Połamane nogi, miednica, obrzęk mózgu, krwiaki w kręgosłupie i mózgu.. Dwa miesiące całkowicie wyjęte z życia i powolny powrót do świadomości. - Jedną nogą byłem na tamtym świecie - wspomina Tomek Brodecki
1 listopada 2011, trasa Skórka-Dolnik. Poboczem drogi porusza się rowerzysta. Wojewódzką 188 wraca do Złotowa. Co rusz wyprzedzają go samochody, jest Wszystkich Świętych, na drogach wzmożony ruch. Kolejne kilometry znikają pod kołami. Nagle uderzenie. Tomek, zahaczony przez samochód i pchany silnym podmuchem wiatru zjeżdża na lewy pas. Z naprzeciwka jedzie cinquecento. Huk. Przeraźliwy dźwięk tłuczonego szkła i gniecionej blachy. Ciemność. Cisza. [[reklama]] Delete
Tomek nie wie dokładnie co się wtedy stało. Nie pamięta bólu, policyjnych kogutów ani syreny pogotowia ratunkowego. Nie ma pojęcia dlaczego był tego dnia w Pile. Wszystko o czym rozmawiamy to skrzętnie poukładane w głowie relacje bliskich i informacje wyczytane ze szpitalnej karty. Nie docieka szczegółów, szczerze przyznaje, że cieszy się, że pamięć oszczędziła mu dokładnych projekcji. – Czas przeleciał mi między palcami – opowiada. Chwile przed wypadkiem i pierwsze miesiące po, to dla niego biała kartka, raz po raz, w niejasnych przebłyskach pamięci naznaczona obrazami widzianymi jak przez mgłę. Wspomnienia? W pierwszych chwilach bezsilność, tytaniczny wysiłek ponoszony każdego dnia, ale przede wszystkim ogromne pragnienie niezależności. Siła. Wiara w to, że uda się poruszyć nogą, wstać z łóżka. Pójść przed siebie.
Powrót do świata żywych
Pędząca karetka przewozi nieprzytomnego Tomka do złotowskiego szpitala. Na miejscu przetaczają mu 10 litrów krwi. Walka, wyścig ze śmiercią. Lekarze przez pół godziny próbują przywrócić go do życia. Sukces – pierwszy z wielu, od tej pory bowiem życie Tomka to niekończąca się batalia. Batalia o przyszłość i – przede wszystkim – o siebie samego. O najmniejszy ruch ręki, o pierwszy krok. –Po wypadku podnosiłem tylko głowę – opowiada Tomek – trzeba było się mną zajmować jak małym dzieckiem. Miałem złamane obie nogi, miednicę, obrzęk mózgu, krwiaki. Jedną nogą byłem na tamtym świecie – wspomina. OIOM Złotów, OIOM Piła, pilski oddział ortopedyczny, bydgoska Klinika Rehabilitacji – powrót do zdrowia był szpitalną pielgrzymką okraszoną potem i – co szczerze przyznaje nasz rozmówca – łzami. [[reklama]] Sprawca: nieznany
-Uderzyły we mnie dwa samochody – opowiada Tomek. Pierwszego z nich do dziś nie udało się zidentyfikować, kierowca odjechał. Póki co nie udało się go odnaleźć, więc postępowanie zostało umorzone. Drugie auto, jadące z prędkością 90 km/h cinquecento wskutek zderzenia zostało mocno uszkodzone, znajdująca się w nim kobieta, pasażer, została przewieziona do szpitala w Pile. -Kilka razy musiałem spojrzeć na zdjęcie samochodu żeby dotarło do mnie co się stało – Tomek opowiada o zapoznawaniu się z materiałami, które trafiły do prokuratury. Wgnieciona maska, zbita szyba, zniszczony dach – złotowianin przekoziołkował przez auto i spadł na jezdnię. [[nowa_strona]] Boża opatrzność
-Myślisz, że tego dnia ktoś nad Tobą czuwał czy raczej skłonny jesteś uwierzyć w rewelacyjną pomoc lekarską? – pytam. Tomek na chwilę się zamyśla. –Przed wypadkiem zacząłem wątpić w Boga – złotowianin waży słowa. –Przestałem chodzić do kościoła, nie wierzyłem w Opatrzność. Po wypadku wszystko się zmieniło o 180 stopni. Codziennie się modlę – przyznaje, dodając, że kiedy wrócił do domu, prosił o odwiedziny duszpasterskie. –Bóg wrócił mi życie – mówi pewnie. –Jestem gotów zrobić to, co dla mnie przygotował – 24-latek upatruje w tym wydarzeniu jakiejś celowości. Dowodem próby charakteru są zmiany, jakie zaszyły w jego osobowości. –Wiele zmysłów mi się wyostrzyło, więcej rzeczy zacząłem dostrzegać. Stałem się bardzo otwarty i wyrozumiały. Tomkowi nie można też odmówić siły.
Feniks z popiołów
Od wypadku minęło 8 miesięcy. Ten czas był dla Tomka bardzo pracowity. Jego życie kręciło się wokół rehabilitacji na tyle intensywnie, że niewiarygodnie szybko zaczęto odnotowywać poprawę. -Na powrót do zdrowia ludzie potrzebują od dwóch do pięciu lat. Mi się udało to zrobić w około sześć miesięcy – z dumą opowiada złotowianin. –Jeśli się czegoś chce, to się do tego dojdzie, trzeba tylko mieć w sobie determinację – mówi. Tomkowi z całą pewnością jej nie brakowało. Żmudna rehabilitacja zaczęła się od najprostszych ćwiczeń. –Raz dziennie miałem siąść na łóżku. Robiłem to trzy razy dziennie – opowiada nasz rozmówca, dodając, że podobnie było z innymi ćwiczeniami. Rehabilitantka odwiedzała go 2-3 razy w tygodniu, on jednak ćwiczył przez cały tydzień. Efekty przyszły zaskakująco szybko. W marcu, a więc po 5 miesiącach, Tomek stanął na nogi. –Jestem jak feniks, który odradza się z popiołu a na dole mam napis katharsis. Tak siebie widzę – wyjaśnia, przyznając, że „chwile podłamania” mimo wszystko jeszcze mu się zdarzają. –Sam do tych wydarzeń nie wracam, wraca moja podświadomość. To bardzo silne przeżycia – tłumaczy. [[reklama]] Dać kawałek siebie
Dziś Tomek żyje utartym rytmem: rehabilitacja, basen, siłownia, wielokilometrowe marsze – zaciekle walczy o sprawność, dba o kondycję. –Kamień milowy już rzuciłem, ale sporo jeszcze zostało i o tym wiem – mówi.
Złotowianin z optymizmem patrzy w przyszłość. –Przez ponad pół roku wiele rzeczy się nazbierało do zrobienia. Czas nadrobić zaległości – wyjaśnia z uśmiechem. Plany na najbliższą przyszłość? Sesja fotograficzna w jednym ze złotowskich studio. Poza tym? –Oddać dobro, które dostałem.
Patrycja Koplin [[reklama]]
Tomasz Brodecki jest podopiecznym Fundacji Złotowianka. Jeśli ktoś z Państwa chciałby wspomóc jego leczenie oraz rehabilitację – jest taka możliwość. Wpłata, z dopiskiem „darowizna na rzecz Tomasz Brodecki B/24” można dokonywać na konto Spółdzielczego Banku Ludowego w Zakrzewie, numer 25 8944 0003 0002 7430 2000 0010. Całość zebranych środków będzie przekazana na rzecz T. Brodeckiego.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze