- Jeśli wpływają do nas skargi to zakładamy odpowiednią teczkę. Pani Wojtkiewicz takiej nie ma - w rozmowie z Patrycją Koplin mówi Piotr Lach
Bywa Pan stronniczy? Myślę, że zawsze staram się znaleźć optymalne rozwiązanie dla danej sytuacji. To czy ktoś jest stronniczy czy nie z reguły wypływa z oceny tych, którzy przyglądają się z boku i nie znają wszystkich czynników, które wpływają na podjęcie określonej decyzji.
Pytam, ponieważ dają się słyszeć głosy, że komisja konkursowa, którą Pan powołał, była skonstruowana w taki sposób, by nie dać szansy Jolancie Rusinowskiej. Komisja miała za zadanie wyłonić najlepszego kandydata do kierowania nowo utworzoną placówką i jej dobór miał reprezentować środowiska zainteresowane jak najlepszym funkcjonowaniem zespołu szkół. Wydaje mi się, że skład komisji był w miarę optymalny, skonstruowany w ten sposób, by nie powodować zagrożenia ewidentną stronniczością. Nie wiedzieliśmy, co kandydaci przedstawią, w jaki sposób będą chcieli tę placówkę prowadzić i co przypadnie do gustu członkom komisji. Budowali ją przedstawiciele środowisk szkolnych, kuratorium, związków zawodowych i były to osoby, których nawet z imienia i z nazwiska nie znaliśmy, więc trudno mówić o jakiejkolwiek stronniczości.
Największe kontrowersje budzi osoba Tadeusza Brzezińskiego, który jest zdeklarowanym zwolennikiem Małgorzaty Wojtkiewicz. Czy rzeczywiście akurat ten radny powinien w komisji rozstrzygać? Na pewno powinien reprezentować interesy swojej społeczności. Wcześniejsze głosy, obawy społeczności radawnickiej związane z wyborem nowego dyrektora były dosyć wyraźne, stąd ta decyzja. Pojemność komisji była ograniczona, nie mogliśmy zatem wziąć również reprezentanta Świętej, zwłaszcza, że jest tam dwóch radnych. Konieczne było dokonanie pewnej selekcji. Środowisko w Świętej, wydaje nam się, było dużo bardziej spokojne, w Radawnicy pojawiały się głosy niepokoju, więc uważałem, że uczestnictwo radnego, który jest zainteresowany losem szkoły, będzie uzasadnione. Radny Brzeziński miał prawo mieć swojego faworyta. Oceniając postępowanie konkursowe, uważam, że wykazał się on troską o dobro placówki, na pewno nie wykazał jawnej niechęci wobec pani Rusinowskiej.
Czy nie byłoby zasadne w skład komisji włączyć choćby członka komisji oświatowej? Oczywiście, można by włączyć jeszcze parę innych osób. Dlaczego przedstawiciel z Radawnicy, a nie ze Świętej, dlaczego komisja oświatowa, a nie rewizyjna, a może jeszcze jakieś inne środowiska... Tak jest skonstruowana kwestia doboru komisji, taką decyzję podjęliśmy.
Jolanta Rusinowska, gdy wyszła z sali po przedstawieniu swojej koncepcji wskazała dłonią kilkanaście centymetrów nad podłogą i powiedziała: „taki poziom”. Czy pytania, które jej zadano, rzeczywiście były tak niemerytoryczne? Trudno mi się do tego odnieść, bo nie wiem, jaki poziom pani Rusinowska miała na myśli. Jeśli mówimy o poziomie wystąpienia, to wynik komisji wskazał, jaki był.
Uważa Pan, że J. Rusinowska została potraktowana uczciwie? Myślę, że tak, ponieważ chodziło nam o to, by rzetelnie powiedzieć, jakie w szkole są problemy i usłyszeć propozycje ich rozwiązania. Nikt nie miał na celu dyskredytowania pani Rusinowskiej. Pytania, które padły, zmierzały do uzyskania informacji, w jaki sposób pani dyrektor zamierza sobie w przyszłości poradzić z zarzutami, które się w stosunku do jej osoby pojawiają. Zapewnienia o tym, że jest wszystko dobrze nie odpowiadały informacjom, jakimi komisja dysponowała.
[[reklama]]
Jakie to były informacje? Posiedzenie komisji jest tajne i nie mogę zbyt wiele ujawniać, mówić, co kto słyszał. Każdy słyszał to, co chciał słyszeć. Myślę, że informacje na temat pracy placówki i jej charakteru mieli wszyscy. Łącznie z pracownikami kuratorium, którzy doskonale wiedzą, co trapi gimnazjum. Doskonale wiedzą o tym również przedstawiciele związków zawodowych i rady rodziców. Wszyscy wiemy o problemach, jakie swoim stylem pracy generowała dyrektor Rusinowska.
A na M. Wojtkiewicz się nie skarżono? Na początku roku szkolnego były ogólne problemy z organizacją dowozu uczniów i dotyczyły one również placówki kierowanej przez panią Wojtkiewicz. Jeśli wpływają do nas skargi, to zakładamy odpowiednią teczkę. Pani Wojtkiewicz takiej nie ma.
Pojawiają się opinie, że powołując się na skargi, które do Pana odnośnie J. Rusinowskiej dotarły, użył Pan argumentów poniżej pasa, że jako pracodawca powinien ją już wcześniej upomnieć, zdyscyplinować, a nie robić to w trakcie konkursu. Wcześniej miałem obraz jednostronny, przekazywany wyłącznie przez panią dyrektor, natomiast najwidoczniej nie wszyscy mieli takie zdanie. Dokumenty, które wcześniej do nas spływały, również z kuratorium, świadczyły o tym, że różne problemy pojawiały się w gimnazjum. W każdej placówce pojawiają się problemy, natomiast tutaj wydawało się, że jest ich zdecydowanie więcej. Użyłem tych argumentów tylko po to, aby pokazać, że odpowiedzi, które udzielane były innym członkom komisji, niekoniecznie pokrywają się z prawdą. Zaprzeczanie pewnym faktom, brak odpowiedzi na pytanie, jak J. Rusinowska zamierza sobie, jako dyrektor, z pewnymi problemami poradzić, moim zdaniem było mijaniem się z prawdą. Chcąc mieć poparcie dla osób zadających pytania sięgnąłem do dokumentów, w których posiadanie wszedłem niedawno, krótko przed konkursem. Ocena funkcjonowania szkoły przedstawiona przez panią Rusinowską znacząco różniła się od naszej wiedzy i od sytuacji w szkole, stąd nie uważam, aby to był cios poniżej pasa.
Lekiem na problemy, o których Pan mówi, ma być zespół szkół? Czy będzie lekiem – to się okaże. Sami dobrze wiemy, że było trochę dyskusji wokół pomysłu powołania zespołów. Chcieliśmy zoptymalizować funkcjonowanie oświaty, kontynuować reformę, a nie opierać ją wyłącznie o szkoły w Zalesiu i w Stawnicy. Wiele wskazywało na to, że elementy, które wskazaliśmy jako uzasadniające utworzenie zespołu szkół, zostały uwzględnione w opinii kuratorium, zostały zaakceptowane również przez rady rodziców i rady pedagogiczne. To się wiąże ze zmianą dyrektora i nie chodzi tu o wyeliminowanie pani Rusinowskiej. Po prostu próbujemy znaleźć właściwą osobę na to stanowisko.
[[reklama]]
W kontekście T. Brzezińskiego mówił Pan o prawie do posiadania faworyta, wobec tego proszę powiedzieć, kto był Pańskim faworytem. Zdawałem sobie sprawę z tego, i mówiłem o tym w różnych okolicznościach, że jeżeli zestawimy dwie osobowości, dwoje dyrektorów, myślę tu o pani Wojtkiewicz i pani Rusinowskiej oraz ocenę ich pracy, to moim zdaniem wybór nie powinien być trudny. Sytuacja spowodowała, że do bezpośredniej konfrontacji, do położenia na szali tych dwóch dorobków, dwóch osobowości nie doszło i uważam, że źle się stało. Osobiście przychylam się do opinii komisji, która uznała, że w tej sytuacji pani Rusinowska nie była najlepszym kandydatem do objęcia stanowiska dyrektora. Przez ostatnie 6 lat obserwowaliśmy pracę pani dyrektor i w mojej ocenie nie przyniosła ona spodziewanego efektu.
Wiem, że zdecydowana większość osób obstaje za M. Wojtkiewicz. Zastanawiam się, na ile, i czy w ogóle, straciła ona w oczach społeczeństwa przez to zamieszanie, które się w gminie wydarzyło. Element nacisku społecznego jest ważny i my, jako samorząd, bierzemy go pod uwagę w wielu kwestiach. Czasami wydaje się, że nasze posunięcia są mało racjonalne, ale trzeba wiedzieć, że posuwamy się za głosem społeczeństwa. Tu mamy dobry przykład. Może oceniając merytorykę, punktację, dorobek, ktoś uważałby, że konkurs powinien się rozstrzygnąć, ale my nie możemy się ograniczać wyłącznie do formuły. My, jako reprezentacja społeczeństwa, musimy słuchać jego głosu. Nie chciałbym oceniać czy przez taki właśnie przebieg konkursu ktoś zyskał czy stracił, bo to nie są wybory na miss Radawnicy, tu nie można więc mówić o wizerunkowych stratach. Szukamy osoby, która rozwiąże parę problemów, które w szkole w Radawnicy są. Wcale nie chodzi o to, by nauczycielom było lżej, sympatyczniej albo o to, żeby się pogorszył ich stosunek do dzieci. Czytając artykuły prasowe można odnieść wrażenie, że tylko w gimnazjum w Radawnicy był reprezentowany interes ucznia. Uważam, że to jest bardzo krzywdzące dla pozostałych nauczycieli i dyrektorów. Nie sądzę, by w innych placówkach nauczyciele nie pomagali uczniom, nie dbali o ich interes czy nie wsłuchiwali się w głos rodziców. Naszym zamiarem w żadnym przypadku nie jest doprowadzenie do rozluźnienia dyscypliny.
Kiedy następny konkurs? Rozważamy różne opcje. Jakie będą działania – jeszcze nie wiemy, czekamy na pewne rozstrzygnięcia, opinie, m.in. z kuratorium. Jest prawdopodobieństwo, że konkursu w ogóle nie będzie. Jeśli będzie, to w takim terminie, żeby placówka od 1 września miała swojego dyrektora.
Dlaczego konkursu miałoby nie być? Prawo daje taką możliwość, jedna z interpretacji mówi wręcz, że drugi konkurs nie powinien się odbyć. Ja osobiście wolałbym, żeby konkurs był, żeby wyłonienie kandydata nastąpiło w równej walce. Jeśli tak się nie stanie, będziemy musieli użyć innej formy, pozakonkursowej.
Jakiej? Przepisy mówią, że w sytuacji, kiedy konkurs nie został rozstrzygnięty, kandydata wyłania organ prowadzący.
Zmieniając temat – ostatnio jest o gminie głośno, niekoniecznie w pozytywach. Myśli Pan, że dzieje się tak dlatego, że tych spraw, o które się potykamy, jest więcej, czy może ta rada jest głośniejsza, bardziej odważna w swoich ocenach? Trudno powiedzieć, bo jak się analizuje prasę, to niczym negatywnym nie wyróżniamy się spośród innych samorządów. Staramy się pracować w miarę równo, zgodnie i oczywiście dla dobra społeczeństwa. O wielu sprawach dyskutujemy, padają propozycje różnych rozwiązań i niekoniecznie wszystkim się one podobają. Zwykle jest tak, że Ci, którzy je akceptują, nie idą do prasy, a Ci, którzy nie akceptują, głośno to artykułują i być może stąd głosy, że spraw kontrowersyjnych jest więcej. Na pewno działamy dynamicznie, a przy szybkiej jeździe łatwiej o stłuczkę.
Od samych radnych słyszałam opinie, że rada jest mniej spójna, przez co pracuje się trudniej. Nikt nie ukrywał, że poprzedni wójt miał inny styl pracy, co w pewnym sensie przekładało się na odmienną metodę funkcjonowania choćby pieniędzy dla sołectw. Teraz system rozdziału tych środków jest inny i każdy dostaje pieniądze z funduszu sołeckiego, nie trzeba więc o nie zabiegać. Ja też jestem z tego zadowolony, bo wcale nie chciałbym jednym dawać, a drugim nie. Rada jest dynamiczna, dyskutuje i bardzo dobrze. Wsłuchuję się w jej głos. Oczywiście niedobrze się dzieje, kiedy ktoś pod płaszczykiem troski o społeczeństwo próbuje przemycać swoje interesy, ale myślę, że to są rzadkie przypadki.
Nawiązując do stylu pracy, o którym Pan wspomniał. Na tyle, na ile się orientuję, Pańska kadencja oceniana jest przez społeczeństwo bardzo dobrze. Jedyna rzecz, którą się czasami Panu wytyka, to zbytnia łagodność. Może powinien Pan kiedyś uderzyć pięścią w stół? Myślę, że choćby konkurs na dyrektora zespołów wskazuje na to, że te decyzje, czasami kontrowersyjne czy trudne, potrafię podejmować. Na razie nie ma żadnego powodu, żeby pukać w stół. Myślę, że do takiej sytuacji być może kiedyś dojdziemy, ale mam nadzieję, że nie będziemy musieli. To wcale nie świadczy o tym, że nie denerwują mnie pewne rzeczy, natomiast uważam, że publicznie należy próbować opanować nerwy. Mam nadzieję, że nie będę musiał pokazywać pazurów.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze