Łukasz i Michał to dwaj przyjaciele ze Złotowa, którzy na początku lipca wyruszyli rowerami z Kołobrzegu w kierunku Helu. Trasa liczyła 380 km, pokonanie dystansu zajęło im 4 dni
Idealny tandem
1 lipca dwóch nastolatków wsiadło ze swoimi rowerami do grubo opóźnionego pociągu na stacji w Jastrowiu. Przed nimi roztaczała się wizja przygody, adrenalina rosła, więc kiedy już znaleźli się w Kołobrzegu mogli popuścić wodze fantazji i rozkoszować się nadchodzącymi przeżyciami.
Przygotowani byli na tyle, na ile mogli. Mieli ze sobą głównie własny sprzęt, sakwy na rowery otrzymali dzięki uprzejmości Zenona Wiśniewskiego z Lipki. Dzięki swojej zaradności i pomocy fundacji Złotowianka przed wyprawą zgłosił się do nich właściciel złotowskiego sklepu w celu dofinansowania pomysłu. Złotowianka pomogła także w zapewnieniu chłopakom noclegu na wybrzeżu. Ofiarność ludzi i dobra energia już na początku zdrowo zaskoczyły rowerzystów. W obliczu tak wielkiej pomocy pozostało im już tylko wyruszyć i cieszyć się wolnością.
Jeszcze raz
Na początku pogoda nie współgrała z zapałem młodzieńców. Pierwsza noc w Gleźnowie była burzowa i gwałtowna, dwie następne również zaskakiwały anomaliami pogodowymi, ale ekscytacja przygodą zwyciężała naturalne przeszkody. Drugi dzień i kolejny odcinek na drodze do celu był dla chłopaków szczególny. Tego dnia przejechali w pięknej, słonecznej aurze aż 150 km, co zajęło im 10 godzin. Zatrzymali się dopiero w Łebie. - Chcieliśmy wjechać na wydmy, ale niestety nasze rowery nie nadawały się do takich wyczynów – opowiadają. Trzeci i ostatni nocleg, we Władysławowie, mieli zapewniony dzięki uprzejmości darczyńcy sakw rowerowych, który, tak się składa, ma tam brata.
A stamtąd już prosta droga na Hel. Tę trasę wspominają wyjątkowo miło: - Z Władysławowa na Hel jechaliśmy najlepszą w całej wyprawie, dwupasmową drogą rowerową. Była idealna! - śmieją się obaj. - Niestety woda w morzu była za zimna i w efekcie nawet się nie wykąpaliśmy. Ale i tak z chęcią byśmy to powtórzyli – zapewniają. [[nowa_strona]]
Gdzie teraz?
4 lipca Łukasz i Michał wrócili do domów. Pełni wspomnień spotkanych ludzi, w tym Niemców, z którymi przejechali kilka kilometrów, tych, którzy pomogli im w naprawianiu usterek rowerowych i tych, którzy po prostu, zwyczajnie uśmiechali się na ich widok. Kilka tygodni po powrocie już planują kolejną wycieczkę. To ich pasja. - Pomimo doświadczenia nie zdawałem sobie sprawy, jak wiele radości może dać mi rower i jak wiele może wytrzymać taki sprzęt – mówi Michał. - Byłem pozytywnie zaskoczony. Łukasz dodaje: - Najważniejsze to mieć chęci do takich akcji, my mieliśmy tylko swój zużyty sprzęt, GPS w telefonach i mapkę z lat 70. Czasami się gubiliśmy, ale to jest właśnie przygoda.
Łukasz, myśląc o nowej wycieczce, ma wyraźnie rozmarzone spojrzenie. Razem z Michałem chcieliby za rok pojechać gdzieś dalej, może uda się wyruszyć z Mazur na wschód.
Chłopcy dziękują swoim sponsorom: Ireneuszowi Rogowiczowi, Zenonowi Wiśniewskiemu, Leszkowi Wiśniewskiemu, Fundacji Złotowianka, Piotrowi Witeckiemu oraz firmie Marabut, a także dobrym ludziom, którzy ich gościli na trasie.
Agnieszka Piec
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze