak. Zostaje element racjonalnego gospodarowania, przy czym nie osiąga się zysków typowo materialnych. Zysk przedsiębiorstwa, jakim może być miasto czy gmina, nie opiera się tylko na przychodach pieniężnych do budżetu. Zysk należy rozpatrywać w kategorii zadowolenia mieszkańców.
Odnosząc się do Pańskiego doświadczenia: co Pan może dać radzie? Umiem zarządzać ludźmi i projektami, co na pewno będzie istotne w pracy przewodniczącego. Mam doświadczenie w branży marketingowej – chciałbym zmienić pewien sposób myślenia. Chciałbym tak pokierować strategią brand"u Jastrowie, by w niedługim czasie zmienić obraz tego miasta. Pewnie tego oczekują wyborcy. Dla części z nich z pewnością atutem był fakt, że nie pochodzi z Jastrowia, więc... … więc jestem poza wszelkimi układami politycznymi. Startowałem z własnego komitetu wyborczego, mimo że dostałem propozycje startu zarówno ze strony Piotra Wojtiuka jak i Michała Ludwisiaka. To było już po tym, jak utworzyłem swój komitet.
Dlaczego Pan postanowił być z boku? Właśnie dlatego, że jestem poza układami. Samorząd to nie miejsce na politykowanie w złym tego słowa znaczeniu. Tu powinna być praca dla społeczeństwa, a nie obsadzanie stanowisk swoimi ludźmi i realizowanie własnych interesów. Niestety coś takiego funkcjonuje obecnie. Widzę, że ta rada będzie pracowała inaczej niż poprzednie – mam nadzieję, że każdy z nas będzie miał swoje zdanie i nie będzie się bał go wypowiadać.
Propozycje ze wspomnianych komitetów były kuszące? Nie. Nie było żadnych obietnic, nic mi nie proponowano w zamian. Myślę, że ludzie mnie znają i wiedzieli, że bym odmówił. Nie da się mnie kupić. Mam tę przewagę, że prowadzę swoją działalność, więc nie jestem od kogokolwiek zależny.
Rozumiem, że będzie się Pan sprzeciwiał zatrudnianiu radnych w jednostkach podległych gminie? Jeśli ktoś będzie mieć kompetencje, to nie, ale dawanie pracy osobom tylko ze względu na to, że są z odpowiedniej opcji, jest absurdalne i mało pragmatyczne.
Trzeba przyznać, że wchodząc do rady był Pan w bardzo komfortowej sytuacji: Ludwisiak i Wojtiuk mieli po pięciu radnych, więc dla obu był Pan łakomym kąskiem. Dokładnie. Dostałem propozycję powierzenia mi funkcji przewodniczącego z obu stron. Muszę przyznać, że na początku nie miałem takich aspiracji, ale kiedy zobaczyłem, jaki mamy układ i jakie jest politykierstwo, to stwierdziłem, że faktycznie jest to dobry pomysł. Mogę zapewnić, że nie doprowadzę do sytuacji, by tylko jedna „właściwa” opcja rządziła miastem, choć przyznam, że nie będzie to łatwe. Z tego co się dowiedziałem, niektórzy lokalni politycy (na przykład Pan Antoniewicz) próbują wpływać na burmistrza, aby było bardziej politycznie niż merytorycznie. Uważam jednak, a może nawet jestem przekonany, że burmistrz będzie stał bardziej za rozsądkiem. Nie będę więc tego dalej komentował, bo takie zagrywki niektórych lokalnych polityków to nie moja liga. Proszę mi wybaczyć, ale dla części osób sytuacja wygląda tak: przyszedł Pan nie wiadomo skąd, bez samorządowej przeszłości i z własnym komitetem, po czym od razu, przy jednogłośnym poparciu, został przewodniczącym rady. Faktycznie, mogło to wyglądać zabawnie, ale wychodzi na to, że wszyscy postawili na profesjonalizm (uśmiech).
Do kogo Panu bliżej pod względem poglądów: Piotra Wojtiuka czy Michała Ludwisiaka? Do wyborców. Jest Pan zręcznym rozmówcą. Rozważmy zatem temat w kwestii programów wyborczych. Zarówno jedna jak i druga strona ma w swoim programie mocniejsze i słabsze punkty. Widzę duże pole do współpracy. Mam nadzieję, że radni nie będą negować cudzego pomysłu tylko dlatego, że wyszedł od takiej a nie innej grupy osób czy osoby. To byłoby niewłaściwe.
W poprzedniej radzie duet Przybylski - Wojtiuk był niezwykle zgrany. Czy ten scenariusz może się powtórzyć? Powtórzyć na pewno nie. Jestem człowiekiem współpracy, więc współpracować będziemy, ale na zdrowych zasadach. Absurdalnych pomysłów nie będę popierał, a wręcz przeciwnie – będę je torpedował.
Wiele osób zarzucało Janowi Przybylskiemu, że czasami – przywołajmy tu choćby sprawę z CBA – zręcznie próbuje wyłagodzić niekorzystne dla burmistrza sprawy. Też tak odczułem. Wdrażając się w pracę biura i przeglądając korespondencję mogę stwierdzić, że panu Przybylskiemu zależało na tym, by pewne rzeczy odwlec w czasie. Tak naprawdę pan Przybylski stanął po jednej stronie. Mocno zaryzykował. Czemu? Nie wiem, ale jak widać, to ryzyko mu się nie opłaciło.
[[reklama]]
Sprawa z CBA nie została zakończona – teraz Pan stawi jej czoła. Trzeba pamiętać, że w tej sprawie są wątpliwości. Rozmawiałem z posłami, którzy mieli kontakt z CBA i które pracowały nad ustawami dotyczącymi tej służby i jest to tak, że jeśli wysyła się tych panów na kontrolę (a to była kontrola, którą ktoś zlecił), to oni muszą coś znaleźć. Jak nie znajdą, to znaczy, że są słabi. Może to co znaleźli ma swoje podstawy, ale z tego wszystkiego zrobił się mały cyrk. Na pewno będę stał po stronie prawa, ale i zgodnie z rozsądkiem. To będzie gra w otwarte karty. Niczego nie będę zatajał. Pierwsze sesje za nami. Jak się Pan czuje w roli przewodniczącego? Staram się pełnić tę rolę jak najlepiej, jeszcze lepiej będzie pewnie za 2-3 miesiące, kiedy bardziej się wdrożę. Poprzedni przewodniczący był stonowany, oszczędny w emocjach, ale stanowczy. Bez mrugnięcia okiem ukracał zbędne dyskusje. Jaki Pan będzie? Będę starał się robić wszystko, by rada zajęła się przede wszystkim pracą. Jeśli komuś trzeba będzie zabrać głos, to będę to robił bez skrupułów, jeśli ktoś będzie mówił głupoty to po prostu mu o tym powiem. Można liczyć na bezpośredniość, ale nie na chamstwo (uśmiech).
Czuł się Pan komfortowo, kiedy Jan Przybylski patrzył i pewnie oceniał Pański styl prowadzenia obrad? Nie otrzymałem od niego uwag krytycznych, więc sądzę, że się podobało (uśmiech).
Potrzebna jest Panu pomoc radcy prawnego? Dotąd nie pojawiał się on na sesjach, a w nowej kadencji był już dwukrotnie. Był, ponieważ rozstrzygaliśmy pewne kwestie sporne, ważne dla obu stron. Mowa o (bardziej politycznych niż pragmatycznych) wyborach przewodniczących poszczególnych komisji. Znam pracę pana radcy, gdyż współpracuje on także z innymi samorządami, i niestety często jest bardziej doradcą włodarzy niż radcą. Będę się temu bacznie przyglądał.
Na podsumowanie mam cytat z Pańskiej strony: ""niewykorzystywanie autoreklamy w biznesie jest grzechem"". A w polityce? Częściowo tak. Jeśli ktoś marzy o karierze politycznej to powinien znać swoją wartość.
Pan o niej marzy? To za dużo powiedziane. Pracę samorządową traktuję jako służbę wyborcom. Wystartowałem po to, by coś zmienić. Skoro – jak powiedziałem – jestem osobą uczciwą, kreatywną, do tego młodą, dlaczego tego nie wykorzystać dla dobra ogółu? (uśmiech). Korzystając z okazji chciałbym złożyć wszystkim wyborcom noworoczne życzenia: by radni, na których głosowali, dotrzymywali obietnic.
Rozmawiała Patrycja Kajewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze