Trudno mi ocenić, czy to najlepsza droga. Doświadczenie z pewnością się przydaje. Istotne jest dla mnie, że poznałem każde stanowisko od podszewki, że znam ich specyfikę. Po raz pierwszy na deskach sceny KOK stanąłem w wieku kilkunastu lat jako recytator na konkursie, jakoś w połowie lat 90-tych. Zdaniem nauczycieli miałem dobry głos, dykcję, więc wysłano mnie ze szkoły na te zmagania. Potem zaczął się wolontariat przy organizacji imprez. Takie były początki.
Wtedy jeszcze nie. Na etapie ukończenia szkoły podstawowej chciałem zająć się ochroną środowiska. Dobrze radziłem sobie z biologią, chemią, matematyką. Przedmioty humanistyczne też nie sprawiały mi problemu, ale nie podchodziłem do nich priorytetowo. To zmieniło się w szkole średniej. Trafiłem do Technikum Ochrony Środowiska w Krajence, gdzie moją polonistką była pani Lis. To m.in. za jej sprawą zyskałem „etat” szkolnego konferansjera podczas różnych imprez. Później przeniosło się to na obsługę konferansjerską Festiwalu Czerwonokrzyskiego, opiekę nad grupami młodzieżowymi, które tam występowały. To były moje pierwsze poważniejsze kroki w dogrywaniu szczegółów przy dużej w sumie imprezie. W międzyczasie, znalazłem się wśród aktorów Teatru Matysarek. To było dla mnie już coś więcej niż hobby. Decyzję o tym, że przyszłość zwiążę z przedmiotami humanistycznymi, a nie np. politechniką, podjąłem właściwie na koniec technikum, gdy trzeba już było wybierać przedmioty maturalne.
Reklama

[[pay]]
Najpierw chciałem uczyć historii i WOS-u. To jednak szybko minęło. Wyjechałem na warsztaty teatralne do Gdyni. Prowadził je Erwin Meyer, a szkoła, gdzie się to odbywało, działała pod auspicjami samego sir Sean’a Connery’ego. Dla dziewiętnastoletniego chłopaka ten świat był czymś tak fascynującym, że zamiast na pięć dni, zostałem tam na dwa miesiące. Inna sprawa, że szybko z uczestnika warsztatów stałem się asystentem reżysera. To była moja pierwsza praca. Co więcej, poznałem życie jednej z bardziej teatralnych rodzin w Polsce od kuchni, jej dom, rodzinę, przyjaciół. Spodobało mi się to, więc postanowiłem się w tym kierunku rozwijać. Na deski teatru mnie za bardzo nie ciągnęło, wolałem zająć się organizacją takich i nie tylko takich wydarzeń. Wówczas postanowiłem studiować animację kultury. Kształcenie wyższe w tym kierunku, odbywało się tylko w trzech ośrodkach akademickich w kraju. Wybrałem Zieloną Górę i to była kolejna decyzja, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że dobrze postanowiłem. Spotkałem tam i poznałem świetnych ludzi. Bardzo podobało mi się też to, że o ile zajęcia teoretyczne prowadzili profesorowie, to już ćwiczenia mieliśmy z praktykami, wśród których znalazł się m.in. Mirosław Gancarz z kabaretu „Potem”, czy jeden z najstarszych polskich artystów konceptualnych prof. Wiesław Hudon. Nobilitujące było też dla mnie, że recenzentem mojej pracy magisterskiej był prof. Józef Kargul – człowiek uznany w dziedzinie animacji kultury.
Reklama
Do Krajenki wracałem naładowany chęcią działania. Odpowiadałem w KOK za zajęcia teatralne, których formuła zakładała, że to uczestnicy mają stworzyć teatr i spektakl. Równolegle współpracowałem z Wojewódzką Biblioteką Publiczną i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu. Zdecydowana większość pracy z młodymi ludźmi polegała na pobudzaniu ich twórczości, przeradzającej się w dialogi, sceny, scenografie czy rekwizyty. Każdy mógł się w tym realizować, zarówno ja jako opiekun, animator tego teatru, jak również niewiele młodsi wówczas ode mnie uczestnicy, głównie młodzież ze szkoły średniej. Spotykaliśmy się po trzy razy w tygodniu na trzy godziny bądź dłużej. To wymagało sporej dyscypliny i odpowiedzialności. Ta praca i przyjemność zarazem, rozwijała za to poczucie własnej wartości, kreatywność, a nawet przyjaźnie. Wiele osób z czasów tamtego teatru do dziś się przyjaźni, spotyka, choć los porozrzucał ich w różne części świata.
To zależy o jakim przedsięwzięciu mówimy. Animacja kultury to dziedzina bardzo dynamiczna, zmieniająca się. Animatorzy muszą cały czas poszukiwać nowych rozwiązań, form, pomysłów. Współczesny świat, co można zobaczyć choćby na przykładzie popularnych talent show, stawia na formę. Ma być szybko, dynamicznie, niekoniecznie łatwo, ale jeśli tak będzie to tym lepiej. Wygrywa wszystko to, co obrazowe, mieszczące się na ekranie smartfonu i tabletu. Z kolei trudność w dostępie do instruktorów – animatorów, polega na tym, że najczęściej po studiach zostają oni w dużych miastach
Reklama
Jakieś obawy zapewne miałem. Jednak to też nie tak, że zostałem dyrektorem i zamierzałem przewrócić wszystko do góry nogami. Jestem zwolennikiem ewolucji, a nie rewolucji w kulturze. Należało wybrać najlepsze rzeczy i je udoskonalać. W kulturze nie jest tak, że formuła danego wydarzenia jest dobra już raz na zawsze. Jeśli chce się przyciągnąć mieszkańców na wydarzenie, trzeba im co jakiś czas oferować coś nowego, dostosowanego do bieżącej sytuacji. Tak zmieniały się i nadal zmieniają duże imprezy - festiwale, przeglądy, warsztaty, pokazy, koncerty. Tak przy współpracy z miastem i parafią powstały „Dni Krajenki”, na których w tym roku wystąpi Anna Wyszkoni.
Tu nie ma reguły. Owszem, gwiazdy miewają kaprysy, chociaż trudno ocenić, czy to faktycznie ich życzenia, czy warunki stawiane przez ich managerów. Kiedyś mieliśmy sytuację, gdzie dogadywaliśmy koncert z pewnym zagranicznym zespołem. Był na nich budżet, wymagana scena, technika estradowa, pojawił się za to problem z hotelem. Okazało się bowiem, że najbliższy, spełniający ich wymagania, znajdował się w Warszawie. Efekt byłby więc taki, że odbieralibyśmy ich z lotniska w Poznaniu, przywozili do Krajenki, następnie po koncercie artystów zawozili do hotelu w Warszawie, sprzęt na lotnisko w Poznaniu, by znów przetransportować artystów do Poznania. Oczywiście koncert nie doszedł do skutku. Zdarza się też, że w tzw. riderze, czyli wymaganiach stawianych przez managera i gwiazdę, jest informacja o takiej a nie innej wodzie do picia, odpowiedniej wielkości lustrze, odpowiednim oświetleniu garderoby, ilości krzeseł itd. Wymagania techniczne też są szczegółowo przedstawione. Gwiazdy dbają o swój wizerunek, stąd na ich koncertach nie może być byle jakiego światła czy byle jakiego nagłośnienia bądź sceny 5 na 5 metrów. Między innymi dlatego musieliśmy wyjść z imprezami z amfiteatru. To miejsce ma swój urok i sprawdza się, gdy wymagania nie są tak duże, np. jak rok temu podczas koncertu disco polo.
Reklama
Przy okazji tak dużych wydarzeń jako organizatorzy nie jesteśmy tam, by się bawić. Musimy zadbać, żeby całość odbyła się zgodnie z planem, bez nieoczekiwanych niespodzianek. Jeśli dzień później słyszę, że koncert był świetny, zabawa udana, to jestem spokojny, że stanęliśmy na wysokości zadania.
Animator kultury dzisiaj to bardziej manager, psycholog, socjolog, księgowy, BHP-owiec i logistyk. Do tego ustawa o imprezach masowych dotknęła nas trochę rykoszetem przy okazji regulowania przepisów stadionowych. Stąd jeśli przewidujemy, że na koncert przyjdzie ponad 1000 osób, musi być ochrona, barierki, policja, karetka, wydzielone strefy, określona ilość toalet. Ustawa jasno precyzuje, co musi być, ile musi tego być i jakie są konsekwencje, gdy czegoś zabranie, a odpowiedzialność spada zawsze na organizatora. Duże imprezy, takie jak dni miast są bardzo ważne i głównie przez ich pryzmat jesteśmy oceniani. Ale równie ważna jest codzienna praca przy mniejszych wydarzeniach, czy zajęciach artystycznych. Tam jest skierowana duża część energii, aby przyciągać, zachęcać, proponować. Kultura jest w zamożnych społeczeństwach „towarem pierwszej potrzeby” w Polsce jeszcze nie.
Reklama
Duża w tym rola ośrodków kultury. Społeczeństwo musi się wzbogacić, żeby poza podstawowymi rzeczami częściej sięgać po dobra kultury. A my musimy proponować formy dostosowane do czasów i na tyle atrakcyjne, żeby ten proces przyspieszyć. To zresztą się dzieje. Wraz ze wzrostem propozycji wzrasta liczba korzystających z naszej oferty.
Trudno jest mi sobie wyobrazić inną drogę. Gdybym na etapie szkoły średniej inaczej wybierał, nie spotykał ludzi których spotkałem, pewnie skończyłbym jakiś ścisły kierunek i byłbym inżynierem. Tak się jednak nie stało. Jestem animatorem kultury i z animacją wiąże dalsze zawodowe życie.
Reklama
Rozmawiał Sz. Chwaliszewski[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze