Starosta Goławski zapowiada rewolucję. Zamknie wydziały starostwa, podziękuje ludziom z partyjnego rozdania i zlikwiduje szkoły
Gratuluję, świetnie Pan rozegrał tę wyborczą partię i znowu Pana jest na wierzchu. To dzięki intuicji czy zimnej kalkulacji nadal jest Pan starostą?
Kalkulacja była na pewno. Porozumienie Samorządowe w Złotowskim bazowało na doświadczonych, sprawdzonych kandydatach. Liczyliśmy na sześć mandatów, a mamy ich siedem. Tak to trzeba rozgrywać, by po wyborach mieć szansę tworzyć władzę. Ja od 2002 roku co cztery lata tworzę tę układankę i wiem, że układ partyjny w gminach i powiatach się nie sprawdza. Ludzie nie chcą wyborów politycznych. Wyciągnąłem z tego wnioski, dobrałem ludzi i stąd ten sukces.
Ciężko się z Panem zaprzyjaźnić. Dzień po wyborach żegna się Pan ze słabszymi kolegami – cztery lata temu z Mirosławem Jaskólskim, teraz z Tomaszem Fidlerem. Za każdym razem wychwalał Pan swoich koalicjantów pod niebiosa, a potem...
Panie redaktorze, bez przesady, te koalicje były dobre na tamte czasy. Za bardzo nie wychwalam za to konkurencji. A przyjaźń? Ona była zawodowa. Pracowaliśmy z Tomaszem Fidlerem przez cztery lata, z Mirosławem Jaskólskim osiem, ale nie jesteśmy aż tak bardzo zaprzyjaźnieni, żeby się teraz sobą rozczarować i jakoś specjalnie rozstawać. Z Mirosławem Jaskólskim współpracujemy dalej, a z Tomaszem Fidlerem będziemy pracować w radzie powiatu. Ich poniosły ambicje i chęć ogrania jeden drugiego. Tak było choćby cztery lata temu.
Teraz zawiązał Pan koalicję z Polskim Stronnictwem Ludowym, którego przecież jest Pan członkiem. Co to za koalicja, skoro wszyscy jesteście z jednej partii?
W Porozumieniu Samorządowym w Złotowskim tylko ja jeden jestem z PSL, a pozostali członkowie są bezpartyjni, choć samo Porozumienie wywodzi się z tej partii. Koledzy ludowcy wystawili swój blok i ja się z tego cieszę, bo zawsze koszula jest bliższa ciału...
Zgodził się Pan na koalicję z PSL, ale tym samym wziął Pan sobie na głowę kłopot – niedoświadczonego zastępcę.
Kłopoty, problemy zawsze za mną chodziły i teraz też trochę ich będzie. Można powiedzieć, że kłopoty to moja specjalność. Nie znam za dobrze Daniela Sztycha, wiem, że dwa razy startował na wójta gminy Złotów i jakieś ciągotki do samorządu ma.
"Ciągotki" to nie za mało?
Może i za mało, ale jest tu nas trochę ludzi doświadczonych, to może go wykształcimy. Jest młodym człowiekiem, doświadczenia nabierze i będzie dobrze. Trafił pod doświadczonych samorządowców.
"Zielony" samorządowo i administracyjnie Daniel Sztych oznacza więcej pracy dla Pana. Nie wierzę, że odda mu Pan tak ważne i drażliwe działy jak oświata, służba zdrowia czy finanse. Czym zajmował się będzie wicestarosta?
Są jeszcze wydziały rolnictwa, budownictwa, jest komunikacja... Wydziałami tymi kierują merytorycznie dobrzy dyrektorzy i niech się młody od nich uczy administracji. Choć na popsucie czegokolwiek nas nie stać. Poza tym pełnił on wysokie funkcje we władzach Związku Młodzieży Wiejskiej, prowadził także dużą działalność rolniczą, to pewne doświadczenie ma.
Wiemy, że młody działacz PSL nie był pierwszą opcją braną przez Pana pod uwagę. Pana zastępcą zostać miał obecny skarbnik powiatu Grzegorz Piękoś. PSL się na to nie zgodził czy sam zainteresowany?
Taka była pierwsza wersja. Chciałem Grzegorza Piękosia na swojego zastępcę, bo darzę go całkowitym zaufaniem. Miał się zająć zabieganiem o pieniądze i wydziałem finansowym. Nie planowałem zatrudnienia nowego skarbnika, tylko przesunięcie na to stanowisko głównej księgowej. Niestety, koalicjant chciał mieć swojego wicestarostę. Ma do tego prawo. Myślę, że wielkiego problemu z tego nie będzie.
Jednym z największych przegranych tych wyborów jest Stanisław Wełniak. Miał rozdawać karty w powiecie, a zasiądzie w opozycji. Powinien żałować, że nie poszedł do wyborów z Panem?
Niech sam wyciągnie wnioski. Deklarował publicznie, że chce odgrywać w powiecie jakąś rolę, ale mi tego nie mówił, bo ja przed wyborami żadnych układanek nie robię. Myślę, że Stanisław Wełniak czuje się spełniony jako samorządowiec, a że trochę niedomaga na zdrowiu, to w radzie powiatu trochę odpocznie. A tak na marginesie, miał słabych doradców.
Z tego co wiemy w Starostwie Powiatowym ma być kilka zmian na kierowniczych stanowiskach. Pracę stracić ma choćby dyrektor Wydziału Współpracy i Aktywizacji Osób Niepełnosprawnych Przemysław Maliszewski. Sprząta Pan po PO?
Porządkuję finanse. To nie są zmiany osobowe, ale związane są one z oszczędnościami. Wyłączymy dwa wydziały: współpracy właśnie oraz audytu i kontroli. Zastanawiamy się także nad wydziałem gospodarczym. Oszczędności dotyczą także taboru samochodowego i kierowców. W tej chwili mamy pięć samochodów i dwóch kierowców na etacie. Zostawimy jedną osobówkę i jednego busa. Liczymy na ponad milion złotych oszczędności.
Kiedy jednak dwa lata temu pisaliśmy, że starostwo jest przerośnięte kadrowo i za drogie w utrzymaniu, Państwo się oburzaliście. Teraz będziecie zwalniać, łączyć i likwidować wydziały. Skąd ta zmiana?
Czasy się zmieniają, pieniędzy jest coraz mniej i trzeba szukać oszczędności. Zmienia się też układ polityczny i nie będzie nominacji politycznych. Ja się na to już nie zgadzam.
Już...
Już nie. Cztery lata temu jeszcze się zgodziłem, choć wiedziałem, że finansowo będzie to trudne do udźwignięcia.
Czy stanowisko straci również Wiesław Pachocki, zajmujący się oświatą?
Wydział oświaty połączymy ze współpracą i aktywizacją i ogłosimy konkurs na stanowisko dyrektora tych wydziałów. Będzie to osoba mająca kompetencje i oświatowe, i aktywizacyjne. Pan Pachocki może stanąć do konkursu. Innych zmian na kierowniczych stanowiskach nie przewiduję, choć, po ewentualnej likwidacji wydziału gospodarczego, dyrektorem pewnie nie będzie już Jerzy Massel.
Wygląda na to, że dzięki fuzji z PSL może Pan pozwolić sobie na więcej. Kiedy więc zapadnie decyzja o likwidacji którejś ze szkół wchodzących w skład Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego?
Odbyłem już spotkanie z dyrektorkami Centrum, a chcę zrobić kolejne także z nauczycielami, bo trzeba sobie powiedzieć prawdę: powiatu nie stać na dokładnie do oświaty - teraz już 3 mln zł. Trzeba sobie powiedzieć, że tniemy, tylko jak głęboko? Jak tylko rada się ukonstytuuje, to zajmiemy się oświatą. Największy problem ma szkoła w Jastrowiu, nad którą trzeba się zastanowić, a także „Rolniczak”...
W tegorocznych wyborach miał Pan znacznie mniej głosów niż przed czterema laty. Dlaczego?
Miałem około trzystu głosów mniej. Wiedziałem, że tak będzie, bo na listach byli mocni ludzie. Za cztery lata mogę już nie być starostą i biorę to pod uwagę. Wszystko zależy od tego, jak ta kadencja nam wyjdzie. Powiedziałem, że mnie interesuje tylko funkcja starosty, bo kroku w tył nie zrobię, ale do wyborów zawsze podchodzę z pokorą. Niech wyborcy decydują, komu powierzają władzę.
Powiat zrestrukturyzował swój dług, co nie oznacza, że go spłacił. Nadal w kasie wieje pustką. Proszę wymienić trzy najważniejsze inwestycje, które będziecie Państwo chcieli zrealizować w ciągu następnych czterech lat.
Pierwsze - może w końcu porozumiemy się z wójtami i burmistrzami w sprawie budowy domu pomocy. Drugie to doposażenie szpitala powiatowego w nowoczesny sprzęt, na co będą pieniądze z Wielkopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego. Trzecie to inwestycje drogowe: Jastrowie – Nadarzyce, Podróżna – Dolnik, Łomczewo, Buczek.
Nagroda dla dyrektora szpitala to zawsze drażliwy temat. Uważa Pan, że należy mu się nagroda w wysokości ponad czterdziestu tysięcy złotych?
Należy mu się i pan Teusz spełnia warunki, by ją otrzymać. Czy zarząd przyzna mu ją w tej maksymalnej kwocie, to będzie się wiązało m.in. z jego przejściem na emeryturę. Tak się umówiliśmy, że po wyborach porozmawiamy na ten temat, bo już jest na to czas. Podsumujemy jego pracę i przy odejściu damy mu maksymalną nagrodę.
Rozmawiał Łukasz Opłatek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze