- Był moment zagrożenia mojego życia, ale chwała Bogu, jeszcze nie było mi to pisane - mówi proboszcz parafii w Wielkim Buczku
To była msza pełna łez. Łez Księdza, ale również parafian. W zasadzie płakał chyba cały kościół. To prawda, że z wielu oczu popłynęło tego dnia wiele łez wzruszenia. Ja również nie mogłem się powstrzymać. Sam fakt, że przez chwilę byłem w swojej parafii, to wystarczyło – obecność w kościele, którego nie widziałem od grudnia. Miło było wrócić do swoich, zobaczyć tylu ludzi w kościele... Nie mogę o tym rozmawiać, znowu chce mi się płakać (ksiądz Tadeusz po raz pierwszy podczas tej rozmowy przeciera wilgotne oczy).
[[reklama]]
W szpitalach przebywa Ksiądz od kilku miesięcy, ale z chorobą zmaga się znacznie dłużej. Od kilkunastu lat, w zasadzie chyba niewiele brakuje już do dwudziestu, gdy zaczęły mnie męczyć schorzenia nóg. Jednak to, co działo się ze mną przez ostatnie miesiące, to chyba był najgorszy stan, w jakim znalazłem się na przestrzeni lat. Typowy efekt długotrwałej, przewlekłej choroby. Wcześniej stan zdrowia regularnie mi się pogarszał, kolejne hospitalizacje niespecjalnie mi pomagały. Zawsze podleczono mnie trochę i kierowano na domową kurację. Dlatego, jak sądzę, wszystko wracało każdorazowo do pierwotnego stanu. Poznań, Toruń, Bydgoszcz – przez lata leczenie w tych wszystkich miejscach właściwie zawodziło. W Pile zrobiono mi niedawno...
To tylko fragment artykułu Piotra Steffena z AL 23/2014, s. 33
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze