Reklama

Kolejka - żywiciel gminy

28/10/2012 00:00
Dziesiątki podróżujących, gwar, szum i terkot kolejki. Dzisiaj cisza, porośnięte trawą tory i budynek stacji kolejowej, który żyje jedynie dzięki jego lokatorom, mającym wciąż przed oczami jedną z najwęższych w Polsce łobżenicką kolejkę

Wdowy po pracownikach kolei, dzieci kolejarzy i jedyny pracownik kolei, który całe życie zawodowe związał z państwowymi przewozami. W budynku dawnej stacji kolejowej mieszkają ludzie, którzy doskonale pamiętają najlepszy czas wąskiej kolejki, gwar i szum na stacji i dziesiątki podróżujących do pracy ludzi. Jedną z takich osób, która rozkład wąskiej kolejki ma wciąż w pamięci jest Zygmunt Piechocki, emerytowany dyżurny ruchu. Ponad osiemdziesięcioletni mężczyzna zaczął pracę w kolejach państwowych w 1956 roku w Bydgoszczy, na dworcu towarowym. Przeszedł niemal wszystkie szczeble zawodowe kolejarza: od manewrowego przez hamulcowego, konduktora rewizyjnego do kierownika pociągu. W 1958 roku dostał przeniesienie na kolejkę wąskotorową w Łobżenicy i tutaj zamieszkał. Był to okres największej świetności małej kolejki. Dziesiątki podróżujących do pracy w Bydgoszczy, mieszkańcy okolicznych miejscowości zdążający na odpust do Górki Klasztornej i młodzież, która latem jeździła na plażę do Trzebonia.


[[reklama]]
Łobżenica – Witosław

W tamtym czasie, jak wspomina Zygmunt Piechocki, kolejka jeździła na trasie Łobżenica – Witosław, na odcinku 18 kilometrów. Pierwszy pociąg wyjeżdżał ze stacji w Łobżenicy już o 3.35. – Jechali nim ludzie do pracy. W Witosławiu przesiadali się na szerokie tory. W Bydgoszczy byli o 6.06 – dokładnie pamięta kierownik łobżenickiej kolejki. – Kolejką jeździli ludzie z całej gminy, najwięcej pasażerów było z Liszkowa, Dziunina, Fanianowa i Dębna. Po pierwszym kursie kolejka wracała do Łobżenicy o szóstej z minutami. Drugi kurs do Witosławia był o 8.05. – Tam nasi pasażerowie przesiadali się na szerokie tory. Było połączenie do Nakła, Gniezna, do Piły – wylicza kierownik pociągu. Około godziny 11.00 kolejka wracała do Łobżenicy. – Do 15.20 była przerwa, dopiero wtedy był trzeci kurs. W Witosławiu czekaliśmy na pasażerów z dwóch pociągów, z Więcborka i z Nakła. Przed 21.00 byliśmy ponownie w Łobżenicy – dokładnie pamięta Zygmunt Piechocki. Po kilku latach pierwszy kurs z 3.35 przesunięto na 5.00. - Pasażerów było już mniej i połączenia nie były tak dogodne – przyznaje emerytowany kolejarz. Z roku na rok pasażerów ubywało. Zygmunt Piechocki nadal pracował na łobżenickiej stacji. W 1978 ukończył kurs dyżurnego ruchu i na tym stanowisku, w 1986 roku, przeszedł na zasłużoną emeryturę. Zaczęła się likwidacja kolejki. - W pierwszej kolejności zaprzestano kursów osobowych - ze smutkiem opowiada mężczyzna, który był świadkiem najlepszych lat, a potem upadłości tego środka transportu.
[[nowa_strona]]
Transport towarowy

Najdłużej utrzymał się transport towarowy. Jak wspomina Zygmunt Piechocki, niemal każdy towar, który trafiał do Łobżenicy, przewożony był koleją. – Tony buraków cukrowych, które trafiały następnie do Nakła – wylicza. - W Białośliwiu była stacja przeładunkowa, tam towar ładowany był na wąskotorówkę. Do Łobżenicy przyjeżdżał cały towar do Gminnej Spółdzielni: nawozy, wapno, materiały budowlane i inne, niemal wszystko docierało do nas dzięki kolejce. PGRy korzystały tylko z naszego transportu: pasza, węgiel – wspomina mężczyzna, żałując, że zrezygnowano z transportu kolejowego. – Dzisiaj tylko samochody, a przecież to droższe i mniej wydajne – dziwi się doświadczony kolejarz.


[[reklama]]
Stacja z prawdziwego zdarzenia

Dziś po dawnej stacji kolejowej został tylko budynek. Jego mieszkańcy doskonale pamiętają czynną kasę, poczekalnię i noclegownię dla pracowników kolei oraz gwizd pociągów przyjeżdżających i odjeżdżających ze stacji. W tym czasie na łobżenickiej stacji pracowało siedem osób: trzech dyżurnych ruchu, konduktor, zawiadowca stacji, kierownik pociągu. – Na okres kampanii przewozowej przychodzili przeszkoleni pracownicy i jeździli na towarowych pociągach. To był dobry czas dla kolei – z sentymentem wspomina lokator stacji kolejowej.
Dzisiaj na dawnej stacji cisza. I tylko porośnięte trawą tory przypominają o tym, że kiedyś jeździła tu kolejka. Nieliczni już pamiętają okres największej świetności małej kolejki i jej znaczenie dla lokalnego środowiska.

A. Głyżewska–Klofik


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Marek Kujawski - niezalogowany 2023-10-12 22:03:57

    Z wielkim sentymentem przeczytałem ten artykuł. W tamtych latach pracowałem na stacji Witosław. Z panem Zygmuntem Piechockim jako kierownikiem pociągów KD spotykałem się wielokrotnie. Stacja Witosław była stacją końcową dla KD. Pozdrawiam Pana Zygmunta i życzę mu wiele zdrowia i sukcesów, pozdrawiam Marek Kujawski Ps Jakby co to mój adres mkujaws@gazeta.pl

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości